poniedziałek, 27 listopada 2017

Rozdział 1


Spoglądając na drzwi, wykonane z jasnego drewna. Czekam aż, ktoś raczy się pofatygować i mi je otworzyć. 
Zniecierpliwiona pukam kolejny raz, tym razem dużo głośniej. Mając dość czekania. Na szczęście przynosi to w końcu jakiś efekt. 
Głośna muzyka zostaje ściszona, a kilka chwil potem słyszę dźwięk przekręcanego zamka. Drzwi się otwierają i staję na przeciwko wysokiego chłopaka, przewyższającego mnie przynajmniej o głowę. Który na pierwszy rzut oka, wydaje się być w podobnym wieku do mnie. 



- Cześć. Jestem Emily, twoja nowa sąsiadka. Mógłbyś słuchać trochę ciszej, swojej muzyki? Potrzebuję się skupić, a ona mi to uniemożliwia - zaczynam grzecznie, mając nadzieję że mój rozmówca zrozumie mój punkt widzenia i spełni prośbę. 
- W takim razie masz problem. Widzisz ja w przeciwieństwie do ciebie, tylko w ten sposób potrafię się zrelaksować. Dlatego, będziesz musiała do tego przywyknąć. Nikt inny nie miał z tym do tej pory żadnych problemów. A ty pojawiłaś się, nie wiadomo skąd i już masz jakieś pretensje - dostrzegam jak nowo poznany sąsiad, jest od początku nieprzychylnie do mnie nastawiony. Patrzy na mnie z grymasem niezadowolenia i gromi wzrokiem. Zupełnie nie wiem dlaczego. Przecież nic mu nie zrobiłam, a jedynie zwróciłam grzecznie uwagę. 
- Zrozum, że potrzebuję ciszy. Przede mną jutro ważny dzień. Muszę się do niego przygotować - nie wchodzę w szczegóły, starając się przy okazji, przekonać nieznajomego do swoich racji. 
- A co mnie to obchodzi? Jest jeszcze wcześnie i mam prawo robić w swoim własnym mieszkaniu, co tylko mi się podoba - nie pozwala mi nawet nic odpowiedzieć, zamykając przed nosem drzwi z głośnym trzaskiem. 



Stoję osłupiała, jeszcze przez kilka minut, dokładnie w tym samym miejscu. Zupełnie nie rozumiejąc, jak można być aż tak niemiłym. Dodatkowo nie kulturalnym, gdyż nawet nie raczył się przedstawić. Dawno już nie miałam okazji spotkać, kogoś tak nieprzychylnego. 



Zrezygnowana wracam do siebie, znów słysząc głośną muzykę rozbrzmiewającą przez ściany. Zdenerwowana tym faktem, nie mam pojęcia co zrobić z resztą wieczoru. Skoro na grę nie mam, nawet co liczyć. Biorę więc pierwszą lepszą książkę, starając się zrozumieć czytany tekst. Ale to również mi nie wychodzi. Nie przywykłam do takiego hałasu. W domu zawsze miałam ciszę i spokój. 
Za to tutaj, już pierwszego dnia mieszkania, udało mi się wywołać sąsiedzką kłótnie. Czuję, że nie polubię się ze swoim nowym sąsiadem. Skoro już początek naszej znajomości przybrał taki obrót, aż boję się pomyśleć co będzie dalej. Od razu dało się wyczuć, że nie ustąpi. A biorąc pod uwagę, że ja również zawsze staram się postawić na swoim. Taka wymiana zdań jak dzisiaj, może się bardzo często powtarzać. 



Budzę się rano, drażniona przebijającymi się przez okna promieniami słońca. W ferworze wydarzeń wczorajszego dnia, zapomniałam zaciągnąć zasłony. Otwieram oczy i lekko się przeciągam. Próbując pozbyć się uczucia odrętwienia. 
Po chwili orientując się jednak, że coś jest nie tak. Spoglądam na zegarek i zamieram. Jest po dziewiątej, a zajęcia w szkole muzycznej trwają od dobrej godziny. Przypominam sobie o zatyczkach w uszach i mam ochotę się rozpłakać. Przez tego nie wychowanego, robiącego mi na złość osobnika, który mieszka za ścianą. Musiałam wczoraj je włożyć, aby w ogóle móc zasnąć. Dlatego też, dzisiaj nie usłyszałam budzika i najzwyczajniej w świecie zaspałam. Przez mój wyostrzony słuch, niemal od zawsze potrzebowałam idealnej ciszy przed snem, co podejrzewam tutaj będzie graniczyło z cudem. Mimo wszystko, tym problemem będę musiała zająć się trochę później.



Zrywam się na równe nogi, szukając w pośpiechu jakiś ubrań nadających się do włożenia. Następnie zbieram wszystkie potrzebne mi rzeczy i wybiegam z mieszkania. Tracę kolejne cenne sekundy, walcząc z kluczem w zacinającym się zamku w drzwiach. Przeklinając pod nosem na swojego pecha.


Całą drogę pokonuje biegnąc, co nie jest najłatwiejszym zadaniem biorąc pod uwagę torebkę i futerał ze skrzypcami, które trzymam w rękach. Na szczęście droga nie jest zbyt długa, inaczej nie dałabym rady kondycyjnie. Moja forma pozostawia wiele do życzenia.



Wbiegam do ogromnego budynku, niepewnie się rozglądając. Zastanawiam się, jak odnajdę właściwą salę w tej plątaninie korytarzy i pomieszczeń. 
Po niekończącym się błądzeniu i chodzeniu w kółko. Udaję mi się nareszcie znaleźć odpowiedni numer sali. 



Pukam niepewnie i wchodzę do środka. Niemal natychmiast kilkanaście par oczu, wpatruje się w moją osobę. Nie znosiłam takich momentów, czułam się wtedy bardzo niekomfortowo. 
- Pani Braun, jak mniemam? - słyszę podniesiony głos profesora, który wpatruję się w listę z nazwiskami. 
- Tak. To ja - odpowiadam niepewnie. Czując się okropnie pod ostrzałem tylu spojrzeń i ich dziwnych uśmiechów. 
- Przypominam pani, że w naszej szkole obowiązują pewne zasady. Nie tolerujemy spóźnień, a zwłaszcza pierwszego dnia. Jeszcze jedna taka sytuacja i będzie się pani musiała z nami pożegnać. Czy to jest jasne? - kiwam potakująco głową i zajmuję wyznaczone mi miejsce. Przy okazji spoglądając na swoje odbicie w szybie okna. Wyglądam strasznie z roztrzepanymi włosami i pogniecionym ubraniem. Uświadamiam sobie, że przez to kompletnie nie pasuję do tego miejsca.
Zrobiłam po prostu, idealne pierwsze wrażenie, myślę z przekąsem. Po raz pierwszy też, miałam ochotę zrobić coś swojemu sąsiadowi, który stał się moim najgorszym koszmarem.




Wracając po ciężkim dniu z zajęć. Mam ochotę wyłącznie iść spać. Niestety żołądek przypomina o swoim istnieniu i domaga się jedzenia. Przez cały dzień, nie miałam nic w ustach. Będąc już na ostatnich schodkach prowadzących mnie do mojego mieszkania, czuję jak ktoś mija mnie pędem i zbiega po nich w pośpiechu, o mało co mnie nie wywracając. 
- Uważaj jak chodzisz - krzyczę dostrzegając po raz kolejny. Tego bezczelnego chłopaka mieszkającego obok. A wściekłość jaka towarzyszyła mi na niego podczas całego dzisiejszego dnia, jeszcze przybiera na swojej intensywności. 



- Emily, jak ci minął pierwszy dzień? - słyszę na powitanie. Jak tylko odbieram telefon od siostry. 
- Na pewno nie tak, jak sobie zaplanowałam - odpowiadam zdenerwowana. Następnie zdając jej relację na temat szkoły. Nie omieszkam, wspomnieć także o sprawcy mojego spóźnienia. 
- Tina, nawet sobie nie wyobrażasz, jak ja go nie cierpię - kończę swoją opowieść. Słysząc głośny śmiech po drugiej stronie. 
- Przecież ty go kompletnie nie znasz. Nie wiesz nawet jak ma imię, a już wydajesz osądy. W gruncie rzeczy to, że zaspałaś to przecież nie jego wina. Przystojny jest chociaż? - ostatnie pytanie wprawia mnie w konsternację. 
- Tina! Co to ma do rzeczy? Ale skoro już jesteś taka ciekawska to powiem ci, że nie jest w moim typie. Tobie za to, na pewno by się spodobał. Ale już teraz zaznaczam, że nie mam zamiaru go bliżej poznawać. Wystarczy, że narobiłam już sobie przez niego problemów. A ty powinnaś być po mojej stronie. Przypominam ci, że jesteś moją siostrą - mówię niezadowolona. 
- I właśnie dlatego nie przyznam ci racji. Wiem, że masz skłonność do przesady i szukania na siłę problemów. Dodatkowo przydałby ci się ktoś, nie byłabyś taka samotna. Przemyśl to - wytyka mi. A ja nie mogę zaprzeczyć, wiedząc że ma rację, co do niektórych rzeczy. Tego jej jednak nie przyznam. 
- O czym ty mówisz? Samej jest mi dobrze. Tyle razy już ci mówiłam, że chcę się teraz wyłącznie skupić na grze. Nie mam zamiaru, dodatkowo zaprzątać sobie głowy jakimiś flirtami, czy czymś w tym stylu - uświadamiam ją, aby nie robiła sobie większych nadziei. 
-Jak sobie chcesz. Przekonasz się, że ta upartość, jeszcze wyjdzie ci kiedyś bokiem. Muszę się jeszcze pouczyć. Trzymaj się, Emily i nie nastawiaj się tak negatywnie do wszystkiego - Tina, żegna się ze mną. A ja uświadamiam sobie, że zaczyna mi jej brakować. 
Nie dzieli nas duża różnica wieku, bo zaledwie dwa lata. Dlatego bardzo dobrze się dogadujemy i od niepamiętnych czasów, wspieramy się nawzajem. 



Pijąc ciepłą herbatę i szukając czegoś interesującego w telewizji. Zaczynam analizować słowa siostry, może ona faktycznie ma rację i brakuje mi drugiej osoby, która będzie obok mnie. Po głębszym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że jednak sukces i chęć udowodnienia sobie i innym, że mam talent. Jest w tym momencie dla mnie najważniejsza i mam wyłączny zamiar skupiać się tylko na tym.

1 komentarz:

  1. Andreas jako mało sympatyczny sąsiad już mi się podoba.z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział,bo zapowiada się ciekawie 😊

    OdpowiedzUsuń