Sfrustrowana
i w fatalnym humorze, próbuję się zacząć pakować. Nie wiem
nawet, od czego mam zacząć. W ciągu ostatnich dni, wykorzystałam
już chyba wszystkie swoje pomysły. Żaden nie okazał się możliwy
do zrealizowania. Przypominam sobie o porannej rozmowie z panią
Elinor, która rozwiała ostatecznie moją nadzieję, że nie będę
musiała opuścić miasta i wrócić do domu. Przekazała mi, że jej
dobra znajoma, wynajęła w zeszłym tygodniu wolny pokój i jest już
on zajęty.
Sama także oferowała swoją pomoc. Ale
musiałam odmówić. Nie ma mowy, abym przewróciła jej spokojne
życie w jedno pokojowym mieszkaniu do góry nogami. W życiu, byśmy
się tam nie pomieściły. Natomiast patrząc na cenę innych
mieszkań w okolicy, są one stanowczo wygórowane, jak na mój
skromny budżet. A rodziców nie mam zamiaru, więcej prosić o
pomoc. Wystarczająco już mnie wspierają finansowo. Dlatego
też znalazłam się w sytuacji bez wyjścia.
Z moich
pesymistycznych myśli, wyrywa mnie pukanie do drzwi. Otwieram je z
grymasem niezadowolenia, ponieważ chciałam być sama, nie
cieszyłam się więc na niespodziewane towarzystwo.
-
Widzę, że jesteś w paskudnym humorze. Ale zaraz ci się może
poprawi, jak usłyszysz co mam ci do przekazania - Andreas patrzy na
mnie z dużą radością. A ja nie mam pojęcia, co on znowu
wymyślił.
- O czym ty mówisz? Nic mi nie poprawi humoru,
chyba że znalazłeś mi nowe mieszkanie w niskiej cenie - mówię
zrezygnowana. Przepuszczając go w drzwiach.
- Właśnie o
tym chciałem porozmawiać. Znalazłem doskonałe rozwiązanie, tej
sytuacji. Po prostu, zamieszkaj ze mną - patrzę na niego z
zaskoczeniem i po chwili zaczynam się głośno śmiać. Nie biorąc
tych słów na poważnie.
- Bardzo śmieszne. Udało
ci się mnie nawet rozśmieszyć - informuję go.
- Ale ja
mówiłem poważnie - momentalnie zamieram, nie mogąc uwierzyć w
jego propozycję.
- Zwariowałeś? Jakim cudem wpadłeś w
ogóle, na tak absurdalny pomysł? - pytam, wcale nie podzielając
jego entuzjazmu.
- Emily, to jedyne i najlepsze rozwiązanie
tej sytuacji. Trochę nad tym myślałem. Mam przecież
wolny pokój, więc mogłabyś w nim zamieszkać. Przynajmniej do
momentu, gdy nie znajdziesz sobie czegoś innego. Może nie będziesz
miała tyle miejsca, co tutaj. Ale jakoś się zmieścimy. Przecież
nie chcesz wracać do domu - stara się mnie przekonać do swojego
pomysłu.
- Andreas, my nawet pięć minut nie wytrzymamy
pod jednym dachem. Pozabijamy się przy pierwszej,
lepszej możliwej okazji. Wiesz przecież, że mamy
zupełnie inne podejście do wielu spraw. To się w życiu nie uda -
jestem bardzo sceptyczna, do zaserwowanych przez niego rewelacji.
-
Może nie będzie, aż tak źle. Ostatnio dobrze się w
końcu dogadujemy. Zresztą mnie i tak nie ma przez większą
część dnia w domu. A jak już wrócę do pełni sił to zaczną
się zawodu, wyjazdy. Będę praktycznie gościem w mieszkaniu -
przytacza kolejne argumenty.
- Ale ja nie chcę ci
przeszkadzać. Przez mnie musiałbyś zupełnie przeorganizować
większość swoich czynności, czy przyzwyczajeń. Nie
sądzę, żeby było to dla ciebie komfortowe - nadal nie jestem do
tego przekonana.
- Dlaczego nawet nie chcesz spróbować?
Naprawdę wolisz wrócić do domu i zostawić wszystko, na czym ci od
tak dawna zależało?. Poza tym, nie chciałbym stracić z tobą
kontaktu, a tak się pewnie stanie - dodaje cicho.
- Ja
po prostu nie chcę sprawiać ci problemów – tłumaczę się z
mojej niechęci.
-
Gdybyś sprawiała, nie zaproponowałbym ci tego – wciąż
nalega.
Uświadamiam sobie, że ja także bym nie
chciała stracić z nim kontaktu. Ale z drugiej strony,
przebywając z nim pod jednym dachem, wszystko mogłoby
się skomplikować.
- To jak będzie? - słyszę ciche
pytanie Andreasa, po krótkiej ciszy, która między nami
zapadła.
Zastanawiam się, jeszcze przez moment. Rozważając
wszystkie za i przeciw. Ostatecznie postanawiając zaryzykować. Nie
pozostawiono mi, zbyt dużego pola manewru.
-
Dobrze, zgadzam się. Ale opłaty za rachunki i czynsz dzielimy po
połowie. W żadnym wypadku, nie chcę niczego za darmo - stawiam
warunki, wcale nie będąc przekonana, czy dobrze zrobiłam,
zgadzając się na ten szalony pomysł. - Cieszę się, że
udało mi się ciebie przekonać. Szczegółami zajmiemy się
później. Zobaczysz, będzie się nam dobrze razem mieszkało -
nieoczekiwanie Andreas, przytula mnie do siebie. Zaskoczona jego
gestem, mimowolnie odwzajemniam jego uścisk.
Przez
kolejne dwa dni, w wolnym czasie przenoszę swoje rzeczy do
mieszkania obok, przy dużej pomocy mojego nowego
współlokatora. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do
tej myśli.
Rozglądam
się po swoim nowym pokoju, będąc z niego naprawdę zadowolona.
Jego wielkość pozwala mi, na swobodne umieszczenie większości
swoich rzeczy, a dodatkowo mam z niego dużo lepszy widok na okolicę
niż poprzednio.
Jego
błękitne ściany, dodają mu jasności. Idealnie komponując się z
białymi meblami. Jestem pewna, że kilka drobnych dodatków i
poczuję się w nim jeszcze lepiej. Już teraz sprawia wrażenie,
przytulnego i zachęca do spędzania w nim czasu.
-
Mam nadzieję, że ci się tutaj podoba. A jeśli chciałabyś coś
zmienić to się nie krępuj. Najważniejsze, abyś czuła się tutaj
dobrze - Andreas staje w drzwiach i rozgląda się po
pomieszczeniu.
-
Jest wspaniale. Nie mam zamiaru niczego zmieniać. Dziękuję -
składam niepewnie na jego policzku, delikatny pocałunek w ramach
wdzięczności.
-
Za co? - wydaje się, że nie do końca rozumie, o co mi chodzi.
-
Za pomoc. Gdyby nie ty, właśnie byłabym w drodze do domu. Mam
tylko nadzieję, że nie będę długo nadużywać twojej gościnności
i uda mi się coś znaleźć w najbliższym czasie - nie mam
zamiaru wykorzystywać jego dobroci.
-
Możesz tu zostać, ile tylko chcesz. Nie musisz niczego szukać.
Miło będzie mieć się do kogo odezwać. Od dawna już myślałem,
aby znaleźć sobie współlokatora - spoglądam na niego i wydaje mi
się, że mówi szczerze. Jest naprawdę zadowolony z mojej obecności
w tym miejscu.
W
ramach podziękowania i uczenia naszego pierwszego dnia, wspólnego
mieszkania. Postanawiam przygotować dla nas kolację. Mając
nadzieję, że zdążę przed powrotem Andreasa. Rozglądam się po
niezbyt dużej kuchni, w poszukiwaniu potrzebnych mi rzeczy. Niezbyt
dobrze orientuję się w ich położeniu.
Następną
godzinę spędzam na gotowaniu. Mimo, że nie jestem zbyt dobrą
kucharką, staram się żeby się udało i smakowało jak
najlepiej.
Po
przygotowaniu potraw, zajmuję się rozłożeniem zastawy na stole.
Gdy wszystko, jest już gotowe. Spoglądam na zegarek i orientuję
się, że Andreas się spóźnia. Powinien pojawić się już pół
godziny temu.
Jestem tym zdziwiona, ponieważ zwykle jest punktualny.
Po
upłynięciu kolejnych minut, postanawiam do niego zadzwonić.
-
Jesteś już w drodze do domu? - pytam, gdy tylko odbiera.
-
Emily, przepraszam że się spóźniam, ale spotkałem
swoją dobrą koleżankę
i postanowiliśmy iść na kawę. Nie czekaj na mnie - zaskakują
mnie jego słowa i czuję się rozczarowana. Nigdy nie wspominał
o żadnej bliskiej koleżance.
-
W porządku. Zrobiłam kolację i trochę zostało, więc jak
będziesz chciał to sobie odgrzejesz - udaję, że wcale nie
zrobiłam jej z myślą o naszej dwójce.
-
Jasne. Dzięki - rozłączam się, odczuwając dziwne emocje. Staram
się oszukać sama siebie, że nie jestem zazdrosna o tą nieznajomą
dla mnie dziewczynę.
Gdy
wskazówki zegara, wskazują dwudziestą trzecią, staram się
zasnąć. Choć nie jest to dla mnie najłatwiejsze. Wciąż
zastanawiam się, ile można pić kawę. W końcu, gdy słyszę
dźwięk przekręcanego klucza w zamku, oddycham z ulgą.
Przynajmniej nocy nie spędzą razem.
Wraz z tą myślą przychodzi kolejna, że przecież on ma do tego
prawo. Jest wolny i może robić, co tylko chce. A ja nie mam, nic do
tego. Sama zresztą chciałam, żeby nasza relacja pozostała
wyłącznie na przyjaźni. Teraz więc nie powinno mi to
przeszkadzać.
Słysząc
ciche pukanie do drzwi od swojego pokoju, udaję że śpię. Wiem, że
tak będzie lepiej. Boję się, że podczas naszej rozmowy,
powiedziałabym jeszcze coś, czego potem będę żałować.
Po
chwili Andreas odchodzi, a następnie udaje się do swojego
pokoju.
Wpatruję się bez celu w ścianę, bezskutecznie
próbując usnąć. Wiedząc, że chciałabym być teraz w pokoju
obok, spędzając tę noc w jego ramionach.
Zaczynałam się
gubić w swoich własnych odczuciach. Pomiędzy tym, czego
chcę, a tym co sobie obiecałam. Coraz bardziej byłam tym
przytłoczona i zmęczona walką z samą sobą. Obawiałam się, że
nie będę potrafiła dłużej tego wytrzymać i prędzej, czy
później zrobię coś głupiego.
Rano
budzę się zbyt późno, dlatego też w pośpiechu szykuję się do
wyjścia. Nie zdążając nawet zjeść śniadania. Na szczęście
wygląda na to, że Andreas jeszcze śpi. W przeciwnym wypadku,
naraziłabym się na kolejny wykład, dotyczący mojego postępowania.
Wychodząc
na zewnątrz, natykam się na osobę, której miałam nadzieję
więcej nie spotkać.