sobota, 30 grudnia 2017

Rozdział 12


Sfrustrowana i w fatalnym humorze, próbuję się zacząć pakować. Nie wiem nawet, od czego mam zacząć. W ciągu ostatnich dni, wykorzystałam już chyba wszystkie swoje pomysły. Żaden nie okazał się możliwy do zrealizowania. Przypominam sobie o porannej rozmowie z panią Elinor, która rozwiała ostatecznie moją nadzieję, że nie będę musiała opuścić miasta i wrócić do domu. Przekazała mi, że jej dobra znajoma, wynajęła w zeszłym tygodniu wolny pokój i jest już on zajęty.
Sama także oferowała swoją pomoc. Ale musiałam odmówić. Nie ma mowy, abym przewróciła jej spokojne życie w jedno pokojowym mieszkaniu do góry nogami. W życiu, byśmy się tam nie pomieściły. Natomiast patrząc na cenę innych mieszkań w okolicy, są one stanowczo wygórowane, jak na mój skromny budżet. A rodziców nie mam zamiaru, więcej prosić o pomoc. Wystarczająco już mnie wspierają finansowo. Dlatego też znalazłam się w sytuacji bez wyjścia.



Z moich pesymistycznych myśli, wyrywa mnie pukanie do drzwi. Otwieram je z grymasem niezadowolenia, ponieważ chciałam być sama, nie cieszyłam się więc na niespodziewane towarzystwo.
- Widzę, że jesteś w paskudnym humorze. Ale zaraz ci się może poprawi, jak usłyszysz co mam ci do przekazania - Andreas patrzy na mnie z dużą radością. A ja nie mam pojęcia, co on znowu wymyślił.
- O czym ty mówisz? Nic mi nie poprawi humoru, chyba że znalazłeś mi nowe mieszkanie w niskiej cenie - mówię zrezygnowana. Przepuszczając go w drzwiach.
- Właśnie o tym chciałem porozmawiać. Znalazłem doskonałe rozwiązanie, tej sytuacji. Po prostu, zamieszkaj ze mną - patrzę na niego z zaskoczeniem i po chwili zaczynam się głośno śmiać. Nie biorąc tych słów na poważnie.
- Bardzo śmieszne. Udało ci się mnie nawet rozśmieszyć - informuję go.
- Ale ja mówiłem poważnie - momentalnie zamieram, nie mogąc uwierzyć w jego propozycję.
- Zwariowałeś? Jakim cudem wpadłeś w ogóle, na tak absurdalny pomysł? - pytam, wcale nie podzielając jego entuzjazmu.
- Emily, to jedyne i najlepsze rozwiązanie tej sytuacji. Trochę nad tym myślałem. Mam przecież wolny pokój, więc mogłabyś w nim zamieszkać. Przynajmniej do momentu, gdy nie znajdziesz sobie czegoś innego. Może nie będziesz miała tyle miejsca, co tutaj. Ale jakoś się zmieścimy. Przecież nie chcesz wracać do domu - stara się mnie przekonać do swojego pomysłu.
- Andreas, my nawet pięć minut nie wytrzymamy pod jednym dachem. Pozabijamy się przy pierwszej, lepszej możliwej okazji. Wiesz przecież, że mamy zupełnie inne podejście do wielu spraw. To się w życiu nie uda - jestem bardzo sceptyczna, do zaserwowanych przez niego rewelacji.
- Może nie będzie, aż tak źle. Ostatnio dobrze się w końcu dogadujemy. Zresztą mnie i tak nie ma przez większą część dnia w domu. A jak już wrócę do pełni sił to zaczną się zawodu, wyjazdy. Będę praktycznie gościem w mieszkaniu - przytacza kolejne argumenty.
- Ale ja nie chcę ci przeszkadzać. Przez mnie musiałbyś zupełnie przeorganizować większość swoich czynności, czy przyzwyczajeń. Nie sądzę, żeby było to dla ciebie komfortowe - nadal nie jestem do tego przekonana.
- Dlaczego nawet nie chcesz spróbować? Naprawdę wolisz wrócić do domu i zostawić wszystko, na czym ci od tak dawna zależało?. Poza tym, nie chciałbym stracić z tobą kontaktu, a tak się pewnie stanie - dodaje cicho. 
- Ja po prostu nie chcę sprawiać ci problemów – tłumaczę się z mojej niechęci.

- Gdybyś sprawiała, nie zaproponowałbym ci tego – wciąż nalega.
Uświadamiam sobie, że ja także bym nie chciała stracić z nim kontaktu. Ale z drugiej strony, przebywając z nim pod jednym dachem, wszystko mogłoby się skomplikować.
- To jak będzie? - słyszę ciche pytanie Andreasa, po krótkiej ciszy, która między nami zapadła.
Zastanawiam się, jeszcze przez moment. Rozważając wszystkie za i przeciw. Ostatecznie postanawiając zaryzykować. Nie pozostawiono mi, zbyt dużego pola manewru.



- Dobrze, zgadzam się. Ale opłaty za rachunki i czynsz dzielimy po połowie. W żadnym wypadku, nie chcę niczego za darmo - stawiam warunki, wcale nie będąc przekonana, czy dobrze zrobiłam, zgadzając się na ten szalony pomysł. - Cieszę się, że udało mi się ciebie przekonać. Szczegółami zajmiemy się później. Zobaczysz, będzie się nam dobrze razem mieszkało - nieoczekiwanie Andreas, przytula mnie do siebie. Zaskoczona jego gestem, mimowolnie odwzajemniam jego uścisk.



Przez kolejne dwa dni, w wolnym czasie przenoszę swoje rzeczy do mieszkania obok, przy dużej pomocy mojego nowego współlokatora.  Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tej myśli.
Rozglądam się po swoim nowym pokoju, będąc z niego naprawdę zadowolona. Jego wielkość pozwala mi, na swobodne umieszczenie większości swoich rzeczy, a dodatkowo mam z niego dużo lepszy widok na okolicę niż poprzednio. 
Jego błękitne ściany, dodają mu jasności. Idealnie komponując się z białymi meblami. Jestem pewna, że kilka drobnych dodatków i poczuję się w nim jeszcze lepiej. Już teraz sprawia wrażenie, przytulnego i zachęca do spędzania w nim czasu. 



- Mam nadzieję, że ci się tutaj podoba. A jeśli chciałabyś coś zmienić to się nie krępuj. Najważniejsze, abyś czuła się tutaj dobrze - Andreas staje w drzwiach i rozgląda się po pomieszczeniu. 
- Jest wspaniale. Nie mam zamiaru niczego zmieniać. Dziękuję - składam niepewnie na jego policzku, delikatny pocałunek w ramach wdzięczności. 
- Za co? - wydaje się, że nie do końca rozumie, o co mi chodzi. 
- Za pomoc. Gdyby nie ty, właśnie byłabym w drodze do domu. Mam tylko nadzieję, że nie będę długo nadużywać twojej gościnności i uda mi się coś znaleźć w najbliższym czasie - nie mam zamiaru wykorzystywać jego dobroci. 
- Możesz tu zostać, ile tylko chcesz. Nie musisz niczego szukać. Miło będzie mieć się do kogo odezwać. Od dawna już myślałem, aby znaleźć sobie współlokatora - spoglądam na niego i wydaje mi się, że mówi szczerze. Jest naprawdę zadowolony z mojej obecności w tym miejscu. 


W ramach podziękowania i uczenia naszego pierwszego dnia, wspólnego mieszkania. Postanawiam przygotować dla nas kolację. Mając nadzieję, że zdążę przed powrotem Andreasa. Rozglądam się po niezbyt dużej kuchni, w poszukiwaniu potrzebnych mi rzeczy. Niezbyt dobrze orientuję się w ich położeniu. 
Następną godzinę spędzam na gotowaniu. Mimo, że nie jestem zbyt dobrą kucharką, staram się żeby się udało i smakowało jak najlepiej. 



Po przygotowaniu potraw, zajmuję się rozłożeniem zastawy na stole. Gdy wszystko, jest już gotowe. Spoglądam na zegarek i orientuję się, że Andreas się spóźnia. Powinien pojawić się już pół godziny temu. Jestem tym zdziwiona, ponieważ zwykle jest punktualny. 
Po upłynięciu kolejnych minut, postanawiam do niego zadzwonić. 
- Jesteś już w drodze do domu? - pytam, gdy tylko odbiera. 
- Emily, przepraszam że się spóźniam, ale spotkałem swoją dobrą koleżankę i postanowiliśmy iść na kawę. Nie czekaj na mnie - zaskakują mnie jego słowa i czuję się rozczarowana. Nigdy nie wspominał o żadnej bliskiej koleżance. 
- W porządku. Zrobiłam kolację i trochę zostało, więc jak będziesz chciał to sobie odgrzejesz - udaję, że wcale nie zrobiłam jej z myślą o naszej dwójce. 
- Jasne. Dzięki - rozłączam się, odczuwając dziwne emocje. Staram się oszukać sama siebie, że nie jestem zazdrosna o tą nieznajomą dla mnie dziewczynę. 



Gdy wskazówki zegara, wskazują dwudziestą trzecią, staram się zasnąć. Choć nie jest to dla mnie najłatwiejsze. Wciąż zastanawiam się, ile można pić kawę. W końcu, gdy słyszę dźwięk przekręcanego klucza w zamku, oddycham z ulgą. Przynajmniej nocy nie spędzą razem. Wraz z tą myślą przychodzi kolejna, że przecież on ma do tego prawo. Jest wolny i może robić, co tylko chce. A ja nie mam, nic do tego. Sama zresztą chciałam, żeby nasza relacja pozostała wyłącznie na przyjaźni. Teraz więc nie powinno mi to przeszkadzać. 




Słysząc ciche pukanie do drzwi od swojego pokoju, udaję że śpię. Wiem, że tak będzie lepiej. Boję się, że podczas naszej rozmowy, powiedziałabym jeszcze coś, czego potem będę żałować.
Po chwili Andreas odchodzi, a następnie udaje się do swojego pokoju.
Wpatruję się bez celu w ścianę, bezskutecznie próbując usnąć. Wiedząc, że chciałabym być teraz w pokoju obok, spędzając tę noc w jego ramionach.
Zaczynałam się gubić w swoich własnych odczuciach. Pomiędzy tym, czego chcę, a tym co sobie obiecałam. Coraz bardziej byłam tym przytłoczona i zmęczona walką z samą sobą. Obawiałam się, że nie będę potrafiła dłużej tego wytrzymać i prędzej, czy później zrobię coś głupiego.




Rano budzę się zbyt późno, dlatego też w pośpiechu szykuję się do wyjścia. Nie zdążając nawet zjeść śniadania. Na szczęście wygląda na to, że Andreas jeszcze śpi. W przeciwnym wypadku, naraziłabym się na kolejny wykład, dotyczący mojego postępowania.

Wychodząc na zewnątrz, natykam się na osobę, której miałam nadzieję więcej nie spotkać. 


środa, 27 grudnia 2017

Rozdział 11


- Tak się cieszę, że cię widzę. Stęskniłam się za tobą - przytulam do siebie Tinę, stojącą w drzwiach. Nareszcie udało nam się zobaczyć, od dłuższego czasu nie miałyśmy na to okazji
- Ja za tobą też, Emily. Szczególnie, że masz mi wiele do opowiedzenia - wiem, że nie uniknę tłumaczeń. Ona jako jedyna z naszej rodziny, zdawała sobie sprawę z moich niektórych kłamstw, z których nie byłam przesadnie dumna
- Jak zwykle musisz wszystko wiedzieć od razu. Mamy na tę rozmowę cały weekend. Może najpierw powiedz mi, co u ciebie? - staram się naprowadzić ją na inny temat, wcale nie będąc chętna na rozmowę o kompletnej pomyłce jakiej był Marc. A przede wszystkim o udawanym związku z Andreasem oraz sytuacji , która do niego doprowadziła. Tina na pewno będzie wściekła i zrobi mi wykład, na temat mojej nieodpowiedzialności. Mimo, że była młodsza ode mnie, czasami czułam że jest zupełnie na odwrót. To ona od zawsze, była tą rozsądniejszą. 
- Wszystko po staremu. Za to u ciebie, jak widać wiele się dzieje. Więc nie myśl, że się wykręcisz. Opowiadaj - widzę ponaglające spojrzenie siostry, kiedy zajmuje miejsce na kanapie. Czekając, aż do niej dołączę. 
- Dobrze, niech ci będzie - zaczynam od początku. Opowiadam o znajomości z Marciem, kłótniach z Andreasem. Swoim omdleniu i pobycie w szpitalu. Z każda minutą, czuję że Tina jest coraz bardziej na mnie zła. Kończę swoją opowieść na rozstaniu z Marciem. A między nami zapada, ciążąca cisza. 



- Emily, czyś ty kompletnie zwariowała? Jak mogłaś być z takim kimś, jak ten idiota. Co ty sobie myślałaś?Już ja bym mu z chęcią wygarnęła, co o nim myślę - nie pamiętam już, kiedy widziałam taką wściekłość w oczach Tiny. 
- Tak naprawdę, sama nie wiem. Zauroczył mnie, a potem po prostu to wszystko zabrnęło za daleko i nie wiedziałam, jak to zakończyć. Nie martw się, to już przeszłość, ale związków mam dość na bardzo długi czas. Dostałam nauczkę - siostra patrzy na mnie ze zdziwieniem. 
- A co z Andreasem? - pyta z wyczekiwaniem. Będąc zaskoczona moimi ostatnimi słowami.
- A co ma być? To tylko dobry znajomy. Miło nam się spędza ze sobą czas - staram się brzmieć przekonująco. 
- Uważaj bo ci uwierzę. Widzę przecież, jak świecą ci się oczy, gdy o nim mówisz. Emily, ty się w nim zakochałaś! Dodatkowo jestem pewna, że ty też nie jesteś mu obojętna. Tak się cieszę - Tina wydaje się być zachwycona, swoimi domysłami. 
- Chyba oszalałaś.! Nie jestem w nikim zakochana. Nie mam czasu na miłość. Mam teraz ważniejsze sprawy - czuję, że coraz bardziej się pogrążam w swoich zaprzeczeniach. Ale nie chcę dopuścić nawet do siebie tej myśli, a co dopiero przed kimś. 
- Więc może ja się z nim umówię? Skoro ty nie jesteś zainteresowana - patrzę na nią z niedowierzaniem. Czując wewnętrzny sprzeciw. 
- Przecież wy się nawet nie znacie. Rozmawialiście za sobą raz w życiu - staram się nie dać po sobie poznać, że nie byłabym zadowolona takim obrotem spraw. 
- Jesteś pewna? - udaje jej się zasiać we mnie wątpliwości. W końcu to tylko moje przypuszczenia. Może rzeczywiście utrzymują ze sobą regularny kontakt. 




- Żartuję. Jest twój, chciałam tylko sprawdzić, czy będziesz zazdrosna. I widząc twoją winę, najwyraźniej tak jest - uświadamiam sobie, że Tina ma rację. Naprawdę jestem o niego zazdrosna i nie potrafię bez większych emocji, wyobrazić go sobie z inną dziewczyną. 
- Dobrze, przyznaję. Masz rację. Tylko, że to i tak nic nie zmienia. On nie jest mną zainteresowany – staram się ją przekonać do swojego zdania.
- Mylisz się. Prędzej, czy później się o tym przekonasz - kończymy ten niezręczny dla mnie temat. A ja oddycham z ulgą. Nie było mi łatwo zwierzać się ze swoich uczuć, nawet własnej siostrze.




Popołudnie spędzamy na zakupach w jednej z galerii handlowej. Miło było nareszcie spędzić trochę wolnego czasu, w jej towarzystwie. Znów poczułam się tak, jakbym wciąż mieszkała w rodzinnym domu i nie miała na głowie większych problemów. Taka chwilowa beztroska, była mi bardzo potrzebna. 



Gdy wracamy z Tiną do mojego mieszkania, natykamy się na Andreasa. Patrzę znacząco na siostrę, aby nie próbowała powiedzieć czegokolwiek, co dotyczyło naszej porannej rozmowy. 
- Byłem u ciebie wcześniej. Ale widzę, że masz już towarzystwo - Andreas z przyjaznym uśmiechem, przygląda się Tinie. Zapewne nie będąc pewnym, kim ona jest.
- Właściwie to już się znacie, ale nie osobiście. To Tina, moja siostra. A to Andreas - przedstawiam im sobie. 
- Miło cię w końcu spotkać. Dziękuję także za pomoc Emily. Ona czasem jest strasznie uparta i myśli, że wszystko wie najlepiej, co ma potem fatalne konsekwencję - gromię ją wzrokiem, aby przestała mnie kompromitować. 
- Muszę się z tobą niestety zgodzić. Miałem okazję się parę razy o tym przekonać - popiera ją Andreas. 
- Ty też jesteś przeciwko mnie? - pytam udając obrażoną, wiedząc że obydwoje mają rację. Ale w żadnym wypadku się im do tego nie przyznam.



Rozmawiamy jeszcze przez krótką chwilę, a następnie Andreas się z nami żegna. Tłumacząc, że trochę się śpieszy. 
- Emily, tylko nie mów mi, że naprawdę nie widzisz, jak on na ciebie patrzy - Gdy tylko przekraczamy próg mojego mieszkania. Tina po raz kolejny rozpoczyna swoje przekonywanie, że moje uczucia wcale nie są nieodwzajemnione. 
- Proszę cię, nie zaczynaj. Ja wiem swoje, a ty swoje. I niech tak zostanie - staram się przekonać ją, żeby nie robiła sobie większej nadziei. 
- Musisz być takim uparciuchem? Zobaczysz, że jeszcze przez to, stracisz swoją szanse na szczęście - ostrzega, a ja puszczam tą uwagę mimo uszu. 



Resztę dnia, spędzamy przed telewizorem. Oglądając filmy, nieustannie je komentując i przewidując, jaki będzie ich koniec. 



Następnego dnia po południu, niechętnie żegnam się z Tiną. Wcale nie chcąc się z nią rozstawać. Wiem jednak, że to nieuniknione i staram się powstrzymać swój smutek. Wiedząc, że niedługo znowu się zobaczymy. W końcu ślub Susan, zbliżał się wielkimi krokami. Co nie dawało mi spokoju. W końcu będę się musiała wytłumaczyć, gdzie podział się mój chłopak.



Kolejne dni upływają mi w spokoju, tocząc się swoim monotonnym rytmem
Czwartkowy wieczór, spędzam na grze. Przenosząc się w swój zamknięty muzyczny świat, do którego nikogo nie wpuszczam. 




Głośne pukanie przerywa mi jednak, wykonywaną czynność. Zdziwiona idę w kierunku drzwi, zastanawiając się, kto to może być. Nikogo się nie spodziewałam. To nie mógł być także Andreas, który wróci dopiero jutro z odwiedzin u swoich rodziców. 



Otwieram je i z nieukrywanym zaskoczeniem, spoglądam na właściciela, wynajmowanego przeze mnie mieszkania. 
- Dobry wieczór, pani Braun. Poświęci mi pani chwilę? - dostrzegając jego minę, czuję że nie ma mi do przekazania, dobrych wieści. 
- Oczywiście. Zapraszam - przepuszczam go w drzwiach i zapraszam do salonu. 


- Przejdę od razu do rzeczy. Wiem, że wynająłem pani mieszkanie na rok. Ale zaszła nieoczekiwana zmiana planów i moja córka wraca wcześniej z pobytu za granicą. Dlatego też, będzie musiała pani się wyprowadzić i zwolnić dla niej miejsce. Klauzula zawarta w umowie, pozwala na to - nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Owszem był taki zapis, ale mój rozmówca zapewniał mnie, że nie mam się, o co martwić. A to tylko nic nie znaczący drobiazg. 
- To będzie naprawdę konieczne? Nie uda mi się znaleźć, nigdzie w okolicy mieszkania w podobnej cenie - powinnam była przewidzieć, że mogą być tutaj jakieś problemy. Skoro cena, była tak niespotykanie niska. 
- Przykro mi. Ale nie ma innego wyjścia. Ma pani tydzień na wyprowadzanie się. Będę się zbierał. Do widzenia - właściciel mieszkania, zostawia mnie samą. Nie dając więcej dojść nawet do słowa. Zupełnie nie obchodziło go to, że narobił mi niemałych problemów. Z poczuciem kompletnej dezorientacji, spoglądam przez okno. Nie mam pojęcia, co ja teraz zrobię. 



Myśl o przymusowym powrocie do domu i zrezygnowaniu ze swych marzeń, jest nie do zniesienia. Na tę chwilę nie wiedzę jednak, innego rozwiązania. 
Staram się nie rozpłakać z powodu swojej beznadziejnej sytuacji. Dlaczego los, aż tak bardzo się na mnie ostatnio uwziął?

niedziela, 24 grudnia 2017

Rozdział 10


W ciągu ostatnich kilkunastu dni, wszystko wróciło do normy. Odzyskałam siły i znów mogłam uczęszczać na zajęcia. Wróciłam do swojego dawnego rytmu życia z małymi wyjątkami. 
Starałam się pamiętać, aby bardziej zadbać o swoje zdrowie i poświęcać więcej czasu na odpoczynek. Swój wolny czas, najczęściej spędzając z Andreasem. Od tamtego dnia, kiedy to odwiedzili mnie moi rodzice. Na dobre zakończyliśmy swój spór i zaczęliśmy od nowa. Dzięki temu okazało się, że naprawdę bardzo dobrze się rozumiemy i miło nam spędza się czas w swoim towarzystwie. Świadomość, że potrafimy się wzajemnie wspierać i pomagać, gdy tylko zachodzi taka potrzeba. Była dla mnie, bardzo ważna.  Miałam w końcu kogoś, do kogo mogłam się zwrócić o pomoc, czy chociażby porozmawiać. 



- Nie rozumiem, po co się tak stroisz? Chyba miałaś się z nim spotkać, aby zakończyć raz na zawsze, wasz bezsensowny związek, a tymczasem zachowujesz się, jakby to była randka - kończąc delikatny makijaż, dostrzegam w lustrze niezadowoloną twarz Andresa i nie mogę się powstrzymać od uśmiechu rozbawienia. Jedna rzecz pozostała niezmienna. Nadal nie znosił Marca, mimo że w sumie nie miał do tego żadnego powodu. A dziś jest w szczególności, zdenerwowany naszym spotkaniem. Wygląda jakby się czegoś obawiał. 
- Wcale się nie stroję. Nie wyjdę przecież w piżamie, muszę jakoś wyglądać - mówię starając się powstrzymać swój śmiech, co nie do końca mi się udaje. 
Wiem, że wcale nie powinno mi być do śmiechu. To podczas dzisiejszego wieczoru, mam zamiar przekazać Marcowi, niezbyt miłe dla niego informację. Zdecydowałam się w końcu zakończyć to coś pomiędzy nami. Bo związkiem nie mogłam tego nazwać. Nie miałam już siły, znosić jego nieustannego braku czasu i niekończących się obietnic o zmianie, które nie miały żadnego pokrycia. Moim największym błędem było pomylenie chwilowego zauroczenia Marciem z jakimś głębszym uczuciem wobec niego



- Na codzień jakoś nie chodzisz w sukienkach, zakładasz je wyłącznie na jakieś specjalne okazje. Poza tym powinnaś włożyć coś cieplejszego. Na zewnątrz jest straszenie zimno - Andreas nie ustępuje i za wszelką cenę, stara się mnie przekonać do zmiany mojego stroju. 
- Brzmisz jak jakiś nadopiekuńczy rodzic. Poza tym nie mam czasu na przebranie. Muszę już się zbierać - szukam kluczy od mieszkania, biorąc do ręki torebkę. Udaję się w kierunku wyjścia. Po chwili dołącza do mnie Andreas, który z pokorą udaje się do siebie. 
- Jak wrócisz to daj znać. Jestem ciekawy, jak potoczy się wasze spotkanie. Chyba, że przekona cię po raz kolejny do dania mu następnej szansy i wrócisz dopiero rano, po upojnej nocy spędzonej w jego ramionach - nie mogę oprzeć się absurdalnemu wrażeniu, że przemawia przez niego zazdrość. Ale przecież to niemożliwe. Nigdy jeszcze nie dał mi żadnego znaku, że mógłby być zainteresowany czymś więcej niż zwykłym koleżeństwem. 
- Jesteś dzisiaj okropnie sarkastyczny. Mówiłam ci już, że to definitywny koniec. Nie ma nic, co mogłoby mnie przekonać do zmiany zdania. Za dwie godziny będę spowrotem. Jak tak bardzo chcesz, to wpadnę do ciebie - na pożegnanie składam na jego policzku delikatnego całusa i schodzę na dół po niekończących się schodach. 



Wchodzę spokojnym krokiem do na swój sposób urokliwej kawiarni, która jest umówionym miejscem mojego spotkania z Marciem. Rozglądam się w poszukiwaniu jego osoby, przy okazji starając się poukładać w głowie, to co mam mu do przekazania. Chcę zrobić to najdelikatniej, jak tylko potrafię.


- Emily, cieszę się że jesteś. Stęskniłem się za tobą - Marc chce mnie pocałować, ale nie pozwalam mu na to. Odsuwając się od niego. Jest wyraźnie zaskoczony, moim oschłym zachowaniem. 
Siadam bez słowa przy stoliku, czekając aż zajmnie miejsce naprzeciwko mnie. 
- Posłuchaj Marc. Musimy poważnie porozmawiać. Dlatego tak nalegałam na to spotkanie - zaczynam patrząc na niego uważnie. Przy okazji przypominając sobie, że wielokrotnie odwlekał je w czasie.
Spoglądając na jego twarz, ostatecznie przekonuję się, że poza delikatnym cieniem sympatii. Marc jest dla mnie, kimś zupełnie obojętnym. Uświadamiam sobie, że był kompletną pomyłką w moim życiu. 



- Domyślam się, że jesteś zła. Bo nie poświęcam ci tyle czasu, na ile zasługujesz. Ale to się od teraz zmieni. Przysięgam ci - po raz kolejny słyszę te same słowa. Tym razem nie mam jednak zamiaru się ugiąć i dać im wiary. 
- Przykro mi, ale nie. Dałam ci już wystarczająco dużo czasu i szans. Żadnej z nich nie wykorzystałeś. To nie ma sensu. My kompletnie do siebie nie pasujemy i powinniśmy się rozstać - po wypowiedzeniu tych słów, widzę że Marc jest nimi zszokowany. 
- Co takiego? Emily, nie możesz mi tego zrobić. Przecież wiesz, że Cię kocham. I jestem pewien, że ty mnie także. Dodatkowo było nam przecież ze sobą dobrze. Nie rozumie, co się zmieniło - w żadnym wypadku, nie zgadzam się z jego opinią. Mamy zupełnie inny pogląd, na nasz dotychczasowy związek. 
- Ja mam trochę inne odczucia niż ty. Dlasze ciągnięcie tego na siłę, naprawdę nie ma sensu. Potrzebujesz kogoś innego. Ja nigdy nie dam ci tego, czego oczekujesz - dostrzegam, że mój towarzysz jest coraz bardziej zdenerwowany i bliski wybuchu. Brałam pod uwagę taką możliwość. Ale wolałabym uniknąć kłótni pomiędzy nami, dodatkowo w miejscu publicznym, gdzi postronne osoby mogą wszystko usłyszeć. 
- Jak możesz robić mi coś takiego? Za kogo ty się uważasz? Powinnaś być wdzięczna, że w ogóle obdarzyłem ci jakimkolwiek zainteresowaniem. Takich jak ty, mogę mieć na pęczki. Nie spodziewałem się, że jesteś aż tak bardzo wyrachowana - staram się nie dać po sobie poznać, że ranią mnie jego słowa. Jest strasznie niesprawiedliwy w swojej ocenie. Przy okazji zupełnie, nie widzi swojej winy w naszym rozstaniu. 
- Marc, szczerze cię przepraszam, jeśli zraniłam twoje uczucia. Ale ty także masz udział w naszym niepowodzeniu - staram się przemówić mu do rozsądku, co nie przynosi większych rezultatów. 
- Nie, Emily. Winę ponosisz wyłącznie ty i twoje ciągłe kaprysy. Od początku nie potrafiłaś zrozumieć, że mam bardzo odpowiedzialną pracę. Ciągle tylko narzekasz. Po prostu ty się nie nadajesz do związków. Dorośnij trochę. Na pożegnanie życzę ci, aby ciebie ktoś potraktował tak, jak ty mnie - Marc z głośnym trzaskiem drzwi, opuszcza kawiarnię. A ja nie potrafię dłużej powstrzymywać swoich łez. Czuję się okropnie i zaczynam się zastanawiać, czy może on faktycznie nie miał racji. 


Opuszczam jak najszybciej miejsce, w którym się znajduję. Dostrzegając na sobie potępiające spojrzenia innych. Jak widać bardzo szybko, wyrobili sobie o mnie opinię, tylko na podstawie nie do końca prawdziwych słów Marca. Nie wiem, jak można być aż tak niesprawiedliwym. 
Przez całą drogę powrotną, nie mogę powstrzymać swojego płaczu. Czuję się okropnie, a dodatkowo poczucie winy daje o sobie znać. To wszystko nie miało się tak potoczyć. Myślałam, że Marc przyjmie to lepiej, ale niestety bardzo się pomyliłam. 



Pukam niepewnie do drzwi Andreasa. Najchętniej poszłabym prosto do siebie, nie chcąc aby oglądał mnie w takim stanie. Ale obiecałam mu, że przyjdę. Nie chcę żeby, jeszcze pomiędzy nami, powstały jakieś nieporozumienia. 
- Emily, co się stało? Ten idiota coś ci zrobił? - pyta Andreas na samym wstępie. Dostrzegając mój nie najlepszy stan. Kręcę tylko przecząco głową i bez słowa się do niego przytulam. Potrzebowałam teraz czyjeś bliskości. 
- Poza tym, że obwinił wyłącznie mnie za to rozstanie. I zranił swoimi słowami. Nic się nie stało - szepczę cicho, wciąż pozostając w jego ramionach. 
- Zrobił coś takiego? Przecież to wprost niewiarygodne. Jak można być takim hipokrytą. W ogóle nie powinnaś się tym przejmować. Doskonale wiesz, że to nie twoja wina - próbuje mnie pocieszyć. 
- Chyba jednak nie do końca. Ja także, nie starałam się dostatecznie, żeby zawalczyć o nasz związek. Naprawdę chciałam, ale nie potrafiłam go pokochać - zwierzam się, wiedząc że akurat jemu mogę zaufać. 
- Nie da się zmusić do miłości. Więc przestań się obwiniać. Ten gbur i tak powinien być ci dozgonnie wdzięczny, że tyle z nim wytrzymałaś - mimowolnie uśmiecham się słysząc te słowa, czując że Andreas rzeczywcie może mieć rację. 
- Dziękuję ci za to, że mnie wysłuchałeś. I jesteś zawsze, gdy tylko tego potrzebuje - mówiąc te słowa, patrzę wprost w jego oczy. 
- Od tego ma się przyjaciół - przez moment stoimy naprzeciwko siebie, wpatrując się w siebie w milczeniu. A następnie Andreas, robi coś zupełnie dla mnie nieoczekiwanego. Przybliża swoją twarz do mojej, łącząc nasze usta praktycznie niewyczuwalnie. Waham się, co zrobić. Ale po rewelacjach dzisiejszego dnia, nie chcę popełnić kolejnego błędu i odsuwam się od niego. Mimo, że pragnę tego pocałunku równie mocno, jak on. 
- Przepraszam, ale nie mogę. Mam na razie dość, jakichkolwiek bliższych relacji. Poza tym nie chcę psuć tego, co jest między nami - choć moje uczucia do Andreasa, coraz bardziej wykraczają poza zwykłą sympatię. Z obawy, że mogłoby nam zwyczajnie nie wyjść, co oznaczałoby zakończenie naszej znajomości. Wolę pozostać przy obecnym stanie. 
- To ja przepraszam, Emily. Za bardzo mnie poniosło. Obiecuję, że więcej już nic takiego nie zrobię. Możesz być może spokojna - jego zapewnienia, utwierdzają mnie w słuszności mojej decyzji. Dla niego miała to być wyłącznie chwila zapomnienia, a dla mnie znaczyłaby znacznie więcej. 
- Pójdę już. Jest późno, a ja jestem zmęczona. Do zobaczenia - informuję go. 
- Ale między nami wszystko w porządku? - chce się upewnić. 
-Jasne. Widzimy się jutro - wychodzę z mieszkania Andreasa, kierując swe kroki do swojego. 



Z poczuciem dużego zdezorientowania. Otwieram drzwi. Zastanawiając się nad wydarzeniami dzisiejszego dnia. Zdecydowanie nie nadaję się do związków.
Kładę się spać z postanowieniem, omijania jakiegokolwiek zaangażowania szerokim łukiem. Taka relacja z drugim człowiekiem zbyt mocno mnie ogranicza, a nawet ja sama nie wiem, jak potoczy się moje życie w przyszłości. Dopóki go nie ustabilizuję, nie mogę mieszać w życiach innych, tak ja zrobiłam to Marcowi.

Myślę też o Andreasie. Próbując wytłumaczyć samej sobie, że przyjaźń to najlepsze rozwiązanie dla naszej dwójki, starając się przy okazji zagłuszyć głos sprzeciwu serca.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Rozdział 9


Otwieram drzwi mieszkania, dostrzegając za nimi rodziców. Pomimo mojego zdenerwowania, na moich ustach pojawia się szeroki uśmiech. Nareszcie będę mogła, spędzić z nimi trochę czasu. Szkoda tylko, że nie ma z nimi Tiny. Która tym razem nie mogła przyjechać, ponieważ w ostatniej chwili wypadło jej coś ważnego. Za nią tęskniłam równie mocno, jak za mamą i tatą. Odkąd pamiętam miałam dobry kontakt z rodzicami. Wspierali mnie w rozwijaniu swoich pasji i spełnianiu marzeń. Równocześnie od zawsze byli wymagający w stosunku do mnie jak i do siostry. Miałyśmy jasno określone reguły i zasady, jakie panowały w naszym domu. Przypominam sobie o jednej z nadrzędnych, jaką była szarość. Przez co, nie czuję się najlepiej z myślą, że będę musiała ich okłamać. Nie mam jednak wyjścia, gdybym wyjaśniła wszystko i wyznała całą prawdę. Naraziłbym się na stratę wszystkiego, na co tak długo pracowałam. A przede wszystkim bardzo bym ich rozczarowała, swoją lekkomyślnością i brakiem odpowiedzialności. 




- Wejdźcie. Cieszę się, że was widzę. Tęskniłam - przytulam się do obydwojga. 
- My za tobą też Emily. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że już z nami nie mieszasz - słyszę głos mamy. Ona najdłużej była przeciwna mojej wyprowadzce. Za wszelką cenę starała się mnie przekonać do pozostania w domu. 
- Przecież wiesz, że nie było innego wyjścia. Co u was? - pytam, czekając aż rodzice zdejmą swoje kurtki. 
- Wszystko w porządku. Ale za to u ciebie zaszło wiele zmian. Gdzie podziewa się ten młodzieniec, który skradł twoje serce? - widać, że tata nie może się doczekać poznania mojego chłopaka. Szkoda tylko, że nie jest to ten, którego powinni poznać. 
- Czeka na nas w salonie, dlatego chodźcie - zapraszam ich w dalszą część mieszkania, mając nadzieję, że nie będą zbytnio dociekliwi i unikniemy krępujących pytań. 



Adreas wita się z moimi rodzicami z uprzejmym uśmiechem. Jest przy tym bardzo kulturalny i sprawia świetne wrażenie. Widać, że bardzo dobrze wczuł się w swoją rolę. 
- Naprawdę bardzo miło mi państwa poznać. Emily wiele o państwu opowiadała - przypominam sobie naszą rozmowę sprzed kilku dni, kiedy to faktycznie sporo opowiadałam o mojej rodzinie. Sprawiał wtedy wrażenie niezbyt zainteresowanego, ale ku mojemu zdziwieniu musiał mimo wszystko, bardzo uważnie słuchać. 
- Nam także bardzo miło cię poznać - widzę, że rodzice są zadowoleni. Mimowolnie zastanawiam się, jak zareagowali by na Marca. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wypadłby dużo gorzej. 




Po wstępnym zapoznaniu i grzecznościowej rozmowie. Udaję się do kuchni, w celu przygotowania dla naszej czwórki kawy i wcześniej zakupionych ciastek. Niedługo potem dołącza do mnie Andreas. 
- Pomogę ci. Wciąż powinnaś na siebie uważać. Na razie chyba dobrze nam idzie - patrzę na niego z delikatnym uśmiechem, kiwając potakująco głową. 
- Oby tak dalej. Mam wrażenie, że rodzice cię polubili - moje słowa wzbudzają u niego zadowolenie. Co trochę mnie dziwi, przecież ich opinia nie powinna mieć dla niego większego znaczenia. Dzisiaj prawdopodobnie widzą się pierwszy i ostatni raz. 




Wracamy do naszych dzisiejszych gości, siadając przy stole. Przez następne minuty opowiadam o moich postępach w nauce, a rodzice o swojej pracy i innych niezbyt ważnych tematach. Od czasu do czasu zadają jakieś pytanie Andreasowi, na które zawsze odpowiada bez zarzutu. Wszystko idzie zgodnie z planem i po naszej myśli.
Jedyny moment zawahania przeżywam, gdy rodzice wypytują o to jak się poznaliśmy. W pierwszej chwili mam pustkę w głowie, mając wyłącznie przed oczami to, jak było naprawdę. Na szczęście Andreas wyręcza mnie w tym, dodatkowo łączy ze sobą nasze dłonie znajdujące się pod stołem w uspokajającym mnie geście. Dzięki temu powoli się rozluźniam, wiedząc że wszystko ma pod kontrolą. Ma przygotowaną odpowiedź na każde możliwe pytanie i nic nie jest w stanie go zaskoczyć. 



Pod koniec naszego spotkania, właściwie zapominam że tylko udajemy z Andreasem parę. On jest w tym wszystkim tak swobodny, że sama także daję się temu ponieść. Uświadamiając sobie przy okazji, że nie miałabym nic przeciwko, aby to on zajął miejsce Marca. Równocześnie wiem, że to tylko moja nic możliwa do spełnienia zachcianka, z którą Wellinger w życiu by się nie zgodził. Na swoje nieszczęście, zaczynałam żywić do niego coraz cieplejsze uczucia. Kompletnie zapominając o swoim prawdziwym chłopaku. Byłam okropna i nie zasługiwałam na znajomość z żadnym z nich. 




- Jestem naprawdę pełna podziwu Andreasie, że udało ci się przekonać do siebie Emily. Nasza córka ma wyjątkowo trudny charakter i wysokie wymagania - jestem zawstydzona, tymi słowami. W szczególności gdy widzę pełen rozbawienia uśmiech Andreasa. 
- Mamo, proszę cię - nie chcę, aby powiedziała za dużo. Czuję się już wystarczająco niekomfortowo. 
- Nie było łatwo, pani Katio. Ale jestem wytrwały i jak widać przyniosło to rezultaty. Emily to naprawdę cudowna dziewczyna. Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, prawda kochanie? - nieoczekiwanie, Andreas obejmuje mnie w talii i patrzy na mnie z wyczekiwaniem, abym potwierdziła jego słowa, które wypowiedział z niezwykłą czułością. 
- Oczywiście - staram się brzmieć przekonująco. Będąc niezwykle zaskoczona śmiałością w jego poczynaniach. 
Które są ostatecznym dowodem dla moich rodziców, że rzeczywiście stanowimy dobraną parę. 



- Będziemy się powoli zbierać. Przed nami długa droga powrotna - słyszę głos taty i nie czuję się najlepiej, wiedząc że nadszedł czas pożegnania. Chciałabym pobyć z nimi dłużej. 
- Nie możecie jeszcze troche zostać. Moglibyście wrócić jutro - proponuję. Tak rzadko mamy okazję się widzieć. 
- Niestety nie. Muszę jeszcze przygotować raport do pracy na poniedziałek - odpowiada. 
- Ale przecież niedługo nas odwiedzicie. Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o ślubie kuzynki w przyszłym miesiącu? - tata przypomina mi o tym fakcie. 
- Pamiętam. Na pewno się pojawimy - kłamię, wiedząc że pojadę sama. Przez dzisiejsze spotkanie, nawet gdybym chciała wziąć ze sobą Marca. Będzie to niemożliwe. 




Wraz z Andreasem odprowadzany moich rodziców na dół. Przytulam się mocno do mamy na pożegnanie. 
- Emily, mam nadzieję że wyjdzie wam z Andreasem. Zrobił na mnie dobre wrażenie i wygląda na bardzo zakochanego w tobie. Nie zmarnujcie tej szansy na szczęście - mama szepcze do mnie. Aby nikt inny jej nie usłyszał. A ja czuję się okropnie z powodu tego, że okłamałam ją w taki sposób. 
- Postaram się. Możesz się także w końcu uspokoić, jak widzisz mam dobrą opiekę - fałszywie zapewniam swoją rodzicielkę. 
Żegnam się jeszcze krótko z tatą, po chwili widząc już tylko odjeżdżający samochód. 
Oddycham głęboko z ulgą, ale i świadomością że nasze porozumienie z Andreasem dobiegło końca. Od teraz wszystko pewnie wróci do normy, a nasze spotkania staną się rzadkością. Jest mi z tego powodu przykro, w ostatnim czasie przyzwyczaiłam się, że spędzamy ze sobą sporo czasu. 




- Nie cieszysz się, że się udało? Przecież chyba tego właśnie chciałaś - staje na przeciwko mnie, uważnie się we mnie wpatrując. - Cieszę, ale teraz będę musiała jakoś z tego wybrnąć. Co wcale nie będzie takie łatwe. Zagrałeś tak idealnego chłopaka, że nie mam pojęcia jaki wymyślę powód naszego rozstania - zastanawiam się, czy w rzeczywistości, byłby także taki wspaniały. 
- A może ja wcale nie grałem. Może taki, po prostu jestem. Nie pomyślałaś o tym? - zaskakuje mnie jego wypowiedź. 
- Dałeś mi się poznać z dużo gorszej strony. Więc nie dziw się, że mam o tobie gorsze zdanie - widzę, że zabolały go słowa. Powinnam się ugryźć w język.  Przecież ostatnio dostałam niejeden dowód na to, że faktycznie jest zupełnie inny.
- Myślałem, że ostatnio doszliśmy do porozumienia i będziemy mogli się dogadać. Ale skoro tak o mnie sądzisz. Nic tu po mnie - Andreas chce odejść, ale mu na to nie pozwalam, łapiąc za rękę. 
- Przepraszam. Nie to miałam na myśli. Naprawdę ci dziękuję za pomoc i dzisiejszy dzień. Nie psujmy tego, kolejną dziecinną kłótnią - proszę. Po czym zbieram się na odwagę i delikatnie całuję go w policzek. W ramach podziękowań za wszystko. 
- Masz rację. Skończmy z tym. Co powiesz na to, żebyśmy zaczęli od nowa? - proponuje, a ja nie mam nic przeciwko temu. 



- Emily, twoja sąsiadka. Której podobno wszystko przeszkadza i ciężko z nią wytrzymać - wyciągam w jego kierunku dłoń z szerokim uśmiechem na ustach. 
- Andreas, twój sąsiad. Podobno jestem niemiły i gram innym na nerwach - odpowiada ze śmiechem. 
W ten oto sposób, mieliśmy za sobą nowe otwarcie, które dało mi nadzieję, że, nasza znajomość nadal będzie kontynuowana i rozwijana. Nie miałam pojęcia czym się ostatecznie zakończy, ani czy w ogóle się uda. Biorąc pod uwagę nasze charaktery, ale chciałam zaryzykować i pójść na ustępstwa. Czułam, że Andreas jest naprawdę tego warty. 





Wieczorem, staram się powoli nadrabiać zaległości. Zachowuję w tym jednak umiar, nie chcąc po raz kolejny przesadzić. Przypominam sobie również o spotkaniu z Marciem. Wciąż zastanawiam się, czy rzeczywiście chcę ciągnąć na siłę coś, co nie ma większej przyszłości. Z drugiej strony, obiecałam dać mu szansę. W końcu postanawiam tą decyzję podjąć dopiero po wysłuchaniu, tego co ma do powiedzenia. 
Choć nie liczę na większy przełom, a już tym bardziej na jakiś gwałtowny wybuch moich uczuć do jego osoby. Ktoś inny ma na nie dużo większe szanse, wydaje się tylko nie być tym kompletnie zainteresowany. Co wcale nie ułatwia mi niczego i wprowadza tylko jeszcze większy mętlik.

piątek, 15 grudnia 2017

Rozdział 8


Przekręcam kolejną stronę, czytanej przeze mnie książki. Przy okazji spoglądam na zegarek z westchnieniem znudzenia, uświadamiając sobie, że dochodzi dopiero południe. Od mojego powrotu ze szpitala, nie robię nic innego poza leżeniem i szukaniem wszelakich sposobów na wypełnienie czymś wolnego czasu. 



Wcale nie robię tego z dobrej woli. Gdyby Andreas nie zagroził mi, że jeśli nie zastosuje się do wskazówek lekarza, to opowie całą prawdę moim rodzicom. Najprawdopodobniej byłabym teraz na zajęciach, albo uczyła się gry kolejnego z setek utworów. Nawet nie chcę myśleć, ile będę miała zaległości, kiedy już wrócę do swojego normalnego trybu życia. W zamian za to, czekam na pojawienie się tego szantażysty, który zapewne niedługo pojawi się tutaj, aby mnie skontrolować. 
Mimo, że byłam na niego wściekła. Czułam, że na swój sposób stara się o mnie troszczyć i dbać. Kompletnie nie rozumiałam tylko, dlaczego to robi. Przecież mnie nie znosi, a mimo to w ostatnich dniach pomagał mi praktycznie we wszystkim. Dzięki temu mogłam się przekonać, że jest naprawdę zupełnie inny niż myślałam, chociażby na początku naszej znajomości.



Moje rozmyślania, przerywa dzwoniący telefon. Spoglądam na niego, dostrzegając na wyświetlaczu imię Marca. Waham się czy odebrać, tak naprawdę wcale nie mając ochoty z nim rozmawiać. Postanawiam jednak dowiedzieć się, co ma do powiedzenia. W ostatnim czasie bardzo mnie rozczarował. 



- Słucham - zaczynam obojętnym głosem. Byłam na niego zła. Do tej pory nie znalazł czasu, aby choć na krótką chwilę wpaść do mnie. Mimo, że wiedział o moich problemach zdrowotnych. Tłumacząc się nieustannym brakiem czasu. 
- Cieszę się, że odebrałaś. Emily, wiem że jesteś na mnie zła. Przepraszam cię. Obiecuję, że wynagrodzę ci to wszystko. Przecież wiesz, że bardzo mi na tobie zależy i naprawdę się o ciebie martwię - zaczyna. A ja zastanawiam się nad tym, co powinnam z nim zrobić. 
- Marc, dla ciebie liczy się tylko twoja praca. To ona jest najważniejsza. Na nic innego, nie masz czasu. Naprawdę tak ma wyglądać nasz związek? - pytam, powoli sobie uświadamiając, że popełniłam błąd. Powinniśmy się lepiej poznać, zanim zdecydowaliśmy się na bycie razem. 
- To się zmieni. Daj mi szansę to naprawić. Proszę cię. Kocham cię, Emily - zamieram słysząc ostatnie słowa. Niweczą całe moje plany. Mimo, że sama nie odwzajemniam jego uczuć. Nie potrafię być wobec niego bezwzględna i zakończyć tego w tym momencie. Nie chcę go zranić. Postanawiam dlatego, dać mu jeszcze jedną szansę. Wiedząc, że sama także nie jestem bez winy. Nie angażowałam się dostatecznie w nasz związek. 
- Dobrze. Zacznijmy od nowa. Spotkajmy się na początku przyszłego tygodnia. Wtedy powinnam już dojść do siebie - tak naprawdę chodzi mi w głównej mierze o to, aby mieć już za sobą spotkanie z rodzicami i moją mistyfikację z Andreasem. Wiem, że nic nam z tego nie wyjdzie, jeśli nadal będę go okłamywała i ukrywała przed nim istotne fakty.
- Dziękuję ci, że mnie nie przekreśliłaś. Postaram się ze wszystkich sił, wykorzystać ten kredyt zaufania jaki mi dałaś - słyszę zadowolenie w głosie Marca. Sama wcale nie podzielając jego entuzjazmu. Ani trochę nie byłam przekonana, że naprawdę coś może się zmienić.




Chwilę po zakończonej rozmowie ze swoim chłopakiem. Słyszę, że drzwi od mojego mieszkania się otwierają. Mimowolnie na moich wargach, pojawia się szeroki uśmiech. Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje w ostatnim czasie. Bardziej cieszyłam się z obecności swojego sąsiada niż rozmowy z osobą, która rzekomo powinna być dla mnie najważniejsza. 



- Cześć. Zrobiłem ci zakupy i dostarczyłem twoje zwolnienie, tak jak prosiłaś. Jak się dzisiaj czujesz? - Andreas siada na jednym z wolnych foteli i przygląda mi się uważnie. 
- W porządku. Tylko strasznie się nudzę - mówię z niezadowoleniem, mając nadzieję że trochę mi odpuści. 
- To znajdź sobie jakieś zajęcie, które mie wymaga zbyt wiele energii. Sama się o to prosiłaś, swoją lekkomyślnością - Wellinger jest nieprzejednany. Czym strasznie mnie irytuje. Nie mogę się już doczekać weekendu i wizyty rodziców. Po tym będę mogła już robić, co tylko chcę. Nie zwracając uwagi na nieustanne rozkazy Andreasa. 
- Jesteś okropny. Widzę, że sprawia ci przyjemność wkurzanie mnie - odpowiadam obrażona. Wywołując tym jego rozbawienie. 
- Nie mogę zaprzeczyć. Wyglądasz uroczo, gdy się tak złościsz - już w chwili wypowiadania przez niego tych słów. Orientuję się, że wcale nie chciał powiedzieć tego na głos. Zrobił to przypadkowo. Andreas cały się spina i wygląda jakby czuł się niezbyt komfortowo. 



Starając się rozluźnić trochę atmosferę. Zmieniam temat i udaję, że wcześniejsza rozmowa nie miała miejsca. 
- Masz na resztę dzisiejszego dnia jakieś plany? - pytam ciekawa. 
- Nie, a co? - Andreas kompletnie nie rozumie, o co mi chodzi. 
- W takim razie posiedzisz tutaj ze mną. Skoro nie pozwalasz mi wstać. Mam dość siedzenia sama w czterech ścianach - mam nadzieję, że się zgodzi. 
- Niech będzie. Ale tylko dzisiaj. Jutro nie będę miał czasu - zastrzega, a ja cieszę się że będę miała, przynajmniej do kogo się odezwać. 



Późnym popołudniem, podczas gdy w skupieniu oglądamy film. Wyciągam z szafki stojącej przy łóżku, swoje ulubione cukierki, których zawsze mam spory zapas w domu. Delektuję się ich owocowym smakiem, zwracając tym uwagę Andreasa. 
- Nie podzielisz się ze mną? - pyta z wyczekiwaniem. 
- Nie, bo cię nie lubię - wypowiadam te słowa z rozbawieniem, wiedząc że wcale nie są prawdą. 



- Usiądź bliżej. Nie będę ciągle, rzucać ci ich przez pół pokoju - proszę. Będąc już zmęczona, nieustannymi próbami dostarczenia mu słodkości. 
Po krótkim wahaniu i zastanowieniu, siada obok mnie na łóżku. A ja przesuwam opakowanie z cukierkami na środek, aby także on miał do niego dostęp. 
Kto by pomyślał, jeszcze kilka dni temu, że będę spędzała całkiem przyjemny wieczór z Andreasem, bez wzajemnych wyrzutów i kłótni. Wiedziałam, że z każdym dniem, coraz bardziej się do siebie przekonujemy. Mimo, że nie chcemy dać tego po sobie poznać. A w szczególności on. 



W połowie filmu, czuję jak moje powieki stają się ciężkie. Nie potrafię pozbyć się swojej senności, przez co opieram swoją głowę na ramieniu Andreasa. Będąc pewna, że za chwilę obrzuci moje zachowanie jakimś niewybrednym komentrzem. Robi coś jednak zupełnie innego. Najpierw patrzy na mnie ze zdziwieniem, a następnie niepewnie obejmuje swoim ramieniem. Doskonale wiem, że nie powinnam tak się zachowywać, będąc w związku z innym. Ale nie potrafię odmówić sobie, tych kilku chwil bliskości Andreasa. 
Niedługo potem, mimowolnie zasypiam wdychając przyjemny zapach jego perfum. 



W sobotnie wczesne popołudnie. Nerwowo spoglądam przez okno, czekając na pojawienie się mojej rodziny. Od samego rana, moje zdenerwowanie narasta. Boję się, że jakimś cudem wszystko się wyda. A wtedy chyba zapadnę się pod ziemię ze wstydu. 
- Emily, przestań się tak denerwować, bo udziela się to także mnie. Wszystko mamy dokładnie zaplanowane, to się nie może nie udać - Andreas stara się mnie uspokoić i dodać otuchy. 
- To nawet nie chodzi o to. Po prostu źle się czuję z tym, że okłamuję rodziców - uświadamiam sobie, jaka byłam głupia. Igrając z własnym zdrowiem. Narobiłam sobie tylko, jeszcze większych problemów. 
- Tak naprawdę, wcale ich nie okłamujesz. Przecież jesteś w związku. A ja po prostu jestem na zastępstwo - przypomina mi o Marcu, a ja zaczynam czuć się jeszcze gorzej. W końcu okłamuję także jego, dodatkowo coraz mniej mi na nim zależy, mimo obietnicy że dam mu jeszcze szansę. W najbliższym czasie, będę musiała się poważnie zastanowić nad tym, czego ja w ogóle chcę. 
- Dlaczego tak właściwie to wszystko robisz? I to jeszcze dla mnie? Przecież mnie nie lubisz - zastanawiam się nad tym od momentu, naszej rozmowy w szpitalu.
- W ostatnim czasie zmieniłem swoje zdanie na temat twojej osoby. Przyznaję, że źle cię oceniłem. Nie jesteś wcale taka zła -nie mogę uwierzyć w usłyszane słowa. Bardzo mnie one cieszą.





- Już są - informuję Andreasa z przyśpieszonym biciem swojego serca, widząc jak moi rodzice parkują samochód. 
- Weź głęboki wdech i się uspokój. Postaraj się zachowywać naturalnie, inaczej od razu poznają się, że coś jest nie tak. Będzie dobrze - ściska delikatnie moją dłoń w geście otuchy i posyła w moją stronę delikatny uśmiech. 





Dopiero słysząc dzwonek do drzwi, puszczam jego rękę i udaję się w ich stronę. Modląc się, aby wszystko poszło zgodnie z planem. A także, aby moja relacja z Andreasem nie wróciła do poprzedniego stanu, zaraz po zakończeniu dzisiejszego dnia.