czwartek, 30 listopada 2017

Rozdział 2


Kilka następnych dni upływa mi na zapoznaniu się z nowym miejscem zamieszkania i przystosowaniu do nowego trybu życia. Zajęcia w szkole muzycznej, były bardzo wymagające i wymagały ode mnie dużego zaangażowania. Skupiałam się tylko na nich, nie mając czasu praktycznie na nic innego. Może poza wymienianiem, niezbyt grzecznych uwag ze swoim sąsiadem, kiedy to przypadkiem spotykaliśmy się na schodach. Choć w zasadzie ciężko było to nazwać przypadkami, czy zbiegami okoliczności. Miałam wrażenie, że on celowo wychodzi ze swojego mieszkania, w tym samym momencie, co ja. Tylko po to, aby po raz kolejny wyprowadzić mnie z równowagi.
Właściwie tylko dla mnie był tak niemiły. Nieraz miałam już okazję zauważyć, jak zwracał się z należytym szacunkiem do innych mieszkańców. Będąc dla nich miłym i uczynnym. Uśmiechał się wtedy szczerze, a ja sama wielokrotnie złapałam się na tym, że podobał mi się ten sposób w jaki się uśmiechał. Szybko jednak, przypominałam sobie o jego okropnym zachowaniu wobec mnie. Zupełnie nie wiedząc, dlaczego aż tak bardzo się na mnie uwziął.




Czasami zastanawiałam się, która z jego twarzy jest prawdziwa. Ta, którą przybierał w kontaktach ze mną, czy może jednak ta druga. Dużo bardziej korzystna. Kiedy to wydawał się całkiem miłym i sympatycznym człowiekiem, którego przy bliższym poznaniu mogłabym polubić. Najśmieszniejsze było jednak to, że wciąż nie znałam nawet jego imienia. Choć gościł w moich myślach praktycznie codziennie. A w pewnym momencie stał się jednym z elementów mojej codzienności, gdzie przywykłam do naszych niekończących się sprzeczek. Traktując je, jak coś normalnego.



W piątkowe popołudnie, po skończonych zajęciach. Nareszcie mogłam, przynajmniej przez chwilę odpocząć. Wiedząc, że nie będę miała na to później okazji. Mimo, że weekendy miałam wolne od zajęć. To nie były, to dla mnie dni odpoczynku. Pracowałam w jednej z wielu kawiarni w mieście, chcąc w ten sposób dorobić do swojego, niezbyt dużego budżetu. Czułam jak z każdym dniem, robiłam się coraz bardziej zmęczona, natłokiem obowiązków. Nie miałam jednak zamiaru się poddać i odpuścić. Decydując się na tą przeprowadzkę i szkołę, doskonale wiedziałam, co mnie czeka.



Siadam w wygodnym fotelu, w moim prowizorycznym salonie. Zamykając na chwilę oczy, po czym mimowolnie zasypiam.
Budzi mnie odgłos, głośnego pukania do drzwi. Przecieram zaspane oczy i udaję się w ich kierunku. Z zamiarem sprawdzenia, kto jest moim niezapowiedzianym gościem. 




- Nie dostałaś przypadkiem mojego listu? Listonosz często myli numery mieszkań i już nieraz doszło do takiej pomyłki - zaczyna mój jakże koszmarny sąsiad. Nie siląc się nawet na żadne powitanie.
- Nie wiem. Nie przeglądałam, dzisiaj jeszcze poczty - spoglądam mimowolnie na plik nie otwartych kopert i reklam, leżących na niedużym stoliku w korytarzu.
- Więc po prostu to sprawdź - po raz kolejny zwraca się do mnie nieprzyjemnym głosem. Mam ochotę wygarnąć mu, wszystko co o nim myślę. Ale w ostatniej chwili się powstrzymuję, wiedząc że to i tak nic nie da. Zignoruje moje słowa jak wszystkie inne, nic sobie z tego nie robiąc.
- Może by tak milej. Nie będziesz mi rozkazywać - mimo swoich słów, zaczynam przeglądać koperty, aby jak najszybciej się go stąd pozbyć. Ostatnia z nich, faktycznie nie jest zaadresowana do mnie.
- Proszę. Oto twoja zguba, Andreasie - mówię ironicznym głosem, wręczając mu kopertę.
Dzięki tej pomyłce, poznaję w końcu jego imię. Przy okazji odczytuję też nazwisko, które wydaje mi się skądś znajome. Nie mogę sobie tylko przypomnieć, gdzie już je słyszałam. Postanawiam dlatego, dać sobie z tym spokój.
- Dziękuję bardzo za pomoc, Emily. Musiało cię to bardzo dużo kosztować, nie mam pojęcia jak ja ci się teraz odwdzięczę - odpłaca mi się również niezwykłą ironią, następnie znikając tak szybko, jak się pojawił. Z każdym dniem coraz bardziej działał mi na nerwy. 



Często przypominaliśmy swoim zachowaniem dzieci z przedszkola. Żadne z nas jednak, nie miało najmniejszego nawet zamiaru, czegokolwiek zmieniać. Nie znosiliśmy się bez właściwie żadnego powodu. Mimo to, obydwoje byliśmy zbyt dumni, aby przynajmniej spróbować się ze sobą porozumieć i poznać bliżej. Przy okazji pokonując tym samym, właściwie niczym nieuzasadnioną niechęć.



Przyjmuję kolejne zamówienie tego dnia. Nalewam kawy do filiżanek i układam je na tacy. Podczas dzisiejszego dnia, w kawiarni panuje wyjątkowy tłok. Nie mam nawet chwili wytchnienia, ponieważ nieustannie pojawiają się nowi goście. Chcący spędzić przyjemne weekendowe popołudnie w towarzystwie rodziny lub przyjaciół.



Podchodzę do jednego ze stolików, położonych przy oknie. Z zamiarem przyjęcia zamówienia od samotnego, młodego mężczyzny, wpatrującego się z dużym zamyśleniem przez okno. Nie potrafię zachować wobec niego obojętności. Intryguje mnie swoim sposobem bycia i pewnością siebie, którą wprost emanuje. Nie mogłam też zaprzeczyć, że był przystojny i całkiem w moim typie. 
- Mogę przyjąć zamówienie? - pytam, miłym głosem. Delikatnie się uśmiechając.
- Jedno espresso - mówi. Wpatrując się we mnie z niespodziewaną uwagą. Przy okazji posyłając czarujący uśmiech.
- Za chwilę podam - informuję, po czym udaję się w stronę baru. Starając się ukryć rumieńce pojawiające się na moich policzkach. Jego spojrzenie było tak intensywne, że przez chwilę zapomniałam nawet, jak się nazywam.
Przywołuję się szybko do porządku, starając się jak najlepiej wykonywać swoją pracę. A na pewno, nie jest nią interesowanie się przystojnymi klientami.



- Proszę. O to pańska kawa. Mam nadzieję, że będzie smakować - staram się zachować profesjonalizm i zapanować nad tym niespodziewanym zainteresowaniem, akurat tym mężczyzną.
- Byłaby jeszcze lepsza, gdybym mógł ją wypić w twoim towarzystwie. Może dołączysz? - pyta nieoczekiwanie, a ja uświadamiam sobie, że nie miałabym nic przeciwko temu, gdybym nie była w pracy.
- Niestety nie mogę. Pracuję - odpowiadam z rozczarowaniem. Wiedząc, że takie zaproszenie może się już nie powtórzyć. A nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta znajomość mogłaby być owocna.
- Szkoda. W takim razie innym razem. Powiesz mi chociaż jak masz ma imię? - patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
- Emily - odpowiadam mimowolnie.
- Marc. Miło mi - wymieniamy uścisk dłoni, a przez moje ciało przechodzi dreszcz. Nie mam pojęcia, dlaczego on tak na mnie działa. Przecież jeszcze niedawno postanowiłam sobie, że to nie jest pora na żadne bliższe znajomości.
Mimo to wymieniamy się numerami telefonów z zamiarem spotkania w niedalekiej przyszłości.




Wieczorem wracam do domu w dobrym humorze, przede wszystkim z powodu poznania Marca. Przez całą drogę o nim rozmyślam i zastanawiam, czy rzeczywiście jeszcze zadzwoni. Wchodząc do wieżowca, w którym mieszkam. Dostrzegam starszą panią, trzymającą torby z zakupami. Nie najlepiej radzi sobie z wnoszeniem ich po schodach.
- Pomogę pani - staję obok niej i bez większego zastanowienia. Biorę od niej siatki z zakupami. Kojarzę, że mieszka piętro niżej niż ja. 
- Dziękuję, jesteś bardzo miła - od małego, rodzice starali się wytłumaczyć mi i Tinie, że należy pomagać starszym i słabszym. Dlatego był to dla mnie naturalny odruch.
- Nie ma za co pani dziękować. To przecież nic takiego.
- Mylisz się. Wiesz jak wiele osób tu mieszka? A jedynie ty i Andreas, zaoferowaliście mi kiedykolwiek, jakąś pomoc - wspomnienie o moim sąsiedzie, bardzo mnie zaskakuje. Nie spodziewałam się po nim czegoś takiego. 





Dochodzimy pod drzwi mieszkania pani Elinor, gdzie odstawiam jej zakupy. I czekam aż odnajdzie klucze i będzie mogła wejść do środka.
- Jeszcze raz dziękuję za pomoc Emily. W ramach podziękowań zapraszam cię jutro popołudniu na herbatę. Będziemy mogły dłużej porozmawiać - nie mam nic przeciwko temu i z uśmiechem na ustach, zgadzam się na to. Polubiłam panią Elinor i z chęcią poznam ją bliżej. Wydaje się bardzo ciepłą osobą i przemiłą kobietą. Zupełnie jak moja zmarła babcia, którą bardzo mi przypomina.
- Będę jutro o szesnastej. Do zobaczenia - żegnam się z nią i udaję na wyższe piętra. Chcąc znaleźć się u siebie. Nie mając jeszcze pojęcia, że na nasze jutrzejsze spotkanie, zaproszono jeszcze jednego gościa.

1 komentarz:

  1. Normalnie nie mogę uwierzyć w tak niesympatycznego Andiego ;)Z niecierpliwością czekam na spotkanie u starszej sąsiadki bo jak sądzę to właśnie on się na nim pojawi. Zainteresowała mnie również postać tajemniczego Marca ;)

    OdpowiedzUsuń