wtorek, 23 stycznia 2018

Epilog


Ostatni raz, przejeżdżam smyczkiem po strunach moich skrzypiec, wygrywając ostatnie dźwięki. Kończąc tym samym, grany przez siebie utwór.

Kłaniam się z należytym szacunkiem publiczności. Po chwili, słysząc gromkie brawa i owacje na stojąco. Nie potrafię, powstrzymać szerokiego uśmiechu i łez wzruszenia, że mój pierwszy, tak poważny występ, przed tak liczną publicznością, został przyjęty w entuzjastyczny sposób.



Ten występ, wieńczył mój pobyt w Rzymie. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że miałam okazję wziąć udział w tym wydarzeniu. Miesiące ciężkich i wymagających prób oraz liczne godziny poświęcone na naukę. Przyniosły w końcu rezultat i nagrodę w postaci solowego występu. Marzyłam o tym od dawna i nareszcie mogłam powiedzieć, że coś mi się udało.



Wciąż nie mogłam uwierzyć, że minęło już tyle czasu. I mimo, że nie wszystko ułożyło się tak, jak planowałam. Nie żałuję, że odważyłam się na przyjazd tutaj. Upływający czas, pomógł mi uporać się w jakimś stopniu z przeszłością. Choć wciąż bywały lepsze i gorsze dni. Starałam się iść naprzód i skupiać się na teraźniejszości. Chciałam wierzyć, że niedługo wszystko sobie poukładam. 



Tuż po zejściu przeze mnie ze sceny, praktycznie znikąd pojawia się Paula. Ściskając mnie przyjaźnie.
- Emily, to było rewelacyjne. Sama chciałabym posiadać, taki talent. Wielkie gratulacje dla ciebie. Jestem pewna, że wszyscy jeszcze bardziej żałują, że nie udało im się ciebie przekonać do przeniesienia się do nas na stałe - w ostatnim czasie, wielokrotnie byłam do tego namawiana, ale za każdym razem odmawiałam. To nie było moje miejsce. Poza tym, zbyt mocno tęskniłam za osobami, które zostawiłam w swoim ojczystym kraju. Tym bardziej, było mi przykro, że nikt z bliskich mi osób, nie mógł być dzisiaj tutaj.
- Tobie też, niczego nie brakuje. Sama także, dałaś świetny występ - chwalę ją szczerze. Wiedząc, że wcale mi nie ustępuje umiejętnościami.
- Niech będzie, że ci wierzę. Nie będę się teraz z tobą o to sprzeczać. Mam nadzieję, że pójdziemy z resztą uczcić, gdzieś nasz sukces i rozpoczęcie zasłużonych wakacji. Dodatkowo niedługo wyjeżdżasz, więc mamy podwójny powód do świętowania - dzisiejszego wieczoru, postanowiłam odpuścić. I zgodzić się na wszystkie jej pomysły. Zasługujemy na chwilę zabawy.
- W porządku. W końcu niedługo, nie będzie do tego okazji - dostrzegam jej uśmiech zadowolenia na moją odpowiedź. A ja uświadamiam sobie, że naprawdę będzie mi jej brakować.
- Cieszę się, że choć raz masz zamiar mnie posłuchać. Zapomniałabym, ktoś cię szukał. Czeka na ciebie niedaleko wyjścia. Ja idę się przebrać i zebrać resztę - Paula znika tak szybko, że nawet nie mogę jej zapytać. Kim jest ta osoba, która mnie podobno szuka. Przecież nikogo się nie spodziewałam.




Zaciekawiona podążam w wyznaczonym kierunku. Omijając po drodze, niezliczone grupki osób. Które wciąż rozmawiają o przed chwilą co, zakończonym koncercie. Komentując jego poszczególne części. Rozglądam się uważnie, w poszukiwaniu znajomej twarzy. Ale nikogo takiego nie dostrzegam. Może Paula coś źle zrozumiała i nie chodziło o mnie?



- To chyba mnie szukasz - słyszę bardzo znajomy głos za swoimi plecami. Przez chwilę mam wrażenie, że zwyczajnie się przesłyszałam. Przecież to niemożliwe. Odwracam się, doznając kompletnego szoku.
- Andreas? To naprawdę ty? - pytam głupio, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę stoi na przeciwko mnie. Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest sen.
- We własnej osobie. Chyba aż tak bardzo się nie zmieniłem, że mnie nie poznajesz? Dobrze cię widzieć. Pięknie wyglądasz - w sekundę, wszystkie moje uczucia do niego, które skrywałam głęboko w sobie, odżywają. I to ze zdwojoną siłą. I choć sama się sobie dziwię, naprawdę się cieszę na jego widok. Ostatnio strasznie mi go brakowało. Tęsknota robiła się nie do wytrzymania, ale starałam wmówić samej sobie, że tak jest zwyczajnie lepiej. Teraz nie jestem już, co do tego przekonana.



- Co ty tutaj robisz? W życiu nie spodziewałabym się, akurat ciebie w tym miejscu - wciąż będąc zaskoczona, przytulam się do niego na powitanie. Zaskakując tym zarówno siebie, jak i jego. Andreas dopiero po chwili, odwzajemnia mój gest. Kompletnie nie spodziewając się, że  tak zareaguję na jego widok. 
Moje rozgoryczenie z powodu tego, co wydarzyło się pomiędzy nami z dnia na dzień jest coraz mniejsze. Czuję, że w końcu jestem gotowa na normalną rozmowę z nim. Bez ciągłych wyrzutów i oskarżeń. Jego widok, nie powoduje już u mnie cierpienia. Widocznie czas, naprawdę leczy rany. Ta rozłąka, pozwoliła mi uświadomić sobie kilka rzeczy. 
- Nie wiesz, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu? A tak na poważnie, nie mogłem sobie odpuścić takiego wydarzenia, gdy tylko dowiedziałem się o tym, przez przypadek od pani Elinor. Wiedziałem, że muszę zobaczyć twój występ. Byłaś wspaniała. Od zawsze wiedziałem, że wiele osiągniesz - mogłam przyjmować dzisiaj wiele pochwał, ale te od niego były dla mnie najważniejsze. I najbardziej cieszyły.
- Dziękuję, miło mi to słyszeć. Ale dosyć o mnie, opowiedz lepiej, co u ciebie? - pytam, naprawdę będąc ciekawa. W ostatnim czasie, zupełnie odcięłam się od wszelkich informacji z nim związanych. Teraz wiem już, że w najbliższym czasie, chcę to zmienić.




Odpowiedź Andreasa, przerywa niespodziewane pojawienie się obok nas Frederica.
- Gratuluję Emily, wiedziałem że świetnie sobie poradzisz - całuje mnie w policzek. A ja dostrzegam, jak Andreas momentalnie traci dobry humor, a jego mina wyraźnie pochmurnieje.
- To też twoja zasługa. Twoje rady, świetnie pomogły mi opanować tremę. Dzięki czemu uniknęłam błędów. Jeszcze raz dziękuję - uśmiecham się do niego z wdzięcznością.
- Idziesz? Paula już czeka - stara się mnie delikatnie pośpieszyć.
- Za chwilę, dokończę tylko rozmowę z moim znajomym - Frederic, dopiero teraz spogląda na Andreasa. Wyraźnie zaskoczony, że mimo moich zaprzeczeń, ktoś jednak się dziś pojawił z ważnych dla mnie osób.
- Jasne, rozumiem. Ale nie zapomnij o tym, że jesteśmy umówieni – mówi na pożegnanie i zostawia naszą dwójkę samą.




- Ładna z was para. Mam nadzieję, że jesteś z nim szczęśliwa - słyszę, że głos Andreasa, wyraźnie drży. Wypowiedzenie tych słów, musiało go dużo kosztować. Patrzę z niezrozumieniem na niego. Wybuchając głośnym śmiechem, w momencie kiedy dochodzi do mnie, że błędnie odczytał moją relację z Frederickiem.
- Co takiego? Frederic faktycznie jest w związku, ale nie ze mną. To chłopak mojej współlokatorki - tłumaczę mu, dostrzegając że wraca mu dobry humor.
- Więc jesteś sama? - próbuje się upewnić. Patrząc na mnie z nadzieją.
- Tak. Jakoś nie spotkałam tutaj swojego ideału, widocznie znajduje się, gdzieś indziej - mówiąc to, równocześnie zastanawiam się. Czy on również, nikogo nie ma. Po chwili dostaję na to odpowiedź, zupełnie jakby czytał mi w myślach. 
- Za to mój ideał, stoi przede mną. Nie wiem tylko, jak mam go odzyskać - jego słowa są dla mnie zaskakujące i powodują ciepłe uczucia. Andreas naprawdę, wciąż ma nadzieję i czeka, aż mu wybaczę. A wzrok, którym mnie przeszywa, tylko to potwierdza. Jestem bliższa niż kiedykolwiek wcześniej, aby mu uwierzyć, że może rzeczywiście nie chciał zniszczyć naszego związku. Tylko zwyczajnie się pogubił i popełnił okropny w konsekwencjach błąd.




- Na długo zostajesz? - zmieniam szybko temat. Chcąc zakończyć ten dziwny moment pomiędzy nami. Zanim powiem albo zrobię, coś naprawdę głupiego. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na to, co chcę mu powiedzieć.
- Wyrwałem się właściwie, tylko na chwilę. Jutro rano, mam powrotny samolot - jest mi z tego powodu przykro. Z chęcią, spędziłabym z nim trochę więcej czasu.
- Szkoda. Może w takim razie, znajdziemy gdzieś jakieś lepsze do rozmowy miejsce i spędzimy razem resztę wieczoru? - proponuję, wiedząc że mamy sobie dużo do powiedzenia.
- Emily, przecież znajomi na ciebie czekają. Nie możesz rzucać dla mnie wszystkiego. Na pewno byliby zawiedzeni - przypomina przytomnie, a ja musiałam mu z przykrością, przyznać rację. W końcu obiecałam Pauli, że spędzę z nimi ten wieczór. Zanim jednak to zrobiłam, nie wiedziałam, że czeka mnie taki niespodziewany zwrot biegu wydarzeń, podczas tego dnia.
- W takim razie. Spotkamy się może na jakaś kawę, gdy będę z powrotem w Niemczech? Wracam w przyszłym tygodniu. Poczekasz na mnie, te parę dni? - pytam z wyczekiwaniem. Mając nadzieję, że się zgodzi.
- Skoro wytrzymałem już tyle czasu, to kilka dni nie zrobi mi różnicy. Emily, tylko czy ty, naprawdę chcesz się ze mną spotkać, po tym co było? Jeśli robisz to tylko z grzeczności, to nie musisz. Nie chcę, żebyś robiła coś z przymusu. Widzisz, ja wciąż bardzo żałuję..- nie pozwalam mu dokończyć.
- Nie mówmy więcej o tym, co było. Nie chcę wracać do tych wydarzeń. To do niczego dobrego nie doprowadzi. Przeszłości nie zmienimy, ale przyszłość jest wciąż otwarta - jeśli nieustannie, będziemy wracać do jego zdrady. Nic nie wyjdzie z próby odbudowania naszej znajomości.
- Dobrze. Więcej nie będę o tym wspominał, obiecuję. Będę się zbierał i tak poświęciłaś mi dużo czasu. Czekam na twój telefon. Mogę cię nawet odebrać z lotniska, jeśli tylko chcesz. Do zobaczenia - żegna się ze mną z uśmiechem na ustach. A ja nie pamiętam już, kiedy byłam w tak świetnym humorze.



- Andreas, mogę ci zadać jedno pytanie? - zatrzymuję go.
- Jasne. Pytaj, o co tylko chcesz - czeka z wyczekiwaniem na moje słowa.
- Wierzysz w szczęśliwe zakończenia? - pytam, patrząc wprost w jego oczy. Dostrzegając tą samą miłość, co podczas wspólnego wyjazdu na ślub Susan. To wtedy byliśmy najszczęśliwsi.
- Gdybym nie wierzył. Nie rozmawiałbym teraz z tobą i w ogóle by mnie tutaj nie było.
- Więc proszę cię, zrób wszystko, abym i ja potrafiła w to uwierzyć - całuję go lekko w policzek. Odchodząc z zamiarem, poszukania swoich znajomych. Jeszcze bardziej, nie mogąc się doczekać powrotu do domu. Tam, gdzie od zawsze było moje miejsce.



Podczas ostatnich minionych dni, kiedy mój powrót stawał się coraz bliższy. Dużo myślałam nad tym, czy byłabym w stanie ponownie mu zaufać. Jego niespodziewane odwiedziny, utwierdziły mnie tylko w twierdzącej odpowiedzi. Ja prostu nie potrafię, bez niego żyć.
Nie mam pojęcia, czy coś z tego wszystkiego wyjdzie. Czy ponownie nam się uda. Na pewno, nie będzie to łatwe. Przed nami trudna i żmudna droga do ponownego szczęścia i zbudowania czegoś na gruzach naszej wcześniejszej relacji. Ale chcę, ten ostatni raz spróbować. Wiedząc, że w innym przypadku, do końca życia bym żałowała, że nie odważyłam się zaryzykować. 

Koniec

_________
Nie wiem, czy ktoś spodziewał się takiego zakończenia. Ale ja po prostu, nie potrafiłam ich ostatecznie rozdzielić. Dlatego każdy niech sam, odpowie sobie na pytanie, czy im się udało. Ja wierzę, że tak. :)

Poza tym, wciąż do mnie nie dociera, że to koniec. Cieszę się jednak z tego, że udało mi się doprowadzić kolejną opowieść do końca. Bo czasami, wcale nie było z tym, tak łatwo. 
Chciałabym podziękować za wszystkie Wasze komentarze, które były największą motywacją do dalszego pisania i zarazem nagrodą za poświęcony czas. 
Prawdę mówiąc, zaczynałam pisać to opowiadanie z założeniem, że będzie ono ostatnim.
 Ale po jakimś czasie w mojej głowie pojawił się pomysł, który nie chciał dać mi spokoju.
Dlatego jeszcze się nie żegnam i chętnych zapraszam na prolog. Tutaj

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Rozdział 23


Otwieram drzwi, będąc przekonana, że to nikt ważny. Niestety w momencie ich otwarcia, przekonuję się, jak bardzo się pomyliłam. A moje serce natychmiast, przyśpiesza swoje bicie.

- Co ty tutaj robisz? - wpatruję się w twarz Andreasa z niedowierzaniem. W życiu bym się nie spodziewała, że odważy się pojawić w moim domu. 
- Poświęć mi ostatnie pięć minut. Potem dam ci już spokój, proszę - patrzy na mnie błagalnie. Spoglądam ukradkiem na jego zmęczoną twarz. Domyślając się, że od dawna już nie przespał całej nocy. Andreas jest naprawdę w kiepskim stanie, a ja czuję się okropnie bezradna. Wiedząc, że nic na to nie mogę poradzić. 
- Wejdź, nie będziemy stali przecież w przejściu - otwieram szerzej drzwi i zapraszam do środka. Widzę, że nie czuję się tutaj zbyt komfortowo. A ja jestem prawie pewna, że to z obawy przed spotkaniem kogokolwiek z członków mojej rodziny.
- Nie martw się, moich rodziców nie ma. A Tina zamknęła się w swoim pokoju, będąc na mnie obrażona. Nikt nie będzie robił ci żadnych wyrzutów - mówię spokojnie, prowadząc go do salonu. Natomiast w środku, czuję prawdziwą burzę przeciwstawnych emocji. Ponowny widok Andreasa, zburzył cały spokój, jaki udało mi się mozolnie wypracować.



- Myślałam, że wyraziłam się ostatnio jasno, że nie chcę się z tobą więcej widzieć. Czy ty naprawdę, nie możesz uszanować mojej decyzji? Ale skoro już tu jesteś to, w takim razie, zamieniam się w słuch. - zaczynam nieprzyjemnie, po chwili tego żałując. 
- Chciałem się dowiedzieć, czy to prawda że wyjeżdżasz? - pyta niepewnie. A do mnie dochodzi świadomość, że on już wie o moich najbliższych zamiarach.
- Tak. Postanowiłam spróbować, czegoś nowego. Dobrze mi to zrobi - próbuję brzmieć pewnie, aby nie pokazywać, że ostatnio zaczęłam nabierać wątpliwości.
- To pewnie przeze mnie, prawda?. Przepraszam, że namieszałem w twoim życiu, aż do tego stopnia. Chciałbym móc jakoś to naprawić, ale straciłem już pomysły - jego zrezygnowany ton głosu, powoduje u mnie nieoczekiwane ukłucie w sercu.
- Tego od samego początku, nie dało się naprawić. Czas pogodzić się z tym, że nam nie wyszło. Tak czasami bywa - sama nie mogę uwierzyć, że wypowiedziałam te słowa z takim spokojem. Może naprawdę, zaczynam powoli o nim zapominać? Choć wiem, że to bardziej życzeniowe myślenie.
- W życiu się z tym nie pogodzę. Jestem pewien, że bylibyśmy ze sobą szczęśliwi, gdybym tylko nie był tak głupi i nie dał się jej omamić. Przecież to ty byłaś dla mnie najważniejsza i to ciebie kochałem. Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło - wspomnienia o Amandzie, powodują u mnie ponowne cierpienie. Ta dziewczyna, zniszczyła mi życie.
- Nie mówmy więcej o tym. To niczego i tak nie zmieni. Każde z nas, musi pójść w swoją stronę - staram się przekonać Andreasa, aby odpuścił sobie próbę zamiany mojego zdania.
- Emily, naprawdę nigdy mi nie wybaczysz? Choćby nawet za kilka lat? - łapię mnie za rękę i patrzy prosto w oczy. Dostrzegam w jego spojrzeniu, olbrzymie cierpienie, ale ja nie jestem w stanie przynieść mu ukojenia.
- Nie wiem. Nie jestem w stanie, przewidzieć przyszłości. Ale na pewno w najbliższym czasie, jest to niemożliwe - pozbawiam go ostatniej nadziei.




- Rozumiem. W takim razie, nie będę cię więcej nachodził i niepokoił. Przyszedłem tu z zamiarem, jeszcze jednej próby prośby o wybaczenie. Ale to bezsensu. Zbyt mocno cię zraniłem. Dlatego, proszę cię tylko o jedną rzecz, bądź szczęśliwa. I jeszcze raz szczerze przepraszam za wszystko, co zrobiłem - zaczynam czuć, zbierające się łzy w moich oczach.
- Postaram się. Ja także proszę cię, żebyś wszystko sobie poukładał - mimo tego, co się stało. Chciałabym, aby w przyszłości był szczęśliwy. Już bez mojego udziału w jego życiu.



- Mogę cię ostatni raz przytulić? Tak na pożegnanie? - prosi niepewnie, obawiając się mojej odmowy.

Bez słowa wtulam się w niego, wiedząc że to nasze ostatnie wspólne chwile. Andreas zamyka mnie w swoim uścisku i trwamy, tak przez kolejne minuty. Milcząc jak zaklęci. Tocząc wewnętrzną walkę z własnymi myślami i niewypowiedzianymi słowami. Najbardziej na świecie, chciałabym, żeby ostatnie wydarzenia, które doprowadziły do naszego rozstania, w ogóle nie miały miejsca. Zamiast się żegnać, powinniśmy cieszyć się wspólnym życiem. Oddałabym wszystko, za możliwość zmiany biegu wydarzeń.



- Emily, tak bardzo cię kocham. Chcę, żebyś o tym pamiętała. Gdybyś kiedyś, zmieniła zdanie odnośnie nas, wiesz gdzie mnie szukać. Będę na to czekał, wierząc że być może kiedyś nadejdzie taki dzień i zapukasz do moich drzwi - szepcze mi do ucha, następnie się ode mnie odsuwając. A ja czuję, jakbym w tej właśnie sekundzie, traciła bezpowrotnie jakąś cząstkę siebie.
Widzę, jak powoli podąża w stronę wyjścia. A ja stoję, jak zamurowana i liczę jego kroki. Wiedząc, że każdy następny oddala mnie od niego, coraz bardziej i to nie tylko w dosłownym sensie. Widocznie jednak, tak musiało być.



W połowie drogi, zatrzymuje się i odwraca w moją stronę. A ja wstrzymuję przez chwilę nawet oddech.
- Dbaj o siebie w tym Rzymie - słyszę tylko, po czym kiwam głową na znak zgody. Po chwili, dociera do mnie, jedynie odgłos zamykanych drzwi. Oznaczający jego bezpowrotne odejście.
- Ja też cię kocham. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo - wypowiadam te słowa, których nigdy ode mnie nie usłyszał do pustych ścian, przestając powstrzymywać strumienie łez, wypływające z moich oczu. Wiedząc, że prawdopodobnie przed momentem, widziałam go ostatni raz. Moje serce, kolejny raz rozsypuje się na tysiące kawałków. A jedyną osobą, która mogłaby je poskładać, jest dokładnie tą samą, która przyczyniła się do jego potłuczenia.




Siedzę na jednym z wielu krzeseł, znajdujących się na lotnisku w oczekiwaniu na lot. Starając się wypełnić czymś czas. Nadszedł w końcu dzień, na który czekałam z niesłabnącym wyczekiwaniem. Dużo sobie obiecywałam po tym wyjeździe. Miałam nadzieję, że najbliższe pół roku, wystarczy abym odzyskała spokój i znalazła jakiś nowy sposób na swoje życie.




- Uważaj na siebie i dzwoń, kiedy tylko będziesz mogła - gdy mój lot, zostaje wywołany. Nadchodzi czas pożegnania z moimi bliskimi.
- Obiecuję. Trzymajcie się i nie martwcie o mnie. Zobaczycie, że niedługo będę z powrotem - przytulam się do rodziców i siostry. Wiedząc, że będę za nimi bardzo tęsknić.
- Obyś tylko, nie poznała tam jakiegoś Włocha i nie postanowiła zostać na stałe - żart Tiny, wcale nie powoduje u mnie uśmiechu. Choćbym nawet chciała, w najbliższej przyszłości nie ma mowy, aby ktoś zagościł w moim sercu. Miejsce w nim jest nadal zajęte.
- Nie martw się. Nie w głowie mi żadne miłości. Mam zamiar, skupić się wyłącznie na nauce - uświadamiam ją na pożegnanie. Ciesząc się, że przestała się na mnie obrażać i pogodziła z moją decyzją.



Rzym wita mnie błękitnym niebem i słoneczną pogodą.
Jak na końcowe dni lutego, panuje tutaj całkiem przyjemna aura. Dookoła otacza mnie gwar i radosne uśmiechy, rodowitych mieszkańców. Podziwiałam ich optymistyczne podejście do życia. Chciałabym się tego od nich nauczyć.



Kolejne trzy miesiące, upływają mi na przystosowaniu się do życia w nowych warunkach. O dziwo, jest nawet lepiej niż zakładałam. Poznałam przyjaźnie nastawionych do mnie ludzi, którzy we wszystkim służyli pomocą i zapewniali wsparcie. Dzięki nim, chociaż na moment mogłam zapomnieć o problemach, jakie zostawiłam za sobą. Sama nie mogę uwierzyć, że połowa mojego pobytu tutaj, jest już za mną.




- Masz ochotę, wyjść gdzieś wieczorem? Znam w okolicy fajne miejsca. Mogłabyś się trochę rozerwać - Paula, moja współlokatorka. Próbuje mnie namówić na wspólną zabawę.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie przywykłam do spędzania czasu w taki sposób. Poza tym, powinnam się chyba pouczyć - tłumaczę. Wcale nie mając ochoty, gdziekolwiek dzisiaj wychodzić.
- Daj spokój. Przyda ci się trochę rozrywki. I tak jesteś z nas tutaj najmądrzejsza i najbardziej utalentowana. Co ty na to? - chcoć nie podzielam jej zdania w kwestii mojego talentu, nie protestuję. 
- Niech będzie - postanawiam się zgodzić dl świętego spokoju.




Głośna muzyka i tłum tańczących dookoła, nieznajomych dla mnie ludzi. Niezbyt zachęca mnie do pozostania w tym miejscu. Nie chcę jednak robić przykrości nowej koleżance i postanawiam jej dotrzymać towarzystwa.
- Widzisz tego przystojniaka? Nie może oderwać od ciebie wzroku - Paula dyskretnie wskazuje na wysokiego bruneta, który znajduje się w bliskiej odległości od nas. Wyraźnie patrzącego w naszym kierunku. Ja za to, nie jestem nim kompletnie zainteresowana. 
- Nie obchodzi mnie to. Mówiłam ci przecież, że mam za sobą trudne rozstanie. I nie mam zamiaru się w nic angażować - mimowolnie wspomniałam jej na samym początku naszej znajomości, co było głównym powodem mojego pojawienia się w tym miejscu.
- Jak sobie chcesz. Ale w taki sposób na pewno nie zapomnisz o tym, co było. Ja w tym czasie, mam zamiar poznać go bliżej. Skoro ty nie masz zamiaru skorzystać - słysząc jej słowa, powoli dochodzi do mnie świadomość, że chyba nawet nie chcę zapominać o przeszłości. A na pewno nie o tym, co było w niej dobrego. Z każdym kolejnym dniem, moja tęsknota za Andreasem, zamiast się zmniejszać tylko przybierała na sile. Równocześnie wciąż nie potrafiłam zapomnieć o tym, co zrobił.

Coraz częściej zastanawiałam się, co u niego. Czy udało mu się o mnie zapomnieć, mimo jego zapewnień mogło coś, przecież ulec zmianie. Nie mam pojęcia, jak zareagowałabym na wiadomość, że znalazł sobie kogoś. Na pewno, nie byłaby to dla mnie przyjemna wiadomość, choć przecież nie powinno mnie to już w ogóle interesować. To ja podjęłam ostateczną decyzję, zwracając nam obydwojgu wolność. Szkoda tylko, że nie potrafię z niej w żaden sposób skorzystać.



Wygląda na to, że byłam beznadziejnym przypadkiem.
A pobyt w tym miejscu, wcale nie pomoże mi w zmianie tego. Trudne miesiące walki z samą sobą, na niewiele się zdały. W szczególności, że mój gruby mur zbudowany z poczucia skrzywdzenia i cierpienia, którym się odgrodziłam od Andreasa, powoli zaczyna się kruszyć. Odległość, która miała mi pomóc w upewnieniu się, że podjęłam dobrą decyzję. Niezbyt dobrze spełnia swoje zadanie.



Grubo po północy, gdy w końcu znajduję się w swoim łóżku. W przeciwieństwie do mojej współlokatorki, która wciąż świetnie się bawi. Nie mogę wyrzucić, ze swoich myśli osoby Andreasa. I choć bardzo się staram, nie potrafię skupić się na niczym innym niż on. Co jest niezwykle frustrujące. Zaczynam żałować, że nie posłuchałam Pauli. Może poznanie kogoś nowego, przywołało mnie do porządku. Równocześnie wiem, że to nie miałoby najmniejszego sensu. A niepotrzebnie zraniłabym tylko kolejną osobę. Wychodzi na to, że do końca życia będę skazana na samotny żywot i walkę z wciąż nawracającymi wspomnieniami. Bo choć pokusa jest większa niż kiedykolwiek, nie ulegnę i nie spróbuję, dać nam następnej szansy. Strach przed kolejną porażką, jest zbyt wielki.

________________
Powyższa historia, właściwie dobiega końca. Przed nami tylko epilog. :)


niedziela, 21 stycznia 2018

Rozdział 22


Wpatruję się w swoją filiżankę z czarną, gorzką kawą, którą ostatnio piję w zdecydowanym nadmiarze. To na pewno nie wychodzi mi na zdrowie, ale jest mi właściwie wszystko jedno. Czekam na reakcję mojego towarzysza, odnośnie moich najbliższych planów na przyszłość. Od kilkudziesięciu już minut, siedzimy przy jednym ze stolików w kawiarni. Zwierzam się Marcowi, ze swoich ostatnich problemów. Nie miałam jednak wyjścia, nikt inny mi nie został, kto byłby chętny posłuchać moich żali i narzekań na niesprawiedliwość losu.
Byłam kompletnie rozbita wewnętrznie. Starałam się robić dobrą minę do złej gry, udając przed wszystkimi, że zaczynałam jakoś sobie radzić. Co w rzeczywistości, było kompletną bzdurą.





- Emily, myślisz że wyjazd wszystko załatwi? Przecież to zwykła ucieczka - Marc patrzy na mnie z dezaprobatą. Nie jest zachwycony, moim pomysłem o wyjeździe na sześciomiesięczną wymianę do Rzymu. Zresztą nie tylko on. Tina zareagowała jeszcze gorzej. Za to ja, gdy tylko przeczytałam o takiej możliwości, wiedziałam że muszę spróbować.
- To nie jest żadna ucieczka. Chcę po prostu zmienić otoczenie i spojrzeć na swoje dotychczasowe życie z dystansem - tłumaczę, choć chyba sama nie do końca w to wierzę. Może to rzeczywiście, wyłącznie tchórzliwa ucieczka?
- A mi się wydaje, że robisz to tylko po to, aby być z daleka od Andreasa. Ubzdurałaś sobie, że tam zapomnisz o nim, od tak - po raz kolejny, ktoś idealnie rozszyfrowuje moje zamiary.
- Czy to naprawdę takie dziwne, że chcę o nim zapomnieć i pogodzić się z tym, co było? Może ktoś w końcu, postawiłby się na moim miejscu i przynajmniej spróbował, zaakceptować moje zachowanie? - pytam zupełnie nie rozumiejąc, dlaczego wszyscy są tak negatywnie nastawieni do moich planów. Za wszelką cenę, chcąc mnie od nich odwieść.



- Naprawdę uważasz, że wyjazd do Włoch ci w tym pomoże? Emily, nie rób nic pochopnego i pod wpływem chwili. Ty wciąż go kochasz i choćbyś znalazła się na drugim końcu świata, to tego nie zmienisz - patrzę na niego z niedowierzaniem. Od kiedy stał się takim specjalistą od udzielania dobrych rad?
- Tylko, że czasami sama miłość nie wystarczy. Tak jest w naszym przypadku. Samo uczucie, nie odbuduje mojego zaufania i wcale nie pomaga wybaczyć. Mam wrażenie, że chwilami nawet je utrudnia. Dlatego muszę stąd wyjechać, bo tutaj w życiu nie poradzę sobie z naszym rozstaniem. Nie masz nawet pojęcia, jak jestem zmęczona całą tą sytuacją. Z każdym dniem mam coraz mniej siły, znosić to wszystko od nowa - upijam kolejny łyk kawy. Jej gorycz, idealnie wpasowuje się w moje aktualne życie.




- Naprawdę nie spróbujesz, dać mu jeszcze jednej szansy? W końcu sama kiedyś powiedziałaś, że każdy na nią zasługuje. Przypominam ci, że nawet ja ją dostałem i to nie jeden raz - na twarzy Marca, pojawia się grymas delikatnego niezadowolenia. Gdy wraca wspomnieniami do naszej wspólnej przeszłości. Zaczyna powoli do niego dochodzić, jak wiele błędów popełnił.
- Gwarantuję ci, że gdybyś zrobił to, co Andreas. Na pewno byś jej nie dostał. Poza tym, dlaczego wszyscy go tak bronią? Jeszcze chwila i pomyślę, że to ja skrzywdziłam jego, a nie na odwrót - nieoczekiwanie rodzi się we mnie sprzeciw na usłyszane słowa.
- Po prostu chcemy, żebyś była szczęśliwa. A bez niego, jest to raczej niemożliwe. Zbyt mocno go kochasz i tylko on potrafił cię uszczęśliwić. Wątpię, żeby komuś jeszcze się to udało w takim stopniu, jak jemu. Poza tym, chyba jako jedyny jestem w stanie, przynajmniej trochę go zrozumieć - mam wrażenie, że się przesłyszałam.




- Co takiego? - żądam szerszych wyjaśnień.
- Widziałem tą całą Amandę. Praktycznie żaden by się jej nie oparł. Niezła z niej kokietka i modliszka. Jeśli ona w szczególności uparła się na Andreasa. To chłopak, był od początku na straconej pozycji. My faceci, czasami przestajemy racjonalnie myśleć i popełniamy olbrzymie głupoty, których przez całe życie później żałujemy. Zaufaj mi, wiem coś o tym - nie mogę wręcz uwierzyć w to, co słyszę.
- Żartujesz sobie? Andreas posiada swój rozum i doskonale wiedział, co robi. Więc daruj sobie, tą marną próbę usprawiedliwienia jego zachowania. Gdyby naprawdę mnie kochał, jak to usilnie próbuje wciąż mi wmówić. Nawet by na nią nie spojrzał. Nie uległby jej, choćby była modelką z pierwszych stron gazet. Zwyczajnie chciał to zrobić i tyle. Zachciało mu się zabawy w Casanovę, tylko z marnym skutkiem - podnoszę głos, zapominając że jestem w miejscu publicznym.
- Emily, pomyśl przez chwilę logicznie. Gdyby Andreas cię nie kochał, to myślisz że wciąż błagałby o wybaczenie i starał odzyskać cię, wszystkimi możliwymi sposobami? Wtedy po prostu, znalazłby sobie inną i w ogóle się tobą nie przejmował. Podczas, gdy sama przyznałaś, że zniósł wasze rozstanie, jeszcze gorzej niż ty. Jestem pewien, że mu na tobie zależy i bardzo żałuje tego, co się stało. Zresztą tysiące par przechodzi kryzysy, większe bądź mniejsze. Ale jeśli naprawdę, szczerze się kochają, są w stanie zacząć od nowa. Może nie jest to łatwe, ale wielu osobom się udaje - Marc po raz kolejny, wzbudza we mnie wątpliwości i powoduje mętlik w głowie. Powoli sama, nie jestem pewna swojej decyzji. Przez takie rozmowy, pojawia się we mnie coraz więcej wątpliwości.




- Zakończmy już lepiej ten temat. Mam dość, ciągłych dyskusji na temat Andreasa. Dla mnie jest już przeszłością i zamkniętym tematem - nie chcę dłużej, kontynuować rozmowy o moim wyborze i postanowieniach.
- W porządku, skoro tego właśnie chcesz. Jesteś strasznie uparta, nawet bardziej niż kiedyś - mimowolnie, krzywię się na te słowa. Wielokrotnie słyszałam je od osoby, o której ze wszystkich sił staram się zapomnieć.
- Zamiast roztrząsać sprawy mojego rozsypanego życia, porozmawiajmy lepiej o tobie. Pochwal się, jak ci się układa relacja z Vanessą - ironią losu stało się to, że kiedy ja próbuję podnieść się po kolejnej porażce, Marc wychodzi na prostą. Walczy ze swoim pracoholizmem. Dodatkowo zaczął spotykać się z dziewczyną, którą poznał podczas swojego urlopu.
- Na razie jest w porządku. Z niczym się nie śpieszymy. Tym razem, nie chcę niczego zepsuć - cieszę się, słysząc te słowa. Mam nadzieję, że im się uda i będą ze sobą szczęśliwi. Skoro mi to nie wychodzi, to niech chociaż innym się wiedzie.
- Oby się wam udało - posyłam w jego stronę delikatny uśmiech.
- Jestem z nią za niedługo umówiony. Więc może się poznacie? - propozycja Marca, jest dla mnie zaskakująca.
- Lepiej nie. W końcu, jakby nie było jestem twoją była dziewczyną. Na pewno, nie czułaby się dobrze w moim towarzystwie - odrzucam jego propozycję i zaczynam się z nim powoli żegnać. I tak zbyt długo się tutaj zasiedzieliśmy.



Wracając ze spotkania. Rozmyślam o swoich ostatnich decyzjach, chcąc utwierdzić się w przekonaniu, że są słuszne. W końcu za dwa tygodnie, znajdę się prawdopodobnie w słonecznej Italii. Zostawiając za sobą, wszystko co do tej pory znałam i miało dla mnie znaczenie. Uznałam, że to najlepsze wyjście. Mam tylko nadzieję, że nie popełniam kolejnego błędu. W ostatnim czasie, mam tendencję do podejmowania samych złych decyzji. A każdej następnej, żałuję coraz bardziej.



Przez następne dni, staram się doprowadzić swoje samopoczucie do względnej stabilizacji. Na razie odnoszę pierwszy sukces, przestając płakać po nocach i spędzać ich na bezsensownym patrzeniu w okno. Kiedy to wspominałam, wspólne chwile z Andreasem. Pomaga mi w tym, brak jego widoku na co dzień. Wyjechał na któreś już z rzędu zawody. Gdyby wszystko, między nami było, jak dawniej. Pewnie nie mogłabym doczekać się jego powrotu i z ogromną tęsknotą, odliczałabym kolejne godziny do tego. Teraz jego nieobecność, jest mi na rękę. Dzięki niej, mogę swobodnie opuszczać mieszkanie pani Elinor. Bez strachu, że gdzieś na niego wpadnę. Tak było, po prostu łatwiej.




Tydzień przed moim wyjazdem z kraju, ostatni raz sprawdzam, czy spakowałam wszystkie swoje rzeczy. Mając zamiar spędzić, swoje ostatnie dni w towarzystwie rodziców i Tiny. Mimo, że wciąż nie są entuzjastycznie nastawieni do mojego pomysłu, ustąpili i postanowili więcej nie nalegać na zmianę mojego zdania. Niestety z wyjątkiem mojej siostry, która wciąż ma nadzieję, że tego nie zrobię.




- Chciałabym jeszcze raz, bardzo za wszystko podziękować. Nigdy nie zapomnę, co pani dla mnie zrobiła - żegnam się z panią Elinor, odczuwając smutek z powodu naszego pożegnania.
- Emily, to drobiazg. Było mi bardzo miło, że mogłam ci tutaj gościć. Życzę ci powodzenie. Mam tylko nadzieję, że nie widzimy się po raz ostatni- przytula mnie do siebie przyjaźnie. A ja wprost nie mogę uwierzyć, w to ile dobroci ofiarowała mi w ostatnim czasie.
- Oczywiście, że nie. Jak tylko wrócę, panią odwiedzę pierwszą - obiecuję i zaczynam zbierać się do wyjścia, wiedząc że na dole, czeka już na mnie tata.



Tuż przed opuszczeniem budynku, który był świadkiem moich wielu szczęśliwych, jak i niezwykle dołujących chwil. Spoglądam w górę, w stronę wyższych pięter. Żegnając się tym samym na zawsze z czymś, co miało być trwałe i niezmienne.
Nie mogłam zaprzeczyć przed samą sobą, że moje serce wciąż należało do Andreasa. Kochałam go niewyobrażalnie mocno, ale to nie miało już żadnego znaczenia. Czasu i popełnionych czynów nie da się cofnąć. Uśmiecham się smutno, idąc w stronę zaparkowanego samochodu. Wiedząc, że po raz kolejny, rozpoczynam nowy rozdział w swoim życiu.




- Emily, proszę cię. Nie wyjeżdżaj - Tina jest nieprzejednana i w przeciwieństwie do rodziców, nadal próbuje mnie odwieźć od wyjazdu.
- Przykro mi, ale to postanowione. Za nic nie zmienię swojego zdania - próbuję uświadomić siostrze, że nie ma, po co marnować czasu.
- Zobaczysz, że jeszcze tego pożałujesz. Przecież mogłabyś zostać tutaj z nami. Za jakiś czas zapomniałabyś o Monachium i wszystkim, co z tym związane - zupełnie nie przekonuje mnie ten argument.
- Taka jesteś pewna? Mam, co do tego inne zdanie - nasza rozmowa, coraz bardziej mnie irytuje.



- Postępujesz bardzo egoistycznie. Zupełnie się z nikim nie liczysz. Pomyślałaś, jak będzie cię brakowało mnie i rodzicom? Rozumiem, że Andreas zachował się skandalicznie. Ale to nie powód, żeby rzucać wszystko i wyjeżdżać - spoglądam na nią z rozczarowaniem. Myślałam, że będzie starała się mnie zrozumieć. A tymczasem, jest zupełnie na odwrót.
- Prosiłam, żebyś nie poruszała więcej tego tematu. Jestem dorosła i sama ponoszę odpowiedzialność za swoje decyzje - mówię z pewnością w głosie.
- Chociaż raz, mogłabyś kogoś posłuchać, ale nie....- odpowiedź Tiny, która zapewne jeszcze bardziej by mnie zdenerwowała. Przerywa dzwonek do drzwi.




- Otworzę. A ty przez ten czas, trochę ochłoń. Nie chcę się z tobą kłócić - proszę ją, następnie udając się w kierunku drzwi. Nie spodziewając się, że za nimi, czeka mnie bardzo niemiła niespodzianka. 

piątek, 19 stycznia 2018

Rozdział 21


Każdy następny dzień, po moim rozstaniu z Andreasem, wygląda dokładnie tak samo. Mieszkanie pani Elinor, opuszczam tylko po to, aby pojawić się na zajęciach. A tuż po nich, wracam w pośpiechu, żeby jak najszybciej zamknąć się w swoich tymczasowych czterech ścianach, starając się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Niestety nie idzie mi to najlepiej, czasami mam ochotę rzucić całe swoje dotychczasowe życie w tym mieście i wrócić do domu. 
Zastanawiam się coraz częściej, po co ja w ogóle każdego dnia fatyguję się na te zajęcia, skoro i tak nie potrafię się na niczym skupić i nie rozumiem nic z tego, co jest nam przekazywane. Rozczarowując tym samym wszystkich dookoła.



Odnoszę porażkę za porażką na każdej płaszczyźnie swojego życia. Nie mam pojęcia, co złego zrobiłam, że los postawił się na mnie, aż tak uwziąć. Straciłam chęci do czegokolwiek, wszystko co do tej było dla mnie ważne, przestało mieć dla mnie teraz jakiekolwiek znaczenie.



- Emily, może masz ochotę się przejść? Muszę zrobić zakupy, dlatego za chwilę wychodzę. Byłoby mi bardzo miło, gdybyś mi towarzyszyła - wiem, że to kolejna próba ze strony pani Elinor, na poprawę mojego nastroju.
- Proszę mi wybaczyć. Ale nie najlepiej się czuję. Może przy innej okazji - odmawiam grzecznie, nie mając siły wychodzić gdziekolwiek.




- Emily, martwię się o ciebie. Z każdym dniem zamiast być lepiej, twoje samopoczucie tylko się pogarsza. To nie skończy się dobrze - wiem, że pani Elinor ma rację, ale nic nie potrafię na to poradzić. Naprawdę chciałabym żyć, jak dawniej. Szkoda, że łatwiej powiedzieć niż zrobić.
- Ja naprawdę staram się, zapomnieć o tym co było. I pogodzić się z tym, że nie mam szczęścia do związków. W końcu każdy kolejny, kończy się jeszcze większą katastrofą. Tylko, że nic mi z tego nie wychodzi. Wciąż go kocham, przy czym równocześnie nienawidząc. W jednej chwili, chciałabym pobiec do niego i po prostu się przytulić, zapominając o wszystkim i spróbować zacząć od nowa. A w drugiej, jedyne czego pragnę to raz na zawsze o nim zapomnieć. Co jest ze mną nie tak? - pytam bezradnie. Czując kilka łez, spływających mi po policzkach.
- Absolutnie nic. Taka właśnie jest miłość. Kiedyś, bardzo dawno temu, byłam w podobnej sytuacji do ciebie - spoglądam zaskoczona na nią.
- Myślałam, że była pani szczęśliwa ze swoim mężem. W końcu przeżyliście ze sobą prawie całe życie - nie spodziewałam się, że mieli w przeszłości takie kryzysy.
- Bo to nie o niego chodzi. Widzisz, za nim poznałam swojego zmarłego męża. Byłam zaręczona i na zabój zakochana, w kimś zupełnie innym. Byłam pewna, że to ten jedyny. Tylko, że na kilka dni przed naszym ślubem, nakryłam go na zdradzie z moją najlepszą przyjaciółką. To był ogromny cios. Oczywiście rozstałam się z nim i cierpiałam, tak samo jak ty teraz. Nigdy nie dałam mu drugiej szansy, mimo że próbował mnie odzyskać przez ponad, trzy następne lata. W końcu któregoś dnia zrozumiał, że stracił mnie na zawsze i wyjechał. Nie spotkałam go, nigdy więcej. Potem wyszłam za mąż. Nie przeczę, że kochałam swojego męża i byłam z nim szczęśliwa, tylko że nigdy już, nie czułam się jak przedtem. Jakby zawsze czegoś mi brakowało - usłyszała historia, niespodziewanie wzbudza u mnie smutek i współczucie.
- Żałuje pani, że nie dała mu tej szansy? Prawda? - chcę się upewnić w swoich przypuszczeniach.
- Czasami, chyba tak. Ale czasu, nie da się cofnąć Nie zastanawiam się nad tym, zbyt często. Za to ty, masz wybór. Jesteś absolutnie pewna, że to definitywny koniec i nie da się niczego między wami naprawić? Jesteś w stanie o nim zapomnieć i ułożyć sobie w przyszłości życie z kimś innym? Wiem, że Andreas zranił cię dogłębnie. Ale jestem pewna, że ponosi za to teraz zasłużoną karę. Jest w jeszcze gorszym stanie niż ty. W końcu widuję go niemal codziennie, kiedy odsyłam go stąd z niczym - każdego dnia, kiedy tylko aktualnie znajduje się mieście, odkąd tylko dowiedział się, że zatrzymałam się właśnie tutaj. Przychodzi z prośbą o chwilę rozmowy ze mną. Za każdym razem, odmawiam i proszę panią Elinor o przekazanie mu tego. Mimo to, on wciąż się nie poddaje i wciąż próbuje, licząc że kiedyś zmienię swoje zdanie.
- Nawet gdybym chciała, dać mu jeszcze jedną szansę. Nie potrafię. Nie umiem zapomnieć o tym, co mi zrobił, ani tym bardziej mu tego wybaczyć. Nie zaufam mu więcej. Gdybyśmy do siebie wrócili, każdego dnia zastanawiałabym się, czy przypadkiem znów tego nie zrobił. Nie bylibyśmy ze sobą szczęśliwi. To po prostu, nie ma sensu - podczas tej rozmowy, w końcu dochodzi do mnie ta świadomość. Muszę pójść na przód i zapomnieć o tym, co było. Oraz pogodzić się z tym, że nigdy już nie będziemy razem. To po prostu, zamknięty rozdział.
- To twoja decyzja. Mam tylko nadzieję, że słuszna - pani Elinor, posyła w moją stronę niepewny uśmiech.
- Też mam taką nadzieję. Zmieniłam zdanie, z chęcią wybiorę się z panią na te zakupy - czas zacząć skupiać się na teraźniejszości, a nie na tym co było. 



Spacer i zakupy, dobrze na mnie wpływają. Dzięki nim, choć na chwilę koncentruję się na czymś innym niż to, czego ostatnio doświadczyłam. Miło było popatrzeć, że ponad tym wszystkim, jest jeszcze normalne życie. Na którym powinnam się teraz, przede wszystkim skupić.



Niestety, ta namiastka spokoju i poczucia, że mogę wszystko sobie jeszcze poukładać i kiedyś poczuć się szczęśliwą. Niszczy widok Andreasa, na którego wpadamy przypadkiem, podczas drogi powrotnej. Mijamy się z nim, tuż przed wejściem. Patrzy na mnie, pustym spojrzeniem. Pozbawionym tej radości i błysku, który zawsze w nim dostrzegałam. Od razu widać, że cierpi i nie jest mu łatwo, podobnie jak mnie.
- Emily, możemy porozmawiać? Bardzo cię proszę - pyta niepewnie, pozbawiony większej nadziei, że spełnię jego prośbę.
- Dobrze - postanawiam się zgodzić, licząc na to, że da mi potem w końcu święty spokój. Swoją nieustępliwością, niczego mi nie ułatwiał.



- To o czym chcesz rozmawiać? Chyba wszystko sobie ostatnio wyjaśniliśmy - zaczynam, gdy zostajemy sami. Wcale na niego nie patrząc, bojąc się że jeszcze zrobię coś głupiego. Czego będę potem długo żałować.
- Chciałem dowiedzieć się, jak się czujesz. Nie wyglądasz najlepiej - Andreas jest świetnie zorientowany.
- Nie powinno cię to obchodzić. To już, nie jest twoja sprawa. Martw się o samopoczucie Amandy, albo jakiejś innej, która z wielką chęcią zajmie moje miejsce. Takich na pewno ci nie brakuje. A o mnie, raz na zawsze zapomnij - choć bardzo się staram, nie potrafię z nim normalnie rozmawiać. Czuję zbyt wielkie rozgoryczenie.
- Mylisz się. Wszystko, co dotyczy ciebie jest dla mnie ważne. Nikt inny mnie nie obchodzi. Powiedz, co ja mam zrobić, żebyś przynajmniej spróbowała mi wybaczyć? Zrobię, co tylko zechcesz. Mogę nawet zacząć błagać na kolanach, jeśli tego właśnie chcesz - po raz pierwszy od początku naszej rozmowy, spoglądam na niego. Obawiając się, że za chwilę, naprawdę odstawi tutaj przedstawienie. Doskonale wiedziałam, że jest do tego zdolny.
- Nic nie możesz zrobić. Zrozum, że ja już do ciebie nie wrócę. Zbyt wiele się wydarzyło, to naprawdę koniec - wypowiedzenie tych słów przychodzi mi z ogromnym trudem, ale wiem że to jedyne dobre rozwiązanie tej sytuacji. Dla nas nie ma już przyszłości.
- Mów, co chcesz. Ja i tak nie odpuszczę. Będę tak długo walczył, aż pewnego dnia mi wybaczysz i będziesz gotowa ponownie zaufać - jego determinacja jest dla mnie zaskakująca. Nie spodziewałam się, że mimo mojej jawnej niechęci, wciąż będzie próbował mnie odzyskać.
- Andreas, tracisz tylko czas. Taki dzień nie nadejdzie. Pogódź się z tym. Skup się lepiej na swojej karierze i ułożeniu swojego życia od nowa - staram się mu to, po raz kolejny uświadomić.
- Nie ma mowy. Choćbym miał czekać na ciebie przez całe życie, zrobię to. Bez ciebie, nic nie ma już sensu, ani znaczenia. Nigdy nie pokocham już nikogo, tak jak ciebie. I wiem, że mimo tego, co zrobiłem. Gdzieś pod całym tym żalem i rozgoryczeniem, ty również wciąż mnie kochasz. Inaczej nie byłabyś teraz w takim stanie. Dlatego ciągle mam nadzieję - nie mogę znieść tego, że trafił w sedno i z łatwością mnie rozszyfrował.
- Rób sobie, co chcesz. I tak nic, tym nie osiągniesz - kończę tą rozmowę i odchodzę od niego. Nie będąc w stanie dłużej z nim rozmawiać.



- Nie odchodź, proszę cię. Brakuje mi ciebie i nie radzę sobie już z tęsknotą za tobą - zatrzymuje mnie, łapiąc za rękę.
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej - nie czekając na jego odpowiedź, w pośpiechu oddalam się od niego. Wracając do mieszkania pani Elinor.




Każda taka rozmowa, kosztowała mnie bardzo wiele. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej się stąd wyprowadzić. Musiałam przestać widywać Andreasa i wciąż na niego wpadać. Chciałam odciąć się od wszystkiego, co z nim związane i przypomina mi o naszych wspólnych chwilach. Dopóki on będzie w pobliżu, nie uda mi się zapomnieć. A przede wszystkim obawiałam się, że będąc wciąż, tak blisko niego. Rzeczywiście, któregoś dnia moja miłość do niego, mogłaby wziąć górę nad rozsądkiem i dałabym się mu przekonać. Od samego początku miałam słabość do ulegania mu. Tym razem jednak, poprzysięgam sobie, że ze wszystkich sił będę walczyć, aby do tego nie dopuścić. Nawet jeśli, unieszczęśliwię się tym na zawsze. Żal i poczucie skrzywdzenia są silniejsze ode mnie. I to one dyktują warunki w naszej relacji. 




Kilka dni później, kiedy podczas jednej z przerw pomiędzy swoimi zajęciami, spoglądam na tablicę ogłoszeń. Czuję, że to jakiś znak od losu. Bardzo uważnie, czytam informację przypiętą do tablicy i staram się zapamiętać, wszystkie informacje ze szczegółami, wiedząc że są moją przepustką do zostawienia obecnego życia za sobą. Po raz pierwszy, od wielu dni już dni, delikatny uśmiech wpływa na moje usta. Mam nadzieję, że znalazłam w końcu początek drogi, prowadzącej mnie do ułożenia sobie wszystkiego.




Niespodziewanie moją tymczasową radość, przerywa dzwoniący telefon. Szukam go w swojej torebce i dostrzegając imię Marca, kierowana dziwną siłą. Postanawiam odebrać.
- Cześć, Emily. Cieszę się, że cię słyszę – zaczyna na powitanie.
- Mi też miło cię słyszeć – odpowiadam szczerze. W końcu na samym początku naszej znajomości, całkiem dobrze nam się rozmawiało i jeśli on faktycznie się zmienił. Moglibyśmy od nowa spróbować, zostać znajomymi.
- Chciałbym się z tobą spotkać. Co ty na to? - słyszę jego propozycję. Nad którą, zbyt długo się nie zastanawiam.
- Zgoda, przy okazji opowiem ci o moich najbliższych planach – umawiamy się na jutro. 

czwartek, 18 stycznia 2018

Rozdział 20


Świt za oknem, przeradzający się we wczesny poranek, jest jeszcze gorszy niż miniona, nie przespana przeze mnie noc. Nie potrafiłam zasnąć, choćby na chwilę, będąc wykończona nieustannym płaczem i zadręczaniem się myślami o zdradzie Andreasa. Wciąż nie umiałam tego zrozumieć i racjonalnie sobie wytłumaczyć. Dlaczego on to zrobił, przecież wyglądał na szczęśliwego będąc ze mną? Czego mu zabrakło, że postanowił szukać wrażeń w ramionach innej? Równocześnie wiem, że nic go nie usprawiedliwia. Zrobił coś niewybaczalnego, przekreślając tym samym, szansę na naszą wspólną przyszłość. Moim największym błędem, było zaufanie mu i obdarzenie go uczuciem, na jakie w żadnym wypadku nie zasłużył. Po czymś, co miało być moim szczęściem i radością w życiu. Zostało mi jedynie cierpienie i złamane serce.



Wpatruję się w swoje odbicie w lusterku. Sama siebie nie poznając. Zaczerwienione i spuchnięte oczy, od ciągłego płaczu oraz zmęczenie rysujące się na całej mojej twarzy. Sprawiają, że wyglądam okropnie i żałośnie. A myśl, że będę musiała się dzisiaj rozmówić z Andreasem, jeszcze pogarsza mój i tak fatalny stan. Staram się zrobić wszystko, co możliwe aby poprawić swój wygląd i nie dać mu satysfakcji, że jego czyny, aż tak bardzo mnie zraniły. 




- Emily, zrobiłam śniadanie. Zapraszam - serdeczny głos pani Elinor, przywraca mnie do rzeczywistości.
- Dziękuję, ale nie jestem głodna - na samą myśl o jedzeniu, czuję jak mój żołądek skręca się w jeden wielki supeł.
- Dziecko, musisz coś jeść. Inaczej się wykończysz. Napij się przynajmniej ciepłej herbaty. Od wczoraj, nie miałaś nic w ustach - jej nalegania w końcu mnie przekonują. I podążam za nią do kuchni, siadając przy stole. Wpatrując się bez większego celu przez okno.




- Będę się powoli zbierać. Dziękuję za gościnę i poświęcony mi czas - gdy dochodzi południe, wiem że nadszedł czas na coś, czego najbardziej na świecie wolałabym uniknąć.
- Co zamierzasz dalej? - pani Elinor wydaje się być zaniepokojona moją przyszłością w najbliższych dniach. 
- Zabiorę swoje rzeczy od Andreasa, przekażę mu że między nami wszystko skończone. A potem, chyba wynajmę jakiś pokój w hotelu. Przynajmniej do momentu, aż nie znajdę sobie czegoś. Mam trochę oszczędności, powinno wystarczyć na jakiś czas - nie jestem w stanie ułożyć sobie dalszych planów. Wszystkie moje marzenia i dotychczasowe plany, runęły w gruzy.
- Przecież możesz zostać u mnie, przez jakiś czas. Mnie będzie raźniej, a ty nie możesz się teraz pogrążyć w samotności. Nie musisz także, nie potrzebnie marnować pieniędzy, które na pewno jeszcze ci się przydadzą - z chęcią przystałabym na tą propozycję, ale nie wiem czy przebywanie w tak bliskiej odległości od Andreasa i Amandy, dobrze na mnie wpłynie. W końcu nie wiadomo, czy być może nie postanowią być ze sobą. A ja nie zniosłabym tego widoku.
- Zastanowię się nad tym, ale dziękuję za tą możliwość. Czas na mnie, nie będę w nieskończoność przeciągać nieuniknionego. To nic mi nie da. Do zobaczenia - żegnam się z kobietą, która obdarzyła mnie wsparciem. Będę jej za to dozgonnie wdzięczna.




Staję przed drzwiami, prowadzącymi do mieszkania Andreasa. Serce bije mi, jak oszalałe z powodu zdenerwowania. Najchętniej zabrałabym swoje rzeczy pod jego nieobecność, zostawiając kartkę z lakonicznym wyjaśnieniem, abym nigdy więcej nie musiała go oglądać ani z nim rozmawiać. Nie chcę jednak postąpić, jak zwykły tchórz. W przeciwieństwie do niego.





Zbieram się w końcu na odwagę i otwieram je, prawdopodobnie po raz ostatni. Przekraczam niepewnie próg, sekundę później stając na przeciwko osoby, która zraniła mnie w najgorszy z możliwych sposobów. A jeszcze dwa dni temu, nie widziałam świata poza nią. Co za ironia losu.



- Emily, wróciłaś. Dobrze mieć cię już z powrotem. Strasznie się za tobą stęskniłem. Nie odbierałaś ode mnie telefonu i zaczynałem się już o ciebie martwić - niczego nieświadomy Andreas, podchodzi do mnie i próbuje pocałować. Odsuwam się gwałtownie od niego, zastanawiając się, jak można być tak obłudnym. On naprawdę miał zamiar udawać, że nic się nie wydarzyło.
- Czyżby? Przecież moja obecność utrudnia ci wasze schadzki z Amandą. Dobrze się bawiłeś moim kosztem? Wiem o wszystkim, co was łączy. Wasza wczorajsza rozmowa, uświadomiła mi, jaką naiwną idiotką byłam - staram się pozostać opanowana, ale nie bardzo mi to wychodzi. Wystarczyło jedno spojrzenie na niego, abym poczuła ogarniającą mnie wściekłość.
- To nie tak, jak myślisz. Pozwól mi się wytłumaczyć - gdy dociera do niego, że słyszałam ich wczorajszą wymianę zdań z Amandą, ogarnia go strach i zdezorientowanie. Spoglądam na niego z pogardą.
- Co chcesz tłumaczyć? Może zaprzeczysz mi, że regularnie z nią sypiasz, albo może coś mi się przesłyszało i wcale nie masz z nią namiętnego romansu? Daruj sobie kolejne kłamstwa, bo to i tak nic ci, już nie da. Nie mam zamiaru cię nigdy więcej słuchać. Przyszłam tu wyłącznie po swoje rzeczy i oznajmić ci, że to koniec. Droga wolna, możesz teraz bez przeszkód się z nią spotykać, kiedy tylko chcesz. W końcu właśnie tego od początku chciałeś, ja byłam wyłącznie przeszkodą - omijam go, następnie zaczynając się pakować.




- Ona nic dla mnie nie znaczy i nigdy nie znaczyła. Wiem, że to co zrobiłem jest straszne. Bardzo cię skrzywdziłem i pojęcia nie mam, jak mam w ogóle zacząć za to przepraszać. Nie wiem, co mną kierowało. Nie potrafiłem się jej oprzeć, uwiodła mnie. A potem nie wiedziałem, jak to powstrzymać. To było coś zupełnie innego, od naszej codziennej rutyny. Żałuję tego, co się stało najbardziej na świecie. Miałem przecież wszystko, a teraz mogę na własne życzenie to stracić. Błagam cię, pozwól mi to jakoś naprawić. Przysięgam ci, że nigdy więcej cię nie zawiodę. Kocham cię, Emily - prosi błagalnie, ale ja w żadnym wypadku, nie mam zamiaru mu ulec. Nie wierzę też w jego deklarację miłości. To pewnie kolejne, nic nie warte kłamstwo.
- Wiele mogłabym ci wybaczyć, ale nie zdradę i to w dodatku wielokrotną. Zwłaszcza nie z Amandą. Ale najgorsze z tego wszystkiego jest to, że gdyby nie czysty przypadek. W życiu, byś się do tego nie przyznał. Jak w ogóle mogłeś zrobić mi coś takiego? Dlatego nie utrudniaj mi tego jeszcze bardziej i zostaw mnie teraz, po prostu samą - walczę z pojawiającymi się łzami. Dlaczego to musi, aż tak bardzo boleć?
- Nie potrafię. Jesteś dla mnie wszystkim, bez ciebie moje życie nie ma sensu - czuję, że jest coraz bardziej zdesperowany. I coraz bardziej się pogrąża.
- Andreas, daruj sobie branie mnie na litość. Na mnie to nie działa. Nie wierzę w żadną twoją pustą obietnicę. Gdybyś naprawdę mnie kochał, w życiu byś jej nie uległ. Nie ważne, jakich sztuczek by użyła. Wtedy to ja bym ci wystarczała. Ale nie, ty musiałeś szukać wrażeń, po niecałym miesiącu naszego związku. Żałuję, że w ogóle dałam ci szansę - podnoszę głos, z powodu zbyt wielu negatywnych emocji. Wrzucając swoje rzeczy na oślep do walizki. Najwyraźniej na to, nie ma przygotowanej odpowiedzi, ponieważ milczy. Wpatrując się tylko we mnie błagalnie.




Zaczynam płakać, gdyż ta sytuacja zwyczajnie mnie przerasta. Przecież to nie tak, miało potoczyć się moje życie. Miałam być w końcu szczęśliwa, a nie na skraju załamania nerwowego.
- Nie płacz, proszę. Nie mogę znieść myśli, że to przez moją głupotę tak cierpisz - Andreas przytula mnie do siebie, ale ja nie jestem w stanie znieść jego bliskości. Na samą myśl, że być może tak samo pocieszał Amandę. I wielokrotnie trzymał ją w swoich ramionach, następnie wracając do mnie, jak gdyby nigdy nic. Czuję mdłości i obrzydzenie.
- Zostaw mnie. Nie dotykaj i najlepiej w ogóle się do mnie, nigdy więcej nie zbliżaj. Nienawidzę cię - wyrywam się i ostatnie słowa, wypowiadam mu prosto w oczy. Widzę, że pozbawiam go tym samym resztek nadziei. Ale inaczej nie potrafię. Aktualnie czuję do niego, wyłącznie olbrzymi żal i odrazę. Choć wiem, że gdzieś na samym dnie serca, wciąż znajduje się moja miłość do niego.
- Czyli to naprawdę koniec? Nie dasz mi chociaż nadziei na to, że możemy to jeszcze kiedyś odbudować? - kręcę przecząco głową, nie wierząc własnym uszom.
- A czego ty się spodziewałeś? Naprawdę myślisz, że jestem tak naiwna i od tak o wszystkim zapomnę, a ty będziesz robił, co tylko chciał i z kim chciał? Może kolejne zdrady, też mam ci wybaczyć już zawczasu i pozwolić na nie? Bo skoro zrobiłeś to, już na samym początku, to nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by się działo później. Straciłam do ciebie całe zaufanie i nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Nie chcę cię po prostu znać. Najchętniej zapomniałabym, że ktoś taki jak ty w ogóle istnieje - zamykam walizkę z głośnym trzaskiem i kieruję się w stronę wyjścia.



Przy samych drzwiach, Andreas po raz kolejny mnie zatrzymuje.
- Masz, gdzie się zatrzymać? Chcę żebyś była bezpieczna - zaczynam się ironicznie śmiać.
- Nie musisz się o mnie martwić. Sama doskonale potrafię o siebie zadbać. Zajmij się lepiej Amandą - ostatni raz patrzę na niego. Nie mając jeszcze pojęcia, jak uda mi się o nim zapomnieć. Bo nawet pomimo tego, co mi zrobił. Wciąż nie potrafię wyrzucić z głowy, naszych wspólnych chwil. Nie wiem już tylko, czy którakolwiek z nich była prawdziwa.



Wychodząc dostrzegam, stojącą w progu swojego mieszkania Amandę z uśmiechem triumfu wymalowanym na twarzy. Przynajmniej nie dałam jej satysfakcji i nie poznałam prawdy z jej ust.



- Słychać was na pół miasta. Wygląda na to, że dowiedziałaś się o naszym małym sekrecie. Ostrzegałam cię, że tak to się skończy. Ale ty naiwnie łudziłaś się, że on będzie ci wierny i oprze się mojemu urokowi. Nawet mi cię trochę żal. Jesteś tak bardzo naiwna i łatwowierna - nie mogę nawet na nią patrzeć. Najchętniej bym coś jej zrobiła. Ale powstrzymuję się, nie mając zamiaru zniżać się do jej poziomu.
- Zupełnie niepotrzebna jest, ta twoja udawana troska. Poradzę sobie, a ty możesz go sobie wziąć. Jest twój, wygrałaś. Idealnie się dobraliście, jesteście tak samo podli i zakłamani - ostatnie słowa, mówię tylko dlatego, że doskonale wiem, iż Andreas też to usłyszy. Chciałam, aby poczuł się zraniony, tak samo jak ja.
- Cóż, nie jestem już zainteresowana. Andreas na dłuższą metę, nie jest dla mnie zbyt interesujący. Ja potrzebuję nieustannych wrażeń, a on nie jest w stanie mi tego już zapewnić. Skoro ty wiesz o wszystkim - nie mogę uwierzyć, że jest aż tak bezczelna i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Dodatkowo w bezpośredni sposób przyznaje, że zwyczajnie się nim bawiła.
- Jesteś żałosna - kończę z nią, tą pozbawioną sensu rozmowę i ciągnąć za sobą ciężką walizkę. Udaję się do pani Elinor. Chcąc zapomnieć o całym otaczającym mnie świecie. A w szczególności o Andreasie i Amandzie. Sama już nie wiem, kto z tej dwójki okazał się gorszy. Obydwoje są siebie warci. A ja mam nadzieję, że w niedługim czasie, uda mi się wyrzucić ich na zawsze ze swojego życia. 



__________
W odpowiedzi na Wasze prośby i reklamacje ;),dodaję ten dopiero co napisany rozdział, aby nie trzymać nikogo dłużej w niepewności. Mam nadzieję, że nie rozczarowałam Was, tym powyżej i treść spełniła oczekiwania.
Swoją drogą, jak tak dalej pójdzie i utrzymam szalone tempo dodawania kolejnych rozdziałów, to w ciągu następnych kilku dni, doczekamy się zakończenia tego opowiadania. :D