Ostatni
raz, przejeżdżam smyczkiem po strunach moich skrzypiec, wygrywając
ostatnie dźwięki. Kończąc tym samym, grany przez siebie
utwór.
Kłaniam się z należytym szacunkiem publiczności. Po
chwili, słysząc gromkie brawa i owacje na stojąco. Nie potrafię,
powstrzymać szerokiego uśmiechu i łez wzruszenia, że mój
pierwszy, tak poważny występ, przed tak liczną publicznością,
został przyjęty w entuzjastyczny sposób.
Ten
występ, wieńczył mój pobyt w Rzymie. Tym bardziej jestem
szczęśliwa, że miałam okazję wziąć udział w tym wydarzeniu.
Miesiące ciężkich i wymagających prób oraz liczne godziny
poświęcone na naukę. Przyniosły w końcu rezultat i nagrodę w
postaci solowego występu. Marzyłam o tym od dawna i nareszcie
mogłam powiedzieć, że coś mi się udało.
Wciąż
nie mogłam uwierzyć, że minęło już tyle czasu. I mimo, że nie
wszystko ułożyło się tak, jak planowałam. Nie żałuję, że
odważyłam się na przyjazd tutaj. Upływający czas, pomógł mi
uporać się w jakimś stopniu z przeszłością. Choć wciąż
bywały lepsze i gorsze dni. Starałam się iść naprzód i skupiać
się na teraźniejszości. Chciałam wierzyć, że niedługo wszystko
sobie poukładam.
Tuż po zejściu przeze mnie ze
sceny, praktycznie znikąd pojawia się Paula. Ściskając mnie
przyjaźnie.
- Emily, to było rewelacyjne. Sama chciałabym
posiadać, taki talent. Wielkie gratulacje dla ciebie. Jestem pewna,
że wszyscy jeszcze bardziej żałują, że nie udało im się ciebie
przekonać do przeniesienia się do nas na stałe - w ostatnim
czasie, wielokrotnie byłam do tego namawiana, ale za każdym razem
odmawiałam. To nie było moje miejsce. Poza tym, zbyt mocno
tęskniłam za osobami, które zostawiłam w swoim ojczystym kraju. Tym bardziej, było mi przykro, że nikt z bliskich mi osób, nie
mógł być dzisiaj tutaj.
- Tobie też, niczego nie brakuje.
Sama także, dałaś świetny występ - chwalę ją szczerze.
Wiedząc, że wcale mi nie ustępuje umiejętnościami.
- Niech
będzie, że ci wierzę. Nie będę się teraz z tobą o to
sprzeczać. Mam nadzieję, że pójdziemy z resztą uczcić, gdzieś
nasz sukces i rozpoczęcie zasłużonych wakacji. Dodatkowo niedługo
wyjeżdżasz, więc mamy podwójny powód do świętowania -
dzisiejszego wieczoru, postanowiłam odpuścić. I zgodzić się na
wszystkie jej pomysły. Zasługujemy na chwilę zabawy.
- W
porządku. W końcu niedługo, nie będzie do tego okazji -
dostrzegam jej uśmiech zadowolenia na moją odpowiedź. A ja
uświadamiam sobie, że naprawdę będzie mi jej brakować.
-
Cieszę się, że choć raz masz zamiar mnie posłuchać.
Zapomniałabym, ktoś cię szukał. Czeka na ciebie niedaleko
wyjścia. Ja idę się przebrać i zebrać resztę - Paula znika tak
szybko, że nawet nie mogę jej zapytać. Kim jest ta osoba, która
mnie podobno szuka. Przecież nikogo się nie
spodziewałam.
Zaciekawiona podążam w wyznaczonym
kierunku. Omijając po drodze, niezliczone grupki osób. Które wciąż
rozmawiają o przed chwilą co, zakończonym koncercie. Komentując
jego poszczególne części. Rozglądam się uważnie, w poszukiwaniu
znajomej twarzy. Ale nikogo takiego nie dostrzegam. Może Paula coś
źle zrozumiała i nie chodziło o mnie?
- To chyba
mnie szukasz - słyszę bardzo znajomy głos za swoimi plecami. Przez
chwilę mam wrażenie, że zwyczajnie się przesłyszałam. Przecież
to niemożliwe. Odwracam się, doznając kompletnego szoku.
-
Andreas? To naprawdę ty? - pytam głupio, nie mogąc uwierzyć, że
naprawdę stoi na przeciwko mnie. Zastanawiam się, czy to
przypadkiem nie jest sen.
- We własnej osobie. Chyba aż tak
bardzo się nie zmieniłem, że mnie nie poznajesz? Dobrze cię
widzieć. Pięknie wyglądasz - w sekundę, wszystkie moje uczucia do
niego, które skrywałam głęboko w sobie, odżywają. I to ze
zdwojoną siłą. I choć sama się sobie dziwię, naprawdę się
cieszę na jego widok. Ostatnio strasznie mi go brakowało. Tęsknota
robiła się nie do wytrzymania, ale starałam wmówić samej sobie,
że tak jest zwyczajnie lepiej. Teraz nie jestem już, co do tego
przekonana.
- Co ty tutaj robisz? W życiu nie
spodziewałabym się, akurat ciebie w tym miejscu - wciąż będąc
zaskoczona, przytulam się do niego na powitanie. Zaskakując tym
zarówno siebie, jak i jego. Andreas dopiero po chwili, odwzajemnia
mój gest. Kompletnie nie spodziewając się, że tak zareaguję na jego widok.
Moje rozgoryczenie z powodu tego, co wydarzyło się pomiędzy
nami z dnia na dzień jest coraz mniejsze. Czuję, że w końcu
jestem gotowa na normalną rozmowę z nim. Bez ciągłych wyrzutów i
oskarżeń. Jego widok, nie powoduje już u mnie cierpienia.
Widocznie czas, naprawdę leczy rany. Ta rozłąka, pozwoliła mi
uświadomić sobie kilka rzeczy.
- Nie wiesz, że wszystkie
drogi prowadzą do Rzymu? A tak na poważnie, nie mogłem sobie
odpuścić takiego wydarzenia, gdy tylko dowiedziałem się o tym,
przez przypadek od pani Elinor. Wiedziałem, że muszę zobaczyć
twój występ. Byłaś wspaniała. Od zawsze wiedziałem, że wiele
osiągniesz - mogłam przyjmować dzisiaj wiele pochwał, ale te od
niego były dla mnie najważniejsze. I najbardziej cieszyły.
-
Dziękuję, miło mi to słyszeć. Ale dosyć o mnie, opowiedz
lepiej, co u ciebie? - pytam, naprawdę będąc ciekawa. W ostatnim
czasie, zupełnie odcięłam się od wszelkich informacji z nim
związanych. Teraz wiem już, że w najbliższym czasie, chcę to
zmienić.
Odpowiedź Andreasa, przerywa
niespodziewane pojawienie się obok nas Frederica.
- Gratuluję
Emily, wiedziałem że świetnie sobie poradzisz - całuje mnie w
policzek. A ja dostrzegam, jak Andreas momentalnie traci dobry humor,
a jego mina wyraźnie pochmurnieje.
- To też twoja zasługa.
Twoje rady, świetnie pomogły mi opanować tremę. Dzięki czemu
uniknęłam błędów. Jeszcze raz dziękuję - uśmiecham się do
niego z wdzięcznością.
- Idziesz? Paula już czeka - stara
się mnie delikatnie pośpieszyć.
- Za chwilę, dokończę
tylko rozmowę z moim znajomym - Frederic, dopiero teraz spogląda na
Andreasa. Wyraźnie zaskoczony, że mimo moich zaprzeczeń, ktoś
jednak się dziś pojawił z ważnych dla mnie osób.
- Jasne,
rozumiem. Ale nie zapomnij o tym, że jesteśmy umówieni – mówi
na pożegnanie i zostawia naszą dwójkę samą.
-
Ładna z was para. Mam nadzieję, że jesteś z nim szczęśliwa -
słyszę, że głos Andreasa, wyraźnie drży. Wypowiedzenie tych
słów, musiało go dużo kosztować. Patrzę z niezrozumieniem na
niego. Wybuchając głośnym śmiechem, w momencie kiedy dochodzi do
mnie, że błędnie odczytał moją relację z Frederickiem.
-
Co takiego? Frederic faktycznie jest w związku, ale nie ze mną. To
chłopak mojej współlokatorki - tłumaczę mu, dostrzegając że
wraca mu dobry humor.
- Więc jesteś sama? - próbuje się
upewnić. Patrząc na mnie z nadzieją.
- Tak. Jakoś nie
spotkałam tutaj swojego ideału, widocznie znajduje się, gdzieś
indziej - mówiąc to, równocześnie zastanawiam się. Czy on
również, nikogo nie ma. Po chwili dostaję na to odpowiedź,
zupełnie jakby czytał mi w myślach.
- Za to mój ideał,
stoi przede mną. Nie wiem tylko, jak mam go odzyskać - jego słowa
są dla mnie zaskakujące i powodują ciepłe uczucia. Andreas
naprawdę, wciąż ma nadzieję i czeka, aż mu wybaczę. A wzrok,
którym mnie przeszywa, tylko to potwierdza. Jestem bliższa niż
kiedykolwiek wcześniej, aby mu uwierzyć, że może rzeczywiście
nie chciał zniszczyć naszego związku. Tylko zwyczajnie się
pogubił i popełnił okropny w konsekwencjach błąd.
-
Na długo zostajesz? - zmieniam szybko temat. Chcąc zakończyć ten
dziwny moment pomiędzy nami. Zanim powiem albo zrobię, coś
naprawdę głupiego. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na to, co
chcę mu powiedzieć.
- Wyrwałem się właściwie, tylko na
chwilę. Jutro rano, mam powrotny samolot - jest mi z tego powodu
przykro. Z chęcią, spędziłabym z nim trochę więcej czasu.
-
Szkoda. Może w takim razie, znajdziemy gdzieś jakieś lepsze do
rozmowy miejsce i spędzimy razem resztę wieczoru? - proponuję,
wiedząc że mamy sobie dużo do powiedzenia.
- Emily, przecież
znajomi na ciebie czekają. Nie możesz rzucać dla mnie wszystkiego.
Na pewno byliby zawiedzeni - przypomina przytomnie, a ja musiałam mu
z przykrością, przyznać rację. W końcu obiecałam Pauli, że
spędzę z nimi ten wieczór. Zanim jednak to zrobiłam, nie
wiedziałam, że czeka mnie taki niespodziewany zwrot biegu wydarzeń,
podczas tego dnia.
- W takim razie. Spotkamy się może na jakaś
kawę, gdy będę z powrotem w Niemczech? Wracam w przyszłym
tygodniu. Poczekasz na mnie, te parę dni? - pytam z wyczekiwaniem.
Mając nadzieję, że się zgodzi.
- Skoro wytrzymałem już
tyle czasu, to kilka dni nie zrobi mi różnicy. Emily, tylko czy ty,
naprawdę chcesz się ze mną spotkać, po tym co było? Jeśli
robisz to tylko z grzeczności, to nie musisz. Nie chcę, żebyś
robiła coś z przymusu. Widzisz, ja wciąż bardzo żałuję..- nie
pozwalam mu dokończyć.
- Nie mówmy więcej o tym, co było.
Nie chcę wracać do tych wydarzeń. To do niczego dobrego nie
doprowadzi. Przeszłości nie zmienimy, ale przyszłość jest wciąż
otwarta - jeśli nieustannie, będziemy wracać do jego zdrady. Nic
nie wyjdzie z próby odbudowania naszej znajomości.
- Dobrze.
Więcej nie będę o tym wspominał, obiecuję. Będę się zbierał
i tak poświęciłaś mi dużo czasu. Czekam na twój telefon. Mogę
cię nawet odebrać z lotniska, jeśli tylko chcesz. Do zobaczenia -
żegna się ze mną z uśmiechem na ustach. A ja nie pamiętam już,
kiedy byłam w tak świetnym humorze.
- Andreas, mogę ci
zadać jedno pytanie? - zatrzymuję go.
- Jasne. Pytaj, o co
tylko chcesz - czeka z wyczekiwaniem na moje słowa.
- Wierzysz
w szczęśliwe zakończenia? - pytam, patrząc wprost w jego oczy.
Dostrzegając tą samą miłość, co podczas wspólnego wyjazdu na
ślub Susan. To wtedy byliśmy najszczęśliwsi.
- Gdybym nie
wierzył. Nie rozmawiałbym teraz z tobą i w ogóle by mnie tutaj
nie było.
- Więc proszę cię, zrób wszystko, abym
i ja potrafiła w to uwierzyć - całuję go lekko w policzek. Odchodząc z
zamiarem, poszukania swoich znajomych. Jeszcze bardziej, nie mogąc
się doczekać powrotu do domu. Tam, gdzie od zawsze było moje
miejsce.
Podczas ostatnich minionych dni, kiedy mój powrót
stawał się coraz bliższy. Dużo myślałam nad tym, czy byłabym w
stanie ponownie mu zaufać. Jego niespodziewane odwiedziny,
utwierdziły mnie tylko w twierdzącej odpowiedzi. Ja prostu nie
potrafię, bez niego żyć.
Nie mam pojęcia, czy coś z tego
wszystkiego wyjdzie. Czy ponownie nam się uda. Na pewno, nie będzie
to łatwe. Przed nami trudna i żmudna droga do ponownego szczęścia
i zbudowania czegoś na gruzach naszej wcześniejszej relacji. Ale
chcę, ten ostatni raz spróbować. Wiedząc, że w innym przypadku,
do końca życia bym żałowała, że nie odważyłam się zaryzykować.
Koniec
_________
Nie wiem, czy ktoś spodziewał się takiego zakończenia. Ale ja po prostu, nie potrafiłam ich ostatecznie rozdzielić. Dlatego każdy niech sam, odpowie sobie na pytanie, czy im się udało. Ja wierzę, że tak. :)
Poza tym, wciąż do mnie nie dociera, że to koniec. Cieszę się jednak z tego, że udało mi się doprowadzić kolejną opowieść do końca. Bo czasami, wcale nie było z tym, tak łatwo.
Chciałabym podziękować za wszystkie Wasze komentarze, które były największą motywacją do dalszego pisania i zarazem nagrodą za poświęcony czas.
Prawdę mówiąc, zaczynałam pisać to opowiadanie z założeniem, że będzie ono ostatnim.
Ale po jakimś czasie w mojej głowie pojawił się pomysł, który nie chciał dać mi spokoju.
Dlatego jeszcze się nie żegnam i chętnych zapraszam na prolog. Tutaj