Spoglądając
na drzwi, wykonane z jasnego drewna. Czekam aż, ktoś raczy się
pofatygować i mi je otworzyć.
Zniecierpliwiona
pukam kolejny raz, tym razem dużo głośniej. Mając dość
czekania. Na szczęście przynosi to w końcu jakiś efekt.
Głośna
muzyka zostaje ściszona, a kilka chwil potem słyszę dźwięk
przekręcanego zamka.
Drzwi się otwierają i staję na przeciwko wysokiego chłopaka,
przewyższającego mnie przynajmniej o głowę. Który na pierwszy
rzut oka, wydaje się być w podobnym wieku do mnie.
-
Cześć. Jestem Emily, twoja nowa sąsiadka. Mógłbyś słuchać
trochę ciszej, swojej muzyki? Potrzebuję się skupić, a ona mi to
uniemożliwia - zaczynam grzecznie, mając nadzieję że mój
rozmówca zrozumie mój punkt widzenia i spełni tą
prośbę.
-
W takim razie masz problem. Widzisz ja w przeciwieństwie do ciebie,
tylko w ten sposób potrafię się zrelaksować. Dlatego, będziesz
musiała do tego przywyknąć. Nikt inny nie miał z tym do tej pory
żadnych problemów. A ty pojawiłaś się, nie wiadomo skąd i już
masz jakieś pretensje - dostrzegam jak nowo poznany sąsiad, jest od
początku nieprzychylnie do mnie nastawiony. Patrzy na mnie z
grymasem niezadowolenia i gromi wzrokiem. Zupełnie nie wiem
dlaczego. Przecież nic mu nie zrobiłam, a jedynie zwróciłam
grzecznie uwagę.
-
Zrozum, że potrzebuję ciszy. Przede mną jutro ważny dzień. Muszę
się do niego przygotować - nie wchodzę w szczegóły, starając
się przy okazji, przekonać nieznajomego do swoich racji.
-
A co mnie to obchodzi? Jest jeszcze wcześnie i mam prawo robić w
swoim własnym mieszkaniu, co tylko mi się podoba - nie pozwala mi
nawet nic odpowiedzieć, zamykając przed nosem drzwi z głośnym
trzaskiem.
Stoję
osłupiała, jeszcze przez kilka minut, dokładnie w tym samym
miejscu. Zupełnie nie rozumiejąc, jak można być aż tak niemiłym.
Dodatkowo nie kulturalnym, gdyż nawet nie raczył się przedstawić.
Dawno już nie miałam okazji spotkać, kogoś tak nieprzychylnego.
Zrezygnowana
wracam do siebie, znów słysząc głośną muzykę rozbrzmiewającą
przez ściany. Zdenerwowana tym faktem, nie mam pojęcia co zrobić z
resztą wieczoru. Skoro na grę nie mam, nawet co liczyć. Biorę
więc pierwszą lepszą książkę, starając się zrozumieć czytany
tekst. Ale to również mi nie wychodzi. Nie przywykłam do takiego
hałasu. W domu zawsze miałam ciszę i spokój.
Za
to tutaj, już
pierwszego dnia mieszkania, udało mi się wywołać sąsiedzką
kłótnie. Czuję, że nie polubię się ze swoim nowym sąsiadem.
Skoro już początek naszej znajomości przybrał taki obrót, aż
boję się pomyśleć co będzie dalej. Od razu dało się wyczuć,
że nie ustąpi. A biorąc pod uwagę, że ja również zawsze staram
się postawić na swoim. Taka wymiana zdań jak dzisiaj, może się
bardzo często powtarzać.
Budzę
się rano, drażniona przebijającymi się przez okna promieniami
słońca. W ferworze wydarzeń wczorajszego dnia, zapomniałam
zaciągnąć zasłony. Otwieram oczy i lekko się przeciągam.
Próbując pozbyć się uczucia odrętwienia.
Po
chwili orientując się jednak, że coś jest nie tak. Spoglądam na
zegarek i zamieram. Jest po dziewiątej, a zajęcia w szkole
muzycznej trwają od dobrej
godziny.
Przypominam sobie o zatyczkach w uszach i mam ochotę się rozpłakać.
Przez tego nie wychowanego, robiącego mi na złość osobnika, który
mieszka za ścianą. Musiałam wczoraj je włożyć, aby w ogóle móc
zasnąć. Dlatego też, dzisiaj nie usłyszałam budzika i
najzwyczajniej w świecie zaspałam. Przez mój wyostrzony słuch,
niemal od zawsze potrzebowałam idealnej ciszy przed snem, co
podejrzewam tutaj będzie graniczyło z cudem. Mimo
wszystko, tym problemem będę musiała zająć się trochę
później.
Zrywam
się na równe nogi, szukając w pośpiechu jakiś ubrań nadających
się do włożenia. Następnie zbieram wszystkie potrzebne mi rzeczy
i wybiegam z mieszkania. Tracę kolejne cenne sekundy, walcząc z
kluczem w zacinającym się zamku w drzwiach. Przeklinając
pod nosem na swojego pecha.
Całą
drogę pokonuje biegnąc, co nie jest najłatwiejszym zadaniem
biorąc pod uwagę torebkę i futerał ze skrzypcami, które trzymam
w rękach. Na szczęście droga nie jest zbyt długa, inaczej nie
dałabym rady kondycyjnie. Moja
forma pozostawia wiele do życzenia.
Wbiegam
do ogromnego budynku, niepewnie się rozglądając. Zastanawiam się,
jak odnajdę właściwą salę w tej plątaninie korytarzy i
pomieszczeń.
Po
niekończącym się błądzeniu i chodzeniu w kółko. Udaję mi się
nareszcie znaleźć odpowiedni numer sali.
Pukam
niepewnie i wchodzę do środka. Niemal natychmiast kilkanaście par
oczu, wpatruje się w moją osobę. Nie znosiłam takich momentów,
czułam się wtedy bardzo
niekomfortowo.
-
Pani Braun, jak mniemam? - słyszę podniesiony głos profesora,
który wpatruję się w listę z nazwiskami.
-
Tak. To ja - odpowiadam niepewnie. Czując się okropnie
pod ostrzałem tylu spojrzeń i ich dziwnych uśmiechów.
-
Przypominam pani, że w naszej szkole obowiązują pewne zasady. Nie
tolerujemy spóźnień, a zwłaszcza pierwszego dnia. Jeszcze jedna
taka sytuacja i będzie się pani musiała z nami pożegnać. Czy to
jest jasne? - kiwam potakująco głową i zajmuję wyznaczone mi
miejsce. Przy okazji spoglądając na swoje odbicie w szybie okna.
Wyglądam strasznie z roztrzepanymi włosami i pogniecionym
ubraniem. Uświadamiam
sobie, że przez to kompletnie nie pasuję do tego miejsca.
Zrobiłam
po prostu, idealne pierwsze wrażenie, myślę z przekąsem. Po raz
pierwszy też, miałam ochotę zrobić coś swojemu sąsiadowi, który
stał się moim najgorszym koszmarem.
Wracając
po ciężkim dniu z zajęć. Mam ochotę wyłącznie iść spać.
Niestety żołądek przypomina o swoim istnieniu i domaga się
jedzenia. Przez cały dzień, nie miałam nic w ustach. Będąc już
na ostatnich schodkach prowadzących mnie do mojego mieszkania, czuję
jak ktoś mija mnie pędem i zbiega po nich w pośpiechu, o mało co
mnie nie wywracając.
-
Uważaj jak chodzisz - krzyczę dostrzegając po raz kolejny. Tego
bezczelnego chłopaka mieszkającego obok. A wściekłość jaka
towarzyszyła mi na niego podczas całego dzisiejszego dnia, jeszcze
przybiera na swojej intensywności.
-
Emily, jak ci minął pierwszy dzień? - słyszę na powitanie. Jak
tylko odbieram telefon od siostry.
-
Na pewno nie tak, jak sobie zaplanowałam
- odpowiadam zdenerwowana. Następnie zdając jej relację na temat
szkoły. Nie omieszkam, wspomnieć także o sprawcy mojego
spóźnienia.
-
Tina, nawet sobie nie wyobrażasz, jak ja
go
nie
cierpię
- kończę swoją opowieść. Słysząc głośny śmiech po drugiej
stronie.
-
Przecież ty go kompletnie nie znasz. Nie wiesz nawet jak ma imię, a
już wydajesz osądy. W gruncie rzeczy to, że zaspałaś to przecież
nie jego wina. Przystojny jest chociaż? - ostatnie pytanie wprawia
mnie w konsternację.
-
Tina! Co to ma do rzeczy? Ale skoro już jesteś taka ciekawska to
powiem ci, że nie jest w moim typie. Tobie za to, na pewno by się
spodobał. Ale już teraz zaznaczam, że nie mam zamiaru go bliżej
poznawać. Wystarczy, że narobiłam już sobie przez niego
problemów. A ty powinnaś być po mojej stronie. Przypominam ci, że
jesteś moją siostrą - mówię niezadowolona.
-
I właśnie dlatego nie przyznam ci racji. Wiem, że masz skłonność
do przesady i szukania na siłę problemów. Dodatkowo przydałby ci
się ktoś, nie byłabyś taka samotna. Przemyśl to - wytyka mi. A
ja nie mogę zaprzeczyć, wiedząc że ma rację, co do niektórych
rzeczy. Tego jej jednak nie przyznam.
-
O czym ty mówisz? Samej jest mi dobrze. Tyle razy już ci mówiłam,
że chcę się teraz wyłącznie skupić na grze. Nie mam zamiaru,
dodatkowo zaprzątać sobie głowy jakimiś flirtami, czy czymś w
tym stylu - uświadamiam ją, aby nie robiła sobie większych
nadziei.
-Jak
sobie chcesz. Przekonasz się, że ta upartość, jeszcze wyjdzie ci
kiedyś bokiem. Muszę się jeszcze pouczyć. Trzymaj się, Emily i
nie nastawiaj się tak negatywnie do wszystkiego
- Tina, żegna się ze mną. A ja uświadamiam sobie, że zaczyna mi
jej brakować.
Nie
dzieli nas duża różnica wieku, bo zaledwie dwa lata. Dlatego
bardzo dobrze się dogadujemy i od niepamiętnych czasów, wspieramy
się nawzajem.
Pijąc
ciepłą herbatę i szukając czegoś interesującego w telewizji.
Zaczynam analizować słowa siostry, może ona faktycznie ma rację i
brakuje mi drugiej osoby, która będzie obok mnie. Po głębszym
zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że jednak sukces i chęć
udowodnienia sobie i innym, że mam talent. Jest w tym momencie dla
mnie najważniejsza i mam wyłączny zamiar skupiać się tylko na
tym.
Andreas jako mało sympatyczny sąsiad już mi się podoba.z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział,bo zapowiada się ciekawie 😊
OdpowiedzUsuń