Rozglądam
się z ciekawością po mieszkaniu pani Elinor, czekając aż wróci
z kuchni z naszą herbatą i upieczonym
przez nią ciastem.
Miło
było spędzić niedzielne popołudnie w czyimś towarzystwie.
Ostatnio zaczęłam coraz bardziej odczuwać doskwierającą mi
samotność. W
rodzinnym domu, zawsze miałam do kogo się odezwać, czy to do
rodziców czy Tiny. Tutaj byłam zdana wyłącznie na siebie.
Dostrzegam
dużą ilość zdjęć, rozstawionych po całym salonie w gustownych
ramkach. Przedstawiają one dorosłe dzieci i wnuczęta właścicielki
mieszkania. Mimowolnie uśmiecham się na ten widok. Sama chciałabym w
przyszłości stworzyć z kimś, tak dużą i szczęśliwą rodzinę.
To jednak odległe marzenie, które być może nawet nigdy się nie
spełni. Miłość to dla mnie od zawsze był dość abstrakcyjny
temat, którego starałam się unikać za wszelką cenę. Udając,
że zwyczajnie mnie nie dotyczy.
Gdy
pani Elinor, wraca z tacą, na której postawione są porcelanowe
filiżankami z wytłoczonymi
kolorowymi kwiatami i imbrykiem od kompletu. Zastanawiam się,
dlaczego jest je trzy, a nie dwie. Czyżby miał pojawić się
jeszcze ktoś? Myślałam, że podczas dzisiejszego spotkania będę
jej jednym gościem.
-
Emily, mam nadzieję że nie będziesz miała nic przeciwko temu, że
zaprosiłam także Andreasa - zamieram słysząc jego imię. Gdybym
wiedziała, że się tutaj pojawi. Znalazłabym jakąś wymówkę,
aby nie musieć znosić jego towarzystwa. Nie
znosiłam go ze wzajemnością i
nie miałam najmniejszej ochoty przebywać w jego obecności, dłużej
niż to absolutnie konieczne.
-
Oczywiście, że nie - uśmiecham się sztucznie próbując udawać,
że nie mam nic przeciwko.
Po
chwili rozbrzmiewa dzwonek do drzwi, a ja doskonale wiem, że czeka
mnie niezbyt ciekawe popołudnie. Nie tak je sobie wyobrażałam.
Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego pecha i spotykać na swojej
drodze osoby, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego.
-
Mogłabyś otworzyć. A ja w tym czasie przyniosę ciasto - prosi
gospodyni dzisiejszego spotkania.
-
Oczywiście - zgadzam się, nie chcąc być nieuprzejmą. Choć
najchętniej bym tego nie robiła i udawała, że nas nie ma. Aby
Andreas sobie poszedł. Nie miałam pojęcia jak wytrzymamy ze sobą,
podczas następnych wspólnie spędzonych razem minut. Modliłam
się tylko, abym była na tyle opanowana i nie doprowadziła pomiędzy
nami do żadnej kłótni.
Otwieram
niepewnie drzwi, stajac na przeciwko zupełnie zdezorientowanego i
zaskoczonego Andreasa. Widocznie on także, nie miał pojęcia o
mojej obecności w tym miejscu. Dlatego też jego pogodna mina
natychmiast się zmienia, na powrót zamieniając się w grymas
niezadowolenia.
-
Wejdź. Pani Elinor, jest
zajęta i poprosiła żebym cię wpuściła - zaczynam na powitanie.
Starając się być miłą. Co wcale nie przychodziło mi z
łatwością.
-
Naprawdę cię zaprosiła? Zupełnie nie rozumiem, po co - odpowiada
niemiło w swoim stylu, a ja czuję jak zaczyna ogarniać mnie
złość.
-
Widocznie mnie polubiła. Pogódź się z tym, że nie jesteś
wyjątkowy i nie tylko ty się liczysz - wypowiadam swoją uwagę
szeptem, aby tylko Andreas mógł ją usłyszeć. Nie chciałam, aby
pani Elinor dowiedziała się o naszych nieustannych kłótniach i
wzajemnej niechęci. Zapraszając nas razem, zapewne chciała abyśmy
bliżej się poznali.
Nie
czekając na niego, udaję się z powrotem do salonu i zajmuję
miejsce przy stole. Na szczęście Wellinger siada z dala ode mnie,
zupełnie mnie ignorując. Wpatrując
się w okno.
Po
chwili dołącza do nas inicjatorka dzisiejszego spotkania, zupełnie
nieświadoma napiętej atmosfery panującej
we wnętrzu jej domu.
-
Nareszcie jesteśmy w komplecie. Cieszę się, że przyszliście. Nie
często mam przyjemność goszczenia kogokolwiek - uświadamiam
sobie, że pomimo licznej rodziny. W gruncie rzeczy, ta starsza i
pogodna kobieta jest niezwykle samotna.
-
To dla mnie czysta przyjemność. Jeszcze raz dziękuję za
zaproszenie - spoglądam mimowolnie na Andreasa, dostrzegając jego
kpiący uśmiech. Zapewne myśli, że moje słowa to zwyczajna
kurtuazja i przyszłam tutaj z poczucia obowiązku, a nie szczerych
chęci. Nie
interesuje mnie jego opinia, niech sobie myśli co tylko
chce.
Kolejne
minuty upływają nam na rozmowie o przeróżnych tematach. Opowiadam
trochę o sobie na wyraźną prośbę pani Elinor. Szczególnie o
mojej pasji jaką jest muzyka i skrzypce. A także o rodzinie i
mieście z którego pochodzę. Nie
robię
tego zbyt chętnie. Czując
się niezręcznie przez obecność Andreasa, który przysłuchuje się
bacznie moim słowom. Nie chcę, żeby zbyt wiele się o mnie
dowiedział, ponieważ potem może to wykorzystać przeciwko
mnie.
Sam
głównie milczy i jedynie lakonicznie odpowiada na pytania naszej
towarzyszki, kierowane do niego.
Jest
bardzo tajemniczy, a ja nie mam zamiaru nawet próbować czegokolwiek
dowiedzieć się na jego temat. Staram się wmówić samej sobie, że
kompletnie mnie to nie obchodzi i nie chcę mieć z nim nic
wspólnego. Niestety
prawda jest taka, że niezwykle ciekawi mnie jego osoba, nawet pomimo
paskudnego charakteru.
-
Andreasie, a jak przebiega twój powrót do pełnej sprawności? Mam
nadzieję, że już niedługo wrócisz na skocznie - zaskakuje mnie
to pytanie, ponieważ kompletnie nie mam pojęcia, o co chodzi. Kim
tak naprawdę jest ten chłopak, mieszkający naprzeciwko mnie.?
-
Jest coraz lepiej. W przyszłym miesiącu, powinienem móc już,
oddać pierwsze treningowe skoki. Jednak powrót do formy, na pewno
potrwa jakiś czas - odpowiada łagodnym głosem, zupełnie nie
podobnym do tego, którym za każdym razem rozmawia ze mną.
-
Na pewno sobie ze wszytkim poradzisz i wygrasz jeszcze nie jedne
zawody - podczas tej krótkiej rozmowy zaczynam powoli sobie
uświadamiać skąd kojarzę nazwisko Andreasa. Dochodzi do mnie, że
to ten sam Wellinger, do którego wzdychała moja siostra. Oglądając
cotygodniowe zmagania skoczków przed telewizorem. Przyprawiając
mnie tym wielokrotnie o ból głowy.
Już
nie mogę się doczekać reakcji Tiny, gdy dowie się kim w
rzeczywistości okazał się mój koszmarny sąsiad. Mam
ochotę zacząć się śmiać, przecież gdyby ona byłaby na moim
miejscu, skakałaby z radości po sam sufit.
-
Dziękuję za herbatę i ciasto, było przepyszne. Jednak czas już
na mnie. Muszę się jeszcze przygotować na jutrzejsze zajęcia -
żegnam się z panią Elinor, uznając że i tak zbyt długo się
zasiedziałam. Czas w jej towarzystwie upływał bardzo szybko,
szczególnie gdy opowiadała o swoich młodzieńczych latach. W
pewnym momencie, zapomniałam nawet o obecności Wellingera. Kiedy
nie obdarzał mnie ironicznymi uwagami, był nawet do zniesienia.
-
Było mi bardzo miło. Mam nadzieję, że będziesz mnie
jeszcze odwiedzać
- słyszę na pożegnanie i mam już wychodzić, gdy słyszę
niespodziewanie głos Andreasa.
-
Poczekaj. Ja też muszę już iść. Do widzenia pani Elinor - żegna
się z naszą sąsiadka i wychodzi tuż za mną.
Wchodzimy
w milczeniu po schodach, a ja czuję narastające zdenerwowanie. Nie
znoszę przebywać z nim sam na sam. Dlatego chcę, jak najszybciej
pokonać pozostałe nam schody i znaleźć się jak najdalej od
niego.
-
Nie wiedziałem, że grasz na skrzypcach. Nie spodziewałem się po
tobie, czegoś takiego - Andreas odzywa się nieoczekiwanie.
Przerywając nasze milczenie.
-
A ja nie spodziewałam się, że jesteś profesjonalnym sportowcem.
Jak widać, nie wiemy o sobie zbyt wiele - odpowiadam, po raz kolejny
go zaskakując.
Nie
mówimy nic więcej, a gdy znajdujemy się pod drzwiami, prowadzącymi
do naszych mieszkań. Zatrzymujemy się przez chwilę, wpatrując w
siebie nawzajem. Lustrujemy swoje twarze, sami nie wiedząc do końca
czego szukamy. Przez te kilka sekund, przestajemy przed sobą udawać
i grać. Ukazując prawdziwych siebie. Młodych, zagubionych ludzi.
Którzy za wszelką cenę, chcą zaspokoić swoje ambicje, bez
względu na konsekwencje i
dążą do wyznaczonego sobie celu.
Zapominając przez to o tym, co tak naprawdę jest w życiu
ważne.
Pierwsza
odwracam wzrok, kończąc ten dziwny moment. I bez żadnego słowa
pożegnania, wchodzę do swojego mieszkania. Zamykając głośno za
sobą drzwi. Opieram się o nie i oddycham głęboko, będąc
zaskoczona tym, co przed momentem miało miejsce.
Przez
jeden krótki moment, naprawdę poczułam, że on mógłby zrozumieć
mnie jak nikt inny. Równocześnie natychmiast przypomniałam
sobie, że przecież mnie nienawidzi i traktuje jak wroga. Co
przekreśla jakąkolwiek szansę na coś takiego.
Spoglądam
na swój telefon, który zostawiłam przed wyjściem. Uznając, że
nie będzie mi potrzebny. Dostrzegam, że mam nieodebraną wiadomość
od Marca. Czuję jak na moje usta wpływa delikatny uśmiech,
czytając jej treść.
"Cześć
Emily. Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz. Chciałbym się z
tobą spotkać i poznać bliżej. Co powiesz na kolację w najbliższy
piątek? "
Zastanawiam
się przez chwilę, co powinnam zrobić. Dochodzę jednak w końcu do
wniosku, że zaryzykuję i zobaczę, co może przynieść ta
znajomość. Może to właśnie on, okaże się tym brakującym
elementem w moim życiu?
Wpadłam na Twojego bloga przypadkiem i muszę powiedzieć, że bardzo zachęcił mnie jego wygląd :)
OdpowiedzUsuńJak zaczęłam czytać to wiem, że zostanę tu na dłużej, bo opowiadanie mnie zaciekawiło.
Na początku wydaje się, że główni bohaterowie to zupełne przeciwieństwa. Mam nadzieję, że znajdą kiedyś wspólny język.
Podoba mi się ta sąsiadka babcia, której pomagają i fajny pomysł z tym obiadem.
Pozdrawiam i życzę weny. Czekam na następny rozdział!
https://youreyeslooksad.blogspot.com/
Ja ciągle nie mogę uwierzyć w niemiłego Andreasa, on zawsze pasuje mi do miłej i grzecznej roli ;) Mam wrażenie że miła sąsiadka będzie ich często zapraszać i troszkę im pomoże :)
OdpowiedzUsuńKto wie, może za jakiś czas, wróci ten miły i uczynny Andreas. 😉 W zasadzie on wciąż tam gdzieś jest. Jedynie Emily, doświadcza jego drugiego oblicza. 😀
Usuń