niedziela, 3 grudnia 2017

Rozdział 3

Rozglądam się z ciekawością po mieszkaniu pani Elinor, czekając aż wróci z kuchni z naszą herbatą i upieczonym przez nią ciastem.
Miło było spędzić niedzielne popołudnie w czyimś towarzystwie. Ostatnio zaczęłam coraz bardziej odczuwać doskwierającą mi samotność. W rodzinnym domu, zawsze miałam do kogo się odezwać, czy to do rodziców czy Tiny. Tutaj byłam zdana wyłącznie na siebie.




Dostrzegam dużą ilość zdjęć, rozstawionych po całym salonie w gustownych ramkach. Przedstawiają one dorosłe dzieci i wnuczęta właścicielki mieszkania. Mimowolnie uśmiecham się na ten widok. Sama chciałabym w przyszłości stworzyć z kimś, tak dużą i szczęśliwą rodzinę. To jednak odległe marzenie, które być może nawet nigdy się nie spełni. Miłość to dla mnie od zawsze był dość abstrakcyjny temat, którego starałam się unikać za wszelką cenę. Udając, że zwyczajnie mnie nie dotyczy.


Gdy pani Elinor, wraca z tacą, na której postawione są porcelanowe filiżankami z wytłoczonymi kolorowymi kwiatami i imbrykiem od kompletu. Zastanawiam się, dlaczego jest je trzy, a nie dwie. Czyżby miał pojawić się jeszcze ktoś? Myślałam, że podczas dzisiejszego spotkania będę jej jednym gościem. 



- Emily, mam nadzieję że nie będziesz miała nic przeciwko temu, że zaprosiłam także Andreasa - zamieram słysząc jego imię. Gdybym wiedziała, że się tutaj pojawi. Znalazłabym jakąś wymówkę, aby nie musieć znosić jego towarzystwa. Nie znosiłam go ze wzajemnością i nie miałam najmniejszej ochoty przebywać w jego obecności, dłużej niż to absolutnie konieczne
- Oczywiście, że nie - uśmiecham się sztucznie próbując udawać, że nie mam nic przeciwko. 



Po chwili rozbrzmiewa dzwonek do drzwi, a ja doskonale wiem, że czeka mnie niezbyt ciekawe popołudnie. Nie tak je sobie wyobrażałam. Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego pecha i spotykać na swojej drodze osoby, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego. 
- Mogłabyś otworzyć. A ja w tym czasie przyniosę ciasto - prosi gospodyni dzisiejszego spotkania. 
- Oczywiście - zgadzam się, nie chcąc być nieuprzejmą. Choć najchętniej bym tego nie robiła i udawała, że nas nie ma. Aby Andreas sobie poszedł. Nie miałam pojęcia jak wytrzymamy ze sobą, podczas następnych wspólnie spędzonych razem minut. Modliłam się tylko, abym była na tyle opanowana i nie doprowadziła pomiędzy nami do żadnej kłótni.



Otwieram niepewnie drzwi, stajac na przeciwko zupełnie zdezorientowanego i zaskoczonego Andreasa. Widocznie on także, nie miał pojęcia o mojej obecności w tym miejscu. Dlatego też jego pogodna mina natychmiast się zmienia, na powrót zamieniając się w grymas niezadowolenia.



- Wejdź. Pani Elinor, jest zajęta i poprosiła żebym cię wpuściła - zaczynam na powitanie. Starając się być miłą. Co wcale nie przychodziło mi z łatwością. 
- Naprawdę cię zaprosiła? Zupełnie nie rozumiem, po co - odpowiada niemiło w swoim stylu, a ja czuję jak zaczyna ogarniać mnie złość. 
- Widocznie mnie polubiła. Pogódź się z tym, że nie jesteś wyjątkowy i nie tylko ty się liczysz - wypowiadam swoją uwagę szeptem, aby tylko Andreas mógł ją usłyszeć. Nie chciałam, aby pani Elinor dowiedziała się o naszych nieustannych kłótniach i wzajemnej niechęci. Zapraszając nas razem, zapewne chciała abyśmy bliżej się poznali. 



Nie czekając na niego, udaję się z powrotem do salonu i zajmuję miejsce przy stole. Na szczęście Wellinger siada z dala ode mnie, zupełnie mnie ignorując. Wpatrując się w okno.


Po chwili dołącza do nas inicjatorka dzisiejszego spotkania, zupełnie nieświadoma napiętej atmosfery panującej we wnętrzu jej domu


- Nareszcie jesteśmy w komplecie. Cieszę się, że przyszliście. Nie często mam przyjemność goszczenia kogokolwiek - uświadamiam sobie, że pomimo licznej rodziny. W gruncie rzeczy, ta starsza i pogodna kobieta jest niezwykle samotna. 
- To dla mnie czysta przyjemność. Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie - spoglądam mimowolnie na Andreasa, dostrzegając jego kpiący uśmiech. Zapewne myśli, że moje słowa to zwyczajna kurtuazja i przyszłam tutaj z poczucia obowiązku, a nie szczerych chęci. Nie interesuje mnie jego opinia, niech sobie myśli co tylko chce.



Kolejne minuty upływają nam na rozmowie o przeróżnych tematach. Opowiadam trochę o sobie na wyraźną prośbę pani Elinor. Szczególnie o mojej pasji jaką jest muzyka i skrzypce. A także o rodzinie i mieście z którego pochodzę. Nie robię tego zbyt chętnie. Czując się niezręcznie przez obecność Andreasa, który przysłuchuje się bacznie moim słowom. Nie chcę, żeby zbyt wiele się o mnie dowiedział, ponieważ potem może to wykorzystać przeciwko mnie. 
Sam głównie milczy i jedynie lakonicznie odpowiada na pytania naszej towarzyszki, kierowane do niego. 
Jest bardzo tajemniczy, a ja nie mam zamiaru nawet próbować czegokolwiek dowiedzieć się na jego temat. Staram się wmówić samej sobie, że kompletnie mnie to nie obchodzi i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Niestety prawda jest taka, że niezwykle ciekawi mnie jego osoba, nawet pomimo paskudnego charakteru. 



- Andreasie, a jak przebiega twój powrót do pełnej sprawności? Mam nadzieję, że już niedługo wrócisz na skocznie - zaskakuje mnie to pytanie, ponieważ kompletnie nie mam pojęcia, o co chodzi. Kim tak naprawdę jest ten chłopak, mieszkający naprzeciwko mnie.?
- Jest coraz lepiej. W przyszłym miesiącu, powinienem móc już, oddać pierwsze treningowe skoki. Jednak powrót do formy, na pewno potrwa jakiś czas - odpowiada łagodnym głosem, zupełnie nie podobnym do tego, którym za każdym razem rozmawia ze mną. 
- Na pewno sobie ze wszytkim poradzisz i wygrasz jeszcze nie jedne zawody - podczas tej krótkiej rozmowy zaczynam powoli sobie uświadamiać skąd kojarzę nazwisko Andreasa. Dochodzi do mnie, że to ten sam Wellinger, do którego wzdychała moja siostra. Oglądając cotygodniowe zmagania skoczków przed telewizorem. Przyprawiając mnie tym wielokrotnie o ból głowy. 
Już nie mogę się doczekać reakcji Tiny, gdy dowie się kim w rzeczywistości okazał się mój koszmarny sąsiad. Mam ochotę zacząć się śmiać, przecież gdyby ona byłaby na moim miejscu, skakałaby z radości po sam sufit.



- Dziękuję za herbatę i ciasto, było przepyszne. Jednak czas już na mnie. Muszę się jeszcze przygotować na jutrzejsze zajęcia - żegnam się z panią Elinor, uznając że i tak zbyt długo się zasiedziałam. Czas w jej towarzystwie upływał bardzo szybko, szczególnie gdy opowiadała o swoich młodzieńczych latach. W pewnym momencie, zapomniałam nawet o obecności Wellingera. Kiedy nie obdarzał mnie ironicznymi uwagami, był nawet do zniesienia. 
- Było mi bardzo miło. Mam nadzieję, że będziesz mnie jeszcze odwiedzać - słyszę na pożegnanie i mam już wychodzić, gdy słyszę niespodziewanie głos Andreasa. 
- Poczekaj. Ja też muszę już iść. Do widzenia pani Elinor - żegna się z naszą sąsiadka i wychodzi tuż za mną. 



Wchodzimy w milczeniu po schodach, a ja czuję narastające zdenerwowanie. Nie znoszę przebywać z nim sam na sam. Dlatego chcę, jak najszybciej pokonać pozostałe nam schody i znaleźć się jak najdalej od niego. 
- Nie wiedziałem, że grasz na skrzypcach. Nie spodziewałem się po tobie, czegoś takiego - Andreas odzywa się nieoczekiwanie. Przerywając nasze milczenie. 
- A ja nie spodziewałam się, że jesteś profesjonalnym sportowcem. Jak widać, nie wiemy o sobie zbyt wiele - odpowiadam, po raz kolejny go zaskakując. 



Nie mówimy nic więcej, a gdy znajdujemy się pod drzwiami, prowadzącymi do naszych mieszkań. Zatrzymujemy się przez chwilę, wpatrując w siebie nawzajem. Lustrujemy swoje twarze, sami nie wiedząc do końca czego szukamy. Przez te kilka sekund, przestajemy przed sobą udawać i grać. Ukazując prawdziwych siebie. Młodych, zagubionych ludzi. Którzy za wszelką cenę, chcą zaspokoić swoje ambicje, bez względu na konsekwencje i dążą do wyznaczonego sobie celu. Zapominając przez to o tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne. 



Pierwsza odwracam wzrok, kończąc ten dziwny moment. I bez żadnego słowa pożegnania, wchodzę do swojego mieszkania. Zamykając głośno za sobą drzwi. Opieram się o nie i oddycham głęboko, będąc zaskoczona tym, co przed momentem miało miejsce.
Przez jeden krótki moment, naprawdę poczułam, że on mógłby zrozumieć mnie jak nikt inny. Równocześnie natychmiast przypomniałam sobie, że przecież mnie nienawidzi i traktuje jak wroga. Co przekreśla jakąkolwiek szansę na coś takiego. 



Spoglądam na swój telefon, który zostawiłam przed wyjściem. Uznając, że nie będzie mi potrzebny. Dostrzegam, że mam nieodebraną wiadomość od Marca. Czuję jak na moje usta wpływa delikatny uśmiech, czytając jej treść.


"Cześć Emily. Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz. Chciałbym się z tobą spotkać i poznać bliżej. Co powiesz na kolację w najbliższy piątek? "


Zastanawiam się przez chwilę, co powinnam zrobić. Dochodzę jednak w końcu do wniosku, że zaryzykuję i zobaczę, co może przynieść ta znajomość. Może to właśnie on, okaże się tym brakującym elementem w moim życiu?

3 komentarze:

  1. Wpadłam na Twojego bloga przypadkiem i muszę powiedzieć, że bardzo zachęcił mnie jego wygląd :)
    Jak zaczęłam czytać to wiem, że zostanę tu na dłużej, bo opowiadanie mnie zaciekawiło.
    Na początku wydaje się, że główni bohaterowie to zupełne przeciwieństwa. Mam nadzieję, że znajdą kiedyś wspólny język.
    Podoba mi się ta sąsiadka babcia, której pomagają i fajny pomysł z tym obiadem.
    Pozdrawiam i życzę weny. Czekam na następny rozdział!
    https://youreyeslooksad.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ciągle nie mogę uwierzyć w niemiłego Andreasa, on zawsze pasuje mi do miłej i grzecznej roli ;) Mam wrażenie że miła sąsiadka będzie ich często zapraszać i troszkę im pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może za jakiś czas, wróci ten miły i uczynny Andreas. 😉 W zasadzie on wciąż tam gdzieś jest. Jedynie Emily, doświadcza jego drugiego oblicza. 😀

      Usuń