Po
wspaniałym weekendzie, który spędziłam wspólnie z Marciem. W niedzielę wieczorem,
nadszedł
czas wrócić do rzeczywistości. To były dwa cudowne dni, podczas
których naprawdę czułam się wyjątkowo. Marc postarał się, abym
nawet przez chwilę się nie nudziła. Zaplanował dosłownie każdą
minutę. Najpierw wspólne wyjście do kina, potem kolacja, która
nieoczekiwanie zakończyła się wspólnie spędzoną przez nas nocą
w jego mieszkaniu. A
następnie wspólnie spędzony dzień, podczas którego zwyczajnie
cieszyliśmy się swoją wzajemną obecnością. Marc, traktował
mnie jak księżniczkę, rozpieszczając na wszelkie możliwe
sposoby. Dlatego też, postanowiłam dać nam szansę i zgodziłam
się oficjalnie nazywać jego dziewczyną. Choć wciąż nie jestem
przekonana, czy to aby na pewno dobry pomysł. Prawda
była taka, że nadal nie
byłam pewna swoich uczuć do niego. Owszem nie mogłam zaprzeczyć,
że go lubiłam. Świetnie spędzało nam się razem czas, mieliśmy
ze sobą wiele wspólnego. Ale przy tym wszystkim, nie czułam
jakiegoś porywu serca, czy głębszych emocji. Jego pocałunki mimo,
że były przyjemne nie sprawiały, że zapomniałam o całym świecie
i skupiałam się wyłącznie na nich. W naszej relacji ewidentnie
brakowało iskry. Z drugiej strony, nie
potrafiłam odmówić Marcowi, nie chciałam go rozczarować i
zawieść. Widziałam jak bardzo się starał, przekonać mnie do
siebie. Liczyłam na to, że moja miłość do niego przyjdzie z
czasem i będę w stanie pokochać go, tak jak na to zasługuje.
Te
wszystkie
wątpliwości,
nie dawały mi już od dłuższego czasu spokoju, przez co nie mogłam
sobie pozwolić na cieszenie się tym, że nareszcie nie jestem sama
i mam oparcie w kimś dla kogo jestem ważna.
Rozmyślania
o ostatnich wydarzeniach przerywa mi informacja Marca, że jesteśmy
na miejscu.
-
Dziękuję za odwiezienie i cudownie spędzony czas - zaczynam na
pożegnanie. Całując go delikatnie.
-
Naprawdę musimy się już żegnać? Przecież mogłaś zostać u
mnie. Odwiózłbym cię jutro na zajęcia w drodze na lotnisko -
mimowolnie przypomina mi o swojej podróży do Francji. W niektórych
momentach zazdrościłam mu pracy. Dzięki niej mógł podróżować
i poznawać różne zakątki świata, o czym ja na razie mogłam
jedynie pomarzyć.
-
Wiesz, że muszę się jeszcze pouczyć. Dużo od nas wymagają. Nie
po to poświęciłam tyle czasu, aby się tam dostać. Żeby teraz,
przy pierwszej lepszej okazji wszystko zaprzepaścić. Zobaczymy się
jak wrócisz. Miłej podróży - wysiadam z jego samochodu, nie chcąc
dłużej przeciągać naszego pożegnania. Bojąc
się, że usłyszałabym wyznanie, którego nie potrafiłabym
odwzajemnić.
Wchodzę
do budynku, w którym znajduje się moje mieszkanie i zaczynam
mozolnie wspinać się po schodach. W ostatnim czasie, nie czułam
się najlepiej. Dowodem na to, było chociażby to, że z trudem
pokonywałam drogę na górę, zbyt szybko się męcząc. Byłam
zdecydowanie osłabiona. Powinna popracować nad swoją kondycją i
lepiej o siebie zadbać. Gdyby rodzice zobaczyli, jak zły tryb życia
ostatnio prowadzę. Bez większego zastanowienia, choćby siłą
sprowadzili
mnie
z
powrotem
do domu.
-
Dobry wieczór, Emily - dostrzegam panią Elinor, która wychodzi ze
swojego mieszkania.
-
Dobry wieczór. A gdzie pani się wybiera, o tak późnej porze? -
pytam ciekawa.
-
Do Andreasa. Zapomniał telefonu, będąc dzisiaj u mnie. Chciałam
zaprosić też ciebie, ale nie zastałam cię ani wczoraj ani dziś
- słyszę imię swojego sąsiada i mimowolnie zastanawiam się, co u
niego. Nie wiedziałam go od naszego ostatniego spotkania, kiedy to
próbował mnie pocieszyć. Ukazując
przy tym swoje lepsze oblicze.
-
Może ja mu zaniosę, w końcu mieszkamy obok siebie? Nie będzie się
pani specjalnie fatygować - proponuję, podświadomie chcąc znaleźć
jakiś pretekst, aby móc się z nim zobaczyć.
-
Jeśli możesz, byłabym ci wdzięczna - biorę od niej telefon i
obiecując że niedługo ją odwiedzę. Następnie
kieruję
się w stronę mojego piętra.
Pukam
do drzwi Andreasa, zastanawiając się w jakim jest dzisiaj humorze.
Od tego w głównej mierze zależy, jak potoczy się nasza
rozmowa.
-
Kogo ja widzę. W końcu wróciłaś, myślałem
już że przepadłaś na dobre-
zaczyna na powitanie z jak zawsze z ironicznym uśmiechem.
-
Aż tak bardzo się za mną stęskniłeś? - pytam z drwiną.
-
Chciałabyś. Nie miałem po prostu, kogo doprowadzać do szału.
Nudziło mi się - przez moment, dostrzegam w jego oczach błysk
rozbawienia. To kompletna odmiana, po tym jak dotychczas widziałam
tam tylko chłód.
Być może pomalutku,
robimy jakieś postępy w poprawie naszej relacji.
-
To chyba należy do ciebie - wyciągam przed siebie rękę, w
której trzymam jego
telefon. Przechodząc tym samym do celu mojej wizyty u niego. Bez
zbędnych słów odbiera go ode mnie, a nasze dłonie przez krótki
moment stykają się ze sobą. Czuję jak, dzięki
temu
przypadkowi,
przechodzi przez moje
ciało
przyjemny dreszcz. Zaskoczona tym, odsuwam się od niego. Będąc
prawie pewna, że poczuł to samo, co ja.
-
Dzięki, że mi go przyniosłaś - widzę, że dla niego to też nie
jest komfortowa chwila.
-
Nie ma za co. Idę do siebie. Jestem zmęczona - wskazuję na swoje
drzwi i widzę jak Andreas, znika w swoim mieszkaniu.
W
środku nocy, bezskutecznie próbując zasnąć wpatruję się przez
okno. Podziwiając nocny krajobraz miasta. Po raz kolejny zastanawiam
się nad swoim, dopiero co rozpoczętym związkiem z Marckiem.
Dlaczego nie reaguję na jego bliskość takimi odczuciami, jak na
dzisiejszy dotyk Andreasa? Wciąż mam przed oczami tamtą scenę, na
nowo ją odtwarzając. Nie rozumiałam
sama siebie. Dlaczego za wszelką cenę, chcę skomplikować sobie
życie? Powinnam przecież skupić się na swoim chłopaku, a nie na
sąsiedzie, który mnie nie znosi i okazuje to na wszelkie możliwe
sposoby.
Coś
jednak, nie pozwalało mi o nim zapomnieć. Nieustannie podsuwając
myśli związane z jego osobą.
Byłam tym sfrustrowana. Im bardziej starałam się zapomnieć o
istnieniu Wellingera, tym bardziej pragnienie na przebywanie w jego
towarzystwie wzrastało. Byłam taka żałosna. Chciałam zabiegać o
uwagę kogoś, dla kogo jestem nikim. Nie potrafiąc docenić przy
tym
tego, co
miałam.
Równocześnie
przypominam sobie o wiadomości Marca, w której dało się odczuć,
że już za mną tęskni i brakuje mu mnie. Natomiast ja też
odczuwałam brak towarzystwa, ale zupełnie innej osoby. Równocześnie
przysięgłam sobie, że nikt nigdy się o tym nie
dowie. Zdecydowałam
przecież, że to Marc będzie moją przyszłością.
Nad
ranem zasypiam z ogromnymi wyrzutami sumienia. Zdając sobie sprawę,
że nadużywam dobroci Marca, w zamian nie potrafiąc nawet
odwzajemnić jego uczuć.
Kolejne
dni spędzam na intensywnej nauce, odgradzając
się tym samym od swoich rozterek uczuciowych. Mieszkanie opuszczam
tylko na zajęcia, a następnie do późnych godzin nocnych, jestem
zatopiona po uszy w książkach. Chcę jak najlepiej zaliczyć
egzaminy pisemne. Aby nikt, nie mógł mi niczego zarzucić ani się
do czegoś przyczepić. Chciałam
udowodnić sobie i innym, że coś potrafię i zostałam
niesprawiedliwie potraktowana. Za cenę bycia najlepszą, byłam w
stanie poświęcić praktycznie wszystko. Co okazało się fatalne w
skutkach.
W
piątkowy ranek wychodzę w pośpiechu z mieszkania, będąc
już prawie spóźniona.
Czując przy tym jak
z każdym krokiem, ból
głowy i lekkie zawroty nawracają.
Nie mogę jednak zostać w domu, wiedząc że mam dzisiaj jedne z
najważniejszych lekcji.
Schodzę
powoli po schodach, a obraz przed oczami zaczyna mi się rozmazywać.W
jednej chwili, całe
moje ciało oblewa fala gorąca, a powietrze staje się niezwykle
duszne. Próbuje zaczerpnąć tchu, co mi się nie udaje. W następnej
sekundzie,
słyszę tylko czyjś głos wołający z przerażeniem moje imię. A
ostatnim, co pamiętam jest tylko przenikająca mnie do głębi i
wszechogarniająca ciemność.
Nie podoba mi się coraz bliższa relacja Emily i Marca, mam wrażenie że ona spotyka się z nim tylko dlatego żeby nie dopuścić do siebie myśli że to Andreas tak naprawdę jej się podoba. Ich rozmowy za to rozbawiają mnie, uwielbiam je i czekam na nie z utęsknieniem. Mam nadzieję że z Emily wszystko w porządku i nie ma jej nic poważnego.Końcówka rozdziału wskazuje na to, że to Andreas jej pomoże , więc liczę że jakoś się do siebie zbliżą :)
OdpowiedzUsuńTen Marc niby taki miły i dobrze ja traktuje ale ja go nie mogę strawić. Nie i koniec! Mam nadzieję że on jest chwilową przygoda czy coś w tym stylu...
OdpowiedzUsuńI świetnie że zemdlała czy coś tam bo Andreas jej pomoże! To będzie początek czegoś wielkiego...bynajmniej taka mam nadzieję 😁
Kibicuje im! Czekam na next i życzę weny!
N
Coś mi nie pasuje w tym całym Marcu. Uważam że Emily przyjąć do swojej świadomości że to Andreas jest jej bliższy
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wredna1216:*
Zapraszam na pierwszy rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttps://miejsceszczerychusmiechow.blogspot.com/