niedziela, 10 grudnia 2017

Rozdział 6


Po wspaniałym weekendzie, który spędziłam wspólnie z Marciem. W niedzielę wieczorem, nadszedł czas wrócić do rzeczywistości. To były dwa cudowne dni, podczas których naprawdę czułam się wyjątkowo. Marc postarał się, abym nawet przez chwilę się nie nudziła. Zaplanował dosłownie każdą minutę. Najpierw wspólne wyjście do kina, potem kolacja, która nieoczekiwanie zakończyła się wspólnie spędzoną przez nas nocą w jego mieszkaniu. A następnie wspólnie spędzony dzień, podczas którego zwyczajnie cieszyliśmy się swoją wzajemną obecnością. Marc, traktował mnie jak księżniczkę, rozpieszczając na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego też, postanowiłam dać nam szansę i zgodziłam się oficjalnie nazywać jego dziewczyną. Choć wciąż nie jestem przekonana, czy to aby na pewno dobry pomysł. Prawda była taka, że nadal nie byłam pewna swoich uczuć do niego. Owszem nie mogłam zaprzeczyć, że go lubiłam. Świetnie spędzało nam się razem czas, mieliśmy ze sobą wiele wspólnego. Ale przy tym wszystkim, nie czułam jakiegoś porywu serca, czy głębszych emocji. Jego pocałunki mimo, że były przyjemne nie sprawiały, że zapomniałam o całym świecie i skupiałam się wyłącznie na nich. W naszej relacji ewidentnie brakowało iskry. Z drugiej strony, nie potrafiłam odmówić Marcowi, nie chciałam go rozczarować i zawieść. Widziałam jak bardzo się starał, przekonać mnie do siebie. Liczyłam na to, że moja miłość do niego przyjdzie z czasem i będę w stanie pokochać go, tak jak na to zasługuje. 



Te wszystkie wątpliwości, nie dawały mi już od dłuższego czasu spokoju, przez co nie mogłam sobie pozwolić na cieszenie się tym, że nareszcie nie jestem sama i mam oparcie w kimś dla kogo jestem ważna. 
Rozmyślania o ostatnich wydarzeniach przerywa mi informacja Marca, że jesteśmy na miejscu.



- Dziękuję za odwiezienie i cudownie spędzony czas - zaczynam na pożegnanie. Całując go delikatnie. 
- Naprawdę musimy się już żegnać? Przecież mogłaś zostać u mnie. Odwiózłbym cię jutro na zajęcia w drodze na lotnisko - mimowolnie przypomina mi o swojej podróży do Francji. W niektórych momentach zazdrościłam mu pracy. Dzięki niej mógł podróżować i poznawać różne zakątki świata, o czym ja na razie mogłam jedynie pomarzyć. 
- Wiesz, że muszę się jeszcze pouczyć. Dużo od nas wymagają. Nie po to poświęciłam tyle czasu, aby się tam dostać. Żeby teraz, przy pierwszej lepszej okazji wszystko zaprzepaścić. Zobaczymy się jak wrócisz. Miłej podróży - wysiadam z jego samochodu, nie chcąc dłużej przeciągać naszego pożegnania. Bojąc się, że usłyszałabym wyznanie, którego nie potrafiłabym odwzajemnić. 



Wchodzę do budynku, w którym znajduje się moje mieszkanie i zaczynam mozolnie wspinać się po schodach. W ostatnim czasie, nie czułam się najlepiej. Dowodem na to, było chociażby to, że z trudem pokonywałam drogę na górę, zbyt szybko się męcząc. Byłam zdecydowanie osłabiona. Powinna popracować nad swoją kondycją i lepiej o siebie zadbać. Gdyby rodzice zobaczyli, jak zły tryb życia ostatnio prowadzę. Bez większego zastanowienia, choćby siłą sprowadzili mnie z powrotem do domu. 



- Dobry wieczór, Emily - dostrzegam panią Elinor, która wychodzi ze swojego mieszkania. 
- Dobry wieczór. A gdzie pani się wybiera, o tak późnej porze? - pytam ciekawa. 
- Do Andreasa. Zapomniał telefonu, będąc dzisiaj u mnie. Chciałam zaprosić też ciebie, ale nie zastałam cię ani wczoraj ani dziś - słyszę imię swojego sąsiada i mimowolnie zastanawiam się, co u niego. Nie wiedziałam go od naszego ostatniego spotkania, kiedy to próbował mnie pocieszyć. Ukazując przy tym swoje lepsze oblicze.
- Może ja mu zaniosę, w końcu mieszkamy obok siebie? Nie będzie się pani specjalnie fatygować - proponuję, podświadomie chcąc znaleźć jakiś pretekst, aby móc się z nim zobaczyć. 
- Jeśli możesz, byłabym ci wdzięczna - biorę od niej telefon i obiecując że niedługo ją odwiedzę. Następnie kieruję się w stronę mojego piętra. 




Pukam do drzwi Andreasa, zastanawiając się w jakim jest dzisiaj humorze. Od tego w głównej mierze zależy, jak potoczy się nasza rozmowa. 
- Kogo ja widzę. W końcu wróciłaś, myślałem już że przepadłaś na dobre- zaczyna na powitanie z jak zawsze z ironicznym uśmiechem. 
- Aż tak bardzo się za mną stęskniłeś? - pytam z drwiną. 
- Chciałabyś. Nie miałem po prostu, kogo doprowadzać do szału. Nudziło mi się - przez moment, dostrzegam w jego oczach błysk rozbawienia. To kompletna odmiana, po tym jak dotychczas widziałam tam tylko chłód. Być może pomalutku, robimy jakieś postępy w poprawie naszej relacji.  




- To chyba należy do ciebie - wyciągam przed siebie rękę, w której trzymam jego telefon. Przechodząc tym samym do celu mojej wizyty u niego. Bez zbędnych słów odbiera go ode mnie, a nasze dłonie przez krótki moment stykają się ze sobą. Czuję jak, dzięki temu przypadkowi, przechodzi przez moje ciało przyjemny dreszcz. Zaskoczona tym, odsuwam się od niego. Będąc prawie pewna, że poczuł to samo, co ja. 
- Dzięki, że mi go przyniosłaś - widzę, że dla niego to też nie jest komfortowa chwila. 
- Nie ma za co. Idę do siebie. Jestem zmęczona - wskazuję na swoje drzwi i widzę jak Andreas, znika w swoim mieszkaniu. 



W środku nocy, bezskutecznie próbując zasnąć wpatruję się przez okno. Podziwiając nocny krajobraz miasta. Po raz kolejny zastanawiam się nad swoim, dopiero co rozpoczętym związkiem z Marckiem. Dlaczego nie reaguję na jego bliskość takimi odczuciami, jak na dzisiejszy dotyk Andreasa? Wciąż mam przed oczami tamtą scenę, na nowo ją odtwarzając. Nie rozumiałam sama siebie. Dlaczego za wszelką cenę, chcę skomplikować sobie życie? Powinnam przecież skupić się na swoim chłopaku, a nie na sąsiedzie, który mnie nie znosi i okazuje to na wszelkie możliwe sposoby. 
Coś jednak, nie pozwalało mi o nim zapomnieć. Nieustannie podsuwając myśli związane z jego osobą. Byłam tym sfrustrowana. Im bardziej starałam się zapomnieć o istnieniu Wellingera, tym bardziej pragnienie na przebywanie w jego towarzystwie wzrastało. Byłam taka żałosna. Chciałam zabiegać o uwagę kogoś, dla kogo jestem nikim. Nie potrafiąc docenić przy tym tego, co miałam.
Równocześnie przypominam sobie o wiadomości Marca, w której dało się odczuć, że już za mną tęskni i brakuje mu mnie. Natomiast ja też odczuwałam brak towarzystwa, ale zupełnie innej osoby. Równocześnie przysięgłam sobie, że nikt nigdy się o tym nie dowie. Zdecydowałam przecież, że to Marc będzie moją przyszłością.




Nad ranem zasypiam z ogromnymi wyrzutami sumienia. Zdając sobie sprawę, że nadużywam dobroci Marca, w zamian nie potrafiąc nawet odwzajemnić jego uczuć. 



Kolejne dni spędzam na intensywnej nauce, odgradzając się tym samym od swoich rozterek uczuciowych. Mieszkanie opuszczam tylko na zajęcia, a następnie do późnych godzin nocnych, jestem zatopiona po uszy w książkach. Chcę jak najlepiej zaliczyć egzaminy pisemne. Aby nikt, nie mógł mi niczego zarzucić ani się do czegoś przyczepić. Chciałam udowodnić sobie i innym, że coś potrafię i zostałam niesprawiedliwie potraktowana. Za cenę bycia najlepszą, byłam w stanie poświęcić praktycznie wszystko. Co okazało się fatalne w skutkach. 



W piątkowy ranek wychodzę w pośpiechu z mieszkania, będąc już prawie spóźniona. Czując przy tym jak z każdym krokiem, ból głowy i lekkie zawroty nawracają. Nie mogę jednak zostać w domu, wiedząc że mam dzisiaj jedne z najważniejszych lekcji. 
Schodzę powoli po schodach, a obraz przed oczami zaczyna mi się rozmazywać.W jednej chwili, całe moje ciało oblewa fala gorąca, a powietrze staje się niezwykle duszne. Próbuje zaczerpnąć tchu, co mi się nie udaje. W następnej sekundzie, słyszę tylko czyjś głos wołający z przerażeniem moje imię. A ostatnim, co pamiętam jest tylko przenikająca mnie do głębi i wszechogarniająca ciemność.

4 komentarze:

  1. Nie podoba mi się coraz bliższa relacja Emily i Marca, mam wrażenie że ona spotyka się z nim tylko dlatego żeby nie dopuścić do siebie myśli że to Andreas tak naprawdę jej się podoba. Ich rozmowy za to rozbawiają mnie, uwielbiam je i czekam na nie z utęsknieniem. Mam nadzieję że z Emily wszystko w porządku i nie ma jej nic poważnego.Końcówka rozdziału wskazuje na to, że to Andreas jej pomoże , więc liczę że jakoś się do siebie zbliżą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten Marc niby taki miły i dobrze ja traktuje ale ja go nie mogę strawić. Nie i koniec! Mam nadzieję że on jest chwilową przygoda czy coś w tym stylu...
    I świetnie że zemdlała czy coś tam bo Andreas jej pomoże! To będzie początek czegoś wielkiego...bynajmniej taka mam nadzieję 😁
    Kibicuje im! Czekam na next i życzę weny!
    N

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi nie pasuje w tym całym Marcu. Uważam że Emily przyjąć do swojej świadomości że to Andreas jest jej bliższy
    Pozdrawiam Wredna1216:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na pierwszy rozdział! :)
    https://miejsceszczerychusmiechow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń