Otwieram
drzwi mieszkania, dostrzegając za nimi rodziców. Pomimo mojego
zdenerwowania, na moich ustach pojawia się szeroki uśmiech.
Nareszcie będę mogła, spędzić z nimi trochę czasu. Szkoda
tylko, że nie ma z nimi Tiny. Która tym razem nie mogła
przyjechać, ponieważ
w ostatniej chwili wypadło jej coś ważnego. Za nią tęskniłam
równie mocno, jak za mamą i tatą. Odkąd pamiętam miałam dobry kontakt z rodzicami. Wspierali mnie w rozwijaniu swoich pasji i
spełnianiu marzeń. Równocześnie od zawsze byli wymagający w
stosunku do mnie jak i do siostry. Miałyśmy jasno określone reguły
i zasady, jakie panowały w naszym domu. Przypominam sobie o jednej z
nadrzędnych, jaką była szarość. Przez co, nie czuję się
najlepiej z myślą, że będę musiała ich okłamać. Nie mam
jednak wyjścia, gdybym wyjaśniła wszystko i wyznała całą
prawdę. Naraziłbym się na stratę wszystkiego, na co tak długo
pracowałam. A przede wszystkim bardzo bym ich rozczarowała, swoją
lekkomyślnością i brakiem odpowiedzialności.
-
Wejdźcie. Cieszę się, że was widzę. Tęskniłam - przytulam się
do obydwojga.
-
My za tobą też Emily. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że już
z nami nie mieszasz - słyszę głos mamy. Ona najdłużej była
przeciwna mojej wyprowadzce. Za wszelką cenę starała się mnie
przekonać do pozostania w domu.
-
Przecież wiesz, że nie było innego wyjścia. Co u was? - pytam,
czekając aż rodzice zdejmą swoje kurtki.
-
Wszystko w porządku. Ale za to u ciebie zaszło wiele zmian. Gdzie
podziewa się ten młodzieniec, który skradł twoje serce? - widać,
że tata nie może się doczekać poznania mojego chłopaka. Szkoda
tylko, że nie jest to ten, którego powinni poznać.
-
Czeka na nas w salonie, dlatego chodźcie - zapraszam ich w dalszą
część mieszkania, mając nadzieję, że nie będą zbytnio
dociekliwi i unikniemy krępujących pytań.
Adreas
wita się z moimi rodzicami z uprzejmym uśmiechem. Jest przy tym
bardzo kulturalny i sprawia świetne wrażenie. Widać, że bardzo
dobrze wczuł się w swoją rolę.
-
Naprawdę bardzo miło mi państwa poznać. Emily wiele o państwu
opowiadała - przypominam sobie naszą rozmowę sprzed kilku dni,
kiedy to faktycznie sporo opowiadałam o mojej rodzinie. Sprawiał
wtedy wrażenie niezbyt zainteresowanego, ale ku mojemu zdziwieniu
musiał mimo wszystko, bardzo uważnie słuchać.
-
Nam także bardzo miło cię poznać - widzę, że rodzice są
zadowoleni. Mimowolnie zastanawiam się, jak zareagowali by na Marca.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wypadłby dużo gorzej.
Po
wstępnym zapoznaniu i grzecznościowej rozmowie. Udaję się do
kuchni, w celu przygotowania dla naszej czwórki kawy i wcześniej
zakupionych ciastek. Niedługo potem dołącza do mnie Andreas.
-
Pomogę ci. Wciąż powinnaś na siebie uważać. Na razie chyba
dobrze nam idzie - patrzę na niego z delikatnym uśmiechem, kiwając
potakująco głową.
-
Oby tak dalej. Mam wrażenie, że rodzice cię polubili - moje słowa
wzbudzają u niego zadowolenie. Co trochę mnie dziwi, przecież ich
opinia nie powinna mieć dla niego większego znaczenia. Dzisiaj
prawdopodobnie widzą się pierwszy i ostatni raz.
Wracamy
do naszych dzisiejszych gości, siadając przy stole. Przez następne
minuty opowiadam o moich postępach w nauce, a rodzice o swojej pracy
i innych niezbyt ważnych tematach. Od czasu do czasu zadają jakieś
pytanie Andreasowi, na które zawsze odpowiada bez zarzutu. Wszystko
idzie zgodnie z planem i po naszej myśli.
Jedyny
moment zawahania przeżywam, gdy rodzice wypytują o to jak się
poznaliśmy. W pierwszej chwili mam pustkę w głowie, mając
wyłącznie przed oczami to, jak było naprawdę. Na szczęście
Andreas wyręcza mnie w tym, dodatkowo łączy ze sobą nasze dłonie
znajdujące się pod stołem w uspokajającym mnie geście. Dzięki
temu powoli się rozluźniam, wiedząc że wszystko ma pod kontrolą.
Ma przygotowaną odpowiedź na każde możliwe pytanie i nic nie jest
w stanie go zaskoczyć.
Pod
koniec naszego spotkania, właściwie zapominam że tylko udajemy z
Andreasem parę. On jest w tym wszystkim tak swobodny, że sama także
daję się temu ponieść. Uświadamiając sobie przy okazji, że nie
miałabym nic przeciwko, aby to on zajął miejsce Marca.
Równocześnie wiem, że to tylko moja nic możliwa do spełnienia
zachcianka, z którą Wellinger w życiu by się nie zgodził. Na
swoje nieszczęście, zaczynałam żywić do niego coraz cieplejsze
uczucia. Kompletnie zapominając o swoim prawdziwym chłopaku. Byłam
okropna i nie zasługiwałam na znajomość z żadnym z nich.
-
Jestem naprawdę pełna podziwu Andreasie, że udało ci się
przekonać do siebie Emily. Nasza córka ma wyjątkowo trudny
charakter i wysokie wymagania - jestem zawstydzona, tymi słowami. W
szczególności gdy widzę pełen rozbawienia uśmiech Andreasa.
-
Mamo, proszę cię - nie chcę, aby powiedziała za dużo. Czuję się
już wystarczająco niekomfortowo.
-
Nie było łatwo, pani Katio. Ale jestem wytrwały i jak widać
przyniosło to rezultaty. Emily to naprawdę cudowna dziewczyna.
Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, prawda kochanie? -
nieoczekiwanie, Andreas obejmuje mnie w talii i patrzy na mnie z
wyczekiwaniem, abym potwierdziła jego słowa, które
wypowiedział z niezwykłą czułością.
-
Oczywiście - staram się brzmieć przekonująco. Będąc niezwykle
zaskoczona śmiałością w jego poczynaniach.
Które
są ostatecznym dowodem dla moich rodziców, że rzeczywiście
stanowimy dobraną parę.
-
Będziemy się powoli zbierać. Przed nami długa droga powrotna -
słyszę głos taty i nie czuję się najlepiej, wiedząc że
nadszedł czas pożegnania. Chciałabym pobyć z nimi dłużej.
-
Nie możecie jeszcze troche zostać. Moglibyście wrócić jutro -
proponuję. Tak rzadko mamy okazję się widzieć.
-
Niestety nie. Muszę jeszcze przygotować raport do pracy na
poniedziałek - odpowiada.
-
Ale przecież niedługo nas odwiedzicie. Mam nadzieję, że nie
zapomniałaś o ślubie kuzynki w przyszłym miesiącu? - tata
przypomina mi o tym fakcie.
-
Pamiętam. Na pewno się pojawimy - kłamię, wiedząc że pojadę
sama. Przez dzisiejsze spotkanie, nawet gdybym chciała wziąć ze
sobą Marca. Będzie to niemożliwe.
Wraz
z Andreasem odprowadzany moich rodziców na dół. Przytulam się
mocno do mamy na pożegnanie.
-
Emily, mam nadzieję że wyjdzie wam z Andreasem. Zrobił na mnie
dobre wrażenie i wygląda na bardzo zakochanego w tobie. Nie
zmarnujcie tej szansy na szczęście - mama szepcze do mnie. Aby nikt
inny jej nie usłyszał. A ja czuję się okropnie z powodu tego, że
okłamałam ją w taki sposób.
-
Postaram się. Możesz się także w końcu uspokoić, jak widzisz
mam dobrą opiekę - fałszywie zapewniam swoją rodzicielkę.
Żegnam
się jeszcze krótko z tatą, po chwili widząc już tylko
odjeżdżający samochód.
Oddycham
głęboko z ulgą, ale i świadomością że nasze porozumienie z
Andreasem dobiegło końca. Od teraz wszystko pewnie wróci do normy,
a nasze spotkania staną się rzadkością. Jest mi z tego powodu
przykro, w ostatnim czasie przyzwyczaiłam się, że spędzamy ze
sobą sporo czasu.
-
Nie cieszysz się, że się udało? Przecież chyba tego właśnie
chciałaś - staje na przeciwko mnie, uważnie się we mnie
wpatrując. -
Cieszę, ale teraz będę musiała jakoś z tego wybrnąć. Co wcale
nie będzie takie łatwe. Zagrałeś tak idealnego chłopaka, że nie
mam pojęcia jaki wymyślę powód naszego rozstania - zastanawiam
się, czy w rzeczywistości, byłby także taki wspaniały.
-
A może ja wcale nie grałem. Może taki, po prostu jestem. Nie
pomyślałaś o tym? - zaskakuje mnie jego wypowiedź.
-
Dałeś mi się poznać z dużo gorszej strony. Więc nie dziw się,
że mam o tobie gorsze zdanie - widzę, że zabolały go słowa. Powinnam się ugryźć w język. Przecież
ostatnio dostałam niejeden dowód na to, że faktycznie jest
zupełnie inny.
-
Myślałem, że ostatnio doszliśmy do porozumienia i będziemy mogli
się dogadać. Ale skoro tak o mnie sądzisz. Nic tu po mnie -
Andreas chce odejść, ale mu na to nie pozwalam, łapiąc za
rękę.
-
Przepraszam. Nie to miałam na myśli. Naprawdę ci dziękuję za
pomoc i dzisiejszy dzień. Nie psujmy tego, kolejną dziecinną
kłótnią - proszę. Po czym zbieram się na odwagę i delikatnie
całuję go w policzek. W ramach podziękowań za wszystko.
-
Masz rację. Skończmy z tym. Co powiesz na to, żebyśmy zaczęli od
nowa? - proponuje, a ja nie mam nic przeciwko temu.
-
Emily, twoja sąsiadka. Której podobno wszystko przeszkadza i ciężko
z nią wytrzymać - wyciągam w jego kierunku dłoń z szerokim
uśmiechem na ustach.
-
Andreas, twój sąsiad. Podobno jestem niemiły i gram innym na
nerwach - odpowiada ze śmiechem.
W
ten oto sposób, mieliśmy za sobą nowe otwarcie, które dało mi
nadzieję, że, nasza znajomość nadal będzie kontynuowana i
rozwijana. Nie miałam pojęcia czym się ostatecznie zakończy, ani
czy w ogóle się uda. Biorąc pod uwagę nasze charaktery, ale
chciałam zaryzykować i pójść na ustępstwa. Czułam, że Andreas
jest naprawdę tego warty.
Wieczorem,
staram się powoli nadrabiać zaległości. Zachowuję w tym jednak
umiar, nie chcąc po raz kolejny przesadzić. Przypominam sobie
również o spotkaniu z Marciem. Wciąż zastanawiam się, czy
rzeczywiście chcę ciągnąć na siłę coś, co nie ma większej
przyszłości. Z drugiej strony, obiecałam dać mu szansę. W końcu
postanawiam tą decyzję podjąć dopiero po wysłuchaniu, tego co ma
do powiedzenia.
Choć
nie liczę na większy przełom, a już tym bardziej na jakiś
gwałtowny wybuch moich uczuć do jego osoby. Ktoś inny ma na nie
dużo większe szanse, wydaje się tylko nie być tym kompletnie
zainteresowany. Co wcale nie ułatwia mi niczego i wprowadza tylko
jeszcze większy mętlik.
Bardzo się cieszę że spotkanie z rodzicami Emily poszło tak gładko i dodatkowo relacja między nią i Andreasem też poszła w lepszym kierunku.Mam nadzieję że teraz po ich "ponownym" poznaniu wszystko zacznie się układać, choć wiem że na to jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.Nie wiem czemu ale wydaje mi się że znaczącą rolę będzie miała tutaj jeszcze Tina.Nadal nie podoba mi się relacja Emily i Marca , wydaje mi się że ona powinna z nim jak najszybciej porozmawiać i zakończyć ten związek :) Z niecierpliwością czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńCieszę się że spotkanie z rodzicami poszło po ich myśli. Uważam że to zbliżyło Emily i Andreasa do siebie. Choć czuje że ta sielanka niedługo się skończy i mam przeczucie że ten cały Marc jeszcze namisza. Według mnie jego obecność w życiu Emily jest zbędna,a ona sama powinna ten "zwiazek" jak najszybciej zakończyć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wredna1216
No i to potwierdza moją tezę, że oni po prostu powinni być razem! Tak do siebie pasują i czują się przy sobie swobodnie. Rodzice nie domyślili się, że to tylko udawanie. Dlaczego? Bo powinni być razem! Czekam aż Emily zerwie swój obecny beznadziejny związek z panem pracoholikiem i weźmie się za Andreasa.
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że znowu się pokłócą i myślę sobie no nieeee znowu będą się nienawidzić...A wtedy tak mnie zaskoczyłaś z tą jakby znajomością od nowa. Rozśmieszyły mnie te ich przedstawienia siebie hahaha
A propo mam nadzieję, że na ślub kuzynki pójdą razem. Prawdaaaa? Proszę, proszę, proszę!
Ciekawi mnie co wymyślisz dla nas na następny rozdział, bo ten był mega. Bardzo mi się podobał i szybciutko go dosłownie połknęłam. Do następnego!
N
Zapraszam na trzeci rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttps://miejsceszczerychusmiechow.blogspot.com/