Biorę
głęboki wdech, a z moich skrzypiec wygrywają pierwsze nuty,
jednego z trudniejszych utworów Antonio Vivaldiego. Wiem, że od
tego jak zagram ten utwór, bardzo wiele zależy. Dlatego też, z
najwyższą dokładnością próbuję odtworzyć w swojej głowie,
jak powinny brzmieć kolejne dźwięki. Czas jaki poświęciłam na
naukę tego utworu, za chwilę może zostać wynagrodzony. Po
pierwsze uda mi się uzyskać zaliczenie dotychczasowej części
zajęć. A dodatkowo osoba, która najlepiej zagra
ten utwór otrzyma możliwość gościnnego wystąpienia w
filharmonii wraz z profesjonalnymi, znanymi na cały kraj wykonawcami
muzyki poważnej.
Wiem,
że to dla mnie największą szansą na spełnienie jednego ze swoich
marzeń. Dodatkowo taki występ, mógłby otworzyć mi w przyszłości
wiele drzwi, prowadzących do odniesienia sukcesu.
Kończę
grać i z wyczekiwaniem patrzę na twarz profesora, aby poznać jego
opinię na temat wykonanego przeze mnie zadania. Wiedziałam, że
jest bardzo surowy i wymagający. Na
dodatek nie
darzył mnie zbytnią sympatią. Wszystko przez moje niefortunne
spóźnienie, na jego pierwsze zajęcia.
-
Dziękuję, Emily. Nie było najgorzej, ale nie wystrzegłaś się
kilku błędów. Na zaliczenie wystarczy, jednak to nie do końca
było to, o co mi chodziło - zaskakuje mnie jego opinia. Byłam
pewna, że wszystko wykonałam perfekcyjnie. Jestem
zła sama na siebie, czując
że
zaprzepaściłam swoją niepowtarzalną szansę.
Następne
osoby wykonują ten sam utwór, ale dla mnie nie ma to już
znaczenia. W myślach, staram się odtworzyć sobie cały swój
występ i doszukać się momentu, w którym popełniłam błąd. Nic
jednak mi z tego nie wychodzi.
Moje
rozmyślania przerywa głos profesora, a ja wiem że nadszedł ten
moment w którym poznamy najlepszą dzisiejszego dnia osobę.
-
Dziękuję wszystkim za wysiłek i poświęcony czas na naukę. Czas
jednak, abym podjął decyzję, na którą pewnie wszyscy z
niecierpliwością czekacie - przebiega wzrokiem po sali, milknąc na
chwilę.
-
Po głębszym zastanowieniu, ogłaszam że to Mia, była najlepsza i
otrzyma nagrodę - nie mogę uwierzyć, w to co słyszę. Jakim cudem
to właśnie ona okazała się najlepsza, skoro ja
sama
potrafiłam
odnaleźć w
jej grze kilka błędów. Od
samego początku, ta dziewczyna jest faworyzowana i zawsze jakimś
cudem okazuje się najlepsza.
Przez jej wybór, moje rozgoryczenie i złość jeszcze przybierają
na sile.
Opuszczam
budynek w fatalnym humorze. Ostatnie dni, kiedy to bezgranicznie
poświęciłam
je
na nauce, poszły na marne. Zaczynam się obawiać, że popełniłam
błąd. Stawiając wszystko na jedną kartę i podporządkując całe
swoje życie muzyce.
Nie
znosiłam doznawać porażek, nie radziłam sobie z nimi najlepiej. A
w szczególności ta, boli najbardziej. Czuję jak łzy bezsilności,
zaczynają mimowolnie spływać po mojej twarzy. Staram się je
powstrzymać, wiedząc że użalanie się nad sobą, nie ma większego
sensu. Widocznie muszę pracować jeszcze ciężej i
wytrwalej.
Wyciagam
z torebki swój telefon, z zamiarem zadzwonienia do Marca. Potrzebuję
kogoś,
komu mogłabym się wygadać.
-
Przepraszam, Emily ale nie mogę teraz rozmawiać. Mam pilne
spotkanie, odezwę się jak tylko będę mógł - nie mogę nawet
dojść do głosu, gdy słyszę że zakończył połączenie.
To
była największa wada naszej znajomości. Jego nieustanny brak
czasu. Pracował po kilkanaście godzin dziennie, a na dodatek często
wyjeżdżał w podróże służbowe. W ostatnim czasie, praktycznie
się nie widywaliśmy. Dlatego wszystko pomiędzy nami, stanęło w
miejscu. Marc zapewniał mnie, że już niedługo to się zmieni i
będzie miał dla mnie, dużo więcej czasu. Czułam, że w jakimś
stopniu mi na nim zależy, dlatego postanowiłam poczekać. Może to
nie była jeszcze
miłość, ale z czasem, kto wie jak to się może potoczyć.
Po
dotraciu do swojego mieszkania, czuję że nie dam rady się dzisiaj
uczyć. Choć wiem, że powinnam. Egzamin z historii muzyki mam za
dwa tygodnie, a jeszcze nawet nie zaczęłam się do niego
przygotowywać.
Mimo to, nie mam dzisiaj ochoty na jakąkolwiek naukę. Właściwie
to, nie mam ochoty na cokolwiek.
Czuję,
że dłużej nie wytrzymam przebywania samotnie w czterech ścianach.
Nie mam tylko pojęcia, do kogo mogłabym się udać. Spoglądam na
zegarek, wiedząc że jest zdecydowanie zbyt późno, abym nachodziła
panią Elinor. Do Tiny, też nie chcę dzwonić aby nie martwić jej
niepotrzebnie swoim
rozczarowaniem.
Gdy
mam się już poddać i pogrążyć w swojej rozpaczy i
rozpamiętywaniu
wydarzeń dzisiejszego dnia. Słyszę jak drzwi od mieszkania obok
się otwierają. Oznacza to, że Andreas właśnie skądś
wrócił.
Od
naszej ostatniej sprzeczki, starałam się go uniknać. Zdawałam
sobie sprawę, że posunęłam się wtedy za daleko.
Nie
myśląc długo, postanawiam zaryzykować i udać się do niego.
Wiem, że jest ostatnią osobą, która mogłaby mi pomóc i
spróbować pocieszyć. Ale nie został mi nikt inny. Najwyżej
zatrzaśnie mi drzwi przed nosem i wyśmieje. Zdążyłam już
przywyknąć do naszych kłótni. A w ostatnim czasie, zaczęło mi
ich nawet brakować.
Pukam
niepewnie do jego drzwi, po chwili stając na przeciw niego. Widzę,
że jest zdezorientowany moją obecnością.
-
Czegoś potrzebujesz? Czy może znowu, jak zwykle coś ci przeszkadza
? - zaczyna jak zwykle z niechęcią.
-
Możesz zapomnieć na ten jeden wieczór, że mnie nie cierpisz i
zwyczajnie ze mną posiedzieć? Możemy nawet milczeć, po prostu
potrzebuję czyjeś obecności - mówię zrezygnowanym głosem. Nawet
się nie łudząc, że spełni moją prośbę.
-
Czyżby twój nowy chłopak już się tobą znudził? To chyba on
powinien być od takich rzeczy - mierzy mnie wzrokiem z kpiącym
uśmiechem. A ja zaczynam żałować, że w ogóle wpadłam na ten
głupi pomysł.
-
Zapomnij. Nie wiem, po co w ogóle tu przyszłam - mam zamiar wrócić
do siebie, gdy Andreas łapie mnie za rękę i zatrzymuje.
-
Poczekaj. Wejdź - nieoczekiwanie i ku mojemu kompletnemu
zaskoczeniu, przepuszcza mnie w drzwiach i zaprasza do środka.
Przekraczam niepewnie próg zastanawiając się, czy na pewno dobrze
robię. Nie mam już jednak odwrotu. I tak wystarczająco się już
ośmieszyłam, prosząc się o jego towarzystwo.
Idę
za Andreasem w stronę jego salonu, chwilę potem zajmując miejsce w
wygodnym fotelu.
-
Napijesz się czegoś? - pyta o dziwo, bez dotychczas towarzyszącej
mu zawsze ironii.
-
Nie, dziękuję - odpowiadam, wpatrując się w niego, przy okazji
natrafiając na jego przenikliwe
spojrzenie.
Kiedy
zajmuje miejsce w fotelu obok. Uświadamiam sobie, że gdy jego
twarzy nie wykrzywia grymas niezadowolenia i złości. Prezentuje się
ona
dużo
lepiej.
-
Więc, co takiego się stało, że odważyłaś się przyjść do
mnie. Musiałaś być bardzo zdesperowana - po krótkim
zastanowieniu, postanawiam mu opowiedzieć, jak niesprawiedliwe mnie
dzisiaj potraktowano. Słucha mnie z uwagą, ani razu nie
przerywając. A ja jestem zdziwiona, z jaką łatwością przychodzi
mi zwierzanie się akurat jemu. Miałam dziwne wrażenie, że to on
jest właśnie tą osobą, która zrozumie mnie najlepiej.
-
Czasem nie warto być zbyt ambitnym. Akurat ja coś o tym wiem -
słyszę, gdy tylko kończę swoją opowieść.
-
Ambicja to jedno, ale jak ty byś się czuł. Gdyby ktoś kompletnie
nie potrafił docenić twojej pracy, a na dodatek potraktował tak
niesprawiedliwe - wyrzucam z siebie.
-
Emily, takie jest życie. Wiesz ile razy ja, przechodziłem przez coś
takiego? Jeszcze nie raz doświadczysz rozczarowania i
niesprawiedliwości. To przecież nie koniec świata, jeszcze
będziesz miała wiele okazji, aby pokazać na co cię stać. Masz w
końcu duży talent - zaskakują mnie jego ostatnie słowa. Nie
spodziewałam się także, że naprawdę będzie starał się mnie
pocieszyć i okazać jakieś wsparcie.
-
Nie przypominam sobie, abyś kiedykolwiek słyszał jak gram, więc
skąd możesz wiedzieć czy rzeczywiście coś potrafię? -
zastanawiam się.
-
Chyba zapominasz, że mieszkamy obok siebie. Codziennie mam okazję,
słuchać twoich popisów i nawet się już do nich przyzwyczaiłem.
Choć na początku strasznie mnie to irytowało. Jak dla mnie twoja
gra, brzmi całkiem nieźle. Pomimo, że nie jestem fanem muzyki
klasycznej - po raz pierwszy, Andreas na swój własny sposób
powiedział mi komplement. To będzie godna zapamiętania
chwila.
Rozmawiamy
jeszcze przez jakiś czas, coraz lepiej czując się w swoim
towarzystwie. Przy
odrobnie naszej dobrej woli, naprawdę
potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać, bez ciągłego obrażania
się i robienia sobie na złość. Szkoda tylko, że to jedynie
chwilowe zawieszenie broni. Które praktycznie dobiega już
końca.
Gdy
na zegarach wybija dwudziesta druga. Wiem, że powinnam się
zbierać.
-
Pójdę już. Dziękuję, że poświęciłeś mi ten czas - mówię
szczerze. Naprawdę będąc mu wdzięczna. Przecież wcale nie musiał
tego robić.
-
Mam nadzieję, że wiesz o tym, że ten wieczór nic między nami nie
zmienia. Nadal cię nie lubię - jego słowa nie brzmią wcale
przekonująco. Wypowiada je dużo łagodniejszym głosem niż
zazwyczaj. Wiem dlatego, że jednak coś się zmieniło, pomimo jego
zaprzeczeń.
-
Tak samo jak ja ciebie. Wciąż jesteś okropnym sąsiadem. Dlatego
życzę
ci koszmarnych snów - odpowiadam. W wewnątrz czując jedynie
rozbawienie.
Będąc
już w swoim mieszkaniu, uśmiecham się sama do siebie. Wellinger
naprawdę poprawił mi humor. I nawet jeśli, wszystko jutro wróci
do normy i znów staniemy się najgorszymi wrogami. Wiem, że było
warto spędzić z nim ten dzisiejszy wieczór. Przy okazji mogąc
poznać jego lepszą stronę, którą naprawdę polubiłam. Gdyby on
tylko nie był tak uparty i chciał zakończyć ten bezsensowny
konflikt pomiędzy nami, naprawdę moglibyśmy zostać dobrymi
znajomymi.
Przed
snem, sprawdzam jeszcze swój telefon. Dostrzegając na nim,
wiadomość od Marca. Przeprasza w niej za brak czasu i proponuje,
abym spędziła z nim zbliżający się weekend, który obydwoje
mamy
wolny. Przez chwilę się nad tym zastanawiam. Rozważając za i
przeciw. Ostatecznie postanawiając się zgodzić. To może okazać
się przełomowy moment, dla naszej przyszłej relacji.
Najgorsze
było jednak to, że zaczynałam odczuwać mętlik i wcale już nie
byłam do końca przekonana, czy rzeczywiście moja uczucia do Marca,
są czymś większym niż tylko zwykłą sympatią.
Wow, ale jesteś szybka :) normalnie rozdział za rozdziałem haha
OdpowiedzUsuńOgromnie mi się podoba, że główna bohaterka gra na skrzypcach to takie wow
Andreas troszeczkę niemiły i chamski, ale i tak go lubię!
Rozczarowanie i niesprawiedliwość no właśnie najgorsze, że często nam wszystkim się przytrafiają ;////
Oczywiście wspólny wieczór nic między nimi nie zmienia, ale i tak fajnie, że oboje dodają sobie otuchy mimo tego, że nie przepadają za sobą.
aha i dodaję, że nie lubię Marca!
Życzę weny i czekam na next'a chociaż z twoim tempem wiem, że nie będę musiała długo na niego czekać :D
https://youreyeslooksad.blogspot.com/
Emily została naprawdę niesprawiedliwie potraktowana, ale dzięki temu Andreas choć na chwilę pokazał że potrafi być miły i sympatyczny.Uwielbiam ich rozmowy, cieszę się że to własnie do niego Emily postanowiła pójść.Jak zwykle czekam na więcej ;)
OdpowiedzUsuńTrochę żal mi Emily że została tak niesprawiedliwe potraktowania ale z drugiej strony dzięki tej sytuacji zbliżała sie do Andreasa. Uwielbiam ich dogryzanie się.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wredna1216 :*