wtorek, 12 grudnia 2017

Rozdział 7

Otwieram powoli oczy, ale jasne i ostre rażące mnie światło. Uniemożliwia mi prawidłowe widzenie. Mrugam kilkakrotnie, próbując przywrócić ostrość swojemu wzroku. Gdy mi się to udaje, rozglądam się niepewnie po nieznajomym mi wnętrzu. Orientuję się, że przebywam w jednej ze szpitalnych sal, a do mojej lewej ręki podłączona jest kroplówka. Staram się przypomnieć sobie, co się stało i dlaczego się tutaj znalazłam. Jednak ostatnim, co pamiętam jest to, że schodziłam po schodach z zamiarem udania się na zajęcia. Kolejne wydarzenia, są dla mnie jedną wielką, czarną pustką.



Moje poczucie dezorientacji, przerywa odgłos otwieranych drzwi. Spoglądam w ich kierunku i dostrzegam Andreasa, który patrzy na mnie z wyrazem ulgi i jednocześnie troski. Zaskakuje mnie jego postawa, a przede wszystkim jego obecność.




- Widzę, że w końcu się obudziłaś - siada na krześle, stojącym obok mojego łóżka. 
- Co się stało? Dlaczego znalazłam się w szpitalu? - zasypuje go pytaniami, chcąc się czegoś dowiedzieć. Będąc pewna, że on zna na nie odpowiedź.
- Zemdlałaś schodząc po schodach. Złapałem cię w ostatniej chwili, nawet nie chcę myśleć, jak by się to skończyło, gdybym nie zdążył - uświadamiam sobie, że dużo zawdzięczam Andreasowi. Gdyby nie on, mogła stać się tragedia. 
- Dziękuję - nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć. 
- Zamiast mi dziękować, powinnaś zastanowić się nad tym, co wyprawiasz. Chcesz się wykończyć? - naskakuje na mnie, a ja doskonale wiem, że on rzeczywiście ma rację. Nie mam jednak zamiaru mu tego przyznać. 
- To chyba moja sprawa, co robię ze swoim życiem. Nie powinno cię to w ogóle obchodzić - mówię podniesionym głosem, widząc że zdenerwowałam go jeszcze bardziej tymi słowami. 
- Czy ty siebie słyszysz? Twoja chorobliwa ambicja, doprowadza cię powoli do zguby.

Zupełnie nie liczysz się z konsekwencjami, jakie idą za twoim nieodpowiedzialnym trybem życia - Andreas nie odpuszcza i wciąż próbuje mi uświadomić, jak byłam głupia. 
- Ja po prostu chciałam dobrze się przygotować do egzaminów. Chyba nie myślisz, że celowo doprowadziłabym się do takiego stanu, żeby znaleźć się aż tutaj - próbuję się żałośnie tłumaczyć, zupełnie nie wiedząc czemu. 
- Po tobie akurat, można spodziewać się wszystkiego. Skąd ja mam wiedzieć, co siedzi w tej twojej głowie? Widać jednak, że nie masz w niej za dużo, skoro jesteś tak nieodpowiedzialna i lekkomyślna - czuję, że ta rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku. Jeśli za chwilę jej nie zakończymy, po raz kolejny się pokłócimy. 
- Najlepiej będzie, jak już sobie pójdziesz. Nie będę dłużej zajmować twojego cennego czasu. Poradzę sobie sama - mówię z chłodem w głosie. Po raz kolejny czując się zraniona, jego słowami. Od jakiegoś już czasu, bezskutecznie próbowałam zmienić jego opinię na swój temat. Jak widać bez większych rezultatów. 



Andreas już chce skomentować moją wypowiedź, ale uniemożliwia mu to, pojawienie się w sali lekarza. 
- Dobrze, że się pani obudziła. Jak samopoczucie? - słyszę pytanie doktora w średnim wieku. O przyjaznym wyrazie twarzy. 
- W porządku. Jedynie boli mnie trochę głowa - mówię zgodnie z prawdą. Dostrzegając, że lekarz skrupulatnie przygląda się mojej karcie i coś w niej zapisuje




- Coś poważnego mi dolega? - pytam zdenerwowana, przy okazji przypominając sobie o obecności Wellingera. Spoglądam na niego ukradkiem, dostrzegając że także on czeka z wyczekiwaniem na odpowiedź doktora. 
- Na szczęście nie. Przynajmniej tak wynika ze wstępnych badań. Omdlenie spowodowane było zapewne, poważnym osłabieniem organizmu. Podejrzewam także lekką anemię. Ale kilka dni odpoczynku i powinna pani lepiej się poczuć i odzyskać siły. Jutro prawdopodobnie otrzyma pani wypis. Chcemy jeszcze zostawić panią na obserwacji, aby upewnić się , że na pewno wszystko jest w porządku. Mimo to, zalecam zrobić szczegółowe badania i lepiej zadbać o swoje zdrowie. To samo zresztą, powiedziałem już pani chłopakowi - patrzę na niego z niezrozumieniem. Przecież to niemożliwe, żeby Marc pojawił się w szpitalu. Wciąż przebywał we Francji. I nawet gdyby dowiedział się o mojej chwilowej niedyspozycji, nie zdążyłby jeszcze wrócić. 



- Postaram się żeby Emily, zaczęła o siebie dbać - jestem w szoku, słysząc słowa wypowiedziane przez Wellingera. W co on sobie pogrywa i czego on tu wszystkim naopowiadał? 
Już mam stwierdzić, że w żadnym wypadku nie jesteśmy razem i nic nas nie łączy. Gdy powstrzymuje mnie, jednak przed tym wzrok Andreasa, który każe mi milczeć. Chwilę potem, lekarz żegna się i zostawia nas samych. 
- Co to przed chwilą było? - żądam wyjaśnień, będąc na niego wściekła. 
- Rozmowa z lekarzem. Masz zaniki pamięci? - udaje, że nie wie, o co mi chodzi. Czym jeszcze bardziej wyprowadza mnie z równowagi. 
- A ty urojenia? Jakim prawem podajesz się za mojego chłopaka? Ja już jednego mam i to na pewno nie jesteś ty - próbuję się podnieść do pozycji siedzącej. Aby mieć lepszy widok na niego. Ale nawet na to nie mam siły. Nieoczekiwanie Andreas bez żadnego słowa, pomaga mi usiąść i ponownie zajmuje miejsce obok mnie. 
- Musiałem skłamać, inaczej niczego bym się nie dowiedział ani nie pozwoliliby mi zostać przy tobie. Poza tym, wtedy na pewno powiadomiliby twoich rodziców, że znalazłaś się tutaj. Nie sądzę, że byłabyś z tego zadowolona. Chciałem ci pomóc uniknąć jeszcze większych problemów - tłumaczy mi wszystko spokojnym głosem. Na wspomnienie o rodzicach, zaczynam odczuwać strach. Gdyby się dowiedzieli o moim złym stanie, miałabym niemałe problemy. A już na pewno, zmusiliby mnie do powrotu do domu. Od początku, byli przecież przeciwni mojej wyprowadzce. 




- W porządku, jutro i tak stąd wychodzę. Wtedy zapomnimy o całej tej farsie - uspokajam się. W głębi duszy, będąc mu wdzięczna za to drobne kłamstwo, które pozwoliło mi uniknąć kazań rodziny.
- Z tym może być problem. Byłaś nieprzytomna przez kilka godzin. A wtedy twoja siostra, dzwoniła kilkanaście razy na twój telefon. Musiałem w końcu odebrać i skłamać, że zostawiłaś u mnie swój telefon, wychodząc rano. Wzięła mnie za twojego chłopaka i zapowiedziała, że w przyszły weekend odwiedzi cię z waszymi rodzicami. A wtedy z wielką chcecią mnie poznają. Tina, była tym trochę zaskoczona, że jesteśmy razem. Podobno nie wypowiadałaś się o mnie zbyt przychylnie, ale ucieszyła się. Chyba mnie polubiła – zamieram słysząc, te rewelacje. Czy on kompletnie zwariował? Na pewno zrobił mi to na złość. Jak ja to teraz wszystko odkręcę i w ogóle pomyślałam, że Andreas naprawdę chciał mi pomóc. 
- Do reszty zwariowałeś? Zrobiłeś to specjalnie! Przecież jestem z Marciem. To jego powinnam im przedstawić, a nie ciebie. My się nawet nie lubimy - Andreas przez krótki moment, wygląda jakby chciał zaprzeczyć temu co słyszy, ale nie mówi tego na głos. 



- Twój kochany Marc. Jak mogłem o nim zapomnieć. Skoro jest taki cudowny, to gdzie on teraz jest? Nie powinien być przy tobie? Do niego też dzwoniłem, ale nawet nie pofatygował się odebrać. Tak jest tobą zainteresowany i zmartwiony twoim stanem - nie rozumiałam, dlaczego za każdym razem. Andreas reagował złością na wspomnienia o Marcu. Przecież nawet go nie znał.
- Gdyby mógł na pewno by tutaj był. Jednak jego praca, nie zawsze mu na to pozwala - staram się go bronić. W odpowiedzi otrzymując, jedynie ironiczny śmiech Andreasa. 
- W sumie to mnie, to nie obchodzi. To twój związek i twoja sprawa. Nic tu po mnie - widzę, że ma zamiar wyjść i zostawić mnie samą. 
- Poczekaj. Możesz jeszcze przez chwilę zostać? - nie chcę, żeby sobie poszedł. Pomimo tego, że okropnie namieszał i wciąż nie należy do najmilszych osób. Jego obecność mi pomaga i czuję się lepiej, gdy jest obok.
Waha się przez moment, wyraźnie się zastanawiając, co powinien zrobić. Ale wraca na swoje miejsce. Uśmiecham się delikatnie, ciesząc się że spełnił moją prośbę. 


- Co masz zamiar zrobić ze swoimi rodzicami? Powiesz im prawdę? - pyta, po krótkiej chwili milczenia. 

- Wolałabym tego uniknąć. Ale do tego niestety potrzebuję, twojej pomocy - decyduję się na ekstremaly pomysł. Mając zamiar brnąć dalej w kłamstwo, które zapoczątkował. 
- Dobrze rozumiem? Prosisz mnie, żebym udawał twojego chłopaka? - kiwam potakująco głową, będąc pewna że odmówi. 
- Zgoda. Skoro to ja w głównej mierze odpowiadam za to zamieszanie. To przemęcze się ten, jeden jedyny raz. Ale będę miał u ciebie olbrzymi dług wdzięczności - zaskakuje mnie, tak szybko podjętą decyzją. 
- Naprawdę się zgadzasz? - chcę się upewnić, czy przypadkiem sobie ze mnie nie żartuje.


- Chyba wyraziłem się jasno? Masz kłopoty z logicznym myśleniem? - odpowiada, jak zwykle w swoim stylu. 



Wieczorem, gdy zostaję sama. Powoli dociera do mnie świadomość, w co tak naprawdę się wpakowałam. Przecież to skończy się kompletną katastrofą. Wiem, że nie powinnam okłamywać rodziców. Ale nie widzę innego wyjścia. Nie chciałam ich martwić i słuchać niekończących się kazań. Za to Tinie, będę musiała wszystko dokładnie wyjaśnić przy pierwszej możliwej okazji. Ona nigdy nie wybaczyłaby mi takiego kłamstwa. Dodatkowo czuję się nie fair, w stosunku do Marca. Postępuję wobec niego okropnie. 
Nie mogę jednak powstrzymać, delikatnej radości z możliwości przebywania w towarzystwie Andreasa. W najbliższym czasie, będę miała do tego wiele okazji. Dzięki czemu, być może nauczymy się przebywania ze sobą, bez obrażania siebie nawzajem. A dodatkowo mam cichą nadzieję, że może wtedy w końcu mnie przynajmniej trochę polubi. 

3 komentarze:

  1. Cieszę się że Emily nie ma nic poważnego i że Andreas został z nią w szpitalu.Widzę że mimo tego co mówi jest o nią coraz bardziej zazdrosny. A jego kłamstwo że są parą jest rewelacyjne 😀 czekam z niecierpliwością na ich spotkanie z rodzicami Emily.😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale super rozdział 😁!!!!
    Martwi mnie że Emily o sb nie dba bo to doprowadzi do tragedii. Dobrze że Andreas ja uratował aż mi ułożyło ☺
    Bardzo podoba mi się scena i rozmowa w szpitalu. Fajny ten pomysł że Andreas podał się za jej chłopaka coś czuję że z tym będzie jeszcze lepsza przygoda hahaha
    Aha no i Marc zawiódł kiedy był potrzebny więc mam nadzieję że zniknie z życia Emily bo jest beznadziejny. Tylko ta praca...
    Jestem w teamie Andreasa i czekam na next rozdział. Mam nadzieję że bd o tym przyjeździe rodziny bo aż mnie zżera ciekawość ☺
    Pozdrawiam i do nastepnego!


    https://youreyeslooksad.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Uf całe szczęście że Emily nic sobie nie zrobiła. Andreas taki opiekuńczy. Nie mogę doczekać się przyjazdu rodziców. Czuję w kościach że coś się wydarz. Mam nadzieję że się do siebie zbliżą. Pozostało mi tylko czekać.
    Pozdrawiam Wredna1216

    OdpowiedzUsuń