sobota, 30 grudnia 2017

Rozdział 12


Sfrustrowana i w fatalnym humorze, próbuję się zacząć pakować. Nie wiem nawet, od czego mam zacząć. W ciągu ostatnich dni, wykorzystałam już chyba wszystkie swoje pomysły. Żaden nie okazał się możliwy do zrealizowania. Przypominam sobie o porannej rozmowie z panią Elinor, która rozwiała ostatecznie moją nadzieję, że nie będę musiała opuścić miasta i wrócić do domu. Przekazała mi, że jej dobra znajoma, wynajęła w zeszłym tygodniu wolny pokój i jest już on zajęty.
Sama także oferowała swoją pomoc. Ale musiałam odmówić. Nie ma mowy, abym przewróciła jej spokojne życie w jedno pokojowym mieszkaniu do góry nogami. W życiu, byśmy się tam nie pomieściły. Natomiast patrząc na cenę innych mieszkań w okolicy, są one stanowczo wygórowane, jak na mój skromny budżet. A rodziców nie mam zamiaru, więcej prosić o pomoc. Wystarczająco już mnie wspierają finansowo. Dlatego też znalazłam się w sytuacji bez wyjścia.



Z moich pesymistycznych myśli, wyrywa mnie pukanie do drzwi. Otwieram je z grymasem niezadowolenia, ponieważ chciałam być sama, nie cieszyłam się więc na niespodziewane towarzystwo.
- Widzę, że jesteś w paskudnym humorze. Ale zaraz ci się może poprawi, jak usłyszysz co mam ci do przekazania - Andreas patrzy na mnie z dużą radością. A ja nie mam pojęcia, co on znowu wymyślił.
- O czym ty mówisz? Nic mi nie poprawi humoru, chyba że znalazłeś mi nowe mieszkanie w niskiej cenie - mówię zrezygnowana. Przepuszczając go w drzwiach.
- Właśnie o tym chciałem porozmawiać. Znalazłem doskonałe rozwiązanie, tej sytuacji. Po prostu, zamieszkaj ze mną - patrzę na niego z zaskoczeniem i po chwili zaczynam się głośno śmiać. Nie biorąc tych słów na poważnie.
- Bardzo śmieszne. Udało ci się mnie nawet rozśmieszyć - informuję go.
- Ale ja mówiłem poważnie - momentalnie zamieram, nie mogąc uwierzyć w jego propozycję.
- Zwariowałeś? Jakim cudem wpadłeś w ogóle, na tak absurdalny pomysł? - pytam, wcale nie podzielając jego entuzjazmu.
- Emily, to jedyne i najlepsze rozwiązanie tej sytuacji. Trochę nad tym myślałem. Mam przecież wolny pokój, więc mogłabyś w nim zamieszkać. Przynajmniej do momentu, gdy nie znajdziesz sobie czegoś innego. Może nie będziesz miała tyle miejsca, co tutaj. Ale jakoś się zmieścimy. Przecież nie chcesz wracać do domu - stara się mnie przekonać do swojego pomysłu.
- Andreas, my nawet pięć minut nie wytrzymamy pod jednym dachem. Pozabijamy się przy pierwszej, lepszej możliwej okazji. Wiesz przecież, że mamy zupełnie inne podejście do wielu spraw. To się w życiu nie uda - jestem bardzo sceptyczna, do zaserwowanych przez niego rewelacji.
- Może nie będzie, aż tak źle. Ostatnio dobrze się w końcu dogadujemy. Zresztą mnie i tak nie ma przez większą część dnia w domu. A jak już wrócę do pełni sił to zaczną się zawodu, wyjazdy. Będę praktycznie gościem w mieszkaniu - przytacza kolejne argumenty.
- Ale ja nie chcę ci przeszkadzać. Przez mnie musiałbyś zupełnie przeorganizować większość swoich czynności, czy przyzwyczajeń. Nie sądzę, żeby było to dla ciebie komfortowe - nadal nie jestem do tego przekonana.
- Dlaczego nawet nie chcesz spróbować? Naprawdę wolisz wrócić do domu i zostawić wszystko, na czym ci od tak dawna zależało?. Poza tym, nie chciałbym stracić z tobą kontaktu, a tak się pewnie stanie - dodaje cicho. 
- Ja po prostu nie chcę sprawiać ci problemów – tłumaczę się z mojej niechęci.

- Gdybyś sprawiała, nie zaproponowałbym ci tego – wciąż nalega.
Uświadamiam sobie, że ja także bym nie chciała stracić z nim kontaktu. Ale z drugiej strony, przebywając z nim pod jednym dachem, wszystko mogłoby się skomplikować.
- To jak będzie? - słyszę ciche pytanie Andreasa, po krótkiej ciszy, która między nami zapadła.
Zastanawiam się, jeszcze przez moment. Rozważając wszystkie za i przeciw. Ostatecznie postanawiając zaryzykować. Nie pozostawiono mi, zbyt dużego pola manewru.



- Dobrze, zgadzam się. Ale opłaty za rachunki i czynsz dzielimy po połowie. W żadnym wypadku, nie chcę niczego za darmo - stawiam warunki, wcale nie będąc przekonana, czy dobrze zrobiłam, zgadzając się na ten szalony pomysł. - Cieszę się, że udało mi się ciebie przekonać. Szczegółami zajmiemy się później. Zobaczysz, będzie się nam dobrze razem mieszkało - nieoczekiwanie Andreas, przytula mnie do siebie. Zaskoczona jego gestem, mimowolnie odwzajemniam jego uścisk.



Przez kolejne dwa dni, w wolnym czasie przenoszę swoje rzeczy do mieszkania obok, przy dużej pomocy mojego nowego współlokatora.  Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tej myśli.
Rozglądam się po swoim nowym pokoju, będąc z niego naprawdę zadowolona. Jego wielkość pozwala mi, na swobodne umieszczenie większości swoich rzeczy, a dodatkowo mam z niego dużo lepszy widok na okolicę niż poprzednio. 
Jego błękitne ściany, dodają mu jasności. Idealnie komponując się z białymi meblami. Jestem pewna, że kilka drobnych dodatków i poczuję się w nim jeszcze lepiej. Już teraz sprawia wrażenie, przytulnego i zachęca do spędzania w nim czasu. 



- Mam nadzieję, że ci się tutaj podoba. A jeśli chciałabyś coś zmienić to się nie krępuj. Najważniejsze, abyś czuła się tutaj dobrze - Andreas staje w drzwiach i rozgląda się po pomieszczeniu. 
- Jest wspaniale. Nie mam zamiaru niczego zmieniać. Dziękuję - składam niepewnie na jego policzku, delikatny pocałunek w ramach wdzięczności. 
- Za co? - wydaje się, że nie do końca rozumie, o co mi chodzi. 
- Za pomoc. Gdyby nie ty, właśnie byłabym w drodze do domu. Mam tylko nadzieję, że nie będę długo nadużywać twojej gościnności i uda mi się coś znaleźć w najbliższym czasie - nie mam zamiaru wykorzystywać jego dobroci. 
- Możesz tu zostać, ile tylko chcesz. Nie musisz niczego szukać. Miło będzie mieć się do kogo odezwać. Od dawna już myślałem, aby znaleźć sobie współlokatora - spoglądam na niego i wydaje mi się, że mówi szczerze. Jest naprawdę zadowolony z mojej obecności w tym miejscu. 


W ramach podziękowania i uczenia naszego pierwszego dnia, wspólnego mieszkania. Postanawiam przygotować dla nas kolację. Mając nadzieję, że zdążę przed powrotem Andreasa. Rozglądam się po niezbyt dużej kuchni, w poszukiwaniu potrzebnych mi rzeczy. Niezbyt dobrze orientuję się w ich położeniu. 
Następną godzinę spędzam na gotowaniu. Mimo, że nie jestem zbyt dobrą kucharką, staram się żeby się udało i smakowało jak najlepiej. 



Po przygotowaniu potraw, zajmuję się rozłożeniem zastawy na stole. Gdy wszystko, jest już gotowe. Spoglądam na zegarek i orientuję się, że Andreas się spóźnia. Powinien pojawić się już pół godziny temu. Jestem tym zdziwiona, ponieważ zwykle jest punktualny. 
Po upłynięciu kolejnych minut, postanawiam do niego zadzwonić. 
- Jesteś już w drodze do domu? - pytam, gdy tylko odbiera. 
- Emily, przepraszam że się spóźniam, ale spotkałem swoją dobrą koleżankę i postanowiliśmy iść na kawę. Nie czekaj na mnie - zaskakują mnie jego słowa i czuję się rozczarowana. Nigdy nie wspominał o żadnej bliskiej koleżance. 
- W porządku. Zrobiłam kolację i trochę zostało, więc jak będziesz chciał to sobie odgrzejesz - udaję, że wcale nie zrobiłam jej z myślą o naszej dwójce. 
- Jasne. Dzięki - rozłączam się, odczuwając dziwne emocje. Staram się oszukać sama siebie, że nie jestem zazdrosna o tą nieznajomą dla mnie dziewczynę. 



Gdy wskazówki zegara, wskazują dwudziestą trzecią, staram się zasnąć. Choć nie jest to dla mnie najłatwiejsze. Wciąż zastanawiam się, ile można pić kawę. W końcu, gdy słyszę dźwięk przekręcanego klucza w zamku, oddycham z ulgą. Przynajmniej nocy nie spędzą razem. Wraz z tą myślą przychodzi kolejna, że przecież on ma do tego prawo. Jest wolny i może robić, co tylko chce. A ja nie mam, nic do tego. Sama zresztą chciałam, żeby nasza relacja pozostała wyłącznie na przyjaźni. Teraz więc nie powinno mi to przeszkadzać. 




Słysząc ciche pukanie do drzwi od swojego pokoju, udaję że śpię. Wiem, że tak będzie lepiej. Boję się, że podczas naszej rozmowy, powiedziałabym jeszcze coś, czego potem będę żałować.
Po chwili Andreas odchodzi, a następnie udaje się do swojego pokoju.
Wpatruję się bez celu w ścianę, bezskutecznie próbując usnąć. Wiedząc, że chciałabym być teraz w pokoju obok, spędzając tę noc w jego ramionach.
Zaczynałam się gubić w swoich własnych odczuciach. Pomiędzy tym, czego chcę, a tym co sobie obiecałam. Coraz bardziej byłam tym przytłoczona i zmęczona walką z samą sobą. Obawiałam się, że nie będę potrafiła dłużej tego wytrzymać i prędzej, czy później zrobię coś głupiego.




Rano budzę się zbyt późno, dlatego też w pośpiechu szykuję się do wyjścia. Nie zdążając nawet zjeść śniadania. Na szczęście wygląda na to, że Andreas jeszcze śpi. W przeciwnym wypadku, naraziłabym się na kolejny wykład, dotyczący mojego postępowania.

Wychodząc na zewnątrz, natykam się na osobę, której miałam nadzieję więcej nie spotkać. 


2 komentarze:

  1. Wiedziałam że to Andreas jej pomoże, Bardzo się z tego cieszę i mam nadzieję że nie pozabijają się zbyt szybko mieszkając pod jednym dachem 😉😉😉. Emily zaczyna pomału zdawać sobie sprawę z tego że jest zwyczajnie zazdrosna o Andreasa, wydaje mi sie że powinna w końcu dopuścić do siebie myśl że on jej się podoba.Końcówka rozdziału wskazuje na to że chyba nasz Marc znowu się pojawia.Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwoj wypadków i życzę Szczęśliwego Nowego Roku ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozważałam taką opcję, że Andreas jej pomoże, więc nie zaskoczyło mnie zbytnio gdy faktycznie tak się stało. Ba! Nawet się ucieszyłam! Fajnie, że Emily jednak zdecydowała się spróbować z nim zamieszkać. Czuję, że ta dwójka jako współlokatorzy da czadu hahah
    Zastanawiało mnie też kiedy pojawi się jakaś dziewczyna przy Andreasie i się doczekałam. Oczywiście wiadomo, że Emily od razu zazdrosna, bo odkrywa swoje prawdziwe uczucia do chłopaka.
    Liczę na to, że dasz nam poznać tą starą, dawną, dobrą koleżankę, bo to będzie ciekawe hahaha
    Lecę do nexta,
    N

    OdpowiedzUsuń