niedziela, 24 grudnia 2017

Rozdział 10


W ciągu ostatnich kilkunastu dni, wszystko wróciło do normy. Odzyskałam siły i znów mogłam uczęszczać na zajęcia. Wróciłam do swojego dawnego rytmu życia z małymi wyjątkami. 
Starałam się pamiętać, aby bardziej zadbać o swoje zdrowie i poświęcać więcej czasu na odpoczynek. Swój wolny czas, najczęściej spędzając z Andreasem. Od tamtego dnia, kiedy to odwiedzili mnie moi rodzice. Na dobre zakończyliśmy swój spór i zaczęliśmy od nowa. Dzięki temu okazało się, że naprawdę bardzo dobrze się rozumiemy i miło nam spędza się czas w swoim towarzystwie. Świadomość, że potrafimy się wzajemnie wspierać i pomagać, gdy tylko zachodzi taka potrzeba. Była dla mnie, bardzo ważna.  Miałam w końcu kogoś, do kogo mogłam się zwrócić o pomoc, czy chociażby porozmawiać. 



- Nie rozumiem, po co się tak stroisz? Chyba miałaś się z nim spotkać, aby zakończyć raz na zawsze, wasz bezsensowny związek, a tymczasem zachowujesz się, jakby to była randka - kończąc delikatny makijaż, dostrzegam w lustrze niezadowoloną twarz Andresa i nie mogę się powstrzymać od uśmiechu rozbawienia. Jedna rzecz pozostała niezmienna. Nadal nie znosił Marca, mimo że w sumie nie miał do tego żadnego powodu. A dziś jest w szczególności, zdenerwowany naszym spotkaniem. Wygląda jakby się czegoś obawiał. 
- Wcale się nie stroję. Nie wyjdę przecież w piżamie, muszę jakoś wyglądać - mówię starając się powstrzymać swój śmiech, co nie do końca mi się udaje. 
Wiem, że wcale nie powinno mi być do śmiechu. To podczas dzisiejszego wieczoru, mam zamiar przekazać Marcowi, niezbyt miłe dla niego informację. Zdecydowałam się w końcu zakończyć to coś pomiędzy nami. Bo związkiem nie mogłam tego nazwać. Nie miałam już siły, znosić jego nieustannego braku czasu i niekończących się obietnic o zmianie, które nie miały żadnego pokrycia. Moim największym błędem było pomylenie chwilowego zauroczenia Marciem z jakimś głębszym uczuciem wobec niego



- Na codzień jakoś nie chodzisz w sukienkach, zakładasz je wyłącznie na jakieś specjalne okazje. Poza tym powinnaś włożyć coś cieplejszego. Na zewnątrz jest straszenie zimno - Andreas nie ustępuje i za wszelką cenę, stara się mnie przekonać do zmiany mojego stroju. 
- Brzmisz jak jakiś nadopiekuńczy rodzic. Poza tym nie mam czasu na przebranie. Muszę już się zbierać - szukam kluczy od mieszkania, biorąc do ręki torebkę. Udaję się w kierunku wyjścia. Po chwili dołącza do mnie Andreas, który z pokorą udaje się do siebie. 
- Jak wrócisz to daj znać. Jestem ciekawy, jak potoczy się wasze spotkanie. Chyba, że przekona cię po raz kolejny do dania mu następnej szansy i wrócisz dopiero rano, po upojnej nocy spędzonej w jego ramionach - nie mogę oprzeć się absurdalnemu wrażeniu, że przemawia przez niego zazdrość. Ale przecież to niemożliwe. Nigdy jeszcze nie dał mi żadnego znaku, że mógłby być zainteresowany czymś więcej niż zwykłym koleżeństwem. 
- Jesteś dzisiaj okropnie sarkastyczny. Mówiłam ci już, że to definitywny koniec. Nie ma nic, co mogłoby mnie przekonać do zmiany zdania. Za dwie godziny będę spowrotem. Jak tak bardzo chcesz, to wpadnę do ciebie - na pożegnanie składam na jego policzku delikatnego całusa i schodzę na dół po niekończących się schodach. 



Wchodzę spokojnym krokiem do na swój sposób urokliwej kawiarni, która jest umówionym miejscem mojego spotkania z Marciem. Rozglądam się w poszukiwaniu jego osoby, przy okazji starając się poukładać w głowie, to co mam mu do przekazania. Chcę zrobić to najdelikatniej, jak tylko potrafię.


- Emily, cieszę się że jesteś. Stęskniłem się za tobą - Marc chce mnie pocałować, ale nie pozwalam mu na to. Odsuwając się od niego. Jest wyraźnie zaskoczony, moim oschłym zachowaniem. 
Siadam bez słowa przy stoliku, czekając aż zajmnie miejsce naprzeciwko mnie. 
- Posłuchaj Marc. Musimy poważnie porozmawiać. Dlatego tak nalegałam na to spotkanie - zaczynam patrząc na niego uważnie. Przy okazji przypominając sobie, że wielokrotnie odwlekał je w czasie.
Spoglądając na jego twarz, ostatecznie przekonuję się, że poza delikatnym cieniem sympatii. Marc jest dla mnie, kimś zupełnie obojętnym. Uświadamiam sobie, że był kompletną pomyłką w moim życiu. 



- Domyślam się, że jesteś zła. Bo nie poświęcam ci tyle czasu, na ile zasługujesz. Ale to się od teraz zmieni. Przysięgam ci - po raz kolejny słyszę te same słowa. Tym razem nie mam jednak zamiaru się ugiąć i dać im wiary. 
- Przykro mi, ale nie. Dałam ci już wystarczająco dużo czasu i szans. Żadnej z nich nie wykorzystałeś. To nie ma sensu. My kompletnie do siebie nie pasujemy i powinniśmy się rozstać - po wypowiedzeniu tych słów, widzę że Marc jest nimi zszokowany. 
- Co takiego? Emily, nie możesz mi tego zrobić. Przecież wiesz, że Cię kocham. I jestem pewien, że ty mnie także. Dodatkowo było nam przecież ze sobą dobrze. Nie rozumie, co się zmieniło - w żadnym wypadku, nie zgadzam się z jego opinią. Mamy zupełnie inny pogląd, na nasz dotychczasowy związek. 
- Ja mam trochę inne odczucia niż ty. Dlasze ciągnięcie tego na siłę, naprawdę nie ma sensu. Potrzebujesz kogoś innego. Ja nigdy nie dam ci tego, czego oczekujesz - dostrzegam, że mój towarzysz jest coraz bardziej zdenerwowany i bliski wybuchu. Brałam pod uwagę taką możliwość. Ale wolałabym uniknąć kłótni pomiędzy nami, dodatkowo w miejscu publicznym, gdzi postronne osoby mogą wszystko usłyszeć. 
- Jak możesz robić mi coś takiego? Za kogo ty się uważasz? Powinnaś być wdzięczna, że w ogóle obdarzyłem ci jakimkolwiek zainteresowaniem. Takich jak ty, mogę mieć na pęczki. Nie spodziewałem się, że jesteś aż tak bardzo wyrachowana - staram się nie dać po sobie poznać, że ranią mnie jego słowa. Jest strasznie niesprawiedliwy w swojej ocenie. Przy okazji zupełnie, nie widzi swojej winy w naszym rozstaniu. 
- Marc, szczerze cię przepraszam, jeśli zraniłam twoje uczucia. Ale ty także masz udział w naszym niepowodzeniu - staram się przemówić mu do rozsądku, co nie przynosi większych rezultatów. 
- Nie, Emily. Winę ponosisz wyłącznie ty i twoje ciągłe kaprysy. Od początku nie potrafiłaś zrozumieć, że mam bardzo odpowiedzialną pracę. Ciągle tylko narzekasz. Po prostu ty się nie nadajesz do związków. Dorośnij trochę. Na pożegnanie życzę ci, aby ciebie ktoś potraktował tak, jak ty mnie - Marc z głośnym trzaskiem drzwi, opuszcza kawiarnię. A ja nie potrafię dłużej powstrzymywać swoich łez. Czuję się okropnie i zaczynam się zastanawiać, czy może on faktycznie nie miał racji. 


Opuszczam jak najszybciej miejsce, w którym się znajduję. Dostrzegając na sobie potępiające spojrzenia innych. Jak widać bardzo szybko, wyrobili sobie o mnie opinię, tylko na podstawie nie do końca prawdziwych słów Marca. Nie wiem, jak można być aż tak niesprawiedliwym. 
Przez całą drogę powrotną, nie mogę powstrzymać swojego płaczu. Czuję się okropnie, a dodatkowo poczucie winy daje o sobie znać. To wszystko nie miało się tak potoczyć. Myślałam, że Marc przyjmie to lepiej, ale niestety bardzo się pomyliłam. 



Pukam niepewnie do drzwi Andreasa. Najchętniej poszłabym prosto do siebie, nie chcąc aby oglądał mnie w takim stanie. Ale obiecałam mu, że przyjdę. Nie chcę żeby, jeszcze pomiędzy nami, powstały jakieś nieporozumienia. 
- Emily, co się stało? Ten idiota coś ci zrobił? - pyta Andreas na samym wstępie. Dostrzegając mój nie najlepszy stan. Kręcę tylko przecząco głową i bez słowa się do niego przytulam. Potrzebowałam teraz czyjeś bliskości. 
- Poza tym, że obwinił wyłącznie mnie za to rozstanie. I zranił swoimi słowami. Nic się nie stało - szepczę cicho, wciąż pozostając w jego ramionach. 
- Zrobił coś takiego? Przecież to wprost niewiarygodne. Jak można być takim hipokrytą. W ogóle nie powinnaś się tym przejmować. Doskonale wiesz, że to nie twoja wina - próbuje mnie pocieszyć. 
- Chyba jednak nie do końca. Ja także, nie starałam się dostatecznie, żeby zawalczyć o nasz związek. Naprawdę chciałam, ale nie potrafiłam go pokochać - zwierzam się, wiedząc że akurat jemu mogę zaufać. 
- Nie da się zmusić do miłości. Więc przestań się obwiniać. Ten gbur i tak powinien być ci dozgonnie wdzięczny, że tyle z nim wytrzymałaś - mimowolnie uśmiecham się słysząc te słowa, czując że Andreas rzeczywcie może mieć rację. 
- Dziękuję ci za to, że mnie wysłuchałeś. I jesteś zawsze, gdy tylko tego potrzebuje - mówiąc te słowa, patrzę wprost w jego oczy. 
- Od tego ma się przyjaciół - przez moment stoimy naprzeciwko siebie, wpatrując się w siebie w milczeniu. A następnie Andreas, robi coś zupełnie dla mnie nieoczekiwanego. Przybliża swoją twarz do mojej, łącząc nasze usta praktycznie niewyczuwalnie. Waham się, co zrobić. Ale po rewelacjach dzisiejszego dnia, nie chcę popełnić kolejnego błędu i odsuwam się od niego. Mimo, że pragnę tego pocałunku równie mocno, jak on. 
- Przepraszam, ale nie mogę. Mam na razie dość, jakichkolwiek bliższych relacji. Poza tym nie chcę psuć tego, co jest między nami - choć moje uczucia do Andreasa, coraz bardziej wykraczają poza zwykłą sympatię. Z obawy, że mogłoby nam zwyczajnie nie wyjść, co oznaczałoby zakończenie naszej znajomości. Wolę pozostać przy obecnym stanie. 
- To ja przepraszam, Emily. Za bardzo mnie poniosło. Obiecuję, że więcej już nic takiego nie zrobię. Możesz być może spokojna - jego zapewnienia, utwierdzają mnie w słuszności mojej decyzji. Dla niego miała to być wyłącznie chwila zapomnienia, a dla mnie znaczyłaby znacznie więcej. 
- Pójdę już. Jest późno, a ja jestem zmęczona. Do zobaczenia - informuję go. 
- Ale między nami wszystko w porządku? - chce się upewnić. 
-Jasne. Widzimy się jutro - wychodzę z mieszkania Andreasa, kierując swe kroki do swojego. 



Z poczuciem dużego zdezorientowania. Otwieram drzwi. Zastanawiając się nad wydarzeniami dzisiejszego dnia. Zdecydowanie nie nadaję się do związków.
Kładę się spać z postanowieniem, omijania jakiegokolwiek zaangażowania szerokim łukiem. Taka relacja z drugim człowiekiem zbyt mocno mnie ogranicza, a nawet ja sama nie wiem, jak potoczy się moje życie w przyszłości. Dopóki go nie ustabilizuję, nie mogę mieszać w życiach innych, tak ja zrobiłam to Marcowi.

Myślę też o Andreasie. Próbując wytłumaczyć samej sobie, że przyjaźń to najlepsze rozwiązanie dla naszej dwójki, starając się przy okazji zagłuszyć głos sprzeciwu serca.

4 komentarze:

  1. Ale nam zrobiłaś prezent gwiazdkowy tym zerwaniem 😉 No nareszcie nie mogłam się tego doczekać. Marc potraktował Emily okropnie, od początku to nie lubiłam i miałam rację. Straszny super z niego. Nadal uwielbiam rozmowy Andreasa z Emily 😍. Podoba mi się ta jego ukrywają zazdrość.I strasznie się cieszę że oni w końcu potrafią się że sobą dogadać.A Andreas jest w końcu w stosunku do Emily miły, kochany i opiekuńczy 😉No i co najważniejsze zazdrosny 😀 Szkoda że ten pocałunek taki króciutki i malutki ale na początek dobre i to 😉 Również życzę Ci Wesołych Świąt , wszystkiego dobrego i jak najwięcej weny do tego i kolejnych opowiadań 😊😊😊🎄🎄🎄🎄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być dupek z niego , a wyszło super. Jak ja nie lubię komentować z telefonu 😉

      Usuń
  2. Muszę zacząć od początku, bo jest kilka rzeczy którymi chcę się z Tobą podzielić.
    Przepraszam, że tak późno komentuję, ale nie było mnie na blogerze, bo święta. Mam nadzieję, że mi wybaczysz i zrozumiesz :)
    Andreas słodki Andreas na początku był mega zazdrosny hahahah i to było odlotowe! Szczególnie jak nie pozwalał Emily na sukienkę i wymyślał tysiąc powodów dlaczego nie powinna się stroić ahhahaha
    W końcu nadszedł też czas, kiedy pozbyto się Marca? (najwyższa pora) Wkurzał mnie niesamowicie, dostawał tyle szans i żadnej nie wykorzystał...Po czym wszystko zwalił na Emily, co za debil. Dlatego mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zaszczyci nas swoją osobą :D
    No i potem jak Emily poszła od razu do Andreasa mu o wszystkim opowiedzieć. To było takie kochane. Widać, że coś między nimi jest. Dobrze się rozumieją i mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim. Oby ta więź trwała i trwała przeradzając się w super wielkie uczucie.
    Zaskakująca końcówka, więc mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciutko :)
    Wesołych świąt!
    N

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na czwarty rozdział! :)
    https://miejsceszczerychusmiechow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń