W
ciągu ostatnich kilkunastu dni, wszystko wróciło do normy.
Odzyskałam siły i znów mogłam uczęszczać na zajęcia. Wróciłam do swojego dawnego rytmu życia z małymi
wyjątkami.
Starałam
się pamiętać, aby bardziej zadbać o swoje zdrowie i poświęcać
więcej czasu na odpoczynek. Swój wolny czas, najczęściej spędzając z Andreasem. Od tamtego dnia, kiedy to odwiedzili mnie
moi
rodzice. Na dobre zakończyliśmy swój spór i zaczęliśmy od nowa.
Dzięki temu okazało się, że naprawdę bardzo dobrze się
rozumiemy i miło nam spędza się czas w swoim towarzystwie.
Świadomość, że potrafimy się wzajemnie wspierać i pomagać, gdy
tylko zachodzi taka potrzeba. Była dla mnie, bardzo ważna.
Miałam
w końcu kogoś, do kogo mogłam się zwrócić o pomoc, czy
chociażby porozmawiać.
-
Nie rozumiem, po co się tak stroisz? Chyba miałaś się z nim
spotkać, aby zakończyć raz na zawsze, wasz bezsensowny związek, a
tymczasem zachowujesz się, jakby to była randka - kończąc
delikatny makijaż, dostrzegam w lustrze niezadowoloną twarz Andresa
i nie mogę się powstrzymać od uśmiechu rozbawienia. Jedna rzecz
pozostała niezmienna. Nadal nie znosił Marca, mimo że w sumie nie
miał do tego żadnego powodu. A dziś jest w szczególności,
zdenerwowany naszym spotkaniem. Wygląda jakby się czegoś
obawiał.
-
Wcale się nie stroję. Nie wyjdę przecież w piżamie, muszę jakoś
wyglądać - mówię starając się powstrzymać swój śmiech, co
nie do
końca
mi się udaje.
Wiem,
że wcale nie powinno mi być do śmiechu. To podczas dzisiejszego
wieczoru, mam zamiar przekazać Marcowi, niezbyt miłe dla niego
informację. Zdecydowałam się w końcu zakończyć to coś pomiędzy
nami. Bo związkiem nie mogłam tego nazwać. Nie miałam już siły,
znosić jego nieustannego braku czasu i niekończących się obietnic
o zmianie, które nie miały żadnego pokrycia. Moim największym
błędem było pomylenie chwilowego zauroczenia Marciem z jakimś
głębszym uczuciem wobec
niego.
-
Na codzień jakoś nie chodzisz w sukienkach, zakładasz je wyłącznie
na jakieś specjalne okazje. Poza tym powinnaś włożyć coś
cieplejszego. Na zewnątrz jest straszenie zimno - Andreas nie
ustępuje i za wszelką cenę, stara się mnie przekonać do zmiany
mojego stroju.
-
Brzmisz jak jakiś nadopiekuńczy rodzic. Poza tym nie mam czasu na
przebranie. Muszę już się zbierać - szukam kluczy od mieszkania,
biorąc do ręki torebkę. Udaję się w kierunku wyjścia. Po chwili
dołącza do mnie Andreas, który z pokorą udaje się do siebie.
-
Jak wrócisz to daj znać. Jestem ciekawy, jak potoczy się wasze
spotkanie. Chyba, że przekona cię po raz kolejny do dania mu
następnej szansy i wrócisz dopiero rano, po upojnej nocy spędzonej
w jego ramionach - nie mogę oprzeć się absurdalnemu wrażeniu, że
przemawia przez niego zazdrość. Ale przecież to niemożliwe. Nigdy
jeszcze nie dał mi żadnego znaku, że mógłby być zainteresowany
czymś więcej niż zwykłym koleżeństwem.
-
Jesteś dzisiaj okropnie sarkastyczny. Mówiłam ci już, że to
definitywny koniec. Nie
ma nic, co mogłoby mnie przekonać do zmiany zdania.
Za dwie godziny będę spowrotem. Jak tak bardzo chcesz, to wpadnę
do ciebie - na pożegnanie składam na jego policzku delikatnego
całusa i schodzę na dół po niekończących się
schodach.
Wchodzę
spokojnym krokiem do na swój sposób urokliwej kawiarni, która jest
umówionym miejscem mojego spotkania z Marciem. Rozglądam się w
poszukiwaniu jego osoby, przy okazji starając się poukładać w
głowie, to co mam mu do przekazania. Chcę
zrobić to najdelikatniej, jak tylko potrafię.
-
Emily, cieszę się że jesteś. Stęskniłem się za tobą - Marc
chce mnie pocałować, ale nie pozwalam mu na to. Odsuwając się od
niego. Jest wyraźnie zaskoczony, moim oschłym zachowaniem.
Siadam
bez słowa przy stoliku, czekając aż zajmnie miejsce naprzeciwko
mnie.
-
Posłuchaj Marc. Musimy poważnie porozmawiać. Dlatego
tak nalegałam na to spotkanie
- zaczynam patrząc na niego uważnie. Przy
okazji przypominając sobie, że wielokrotnie odwlekał je w
czasie.
Spoglądając na jego
twarz, ostatecznie
przekonuję
się, że poza delikatnym cieniem sympatii. Marc jest dla mnie, kimś
zupełnie obojętnym. Uświadamiam sobie, że był kompletną pomyłką
w moim życiu.
-
Domyślam się, że jesteś zła. Bo nie poświęcam ci tyle czasu,
na ile zasługujesz. Ale to się od teraz zmieni. Przysięgam ci - po
raz kolejny słyszę te same słowa. Tym razem nie mam jednak zamiaru
się ugiąć i dać im wiary.
-
Przykro mi, ale nie. Dałam ci już wystarczająco dużo czasu i
szans. Żadnej z nich nie wykorzystałeś. To nie ma sensu. My
kompletnie do siebie nie pasujemy i powinniśmy się rozstać - po
wypowiedzeniu tych słów, widzę że Marc jest nimi zszokowany.
-
Co takiego? Emily, nie możesz mi tego zrobić. Przecież wiesz, że
Cię kocham. I jestem pewien, że ty mnie także. Dodatkowo było nam
przecież
ze
sobą dobrze. Nie
rozumie, co się zmieniło
- w żadnym wypadku, nie zgadzam się z jego opinią. Mamy zupełnie
inny pogląd, na nasz dotychczasowy związek.
-
Ja mam trochę inne odczucia niż ty. Dlasze ciągnięcie tego na
siłę, naprawdę nie ma sensu. Potrzebujesz kogoś innego. Ja nigdy
nie dam ci tego, czego oczekujesz - dostrzegam, że mój towarzysz
jest coraz bardziej zdenerwowany i bliski wybuchu. Brałam pod uwagę
taką możliwość. Ale wolałabym uniknąć kłótni pomiędzy nami,
dodatkowo w miejscu publicznym, gdzi postronne osoby mogą wszystko
usłyszeć.
-
Jak możesz robić mi coś takiego? Za kogo ty się uważasz?
Powinnaś być wdzięczna, że w ogóle obdarzyłem ci jakimkolwiek
zainteresowaniem. Takich jak ty, mogę mieć na pęczki. Nie
spodziewałem się, że jesteś aż tak bardzo wyrachowana - staram
się nie dać po sobie poznać, że ranią mnie jego słowa. Jest
strasznie niesprawiedliwy w swojej ocenie. Przy okazji zupełnie, nie
widzi swojej winy w naszym rozstaniu.
-
Marc, szczerze cię przepraszam, jeśli zraniłam twoje uczucia. Ale
ty także masz udział w naszym niepowodzeniu - staram się przemówić
mu do rozsądku, co nie przynosi większych rezultatów.
-
Nie, Emily. Winę ponosisz wyłącznie ty i twoje ciągłe kaprysy.
Od początku nie potrafiłaś zrozumieć, że mam bardzo
odpowiedzialną pracę. Ciągle tylko narzekasz. Po prostu ty się
nie nadajesz do związków. Dorośnij trochę. Na pożegnanie życzę
ci, aby ciebie ktoś potraktował tak, jak ty
mnie
- Marc z głośnym trzaskiem drzwi, opuszcza kawiarnię. A ja nie
potrafię dłużej powstrzymywać swoich łez. Czuję się okropnie i
zaczynam się zastanawiać, czy może on faktycznie nie miał
racji.
Opuszczam
jak najszybciej miejsce, w którym się znajduję. Dostrzegając na
sobie potępiające spojrzenia innych. Jak widać bardzo szybko,
wyrobili sobie o mnie opinię, tylko na podstawie nie do końca
prawdziwych słów Marca.
Nie wiem, jak można być aż tak niesprawiedliwym.
Przez
całą drogę powrotną, nie mogę powstrzymać swojego płaczu.
Czuję się okropnie, a dodatkowo poczucie
winy daje o sobie znać.
To wszystko nie miało się tak potoczyć. Myślałam, że Marc
przyjmie to lepiej, ale niestety bardzo się pomyliłam.
Pukam
niepewnie do drzwi Andreasa. Najchętniej poszłabym prosto do
siebie, nie chcąc aby oglądał mnie w takim stanie. Ale obiecałam
mu, że przyjdę. Nie chcę żeby, jeszcze
pomiędzy nami, powstały jakieś nieporozumienia.
-
Emily, co się stało? Ten idiota coś ci zrobił? - pyta Andreas na
samym wstępie.
Dostrzegając mój nie najlepszy stan. Kręcę tylko przecząco głową
i bez słowa się do niego przytulam. Potrzebowałam teraz czyjeś
bliskości.
-
Poza tym, że obwinił wyłącznie mnie za to rozstanie. I zranił
swoimi słowami. Nic się nie stało - szepczę cicho, wciąż
pozostając w jego ramionach.
-
Zrobił
coś takiego?
Przecież to wprost niewiarygodne. Jak można być takim hipokrytą.
W ogóle nie powinnaś
się tym przejmować. Doskonale wiesz, że to nie twoja wina -
próbuje mnie pocieszyć.
-
Chyba jednak nie do końca. Ja także, nie starałam się
dostatecznie, żeby zawalczyć o nasz związek. Naprawdę chciałam,
ale nie potrafiłam go pokochać - zwierzam się, wiedząc że akurat
jemu mogę zaufać.
-
Nie da się zmusić do miłości. Więc przestań się obwiniać. Ten
gbur i tak powinien być ci dozgonnie wdzięczny, że tyle z nim
wytrzymałaś - mimowolnie uśmiecham się słysząc te słowa,
czując że Andreas
rzeczywiście
może mieć rację.
-
Dziękuję ci za to, że mnie wysłuchałeś. I jesteś zawsze, gdy
tylko tego potrzebuje - mówiąc te słowa, patrzę
wprost w jego oczy.
-
Od tego ma się przyjaciół - przez moment stoimy
naprzeciwko siebie, wpatrując
się w siebie w milczeniu. A następnie Andreas, robi coś zupełnie
dla mnie nieoczekiwanego. Przybliża swoją twarz do mojej, łącząc
nasze usta praktycznie niewyczuwalnie. Waham się, co zrobić. Ale po
rewelacjach dzisiejszego dnia, nie chcę popełnić kolejnego błędu
i odsuwam się od niego. Mimo, że pragnę tego pocałunku równie
mocno, jak on.
-
Przepraszam, ale nie mogę. Mam na razie dość, jakichkolwiek
bliższych relacji. Poza tym nie chcę psuć tego, co jest między
nami - choć moje uczucia do Andreasa, coraz bardziej wykraczają
poza zwykłą sympatię. Z obawy, że mogłoby nam zwyczajnie nie
wyjść, co oznaczałoby zakończenie naszej znajomości. Wolę
pozostać przy obecnym stanie.
-
To ja przepraszam, Emily. Za bardzo mnie poniosło. Obiecuję, że
więcej już nic takiego nie zrobię. Możesz być może spokojna -
jego zapewnienia, utwierdzają mnie w słuszności mojej decyzji. Dla
niego miała to być wyłącznie chwila zapomnienia, a dla mnie
znaczyłaby znacznie więcej.
-
Pójdę już. Jest późno, a ja jestem zmęczona. Do zobaczenia -
informuję go.
-
Ale między nami wszystko w porządku? - chce się upewnić.
-Jasne.
Widzimy się jutro - wychodzę z mieszkania Andreasa, kierując swe
kroki do swojego.
Z
poczuciem dużego zdezorientowania. Otwieram drzwi. Zastanawiając
się nad wydarzeniami dzisiejszego dnia. Zdecydowanie nie nadaję się
do związków.
Kładę
się spać z postanowieniem, omijania jakiegokolwiek zaangażowania
szerokim łukiem. Taka relacja z drugim człowiekiem zbyt mocno mnie
ogranicza, a nawet ja sama nie wiem, jak potoczy się moje życie w
przyszłości. Dopóki go nie ustabilizuję, nie mogę mieszać w
życiach innych, tak ja zrobiłam to Marcowi.
Myślę
też o Andreasie. Próbując
wytłumaczyć samej sobie, że przyjaźń to najlepsze rozwiązanie
dla naszej dwójki, starając się przy okazji zagłuszyć głos
sprzeciwu
serca.
Ale nam zrobiłaś prezent gwiazdkowy tym zerwaniem 😉 No nareszcie nie mogłam się tego doczekać. Marc potraktował Emily okropnie, od początku to nie lubiłam i miałam rację. Straszny super z niego. Nadal uwielbiam rozmowy Andreasa z Emily 😍. Podoba mi się ta jego ukrywają zazdrość.I strasznie się cieszę że oni w końcu potrafią się że sobą dogadać.A Andreas jest w końcu w stosunku do Emily miły, kochany i opiekuńczy 😉No i co najważniejsze zazdrosny 😀 Szkoda że ten pocałunek taki króciutki i malutki ale na początek dobre i to 😉 Również życzę Ci Wesołych Świąt , wszystkiego dobrego i jak najwięcej weny do tego i kolejnych opowiadań 😊😊😊🎄🎄🎄🎄
OdpowiedzUsuńMiało być dupek z niego , a wyszło super. Jak ja nie lubię komentować z telefonu 😉
UsuńMuszę zacząć od początku, bo jest kilka rzeczy którymi chcę się z Tobą podzielić.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno komentuję, ale nie było mnie na blogerze, bo święta. Mam nadzieję, że mi wybaczysz i zrozumiesz :)
Andreas słodki Andreas na początku był mega zazdrosny hahahah i to było odlotowe! Szczególnie jak nie pozwalał Emily na sukienkę i wymyślał tysiąc powodów dlaczego nie powinna się stroić ahhahaha
W końcu nadszedł też czas, kiedy pozbyto się Marca? (najwyższa pora) Wkurzał mnie niesamowicie, dostawał tyle szans i żadnej nie wykorzystał...Po czym wszystko zwalił na Emily, co za debil. Dlatego mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zaszczyci nas swoją osobą :D
No i potem jak Emily poszła od razu do Andreasa mu o wszystkim opowiedzieć. To było takie kochane. Widać, że coś między nimi jest. Dobrze się rozumieją i mogą rozmawiać ze sobą o wszystkim. Oby ta więź trwała i trwała przeradzając się w super wielkie uczucie.
Zaskakująca końcówka, więc mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciutko :)
Wesołych świąt!
N
Zapraszam na czwarty rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttps://miejsceszczerychusmiechow.blogspot.com/