Spoglądam
na Marca, trzymającego bukiet kwiatów w ręku i czuję, że czeka
mnie kolejna trudna rozmowa. Po naszym ostatnim spotkaniu, nie miałam
ochoty, go nigdy więcej widzieć. Na moje nieszczęście, jak widać
Marc, wciąż nie ma zamiaru odpuścić sobie próby
ciągnięcia na siłę naszej znajomości.
-
Emily, możemy porozmawiać? Byłem u ciebie, ale nie otwierałaś.
Specjalnie,
prawda?
- pyta, podchodząc do mnie.
-
Do
twojej wiadomości to dlatego, że
już tam nie mieszkam, zresztą to nie twoja sprawa. Przepraszam, ale
nie mam czasu. Poza tym, wydaje mi się, że nie mamy o czym
rozmawiać. Wystarczająco już powiedziałeś, ostatnim razem -
spoglądam na niego ze złością. Z powodu tego, jak
niesprawiedliwie mnie potraktował. Nie
chciałam mieć z nim nic wspólnego.
-
Chciałem cię za to bardzo przeprosić. Po prostu byłem
zaskoczony i rozżalony,
że zakończyłaś nasz związek i straciłem nad sobą panowanie.
Wybacz mi - Marc przybiera skruszoną minę, mającą wyglądać na
autentyczny żal,wręczając mi przy tym kwiaty.
-
W porządku. Przeprosiny przyjęte. Coś jeszcze, bo naprawdę się
spieszę - mimo jego szczerych chęci, nie mam zamiaru kontynuować
naszej znajomości.
-
Myślałem, że skoro mi wybaczyłaś to możemy spróbować od nowa.
Ja naprawdę cię kocham, może nie okazywałem ci tego tak, jak
należy. Ale nie chcę cię stracić - przymykam na chwilę oczy,
ponieważ mimo całej mojej złości. Robi mi się go zwyczajnie
szkoda. Być może on naprawdę darzy mnie jakimś głębszym
uczuciem, ale ja nie potrafię tego odwzajemnić.
Dlatego też, nie chcę
robić mu po raz kolejny nadziei.
-
Wybacz, ale nie ma na to szansy. Marc, ja cię nie kocham - mówię
patrząc mu prosto w oczy, które momentalnie zmieniają swój wyraz.
Dostrzegam w nich po raz kolejny wściekłość i ogromne
rozczarowanie.
-
Jak możesz mi to robić? Ale skoro tak, to jeszcze się przekonasz,
że będziesz tego bardzo żałować - po tych słowach, odchodzi ode
mnie. A ja zaczynam się obawiać, że spełni swoją groźbę.
Staram
się jednak, ni dopuścić do siebie pesymistycznych myśli i w
pośpiechu udaję się na zajęcia, nie chcąc się
spóźnić.
Kończąc
kolejny
dzień nauki,
zbieram swoje rzeczy z zamiarem udania się do wyjścia. Gdy
przywołuje mnie do siebie pani profesor.
-
Pani Braun, zauważyłam że robi pani duże postępy. Oby tak dalej.
Wraz z Mią jesteście najlepsze z grupy. Wiesz, że jeśli dalej tak
pójdzie, to jedna z was otrzyma nagrodę na koniec roku, za swoją
ciężką pracę - uśmiecham się mimowolnie, ponieważ komplement z
jej ust jest dość niespotykaną rzeczą.
-
Bardzo dziękuję. Postaram się pani nie zawieźć i coraz bardziej
poprawiać swoje zdolności - żegnam się z nią, następnie
opuszczając budynek. Wiedząc,
że będzie mi trudno rywalizować z Mią, która jest przez
niektórych faworyzowana. Nie mam zamiaru się, jednak poddać.
Szukając
kluczy od mieszkania, słyszę jak drzwi od mieszkania, które
jeszcze do niedawna mogłam nazywać swoim się otwierają. Spoglądam
mimowolnie na wychodzącą dziewczynę. Jej wygląd przypomina ten z
okładek najlepszych czasopism. Wysoka blondynka o nienagannej
figurze i świetnie dopasowanych ubraniach. Mija mnie bez słowa,
jakbym była powietrzem i z niespotykaną gracją schodzi po
schodach.
Domyślam
się, że to córka właściciela, przez którą znalazłam się
praktycznie na bruku. Postanawiam na
razie więcej
nie zaprzątać sobie nią głowy i wchodzę do mieszkania.
Orientując się, że Andreas już się w nim znajduje.
-
Cześć. Wcześnie wróciłeś - zwracam się do niego, wchodząc do
kuchni. Z zamiarem zjedzenia późnego obiadu.
-
Właściwie to nigdzie dziś nie wychodziłem. Miałem wolny dzień.
Dlatego też, w ramach rewanżu za wczoraj, przygotowałem ci obiad -
stawia przede mną talerz ze smacznie wyglądającą potrawą.
-
Dziękuję, ale naprawdę nie musiałeś - posyłam w jego stronę
uśmiech wdzięczności.
-
Ale chciałem. Smacznego – biorę
do ręki sztućce i
zaczynam jeść, naprawdę smaczne danie. Nie mogąc się nadziwić,
że sam potrafił to przygotować.
-
Nie miałam pojęcia, że tak dobrze gotujesz. Ile razy mnie jeszcze
zaskoczysz? - pytam, po skończonym posiłku.
-
Mam nadzieję, że wiele razy. Przynajmniej, zbyt szybko się mną
nie znudzisz i nie poszukasz sobie
lepszego towarzystwa - mam ochotę odpowiedzieć, że to i tak nie
byłoby możliwe. Bo zbyt mocno się do niego przywiązałam. Ale w
ostatniej chwili się powstrzymuję. Nie
chcąc zdradzić się ze swojej słabości.
-
Zapomniałabym. Poznałeś naszą nową sąsiadkę? - pytam
wieczorem, przypominając
sobie o
jej
spotkaniu, gdy oglądamy jakiś przypadkowy program w telewizji.
-
Masz na myśli Amandę? Pomogłem jej dzisiaj wnieść kilka pudeł z
rzeczami. Całkiem miła dziewczyna - patrzę na niego zaskoczona, że
ma o niej tak dobre
zdanie.
-
A ja odniosłam zupełnie inne wrażenie. Wydaje się strasznie
zarozumiała - nie mam pojęcia, dlaczego ale
wzbudza we mnie negatywne odczucia.
-
Może z góry się niepotrzebnie uprzedzasz? Czasami zbyt pochopnie
oceniasz innych - irytują
mnie jego słowa.
-
I kto to mówi? Zapomniałeś już, jak wyrobiłeś
sobie negatywne zdanie o mnie na samym początku, właściwie bez
żadnych podstaw? - mówię podniesionym głosem.
-
A może swoim zachowanie, dałaś mi do tego powód? Czasem potrafisz
być okropna i samolubna. Nie dostrzegając niczego poza swoją osobą
i
doskonale o tym wiesz
- Andreas nie pozostaje mi dłużny i uderza w czuły punkt.
-
Skoro tak ci to przeszkadza, to po co w ogóle się ze mną zadajesz?
- wyzywająco patrzę mu prosto w oczy. Wzburzona tracąc racjonalne
myślenie. Mogłam się spodziewać, że prędzej czy później się
o coś pokłócimy. Zbyt długo panował między nami spokój.
-
Czasami sam się nad tym zastanawiam, może popełniłem błąd -
jego słowa są dla mnie bolesne.
-
W takim razie, zejdę ci z oczu. Abyś nie musiał dłużej się ze
mną męczyć. Nie musimy też w ogóle ze sobą rozmawiać, skoro
nie widzisz w tym sensu - kończę naszą niezbyt miłą wymianę
zdań i wstaję z zajmowanego miejsca z zamiarem udania się do
swojego pokoju.
-
Emily, stój! - Andreas zatrzymuje mnie w korytarzu i odwraca w swoją
stronę.
-
Czego jeszcze chcesz? Powiedzieć, jak jestem beznadziejna? Możesz
sobie darować, sama mam tego świadomość - zasypuję go swoim
monologiem.
-
Możesz się choć na chwilę uciszyć, złośnico? - nie daje mi
więcej
dojść do słowa, całując mnie. Będąc w kompletnym szoku jego
poczynaniami, mimowolnie odwzajemniam pocałunek, przyciągając go
bliżej do siebie. Od dawna już wyobrażałam sobie, jak by to
wyglądało. Ale rzeczywistość, jest zdecydowanie lepsza. Rozchylam
swoje wargi, pozwalając mu pogłębić nasz pocałunek. Mimo
świadomości, że to co się dzieje pomiędzy nami, może wszystko
skomplikować. Nie potrafię, a przede wszystkim nie chcę tego
przerwać.
Gdy
w końcu odsuwamy się od siebie, mimowolnie przygryzam dolną wargę
wpatrując się w podłogę, będąc zbyt speszona, aby móc na niego
spojrzeć, po tym co się wydarzyło. Nie
mam pojęcia, czy zrobił to pod wpływem chwili i nie miało to dla
niego większego znaczenia, czy może z powodu jakiego nawet nie chcę
dopuścić do swoich myśli, z góry zakładając, że to zwyczajnie
niemożliwe.
-
Przepraszam za te słowa, wcześniej wypowiedziane. Trochę zbyt
mocno mnie poniosło. Lubię cię taką, jaką jesteś. I wcale nie
żałuję, naszej znajomości - zbieram się na odwagę i podnoszę
swój wzrok na
niego.
Dostrzegając,
że uśmiecha się przepraszająco w moją stronę.
-
Ja też przepraszam. Pójdę teraz do siebie, chcę się położyć.
Dobranoc - udajemy, że pocałunek pomiędzy nami, w ogóle nie miał
miejsca. Żadne
z nas nie potrafi poruszyć tego tematu.
-
Dobranoc – odpowiada tylko
i zostawia mnie samą.
Zamykam
drzwi od pokoju i opieram się o nie. Oddychając głęboko. Zamykam
oczy i wiem już, że zupełnie się pogrążyłam. Moje serce
przejęło władzę nad rozumem i doszło do głosu. Stało się to,
czego obawiałam się od tak dawna. A ten pocałunek tylko mi to
uświadomił. Nie
potrafiłam dłużej oszukiwać samej siebie. Byłam
zwyczajnie
zakochana w osobie, która znajdowała się tuż za ścianą. Nie
miałam tylko pojęcia, co z tym faktem zrobić. Przecież związek
między nami, nie miałby racji bytu i zakończyłby się szybciej
niż by zaczął. Nic jednak nie potrafiłam poradzić na to, że
moje serce przyspieszyło swoje bicie za
każdym razem, gdy tylko go widziałam.
Mam
ochotę zapaść się pod ziemię, ze względu na swoją głupotę.
Przez swoje uczucia narażam się tylko na cierpienie.
Hej bardzo fajny rozdział podobał mi się naprawdę. Cieszę się, że nasza bohaterka przyjęła przeprosiny.
OdpowiedzUsuńBuziaki
Zapraszam do siebie na prolog my-new-plan.blogspot.com
Cóż pojawia się nowa sąsiadka...o której każde z bohaterów ma inne zdanie. Strasznie więc ciekawi mnie jaką będzie postacią.
OdpowiedzUsuńAha! Dzisiaj trochę nie po kolei, ale tak podejrzewałam, że osobą której Emily nie chciała widzieć był Marc! I tak się stało. Mam go dość i mam nadzieję, że będzie go mniej w opowiadaniu hahahah bo go nie lubię, ale jego słowa świadczą o tym, ze jeszcze się z nim spotkamy, a szkoda XDDDD
Fajnie, że Andreas za kolację przygotował obiad. Trochę szkoda, że ich rozmowa zamieniła się w kłótnię z mocną wymianą zdań. Z drugiej strony była to ciekawa kłótnia i fajnie się skończyła.
Mam nadzieję, ze wszystko ułoży się między moją parką!
Przepraszam, że nie komentowałam, ale nie było mnie w Polsce, więc teraz nadrabiam!
Pozdrawiam i do następnego,
N
W pełni Cię rozumiem, więc nie masz w żadnym wypadku, za co przepraszać. 😉
UsuńNiedługo bliżej poznamy się z nową bohaterką, a wtedy okaże się, kto miał rację ze swoją opinię na jej temat.
Co do Marca, chyba nie ma osoby, która by go lubiła.. Biedak 🤣. Mogę zdradzić tylko tyle, że w najblizszych rozdziałach, nie przewiduję jego obecności. Więc może trochę od niego odpoczniecie. 😄
Dziękuję za komentarze i również pozdrawiam. 😀
No przez chwilę myślałam że Emily zmięknie i da Marcowi jeszcze jedna szansę. Dosłownie aż się wystraszyłam 😉 Sąsiadka mi się nie podoba, nie wi3m czemu widzę ja w niedalekiej przyszłości koło Andreasa mam nadzieję że się mylę.Kolejna kłótnia między nimi musiała być nieunikniona , oni to po prostu kochaja 😉Ale najbardziej podoba mi się jej zakończenie. Więcej i częściej takich zblizen pomiędzy ta dwójka ☺Emily powinna bardziej w siebie uwierzyć i dac choć mała szansę uczuciu które się w niej rodzi 😉
OdpowiedzUsuńSzczerze powiedziawszy, to rozważałam opcję powrotu Emily do Marca. Ale jak to zwykle u mnie bywa, po raz tysięczny zmieniłam swoją koncepcję.
UsuńNie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć, Twoim podejrzeniom, co do naszej Amandy. Ale odegra tu ona, można powiedzieć istotną rolę.
Co do Emily, może w niedalekiej przyszłości zmieni przynajmniej trochę swoje podejście do nich. 😄
Ogłaszam wszem i wobec że w końcu wróciłam. Trochę mnie tu nie było ale już nadrobiam zależności. Co do rozdziału naprawdę przestraszyłaś mnie pojawieniem się Marca już myślałam że Emily da mu drugą szansą. Co do sąsiadki to jakoś mi nie przypadła do gustu. Wracając do naszej kochanej dwójki Emily powinna dac dojść do głosu swojemu sercu i uczuciu ktore sie w nim rodzi
OdpowiedzUsuńWięcej nie przedłużam i kończę. Postaram się pojawiać się reguralniej
Pozdrawiam Wredna1216