Otwieram
powoli oczy, ale jasne i ostre rażące
mnie światło.
Uniemożliwia mi prawidłowe widzenie. Mrugam kilkakrotnie, próbując
przywrócić ostrość swojemu wzroku. Gdy mi się to udaje,
rozglądam się niepewnie po nieznajomym mi wnętrzu. Orientuję się,
że przebywam w jednej ze
szpitalnych sal, a do mojej lewej ręki podłączona jest kroplówka.
Staram się przypomnieć sobie, co się stało i dlaczego się tutaj
znalazłam. Jednak ostatnim, co pamiętam jest to, że schodziłam po
schodach z zamiarem udania się na zajęcia. Kolejne
wydarzenia, są dla mnie jedną wielką, czarną pustką.
Moje
poczucie dezorientacji, przerywa odgłos otwieranych drzwi. Spoglądam
w ich kierunku i dostrzegam Andreasa, który patrzy na mnie z wyrazem
ulgi i jednocześnie troski. Zaskakuje mnie jego postawa, a
przede wszystkim jego obecność.
-
Widzę, że w końcu się obudziłaś - siada na krześle, stojącym
obok mojego
łóżka.
-
Co się stało? Dlaczego znalazłam się w szpitalu? - zasypuje go
pytaniami, chcąc się czegoś dowiedzieć. Będąc
pewna, że on zna na nie odpowiedź.
-
Zemdlałaś schodząc po schodach. Złapałem cię w ostatniej
chwili, nawet nie chcę myśleć, jak by się to skończyło, gdybym
nie zdążył - uświadamiam sobie, że dużo zawdzięczam
Andreasowi. Gdyby nie on, mogła stać się tragedia.
-
Dziękuję - nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć.
-
Zamiast mi dziękować, powinnaś zastanowić się nad tym, co
wyprawiasz. Chcesz się wykończyć? - naskakuje na mnie, a ja
doskonale
wiem,
że on rzeczywiście ma rację. Nie mam jednak zamiaru mu tego
przyznać.
-
To chyba moja sprawa, co robię ze swoim życiem. Nie powinno cię to
w ogóle obchodzić - mówię podniesionym głosem, widząc że
zdenerwowałam go jeszcze bardziej tymi słowami.
-
Czy ty siebie słyszysz? Twoja chorobliwa ambicja, doprowadza cię
powoli do zguby.
Zupełnie
nie liczysz się z konsekwencjami, jakie idą za twoim
nieodpowiedzialnym trybem życia - Andreas nie odpuszcza i wciąż
próbuje mi uświadomić, jak byłam głupia.
-
Ja po prostu chciałam dobrze się przygotować do egzaminów. Chyba
nie myślisz, że celowo doprowadziłabym się do takiego stanu, żeby
znaleźć się aż tutaj - próbuję się żałośnie tłumaczyć,
zupełnie nie wiedząc czemu.
-
Po tobie akurat, można spodziewać się wszystkiego. Skąd ja mam
wiedzieć, co siedzi w tej twojej głowie? Widać jednak, że nie
masz w niej za dużo, skoro
jesteś tak nieodpowiedzialna i lekkomyślna
- czuję, że ta rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku. Jeśli za
chwilę jej nie zakończymy, po raz kolejny się pokłócimy.
-
Najlepiej będzie, jak już sobie pójdziesz. Nie będę dłużej
zajmować twojego cennego czasu. Poradzę sobie sama - mówię z
chłodem w głosie. Po raz kolejny czując się zraniona, jego
słowami. Od
jakiegoś już czasu, bezskutecznie
próbowałam zmienić jego opinię na swój temat. Jak widać bez
większych rezultatów.
Andreas
już chce skomentować
moją wypowiedź, ale uniemożliwia mu to,
pojawienie się w sali lekarza.
-
Dobrze, że się pani obudziła. Jak samopoczucie? - słyszę pytanie
doktora w średnim wieku. O przyjaznym wyrazie twarzy.
-
W porządku. Jedynie boli mnie trochę głowa
-
mówię zgodnie z prawdą. Dostrzegając, że lekarz skrupulatnie
przygląda się mojej karcie
i coś w niej zapisuje.
-
Coś poważnego mi dolega? - pytam zdenerwowana, przy
okazji przypominając
sobie o obecności Wellingera. Spoglądam
na niego ukradkiem,
dostrzegając że także on czeka z wyczekiwaniem na odpowiedź
doktora.
-
Na szczęście nie. Przynajmniej tak wynika ze wstępnych badań. Omdlenie spowodowane
było
zapewne, poważnym
osłabieniem
organizmu. Podejrzewam także lekką anemię. Ale kilka dni
odpoczynku i powinna pani lepiej się poczuć i
odzyskać siły.
Jutro prawdopodobnie
otrzyma
pani
wypis. Chcemy
jeszcze zostawić panią na obserwacji, aby upewnić się , że na
pewno wszystko jest w porządku. Mimo
to, zalecam zrobić szczegółowe badania i lepiej zadbać o swoje
zdrowie. To samo zresztą, powiedziałem już pani chłopakowi -
patrzę na niego z niezrozumieniem. Przecież to niemożliwe, żeby
Marc pojawił się w szpitalu. Wciąż przebywał we Francji. I
nawet gdyby dowiedział się o mojej chwilowej niedyspozycji, nie
zdążyłby jeszcze wrócić.
-
Postaram się żeby Emily, zaczęła o siebie dbać - jestem w szoku,
słysząc słowa wypowiedziane przez Wellingera. W co on sobie
pogrywa i czego on tu wszystkim naopowiadał?
Już
mam stwierdzić, że w żadnym wypadku nie jesteśmy razem i nic nas
nie łączy. Gdy
powstrzymuje
mnie, jednak przed tym wzrok Andreasa, który każe mi milczeć.
Chwilę potem, lekarz żegna się i zostawia nas samych.
-
Co to przed chwilą było? - żądam wyjaśnień, będąc na niego
wściekła.
-
Rozmowa z lekarzem. Masz zaniki pamięci? - udaje, że nie wie, o co
mi chodzi. Czym jeszcze bardziej wyprowadza mnie z równowagi.
-
A ty urojenia? Jakim prawem podajesz się za mojego chłopaka? Ja już
jednego mam i to na pewno nie jesteś ty - próbuję się podnieść
do pozycji siedzącej. Aby mieć lepszy widok na niego. Ale nawet na
to nie mam siły. Nieoczekiwanie Andreas bez żadnego słowa, pomaga
mi usiąść i ponownie zajmuje miejsce obok mnie.
-
Musiałem skłamać, inaczej niczego bym się nie dowiedział ani nie
pozwoliliby mi zostać przy tobie. Poza tym, wtedy
na
pewno powiadomiliby twoich rodziców, że znalazłaś się tutaj. Nie
sądzę, że byłabyś z tego zadowolona. Chciałem
ci pomóc uniknąć jeszcze większych problemów
- tłumaczy mi wszystko spokojnym głosem. Na wspomnienie o
rodzicach, zaczynam odczuwać strach. Gdyby się dowiedzieli o
moim złym stanie,
miałabym niemałe problemy. A już na pewno, zmusiliby mnie do
powrotu do domu. Od początku, byli przecież przeciwni mojej
wyprowadzce.
-
W porządku, jutro i tak stąd wychodzę. Wtedy zapomnimy o całej
tej farsie - uspokajam się. W
głębi duszy, będąc mu wdzięczna za to drobne kłamstwo, które
pozwoliło mi uniknąć kazań rodziny.
-
Z tym może być problem. Byłaś nieprzytomna przez kilka godzin. A
wtedy twoja siostra, dzwoniła kilkanaście razy na twój telefon.
Musiałem w końcu odebrać i skłamać, że zostawiłaś u mnie swój
telefon, wychodząc rano. Wzięła mnie za twojego chłopaka i
zapowiedziała, że w przyszły weekend odwiedzi cię z waszymi
rodzicami. A wtedy z wielką chcecią mnie poznają. Tina, była tym
trochę zaskoczona, że
jesteśmy razem. Podobno nie wypowiadałaś się o mnie zbyt
przychylnie, ale
ucieszyła się. Chyba mnie polubiła – zamieram słysząc,
te rewelacje. Czy on kompletnie zwariował? Na pewno zrobił mi to na
złość. Jak ja to teraz wszystko odkręcę
i w ogóle pomyślałam, że Andreas naprawdę chciał mi pomóc.
-
Do reszty zwariowałeś? Zrobiłeś to specjalnie! Przecież jestem z
Marciem. To jego powinnam im przedstawić, a nie ciebie. My się
nawet nie lubimy - Andreas przez
krótki moment, wygląda jakby chciał zaprzeczyć temu
co słyszy,
ale nie mówi tego na głos.
-
Twój kochany Marc. Jak mogłem o nim zapomnieć. Skoro jest taki
cudowny, to gdzie on teraz jest? Nie powinien być przy tobie? Do
niego też dzwoniłem, ale nawet nie pofatygował się odebrać. Tak
jest tobą zainteresowany i zmartwiony twoim stanem
- nie rozumiałam, dlaczego za każdym razem. Andreas reagował
złością na wspomnienia o Marcu. Przecież
nawet go nie znał.
-
Gdyby mógł na pewno by tutaj
był.
Jednak jego praca, nie zawsze mu na to pozwala - staram się go
bronić. W odpowiedzi otrzymując, jedynie ironiczny śmiech
Andreasa.
-
W sumie to mnie,
to nie
obchodzi. To twój związek i twoja sprawa. Nic
tu po mnie
- widzę, że ma zamiar wyjść i zostawić mnie samą.
-
Poczekaj. Możesz jeszcze przez chwilę zostać? - nie chcę, żeby
sobie poszedł. Pomimo tego, że okropnie namieszał i
wciąż nie należy do najmilszych osób.
Jego
obecność mi pomaga i czuję się lepiej, gdy jest obok.
Waha
się przez moment, wyraźnie
się zastanawiając, co powinien zrobić. Ale
wraca na swoje miejsce. Uśmiecham się delikatnie, ciesząc się że
spełnił moją prośbę.
-
Co masz zamiar zrobić ze swoimi rodzicami? Powiesz im prawdę? -
pyta, po krótkiej chwili milczenia.
-
Wolałabym tego uniknąć. Ale do tego niestety
potrzebuję,
twojej pomocy - decyduję się na ekstremaly pomysł. Mając zamiar
brnąć dalej w kłamstwo, które zapoczątkował.
-
Dobrze rozumiem? Prosisz mnie, żebym udawał twojego chłopaka? -
kiwam potakująco głową, będąc pewna że odmówi.
-
Zgoda. Skoro
to ja w głównej mierze odpowiadam za to zamieszanie. To przemęcze
się ten, jeden jedyny raz. Ale
będę miał u ciebie olbrzymi
dług
wdzięczności - zaskakuje mnie, tak szybko podjętą decyzją.
-
Naprawdę
się zgadzasz? - chcę się upewnić, czy przypadkiem sobie ze mnie
nie żartuje.
-
Chyba wyraziłem się jasno? Masz kłopoty z logicznym myśleniem? -
odpowiada, jak zwykle w swoim stylu.
Wieczorem,
gdy zostaję sama. Powoli dociera do mnie świadomość, w co tak
naprawdę się wpakowałam. Przecież to skończy się kompletną
katastrofą. Wiem, że nie powinnam okłamywać rodziców. Ale nie
widzę innego wyjścia. Nie chciałam ich martwić i słuchać
niekończących się kazań.
Za to Tinie, będę musiała wszystko dokładnie wyjaśnić przy
pierwszej możliwej okazji. Ona nigdy nie wybaczyłaby mi takiego
kłamstwa. Dodatkowo
czuję się nie fair, w stosunku do Marca. Postępuję wobec niego
okropnie.
Nie
mogę jednak powstrzymać, delikatnej radości z możliwości
przebywania w towarzystwie Andreasa. W najbliższym czasie, będę
miała do tego wiele okazji.
Dzięki czemu, być może nauczymy się przebywania ze sobą, bez
obrażania siebie nawzajem. A dodatkowo mam cichą nadzieję, że
może wtedy w końcu mnie przynajmniej trochę polubi.
Cieszę się że Emily nie ma nic poważnego i że Andreas został z nią w szpitalu.Widzę że mimo tego co mówi jest o nią coraz bardziej zazdrosny. A jego kłamstwo że są parą jest rewelacyjne 😀 czekam z niecierpliwością na ich spotkanie z rodzicami Emily.😊😊😊
OdpowiedzUsuńAle super rozdział 😁!!!!
OdpowiedzUsuńMartwi mnie że Emily o sb nie dba bo to doprowadzi do tragedii. Dobrze że Andreas ja uratował aż mi ułożyło ☺
Bardzo podoba mi się scena i rozmowa w szpitalu. Fajny ten pomysł że Andreas podał się za jej chłopaka coś czuję że z tym będzie jeszcze lepsza przygoda hahaha
Aha no i Marc zawiódł kiedy był potrzebny więc mam nadzieję że zniknie z życia Emily bo jest beznadziejny. Tylko ta praca...
Jestem w teamie Andreasa i czekam na next rozdział. Mam nadzieję że bd o tym przyjeździe rodziny bo aż mnie zżera ciekawość ☺
Pozdrawiam i do nastepnego!
https://youreyeslooksad.blogspot.com/?m=1
Uf całe szczęście że Emily nic sobie nie zrobiła. Andreas taki opiekuńczy. Nie mogę doczekać się przyjazdu rodziców. Czuję w kościach że coś się wydarz. Mam nadzieję że się do siebie zbliżą. Pozostało mi tylko czekać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wredna1216