piątek, 15 grudnia 2017

Rozdział 8


Przekręcam kolejną stronę, czytanej przeze mnie książki. Przy okazji spoglądam na zegarek z westchnieniem znudzenia, uświadamiając sobie, że dochodzi dopiero południe. Od mojego powrotu ze szpitala, nie robię nic innego poza leżeniem i szukaniem wszelakich sposobów na wypełnienie czymś wolnego czasu. 



Wcale nie robię tego z dobrej woli. Gdyby Andreas nie zagroził mi, że jeśli nie zastosuje się do wskazówek lekarza, to opowie całą prawdę moim rodzicom. Najprawdopodobniej byłabym teraz na zajęciach, albo uczyła się gry kolejnego z setek utworów. Nawet nie chcę myśleć, ile będę miała zaległości, kiedy już wrócę do swojego normalnego trybu życia. W zamian za to, czekam na pojawienie się tego szantażysty, który zapewne niedługo pojawi się tutaj, aby mnie skontrolować. 
Mimo, że byłam na niego wściekła. Czułam, że na swój sposób stara się o mnie troszczyć i dbać. Kompletnie nie rozumiałam tylko, dlaczego to robi. Przecież mnie nie znosi, a mimo to w ostatnich dniach pomagał mi praktycznie we wszystkim. Dzięki temu mogłam się przekonać, że jest naprawdę zupełnie inny niż myślałam, chociażby na początku naszej znajomości.



Moje rozmyślania, przerywa dzwoniący telefon. Spoglądam na niego, dostrzegając na wyświetlaczu imię Marca. Waham się czy odebrać, tak naprawdę wcale nie mając ochoty z nim rozmawiać. Postanawiam jednak dowiedzieć się, co ma do powiedzenia. W ostatnim czasie bardzo mnie rozczarował. 



- Słucham - zaczynam obojętnym głosem. Byłam na niego zła. Do tej pory nie znalazł czasu, aby choć na krótką chwilę wpaść do mnie. Mimo, że wiedział o moich problemach zdrowotnych. Tłumacząc się nieustannym brakiem czasu. 
- Cieszę się, że odebrałaś. Emily, wiem że jesteś na mnie zła. Przepraszam cię. Obiecuję, że wynagrodzę ci to wszystko. Przecież wiesz, że bardzo mi na tobie zależy i naprawdę się o ciebie martwię - zaczyna. A ja zastanawiam się nad tym, co powinnam z nim zrobić. 
- Marc, dla ciebie liczy się tylko twoja praca. To ona jest najważniejsza. Na nic innego, nie masz czasu. Naprawdę tak ma wyglądać nasz związek? - pytam, powoli sobie uświadamiając, że popełniłam błąd. Powinniśmy się lepiej poznać, zanim zdecydowaliśmy się na bycie razem. 
- To się zmieni. Daj mi szansę to naprawić. Proszę cię. Kocham cię, Emily - zamieram słysząc ostatnie słowa. Niweczą całe moje plany. Mimo, że sama nie odwzajemniam jego uczuć. Nie potrafię być wobec niego bezwzględna i zakończyć tego w tym momencie. Nie chcę go zranić. Postanawiam dlatego, dać mu jeszcze jedną szansę. Wiedząc, że sama także nie jestem bez winy. Nie angażowałam się dostatecznie w nasz związek. 
- Dobrze. Zacznijmy od nowa. Spotkajmy się na początku przyszłego tygodnia. Wtedy powinnam już dojść do siebie - tak naprawdę chodzi mi w głównej mierze o to, aby mieć już za sobą spotkanie z rodzicami i moją mistyfikację z Andreasem. Wiem, że nic nam z tego nie wyjdzie, jeśli nadal będę go okłamywała i ukrywała przed nim istotne fakty.
- Dziękuję ci, że mnie nie przekreśliłaś. Postaram się ze wszystkich sił, wykorzystać ten kredyt zaufania jaki mi dałaś - słyszę zadowolenie w głosie Marca. Sama wcale nie podzielając jego entuzjazmu. Ani trochę nie byłam przekonana, że naprawdę coś może się zmienić.




Chwilę po zakończonej rozmowie ze swoim chłopakiem. Słyszę, że drzwi od mojego mieszkania się otwierają. Mimowolnie na moich wargach, pojawia się szeroki uśmiech. Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje w ostatnim czasie. Bardziej cieszyłam się z obecności swojego sąsiada niż rozmowy z osobą, która rzekomo powinna być dla mnie najważniejsza. 



- Cześć. Zrobiłem ci zakupy i dostarczyłem twoje zwolnienie, tak jak prosiłaś. Jak się dzisiaj czujesz? - Andreas siada na jednym z wolnych foteli i przygląda mi się uważnie. 
- W porządku. Tylko strasznie się nudzę - mówię z niezadowoleniem, mając nadzieję że trochę mi odpuści. 
- To znajdź sobie jakieś zajęcie, które mie wymaga zbyt wiele energii. Sama się o to prosiłaś, swoją lekkomyślnością - Wellinger jest nieprzejednany. Czym strasznie mnie irytuje. Nie mogę się już doczekać weekendu i wizyty rodziców. Po tym będę mogła już robić, co tylko chcę. Nie zwracając uwagi na nieustanne rozkazy Andreasa. 
- Jesteś okropny. Widzę, że sprawia ci przyjemność wkurzanie mnie - odpowiadam obrażona. Wywołując tym jego rozbawienie. 
- Nie mogę zaprzeczyć. Wyglądasz uroczo, gdy się tak złościsz - już w chwili wypowiadania przez niego tych słów. Orientuję się, że wcale nie chciał powiedzieć tego na głos. Zrobił to przypadkowo. Andreas cały się spina i wygląda jakby czuł się niezbyt komfortowo. 



Starając się rozluźnić trochę atmosferę. Zmieniam temat i udaję, że wcześniejsza rozmowa nie miała miejsca. 
- Masz na resztę dzisiejszego dnia jakieś plany? - pytam ciekawa. 
- Nie, a co? - Andreas kompletnie nie rozumie, o co mi chodzi. 
- W takim razie posiedzisz tutaj ze mną. Skoro nie pozwalasz mi wstać. Mam dość siedzenia sama w czterech ścianach - mam nadzieję, że się zgodzi. 
- Niech będzie. Ale tylko dzisiaj. Jutro nie będę miał czasu - zastrzega, a ja cieszę się że będę miała, przynajmniej do kogo się odezwać. 



Późnym popołudniem, podczas gdy w skupieniu oglądamy film. Wyciągam z szafki stojącej przy łóżku, swoje ulubione cukierki, których zawsze mam spory zapas w domu. Delektuję się ich owocowym smakiem, zwracając tym uwagę Andreasa. 
- Nie podzielisz się ze mną? - pyta z wyczekiwaniem. 
- Nie, bo cię nie lubię - wypowiadam te słowa z rozbawieniem, wiedząc że wcale nie są prawdą. 



- Usiądź bliżej. Nie będę ciągle, rzucać ci ich przez pół pokoju - proszę. Będąc już zmęczona, nieustannymi próbami dostarczenia mu słodkości. 
Po krótkim wahaniu i zastanowieniu, siada obok mnie na łóżku. A ja przesuwam opakowanie z cukierkami na środek, aby także on miał do niego dostęp. 
Kto by pomyślał, jeszcze kilka dni temu, że będę spędzała całkiem przyjemny wieczór z Andreasem, bez wzajemnych wyrzutów i kłótni. Wiedziałam, że z każdym dniem, coraz bardziej się do siebie przekonujemy. Mimo, że nie chcemy dać tego po sobie poznać. A w szczególności on. 



W połowie filmu, czuję jak moje powieki stają się ciężkie. Nie potrafię pozbyć się swojej senności, przez co opieram swoją głowę na ramieniu Andreasa. Będąc pewna, że za chwilę obrzuci moje zachowanie jakimś niewybrednym komentrzem. Robi coś jednak zupełnie innego. Najpierw patrzy na mnie ze zdziwieniem, a następnie niepewnie obejmuje swoim ramieniem. Doskonale wiem, że nie powinnam tak się zachowywać, będąc w związku z innym. Ale nie potrafię odmówić sobie, tych kilku chwil bliskości Andreasa. 
Niedługo potem, mimowolnie zasypiam wdychając przyjemny zapach jego perfum. 



W sobotnie wczesne popołudnie. Nerwowo spoglądam przez okno, czekając na pojawienie się mojej rodziny. Od samego rana, moje zdenerwowanie narasta. Boję się, że jakimś cudem wszystko się wyda. A wtedy chyba zapadnę się pod ziemię ze wstydu. 
- Emily, przestań się tak denerwować, bo udziela się to także mnie. Wszystko mamy dokładnie zaplanowane, to się nie może nie udać - Andreas stara się mnie uspokoić i dodać otuchy. 
- To nawet nie chodzi o to. Po prostu źle się czuję z tym, że okłamuję rodziców - uświadamiam sobie, jaka byłam głupia. Igrając z własnym zdrowiem. Narobiłam sobie tylko, jeszcze większych problemów. 
- Tak naprawdę, wcale ich nie okłamujesz. Przecież jesteś w związku. A ja po prostu jestem na zastępstwo - przypomina mi o Marcu, a ja zaczynam czuć się jeszcze gorzej. W końcu okłamuję także jego, dodatkowo coraz mniej mi na nim zależy, mimo obietnicy że dam mu jeszcze szansę. W najbliższym czasie, będę musiała się poważnie zastanowić nad tym, czego ja w ogóle chcę. 
- Dlaczego tak właściwie to wszystko robisz? I to jeszcze dla mnie? Przecież mnie nie lubisz - zastanawiam się nad tym od momentu, naszej rozmowy w szpitalu.
- W ostatnim czasie zmieniłem swoje zdanie na temat twojej osoby. Przyznaję, że źle cię oceniłem. Nie jesteś wcale taka zła -nie mogę uwierzyć w usłyszane słowa. Bardzo mnie one cieszą.





- Już są - informuję Andreasa z przyśpieszonym biciem swojego serca, widząc jak moi rodzice parkują samochód. 
- Weź głęboki wdech i się uspokój. Postaraj się zachowywać naturalnie, inaczej od razu poznają się, że coś jest nie tak. Będzie dobrze - ściska delikatnie moją dłoń w geście otuchy i posyła w moją stronę delikatny uśmiech. 





Dopiero słysząc dzwonek do drzwi, puszczam jego rękę i udaję się w ich stronę. Modląc się, aby wszystko poszło zgodnie z planem. A także, aby moja relacja z Andreasem nie wróciła do poprzedniego stanu, zaraz po zakończeniu dzisiejszego dnia.

3 komentarze:

  1. Ale fajniutki rozdzialik! Tak super się go czytało.
    Zacznę od Marca, który mam nadzieję już za niedługo zniknie hehe bo uważam że jest zbędny i tylko wszystko kąplikuje. Liczy się dla niego tylko praca i nie bylo go gdy był potrzebny.
    W końcu zaczyna się coś dziać między moimi ulubieńcami i strasznie, strasznie mnie to cieszy! Fajnie spędzili sobie razem dzień oczywiście nie obeszło się bez dogryzania, ale dzięki temu jeszcze lepiej się czyta. Mam nadzieję że plan się uda i nie wyjdzie najaw och przekręt, ale dowiem się dopiero w następnym rozdziale więc proszę pisz szybciutko bo już nie mogę się doczekać 😁😁😁
    N

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podoba mi się Marc, nie mam pojęcia jakie ma plany względem Ekipy, ale nie wydaje mi sie żeby był szczery. Nie mam pojęcia dlaczego ale takie mam przeczucie.Andreas w końcu przyznał się do tego że Emily nie jest taka zła, bardzo mi się podoba to w jakim kierunku zmierza ich znajomość. Trzymam kciuki za spotkanie z rodziną Emily, żeby wszystko się udało 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na drugi rozdział! :)
    https://miejsceszczerychusmiechow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń