poniedziałek, 22 stycznia 2018

Rozdział 23


Otwieram drzwi, będąc przekonana, że to nikt ważny. Niestety w momencie ich otwarcia, przekonuję się, jak bardzo się pomyliłam. A moje serce natychmiast, przyśpiesza swoje bicie.

- Co ty tutaj robisz? - wpatruję się w twarz Andreasa z niedowierzaniem. W życiu bym się nie spodziewała, że odważy się pojawić w moim domu. 
- Poświęć mi ostatnie pięć minut. Potem dam ci już spokój, proszę - patrzy na mnie błagalnie. Spoglądam ukradkiem na jego zmęczoną twarz. Domyślając się, że od dawna już nie przespał całej nocy. Andreas jest naprawdę w kiepskim stanie, a ja czuję się okropnie bezradna. Wiedząc, że nic na to nie mogę poradzić. 
- Wejdź, nie będziemy stali przecież w przejściu - otwieram szerzej drzwi i zapraszam do środka. Widzę, że nie czuję się tutaj zbyt komfortowo. A ja jestem prawie pewna, że to z obawy przed spotkaniem kogokolwiek z członków mojej rodziny.
- Nie martw się, moich rodziców nie ma. A Tina zamknęła się w swoim pokoju, będąc na mnie obrażona. Nikt nie będzie robił ci żadnych wyrzutów - mówię spokojnie, prowadząc go do salonu. Natomiast w środku, czuję prawdziwą burzę przeciwstawnych emocji. Ponowny widok Andreasa, zburzył cały spokój, jaki udało mi się mozolnie wypracować.



- Myślałam, że wyraziłam się ostatnio jasno, że nie chcę się z tobą więcej widzieć. Czy ty naprawdę, nie możesz uszanować mojej decyzji? Ale skoro już tu jesteś to, w takim razie, zamieniam się w słuch. - zaczynam nieprzyjemnie, po chwili tego żałując. 
- Chciałem się dowiedzieć, czy to prawda że wyjeżdżasz? - pyta niepewnie. A do mnie dochodzi świadomość, że on już wie o moich najbliższych zamiarach.
- Tak. Postanowiłam spróbować, czegoś nowego. Dobrze mi to zrobi - próbuję brzmieć pewnie, aby nie pokazywać, że ostatnio zaczęłam nabierać wątpliwości.
- To pewnie przeze mnie, prawda?. Przepraszam, że namieszałem w twoim życiu, aż do tego stopnia. Chciałbym móc jakoś to naprawić, ale straciłem już pomysły - jego zrezygnowany ton głosu, powoduje u mnie nieoczekiwane ukłucie w sercu.
- Tego od samego początku, nie dało się naprawić. Czas pogodzić się z tym, że nam nie wyszło. Tak czasami bywa - sama nie mogę uwierzyć, że wypowiedziałam te słowa z takim spokojem. Może naprawdę, zaczynam powoli o nim zapominać? Choć wiem, że to bardziej życzeniowe myślenie.
- W życiu się z tym nie pogodzę. Jestem pewien, że bylibyśmy ze sobą szczęśliwi, gdybym tylko nie był tak głupi i nie dał się jej omamić. Przecież to ty byłaś dla mnie najważniejsza i to ciebie kochałem. Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło - wspomnienia o Amandzie, powodują u mnie ponowne cierpienie. Ta dziewczyna, zniszczyła mi życie.
- Nie mówmy więcej o tym. To niczego i tak nie zmieni. Każde z nas, musi pójść w swoją stronę - staram się przekonać Andreasa, aby odpuścił sobie próbę zamiany mojego zdania.
- Emily, naprawdę nigdy mi nie wybaczysz? Choćby nawet za kilka lat? - łapię mnie za rękę i patrzy prosto w oczy. Dostrzegam w jego spojrzeniu, olbrzymie cierpienie, ale ja nie jestem w stanie przynieść mu ukojenia.
- Nie wiem. Nie jestem w stanie, przewidzieć przyszłości. Ale na pewno w najbliższym czasie, jest to niemożliwe - pozbawiam go ostatniej nadziei.




- Rozumiem. W takim razie, nie będę cię więcej nachodził i niepokoił. Przyszedłem tu z zamiarem, jeszcze jednej próby prośby o wybaczenie. Ale to bezsensu. Zbyt mocno cię zraniłem. Dlatego, proszę cię tylko o jedną rzecz, bądź szczęśliwa. I jeszcze raz szczerze przepraszam za wszystko, co zrobiłem - zaczynam czuć, zbierające się łzy w moich oczach.
- Postaram się. Ja także proszę cię, żebyś wszystko sobie poukładał - mimo tego, co się stało. Chciałabym, aby w przyszłości był szczęśliwy. Już bez mojego udziału w jego życiu.



- Mogę cię ostatni raz przytulić? Tak na pożegnanie? - prosi niepewnie, obawiając się mojej odmowy.

Bez słowa wtulam się w niego, wiedząc że to nasze ostatnie wspólne chwile. Andreas zamyka mnie w swoim uścisku i trwamy, tak przez kolejne minuty. Milcząc jak zaklęci. Tocząc wewnętrzną walkę z własnymi myślami i niewypowiedzianymi słowami. Najbardziej na świecie, chciałabym, żeby ostatnie wydarzenia, które doprowadziły do naszego rozstania, w ogóle nie miały miejsca. Zamiast się żegnać, powinniśmy cieszyć się wspólnym życiem. Oddałabym wszystko, za możliwość zmiany biegu wydarzeń.



- Emily, tak bardzo cię kocham. Chcę, żebyś o tym pamiętała. Gdybyś kiedyś, zmieniła zdanie odnośnie nas, wiesz gdzie mnie szukać. Będę na to czekał, wierząc że być może kiedyś nadejdzie taki dzień i zapukasz do moich drzwi - szepcze mi do ucha, następnie się ode mnie odsuwając. A ja czuję, jakbym w tej właśnie sekundzie, traciła bezpowrotnie jakąś cząstkę siebie.
Widzę, jak powoli podąża w stronę wyjścia. A ja stoję, jak zamurowana i liczę jego kroki. Wiedząc, że każdy następny oddala mnie od niego, coraz bardziej i to nie tylko w dosłownym sensie. Widocznie jednak, tak musiało być.



W połowie drogi, zatrzymuje się i odwraca w moją stronę. A ja wstrzymuję przez chwilę nawet oddech.
- Dbaj o siebie w tym Rzymie - słyszę tylko, po czym kiwam głową na znak zgody. Po chwili, dociera do mnie, jedynie odgłos zamykanych drzwi. Oznaczający jego bezpowrotne odejście.
- Ja też cię kocham. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo - wypowiadam te słowa, których nigdy ode mnie nie usłyszał do pustych ścian, przestając powstrzymywać strumienie łez, wypływające z moich oczu. Wiedząc, że prawdopodobnie przed momentem, widziałam go ostatni raz. Moje serce, kolejny raz rozsypuje się na tysiące kawałków. A jedyną osobą, która mogłaby je poskładać, jest dokładnie tą samą, która przyczyniła się do jego potłuczenia.




Siedzę na jednym z wielu krzeseł, znajdujących się na lotnisku w oczekiwaniu na lot. Starając się wypełnić czymś czas. Nadszedł w końcu dzień, na który czekałam z niesłabnącym wyczekiwaniem. Dużo sobie obiecywałam po tym wyjeździe. Miałam nadzieję, że najbliższe pół roku, wystarczy abym odzyskała spokój i znalazła jakiś nowy sposób na swoje życie.




- Uważaj na siebie i dzwoń, kiedy tylko będziesz mogła - gdy mój lot, zostaje wywołany. Nadchodzi czas pożegnania z moimi bliskimi.
- Obiecuję. Trzymajcie się i nie martwcie o mnie. Zobaczycie, że niedługo będę z powrotem - przytulam się do rodziców i siostry. Wiedząc, że będę za nimi bardzo tęsknić.
- Obyś tylko, nie poznała tam jakiegoś Włocha i nie postanowiła zostać na stałe - żart Tiny, wcale nie powoduje u mnie uśmiechu. Choćbym nawet chciała, w najbliższej przyszłości nie ma mowy, aby ktoś zagościł w moim sercu. Miejsce w nim jest nadal zajęte.
- Nie martw się. Nie w głowie mi żadne miłości. Mam zamiar, skupić się wyłącznie na nauce - uświadamiam ją na pożegnanie. Ciesząc się, że przestała się na mnie obrażać i pogodziła z moją decyzją.



Rzym wita mnie błękitnym niebem i słoneczną pogodą.
Jak na końcowe dni lutego, panuje tutaj całkiem przyjemna aura. Dookoła otacza mnie gwar i radosne uśmiechy, rodowitych mieszkańców. Podziwiałam ich optymistyczne podejście do życia. Chciałabym się tego od nich nauczyć.



Kolejne trzy miesiące, upływają mi na przystosowaniu się do życia w nowych warunkach. O dziwo, jest nawet lepiej niż zakładałam. Poznałam przyjaźnie nastawionych do mnie ludzi, którzy we wszystkim służyli pomocą i zapewniali wsparcie. Dzięki nim, chociaż na moment mogłam zapomnieć o problemach, jakie zostawiłam za sobą. Sama nie mogę uwierzyć, że połowa mojego pobytu tutaj, jest już za mną.




- Masz ochotę, wyjść gdzieś wieczorem? Znam w okolicy fajne miejsca. Mogłabyś się trochę rozerwać - Paula, moja współlokatorka. Próbuje mnie namówić na wspólną zabawę.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie przywykłam do spędzania czasu w taki sposób. Poza tym, powinnam się chyba pouczyć - tłumaczę. Wcale nie mając ochoty, gdziekolwiek dzisiaj wychodzić.
- Daj spokój. Przyda ci się trochę rozrywki. I tak jesteś z nas tutaj najmądrzejsza i najbardziej utalentowana. Co ty na to? - chcoć nie podzielam jej zdania w kwestii mojego talentu, nie protestuję. 
- Niech będzie - postanawiam się zgodzić dl świętego spokoju.




Głośna muzyka i tłum tańczących dookoła, nieznajomych dla mnie ludzi. Niezbyt zachęca mnie do pozostania w tym miejscu. Nie chcę jednak robić przykrości nowej koleżance i postanawiam jej dotrzymać towarzystwa.
- Widzisz tego przystojniaka? Nie może oderwać od ciebie wzroku - Paula dyskretnie wskazuje na wysokiego bruneta, który znajduje się w bliskiej odległości od nas. Wyraźnie patrzącego w naszym kierunku. Ja za to, nie jestem nim kompletnie zainteresowana. 
- Nie obchodzi mnie to. Mówiłam ci przecież, że mam za sobą trudne rozstanie. I nie mam zamiaru się w nic angażować - mimowolnie wspomniałam jej na samym początku naszej znajomości, co było głównym powodem mojego pojawienia się w tym miejscu.
- Jak sobie chcesz. Ale w taki sposób na pewno nie zapomnisz o tym, co było. Ja w tym czasie, mam zamiar poznać go bliżej. Skoro ty nie masz zamiaru skorzystać - słysząc jej słowa, powoli dochodzi do mnie świadomość, że chyba nawet nie chcę zapominać o przeszłości. A na pewno nie o tym, co było w niej dobrego. Z każdym kolejnym dniem, moja tęsknota za Andreasem, zamiast się zmniejszać tylko przybierała na sile. Równocześnie wciąż nie potrafiłam zapomnieć o tym, co zrobił.

Coraz częściej zastanawiałam się, co u niego. Czy udało mu się o mnie zapomnieć, mimo jego zapewnień mogło coś, przecież ulec zmianie. Nie mam pojęcia, jak zareagowałabym na wiadomość, że znalazł sobie kogoś. Na pewno, nie byłaby to dla mnie przyjemna wiadomość, choć przecież nie powinno mnie to już w ogóle interesować. To ja podjęłam ostateczną decyzję, zwracając nam obydwojgu wolność. Szkoda tylko, że nie potrafię z niej w żaden sposób skorzystać.



Wygląda na to, że byłam beznadziejnym przypadkiem.
A pobyt w tym miejscu, wcale nie pomoże mi w zmianie tego. Trudne miesiące walki z samą sobą, na niewiele się zdały. W szczególności, że mój gruby mur zbudowany z poczucia skrzywdzenia i cierpienia, którym się odgrodziłam od Andreasa, powoli zaczyna się kruszyć. Odległość, która miała mi pomóc w upewnieniu się, że podjęłam dobrą decyzję. Niezbyt dobrze spełnia swoje zadanie.



Grubo po północy, gdy w końcu znajduję się w swoim łóżku. W przeciwieństwie do mojej współlokatorki, która wciąż świetnie się bawi. Nie mogę wyrzucić, ze swoich myśli osoby Andreasa. I choć bardzo się staram, nie potrafię skupić się na niczym innym niż on. Co jest niezwykle frustrujące. Zaczynam żałować, że nie posłuchałam Pauli. Może poznanie kogoś nowego, przywołało mnie do porządku. Równocześnie wiem, że to nie miałoby najmniejszego sensu. A niepotrzebnie zraniłabym tylko kolejną osobę. Wychodzi na to, że do końca życia będę skazana na samotny żywot i walkę z wciąż nawracającymi wspomnieniami. Bo choć pokusa jest większa niż kiedykolwiek, nie ulegnę i nie spróbuję, dać nam następnej szansy. Strach przed kolejną porażką, jest zbyt wielki.

________________
Powyższa historia, właściwie dobiega końca. Przed nami tylko epilog. :)


2 komentarze:

  1. Co Ty mówisz ;o ale będzie coś nowego?
    Zakończenie takie jakiego oczekiwałam. Emily silna i niezależna kobieta. Nie posłuchała innych i wyjechała. Chociaż pewnie lekko żałowała tego wyjazdu, bo z tego co czytałam to nie miała jakiegoś bujnego życia poza nauką.
    Andreas nawet, nawet...Dobrze, że przeprosił i się starał. Chociaż mowił, że brak już mu pomysłów? Jak on ciągle tylko ją przepraszał to hmmm jakich pomysłów XD powiem tak...dobrze, że przeprosił, ale mój stosunek co do niego nadal pozostaje taki sam.
    Nie mogę się doczekać epilogu, liczę na jakiś happy ending! Weny,
    N

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale jaki epilog ? Już ?Nie lubię jak kończysz , ale wiem że czasem to konieczne. Niby fajnie że Emily wyjechała, ale widać że wyjazd i tak jej nie pomógł.I niestety ciągle zadręcza się myślami o Andreasie i za nim tęskni.Kompletnie nie mam pojęcia jak rozwiążesz to do końca :)

    OdpowiedzUsuń