czwartek, 18 stycznia 2018

Rozdział 20


Świt za oknem, przeradzający się we wczesny poranek, jest jeszcze gorszy niż miniona, nie przespana przeze mnie noc. Nie potrafiłam zasnąć, choćby na chwilę, będąc wykończona nieustannym płaczem i zadręczaniem się myślami o zdradzie Andreasa. Wciąż nie umiałam tego zrozumieć i racjonalnie sobie wytłumaczyć. Dlaczego on to zrobił, przecież wyglądał na szczęśliwego będąc ze mną? Czego mu zabrakło, że postanowił szukać wrażeń w ramionach innej? Równocześnie wiem, że nic go nie usprawiedliwia. Zrobił coś niewybaczalnego, przekreślając tym samym, szansę na naszą wspólną przyszłość. Moim największym błędem, było zaufanie mu i obdarzenie go uczuciem, na jakie w żadnym wypadku nie zasłużył. Po czymś, co miało być moim szczęściem i radością w życiu. Zostało mi jedynie cierpienie i złamane serce.



Wpatruję się w swoje odbicie w lusterku. Sama siebie nie poznając. Zaczerwienione i spuchnięte oczy, od ciągłego płaczu oraz zmęczenie rysujące się na całej mojej twarzy. Sprawiają, że wyglądam okropnie i żałośnie. A myśl, że będę musiała się dzisiaj rozmówić z Andreasem, jeszcze pogarsza mój i tak fatalny stan. Staram się zrobić wszystko, co możliwe aby poprawić swój wygląd i nie dać mu satysfakcji, że jego czyny, aż tak bardzo mnie zraniły. 




- Emily, zrobiłam śniadanie. Zapraszam - serdeczny głos pani Elinor, przywraca mnie do rzeczywistości.
- Dziękuję, ale nie jestem głodna - na samą myśl o jedzeniu, czuję jak mój żołądek skręca się w jeden wielki supeł.
- Dziecko, musisz coś jeść. Inaczej się wykończysz. Napij się przynajmniej ciepłej herbaty. Od wczoraj, nie miałaś nic w ustach - jej nalegania w końcu mnie przekonują. I podążam za nią do kuchni, siadając przy stole. Wpatrując się bez większego celu przez okno.




- Będę się powoli zbierać. Dziękuję za gościnę i poświęcony mi czas - gdy dochodzi południe, wiem że nadszedł czas na coś, czego najbardziej na świecie wolałabym uniknąć.
- Co zamierzasz dalej? - pani Elinor wydaje się być zaniepokojona moją przyszłością w najbliższych dniach. 
- Zabiorę swoje rzeczy od Andreasa, przekażę mu że między nami wszystko skończone. A potem, chyba wynajmę jakiś pokój w hotelu. Przynajmniej do momentu, aż nie znajdę sobie czegoś. Mam trochę oszczędności, powinno wystarczyć na jakiś czas - nie jestem w stanie ułożyć sobie dalszych planów. Wszystkie moje marzenia i dotychczasowe plany, runęły w gruzy.
- Przecież możesz zostać u mnie, przez jakiś czas. Mnie będzie raźniej, a ty nie możesz się teraz pogrążyć w samotności. Nie musisz także, nie potrzebnie marnować pieniędzy, które na pewno jeszcze ci się przydadzą - z chęcią przystałabym na tą propozycję, ale nie wiem czy przebywanie w tak bliskiej odległości od Andreasa i Amandy, dobrze na mnie wpłynie. W końcu nie wiadomo, czy być może nie postanowią być ze sobą. A ja nie zniosłabym tego widoku.
- Zastanowię się nad tym, ale dziękuję za tą możliwość. Czas na mnie, nie będę w nieskończoność przeciągać nieuniknionego. To nic mi nie da. Do zobaczenia - żegnam się z kobietą, która obdarzyła mnie wsparciem. Będę jej za to dozgonnie wdzięczna.




Staję przed drzwiami, prowadzącymi do mieszkania Andreasa. Serce bije mi, jak oszalałe z powodu zdenerwowania. Najchętniej zabrałabym swoje rzeczy pod jego nieobecność, zostawiając kartkę z lakonicznym wyjaśnieniem, abym nigdy więcej nie musiała go oglądać ani z nim rozmawiać. Nie chcę jednak postąpić, jak zwykły tchórz. W przeciwieństwie do niego.





Zbieram się w końcu na odwagę i otwieram je, prawdopodobnie po raz ostatni. Przekraczam niepewnie próg, sekundę później stając na przeciwko osoby, która zraniła mnie w najgorszy z możliwych sposobów. A jeszcze dwa dni temu, nie widziałam świata poza nią. Co za ironia losu.



- Emily, wróciłaś. Dobrze mieć cię już z powrotem. Strasznie się za tobą stęskniłem. Nie odbierałaś ode mnie telefonu i zaczynałem się już o ciebie martwić - niczego nieświadomy Andreas, podchodzi do mnie i próbuje pocałować. Odsuwam się gwałtownie od niego, zastanawiając się, jak można być tak obłudnym. On naprawdę miał zamiar udawać, że nic się nie wydarzyło.
- Czyżby? Przecież moja obecność utrudnia ci wasze schadzki z Amandą. Dobrze się bawiłeś moim kosztem? Wiem o wszystkim, co was łączy. Wasza wczorajsza rozmowa, uświadomiła mi, jaką naiwną idiotką byłam - staram się pozostać opanowana, ale nie bardzo mi to wychodzi. Wystarczyło jedno spojrzenie na niego, abym poczuła ogarniającą mnie wściekłość.
- To nie tak, jak myślisz. Pozwól mi się wytłumaczyć - gdy dociera do niego, że słyszałam ich wczorajszą wymianę zdań z Amandą, ogarnia go strach i zdezorientowanie. Spoglądam na niego z pogardą.
- Co chcesz tłumaczyć? Może zaprzeczysz mi, że regularnie z nią sypiasz, albo może coś mi się przesłyszało i wcale nie masz z nią namiętnego romansu? Daruj sobie kolejne kłamstwa, bo to i tak nic ci, już nie da. Nie mam zamiaru cię nigdy więcej słuchać. Przyszłam tu wyłącznie po swoje rzeczy i oznajmić ci, że to koniec. Droga wolna, możesz teraz bez przeszkód się z nią spotykać, kiedy tylko chcesz. W końcu właśnie tego od początku chciałeś, ja byłam wyłącznie przeszkodą - omijam go, następnie zaczynając się pakować.




- Ona nic dla mnie nie znaczy i nigdy nie znaczyła. Wiem, że to co zrobiłem jest straszne. Bardzo cię skrzywdziłem i pojęcia nie mam, jak mam w ogóle zacząć za to przepraszać. Nie wiem, co mną kierowało. Nie potrafiłem się jej oprzeć, uwiodła mnie. A potem nie wiedziałem, jak to powstrzymać. To było coś zupełnie innego, od naszej codziennej rutyny. Żałuję tego, co się stało najbardziej na świecie. Miałem przecież wszystko, a teraz mogę na własne życzenie to stracić. Błagam cię, pozwól mi to jakoś naprawić. Przysięgam ci, że nigdy więcej cię nie zawiodę. Kocham cię, Emily - prosi błagalnie, ale ja w żadnym wypadku, nie mam zamiaru mu ulec. Nie wierzę też w jego deklarację miłości. To pewnie kolejne, nic nie warte kłamstwo.
- Wiele mogłabym ci wybaczyć, ale nie zdradę i to w dodatku wielokrotną. Zwłaszcza nie z Amandą. Ale najgorsze z tego wszystkiego jest to, że gdyby nie czysty przypadek. W życiu, byś się do tego nie przyznał. Jak w ogóle mogłeś zrobić mi coś takiego? Dlatego nie utrudniaj mi tego jeszcze bardziej i zostaw mnie teraz, po prostu samą - walczę z pojawiającymi się łzami. Dlaczego to musi, aż tak bardzo boleć?
- Nie potrafię. Jesteś dla mnie wszystkim, bez ciebie moje życie nie ma sensu - czuję, że jest coraz bardziej zdesperowany. I coraz bardziej się pogrąża.
- Andreas, daruj sobie branie mnie na litość. Na mnie to nie działa. Nie wierzę w żadną twoją pustą obietnicę. Gdybyś naprawdę mnie kochał, w życiu byś jej nie uległ. Nie ważne, jakich sztuczek by użyła. Wtedy to ja bym ci wystarczała. Ale nie, ty musiałeś szukać wrażeń, po niecałym miesiącu naszego związku. Żałuję, że w ogóle dałam ci szansę - podnoszę głos, z powodu zbyt wielu negatywnych emocji. Wrzucając swoje rzeczy na oślep do walizki. Najwyraźniej na to, nie ma przygotowanej odpowiedzi, ponieważ milczy. Wpatrując się tylko we mnie błagalnie.




Zaczynam płakać, gdyż ta sytuacja zwyczajnie mnie przerasta. Przecież to nie tak, miało potoczyć się moje życie. Miałam być w końcu szczęśliwa, a nie na skraju załamania nerwowego.
- Nie płacz, proszę. Nie mogę znieść myśli, że to przez moją głupotę tak cierpisz - Andreas przytula mnie do siebie, ale ja nie jestem w stanie znieść jego bliskości. Na samą myśl, że być może tak samo pocieszał Amandę. I wielokrotnie trzymał ją w swoich ramionach, następnie wracając do mnie, jak gdyby nigdy nic. Czuję mdłości i obrzydzenie.
- Zostaw mnie. Nie dotykaj i najlepiej w ogóle się do mnie, nigdy więcej nie zbliżaj. Nienawidzę cię - wyrywam się i ostatnie słowa, wypowiadam mu prosto w oczy. Widzę, że pozbawiam go tym samym resztek nadziei. Ale inaczej nie potrafię. Aktualnie czuję do niego, wyłącznie olbrzymi żal i odrazę. Choć wiem, że gdzieś na samym dnie serca, wciąż znajduje się moja miłość do niego.
- Czyli to naprawdę koniec? Nie dasz mi chociaż nadziei na to, że możemy to jeszcze kiedyś odbudować? - kręcę przecząco głową, nie wierząc własnym uszom.
- A czego ty się spodziewałeś? Naprawdę myślisz, że jestem tak naiwna i od tak o wszystkim zapomnę, a ty będziesz robił, co tylko chciał i z kim chciał? Może kolejne zdrady, też mam ci wybaczyć już zawczasu i pozwolić na nie? Bo skoro zrobiłeś to, już na samym początku, to nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by się działo później. Straciłam do ciebie całe zaufanie i nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Nie chcę cię po prostu znać. Najchętniej zapomniałabym, że ktoś taki jak ty w ogóle istnieje - zamykam walizkę z głośnym trzaskiem i kieruję się w stronę wyjścia.



Przy samych drzwiach, Andreas po raz kolejny mnie zatrzymuje.
- Masz, gdzie się zatrzymać? Chcę żebyś była bezpieczna - zaczynam się ironicznie śmiać.
- Nie musisz się o mnie martwić. Sama doskonale potrafię o siebie zadbać. Zajmij się lepiej Amandą - ostatni raz patrzę na niego. Nie mając jeszcze pojęcia, jak uda mi się o nim zapomnieć. Bo nawet pomimo tego, co mi zrobił. Wciąż nie potrafię wyrzucić z głowy, naszych wspólnych chwil. Nie wiem już tylko, czy którakolwiek z nich była prawdziwa.



Wychodząc dostrzegam, stojącą w progu swojego mieszkania Amandę z uśmiechem triumfu wymalowanym na twarzy. Przynajmniej nie dałam jej satysfakcji i nie poznałam prawdy z jej ust.



- Słychać was na pół miasta. Wygląda na to, że dowiedziałaś się o naszym małym sekrecie. Ostrzegałam cię, że tak to się skończy. Ale ty naiwnie łudziłaś się, że on będzie ci wierny i oprze się mojemu urokowi. Nawet mi cię trochę żal. Jesteś tak bardzo naiwna i łatwowierna - nie mogę nawet na nią patrzeć. Najchętniej bym coś jej zrobiła. Ale powstrzymuję się, nie mając zamiaru zniżać się do jej poziomu.
- Zupełnie niepotrzebna jest, ta twoja udawana troska. Poradzę sobie, a ty możesz go sobie wziąć. Jest twój, wygrałaś. Idealnie się dobraliście, jesteście tak samo podli i zakłamani - ostatnie słowa, mówię tylko dlatego, że doskonale wiem, iż Andreas też to usłyszy. Chciałam, aby poczuł się zraniony, tak samo jak ja.
- Cóż, nie jestem już zainteresowana. Andreas na dłuższą metę, nie jest dla mnie zbyt interesujący. Ja potrzebuję nieustannych wrażeń, a on nie jest w stanie mi tego już zapewnić. Skoro ty wiesz o wszystkim - nie mogę uwierzyć, że jest aż tak bezczelna i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Dodatkowo w bezpośredni sposób przyznaje, że zwyczajnie się nim bawiła.
- Jesteś żałosna - kończę z nią, tą pozbawioną sensu rozmowę i ciągnąć za sobą ciężką walizkę. Udaję się do pani Elinor. Chcąc zapomnieć o całym otaczającym mnie świecie. A w szczególności o Andreasie i Amandzie. Sama już nie wiem, kto z tej dwójki okazał się gorszy. Obydwoje są siebie warci. A ja mam nadzieję, że w niedługim czasie, uda mi się wyrzucić ich na zawsze ze swojego życia. 



__________
W odpowiedzi na Wasze prośby i reklamacje ;),dodaję ten dopiero co napisany rozdział, aby nie trzymać nikogo dłużej w niepewności. Mam nadzieję, że nie rozczarowałam Was, tym powyżej i treść spełniła oczekiwania.
Swoją drogą, jak tak dalej pójdzie i utrzymam szalone tempo dodawania kolejnych rozdziałów, to w ciągu następnych kilku dni, doczekamy się zakończenia tego opowiadania. :D  

3 komentarze:

  1. Uwielbiam Cię! I cieszę się że moja reklamacja została rozpatrzona pozytywne. Oczywiście że mnie nie zawiodlas! Czytałam rozdział i byłam mega zadowolona bo właśnie tak to sobie wyobrażałam.
    Emily musi być bardzo ciężko po zdradzie, ale cięższa była rozmowa. Zmierzyła się z tym kłamcą! Zdrajca i w ogóle nie lubię to juz. Uważam że nie powinna mu wybaczać hahaha najlepiej jakby poznała kogoś innego i sportowego.
    Andreas nie umial docenić tego co miał i teraz powinien stracić Emily. Szukał wrażeń to ich dostał, ale jakim kosztem? W dodatku ten romans też mu się skończy bo że słów Amandy wnioskuje że już jej się zgubił.
    Co do Amandy nie bd wypowiadać się na jej temat. Wiadomo że musiał pojawić się ten zły charakter i była nim ona. Gratuluję jej tylko tego że jest słowna. Chciała Andreasa i to dostała.
    Martwi mnie jednak, że napisałaś że po malutki zbliżamy się do końca. Mam nadzieję że końcówka będzie wspaniała i oczywiście że oszukujesz dla nas coś nowego i równie dobrego jak to opowiadanie!
    Pozdrawiam i weny,
    N

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się rozkręciłaś :) Bardzo mnie to cieszy ;)Szkoda mi Emily, musi czuć się okropnie.Dobrze że nie stchórzyła i stanęła z Andreasem twarzą w twarz.Wyobrażam sobie ile cała ta rozmowa musiała ją kosztować.Andreas strasznie mnie zawiódł tym co zrobił, mimo wszystko jednak chyba będę nadal im kibicować.Oni pasują do siebie idealnie. Choć wybaczyć zdradę będzie Emily bardzo ciężko.Amanda , na jej temat nie mam już słów, jest bezczelna i wyrachowana.Mam nadzieję że kiedyś dostanie za swoje ;) Końca to ja jak zawsze u Ciebie nie chcę :D Choć wiem że on też jest konieczny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodajesz tak szybko rozdziały że nie nadążam z komentowaniem :) co do rozdziału to bardzo dobrze że Amanda okazała się taką za przeproszeniem suką to nauczy Andreasa że takich dziewczyn jak Emily sie nie zdradza. I choć widać że żałuję tego co zrobił mam nadzieję że tak szybko mu Emily nie wybaczy.
    Pozdrawiam Wredna1216

    OdpowiedzUsuń