Wpatruję
się w swoją filiżankę z czarną, gorzką kawą, którą ostatnio
piję w zdecydowanym nadmiarze. To na pewno nie wychodzi mi na
zdrowie, ale jest mi właściwie wszystko jedno. Czekam na reakcję
mojego towarzysza, odnośnie moich najbliższych planów na
przyszłość. Od kilkudziesięciu już minut, siedzimy przy jednym
ze stolików w kawiarni. Zwierzam się Marcowi, ze swoich
ostatnich problemów. Nie miałam jednak wyjścia, nikt inny mi nie
został, kto byłby chętny posłuchać moich żali i narzekań na
niesprawiedliwość losu.
Byłam kompletnie rozbita wewnętrznie.
Starałam się robić dobrą minę do złej gry, udając przed
wszystkimi, że zaczynałam jakoś sobie radzić. Co w
rzeczywistości, było kompletną bzdurą.
-
Emily, myślisz że wyjazd wszystko załatwi? Przecież to zwykła
ucieczka - Marc patrzy na mnie z dezaprobatą. Nie jest zachwycony,
moim pomysłem o wyjeździe na sześciomiesięczną wymianę do
Rzymu. Zresztą nie tylko on. Tina zareagowała jeszcze gorzej. Za to
ja, gdy tylko przeczytałam o takiej możliwości, wiedziałam że
muszę spróbować.
- To nie jest żadna ucieczka. Chcę po
prostu zmienić otoczenie i spojrzeć na swoje dotychczasowe życie z
dystansem - tłumaczę, choć chyba sama nie do końca w to wierzę.
Może to rzeczywiście, wyłącznie tchórzliwa ucieczka?
- A mi
się wydaje, że robisz to tylko po to, aby być z daleka od
Andreasa. Ubzdurałaś sobie, że tam zapomnisz o nim, od tak - po
raz kolejny, ktoś idealnie rozszyfrowuje moje zamiary.
- Czy to
naprawdę takie dziwne, że chcę o nim zapomnieć i pogodzić się z
tym, co było? Może ktoś w końcu, postawiłby się na moim miejscu
i przynajmniej spróbował, zaakceptować moje zachowanie? - pytam
zupełnie nie rozumiejąc, dlaczego wszyscy są tak negatywnie
nastawieni do moich planów. Za wszelką cenę, chcąc mnie od nich
odwieść.
- Naprawdę uważasz, że wyjazd do Włoch
ci w tym pomoże? Emily, nie rób nic pochopnego i pod wpływem
chwili. Ty wciąż go kochasz i choćbyś znalazła się na drugim
końcu świata, to tego nie zmienisz - patrzę na niego z
niedowierzaniem. Od kiedy stał się takim specjalistą od udzielania
dobrych rad?
- Tylko, że czasami sama miłość nie wystarczy.
Tak jest w naszym przypadku. Samo uczucie, nie odbuduje mojego
zaufania i wcale nie pomaga wybaczyć. Mam wrażenie, że chwilami
nawet je utrudnia. Dlatego muszę stąd wyjechać, bo tutaj w życiu
nie poradzę sobie z naszym rozstaniem. Nie masz nawet pojęcia, jak
jestem zmęczona całą tą sytuacją. Z każdym dniem mam coraz
mniej siły, znosić to wszystko od nowa - upijam kolejny łyk kawy.
Jej gorycz, idealnie wpasowuje się w moje aktualne życie.
-
Naprawdę nie spróbujesz, dać mu jeszcze jednej szansy? W końcu
sama kiedyś powiedziałaś, że każdy na nią zasługuje.
Przypominam ci, że nawet ja ją dostałem i to nie jeden raz - na
twarzy Marca, pojawia się grymas delikatnego niezadowolenia. Gdy
wraca wspomnieniami do naszej wspólnej przeszłości. Zaczyna powoli
do niego dochodzić, jak wiele błędów popełnił.
-
Gwarantuję ci, że gdybyś zrobił to, co Andreas. Na pewno byś jej
nie dostał. Poza tym, dlaczego wszyscy go tak bronią? Jeszcze
chwila i pomyślę, że to ja skrzywdziłam jego, a nie na odwrót -
nieoczekiwanie rodzi się we mnie sprzeciw na usłyszane słowa.
-
Po prostu chcemy, żebyś była szczęśliwa. A bez niego, jest to
raczej niemożliwe. Zbyt mocno go kochasz i tylko on potrafił cię
uszczęśliwić. Wątpię, żeby komuś jeszcze się to udało w
takim stopniu, jak jemu. Poza tym, chyba jako jedyny jestem w stanie,
przynajmniej trochę go zrozumieć - mam wrażenie, że się
przesłyszałam.
- Co takiego? - żądam szerszych wyjaśnień.
-
Widziałem tą całą Amandę. Praktycznie żaden by się jej nie
oparł. Niezła z niej kokietka i modliszka. Jeśli ona w
szczególności uparła się na Andreasa. To chłopak, był od
początku na straconej pozycji. My faceci, czasami przestajemy
racjonalnie myśleć i popełniamy olbrzymie głupoty, których przez
całe życie później żałujemy. Zaufaj mi, wiem coś o tym - nie
mogę wręcz uwierzyć w to, co słyszę.
- Żartujesz sobie?
Andreas posiada swój rozum i doskonale wiedział, co robi. Więc
daruj sobie, tą marną próbę usprawiedliwienia jego zachowania.
Gdyby naprawdę mnie kochał, jak to usilnie próbuje wciąż mi
wmówić. Nawet by na nią nie spojrzał. Nie uległby jej, choćby
była modelką z pierwszych stron gazet. Zwyczajnie chciał to zrobić
i tyle. Zachciało mu się zabawy w Casanovę, tylko z marnym
skutkiem - podnoszę głos, zapominając że jestem w miejscu
publicznym.
- Emily, pomyśl przez chwilę logicznie. Gdyby
Andreas cię nie kochał, to myślisz że wciąż błagałby o
wybaczenie i starał odzyskać cię, wszystkimi możliwymi sposobami?
Wtedy po prostu, znalazłby sobie inną i w ogóle się tobą nie
przejmował. Podczas, gdy sama przyznałaś, że zniósł wasze
rozstanie, jeszcze gorzej niż ty. Jestem pewien, że mu na tobie
zależy i bardzo żałuje tego, co się stało. Zresztą tysiące par
przechodzi kryzysy, większe bądź mniejsze. Ale jeśli naprawdę,
szczerze się kochają, są w stanie zacząć od nowa. Może nie jest
to łatwe, ale wielu osobom się udaje - Marc po raz kolejny, wzbudza
we mnie wątpliwości i powoduje mętlik w głowie. Powoli sama, nie
jestem pewna swojej decyzji. Przez takie rozmowy, pojawia się we
mnie coraz więcej wątpliwości.
- Zakończmy
już lepiej ten temat. Mam dość, ciągłych dyskusji na temat
Andreasa. Dla mnie jest już przeszłością i zamkniętym tematem -
nie chcę dłużej, kontynuować rozmowy o moim wyborze i
postanowieniach.
- W porządku, skoro tego właśnie chcesz.
Jesteś strasznie uparta, nawet bardziej niż kiedyś - mimowolnie,
krzywię się na te słowa. Wielokrotnie słyszałam je od osoby, o
której ze wszystkich sił staram się zapomnieć.
- Zamiast
roztrząsać sprawy mojego rozsypanego życia, porozmawiajmy lepiej o
tobie. Pochwal się, jak ci się układa relacja z Vanessą - ironią
losu stało się to, że kiedy ja próbuję podnieść się po
kolejnej porażce, Marc wychodzi na prostą. Walczy ze swoim
pracoholizmem. Dodatkowo zaczął spotykać się z dziewczyną, którą
poznał podczas swojego urlopu.
- Na razie jest w porządku. Z
niczym się nie śpieszymy. Tym razem, nie chcę niczego zepsuć -
cieszę się, słysząc te słowa. Mam nadzieję, że im się uda i
będą ze sobą szczęśliwi. Skoro mi to nie wychodzi, to niech
chociaż innym się wiedzie.
- Oby się wam udało - posyłam w
jego stronę delikatny uśmiech.
- Jestem z nią za niedługo
umówiony. Więc może się poznacie? - propozycja Marca, jest dla
mnie zaskakująca.
- Lepiej nie. W końcu, jakby nie było
jestem twoją była dziewczyną. Na pewno, nie czułaby się dobrze w
moim towarzystwie - odrzucam jego propozycję i zaczynam się z nim
powoli żegnać. I tak zbyt długo się tutaj
zasiedzieliśmy.
Wracając ze spotkania. Rozmyślam
o swoich ostatnich decyzjach, chcąc utwierdzić się w przekonaniu,
że są słuszne. W końcu za dwa tygodnie, znajdę się
prawdopodobnie w słonecznej Italii. Zostawiając za sobą, wszystko
co do tej pory znałam i miało dla mnie znaczenie. Uznałam, że to
najlepsze wyjście. Mam tylko nadzieję, że nie popełniam kolejnego
błędu. W ostatnim czasie, mam tendencję do podejmowania samych
złych decyzji. A każdej następnej, żałuję coraz
bardziej.
Przez następne dni, staram się
doprowadzić swoje samopoczucie do względnej stabilizacji. Na razie
odnoszę pierwszy sukces, przestając płakać po nocach i spędzać
ich na bezsensownym patrzeniu w okno. Kiedy to wspominałam, wspólne
chwile z Andreasem. Pomaga mi w tym, brak jego widoku na co dzień.
Wyjechał na któreś już z rzędu zawody. Gdyby wszystko, między
nami było, jak dawniej. Pewnie nie mogłabym doczekać się jego
powrotu i z ogromną tęsknotą, odliczałabym kolejne godziny do
tego. Teraz jego nieobecność, jest mi na rękę. Dzięki niej, mogę
swobodnie opuszczać mieszkanie pani Elinor. Bez strachu, że gdzieś
na niego wpadnę. Tak było, po prostu łatwiej.
Tydzień
przed moim wyjazdem z kraju, ostatni raz sprawdzam, czy spakowałam
wszystkie swoje rzeczy. Mając zamiar spędzić, swoje ostatnie dni w
towarzystwie rodziców i Tiny. Mimo, że wciąż nie są
entuzjastycznie nastawieni do mojego pomysłu, ustąpili i
postanowili więcej nie nalegać na zmianę mojego zdania. Niestety z
wyjątkiem mojej siostry, która wciąż ma nadzieję, że tego nie
zrobię.
- Chciałabym jeszcze raz, bardzo za
wszystko podziękować. Nigdy nie zapomnę, co pani dla mnie zrobiła
- żegnam się z panią Elinor, odczuwając smutek z powodu naszego
pożegnania.
- Emily, to drobiazg. Było mi bardzo miło, że
mogłam ci tutaj gościć. Życzę ci powodzenie. Mam tylko nadzieję,
że nie widzimy się po raz ostatni- przytula mnie do siebie
przyjaźnie. A ja wprost nie mogę uwierzyć, w to ile dobroci
ofiarowała mi w ostatnim czasie.
- Oczywiście, że nie. Jak
tylko wrócę, panią odwiedzę pierwszą - obiecuję i zaczynam
zbierać się do wyjścia, wiedząc że na dole, czeka już na mnie
tata.
Tuż przed opuszczeniem budynku, który
był świadkiem moich wielu szczęśliwych, jak i niezwykle
dołujących chwil. Spoglądam w górę, w stronę wyższych pięter.
Żegnając się tym samym na zawsze z czymś, co miało być trwałe
i niezmienne.
Nie mogłam zaprzeczyć przed samą sobą, że
moje serce wciąż należało do Andreasa. Kochałam go
niewyobrażalnie mocno, ale to nie miało już żadnego znaczenia.
Czasu i popełnionych czynów nie da się cofnąć. Uśmiecham się
smutno, idąc w stronę zaparkowanego samochodu. Wiedząc, że po raz
kolejny, rozpoczynam nowy rozdział w swoim życiu.
-
Emily, proszę cię. Nie wyjeżdżaj - Tina jest nieprzejednana i w
przeciwieństwie do rodziców, nadal próbuje mnie odwieźć od
wyjazdu.
- Przykro mi, ale to postanowione. Za nic nie zmienię
swojego zdania - próbuję uświadomić siostrze, że nie ma, po co
marnować czasu.
- Zobaczysz, że jeszcze tego pożałujesz.
Przecież mogłabyś zostać tutaj z nami. Za jakiś czas
zapomniałabyś o Monachium i wszystkim, co z tym związane -
zupełnie nie przekonuje mnie ten argument.
- Taka jesteś
pewna? Mam, co do tego inne zdanie - nasza rozmowa, coraz bardziej
mnie irytuje.
- Postępujesz bardzo egoistycznie. Zupełnie się
z nikim nie liczysz. Pomyślałaś, jak będzie cię brakowało mnie
i rodzicom? Rozumiem, że Andreas zachował się skandalicznie. Ale
to nie powód, żeby rzucać wszystko i wyjeżdżać - spoglądam na
nią z rozczarowaniem. Myślałam, że będzie starała się mnie
zrozumieć. A tymczasem, jest zupełnie na odwrót.
- Prosiłam,
żebyś nie poruszała więcej tego tematu. Jestem dorosła i sama
ponoszę odpowiedzialność za swoje decyzje - mówię z pewnością
w głosie.
- Chociaż raz, mogłabyś kogoś posłuchać, ale
nie....- odpowiedź Tiny, która zapewne jeszcze bardziej by mnie
zdenerwowała. Przerywa dzwonek do drzwi.
-
Otworzę. A ty przez ten czas, trochę ochłoń. Nie chcę się z
tobą kłócić - proszę ją, następnie udając się w kierunku
drzwi. Nie spodziewając się, że za nimi, czeka mnie bardzo niemiła
niespodzianka.
Wyjazd do Rzymu, z jednej strony mam nadzieję że ktoś jednak odwiedzie Emily od tego pomysłu. Choć z drugiej strony, wydaje mi się to jednak dobrym pomysłem.Może jej to pomoże uporać się z cierpieniem jakie odczuwa.Bo nie uwierzę że pomoże jej to zapomnieć o Andreasie ;)
OdpowiedzUsuńDobra , wygrałaś ;) Marc zaczął mnie do siebie przekonywać.Jakoś w tym rozdziale przestał być kompletnym dupkiem i naprawdę podobało mi się ich spotkanie. Cieszę się jednak że to przyjacielska relacja a nic więcej ;) Jak zwykle musiałaś zakończyć tak że już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ;) Kogo zobaczy Emily za drzwiami ? Czy zmieni jednak swoją decyzję? ? Mam nadzieję że nie będziesz nas długo trzymać w niepewności ;)
Nie zgadzam się koleżanką wyżej, bo ja uważam, że powinna wyjechać i zacząć wszystko od nowa :) Mieć nowy start i w ogóle. Oczywiście to wiadome, że będzie ciężko jej zapomnieć o Andreasie, którego nadal kocha, ale z czasem powinno się to zmienić
OdpowiedzUsuńDo Andreasa już się raczej nie przekonam, stracił moją sympatię, ponieważ tak bardzo kibicowałam tej parze, a on zniszczył to tak łatwo i to w taki sposób. Wiedziałam, że na pewno między nimi coś się popsuje, ale ta zdrada? Wow, zdrada popsuła moje podejście do tego bohatera.
Jestem totalnie zszokowana Marciem i tym jak normalnie rozmawiał i doradzał Emily. Jest to dla mnie niepojęte, bo przecież to jego była XDDD nie wiem czy to dobrze czy źle, że jest taki przyjacielski...Najlepiej by było żeby zajął się ta swoją Vanessą