Budzę
się wczesnym rankiem, niemal od razu przypominając sobie wydarzenia
ubiegłej nocy. Spoglądam na porozrzucane po całej podłodze
pokoju, nasze ubrania. A rumieńce zawstydzenia, mimowolnie wpływają
na moje policzki. Bałagan, który zrobiliśmy jest idealnym
potwierdzeniem na
to,
że zdecydowanie
większości ostatnich minionych godzin, nie przeznaczyliśmy z
Andreasem na sen.
Odwracam
się w jego kierunku, uśmiechając się na widok jego, spokojnej
twarzy pogrążonej we śnie. W żadnym wypadku, nie żałuję tego,
co się między nami wydarzyło. Wspólna noc, uświadczyła mnie
wyłącznie w przekonaniu, że moje uczucia do niego zdecydowanie
wykraczają poza zwykłą sympatię.
I
czas w końcu się z tym pogodzić oraz spróbować zaakceptować. Są
one tym, czego brakowało mi w moim niedawno co, zakończonym
związku. O którym staram się powoli zapominać.
Składam
na policzku Andreasa delikatny pocałunek i wstaję po cichu z łóżka,
starając się go nie obudzić. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ten
wspólny wyjazd, tak wiele zmienił w naszej dotychczasowej
relacji.
Gdy
na zegarach zaczyna dochodzić dziewiąta rano, postanawiam obudzić
Andreasa, zdając sobie sprawę z tego, że powinniśmy powoli zacząć
się przygotowywać do powrotu.
-
Pobudka. Czas wstawać - nachylam się, szepcząc mu do ucha,
składając następnie pocałunek na jego ustach.
-
Tak mógłbym być budzony codziennie - odrywa się ode mnie na
chwilę, szeroko uśmiechając.
-
Nie przyzwyczajaj się za szybko. Chyba za bardzo zaczęłam cię
ostatnio rozpieszczać - droczę się z nim. Będąc w wyśmienitym
humorze. Od dawna już, nie czułam się bardziej szczęśliwa niż
podczas dzisiejszego poranka.
Andreas
nawet
nic nie odpowiada, tylko przyciąga
mnie znowu
do
siebie i ponownie zaczyna całować.
-
Do twarzy ci w mojej koszuli - mruczy podczas składania krótkich
pocałunków na mojej szyi i obojczykach. Chwilę wcześniej, zdążył
już odpiąć kilka jej górnych guzików.
Jest
mi tak przyjemnie i błogo, że najchętniej zostałabym z nim tutaj,
jeszcze przez długi czas. Co niestety jest niemożliwe.
-
Andi, powinniśmy się zacząć szykować do wyjazdu. Trzeba tu
jeszcze trochę posprzątać. Czas wrócić do rzeczywistości -
kończę tą naszą wymianę czułości i przywracam nas do
porządku.
W
końcu po kilku minutach marudzenia, widzę jak wstaje z łóżka i
robi to, o co go proszę.
Podczas
drogi powrotnej do Monachium, zastanawiam się jak teraz to wszystko
będzie między nami wyglądało. Cała
ta sytuacja,
wydawała
się łatwiejsza,
gdy byliśmy z daleka od naszego prawdziwego życia. Gdy powróci
szara rzeczywistość, może przestać być tak idealnie, jak w
bajce. Zaczną
się problemy i monotonia życia codziennego, a tego obawiam się
najbardziej.
Poza tym, to że nasza relacja przekroczyła granicę przyjaźni, a
ja przestałam się przed tym bronić. Nie oznacza, że zostaliśmy
kochającą się parą, która świata poza sobą nie widzi. Do tego
jeszcze, jest zdecydowanie zbyt wcześnie, przynajmniej dla mnie. Nie
mam zamiaru po raz kolejny, przez zbytni pośpiech. Doświadczyć
rozczarowania i następnej
porażki.
-
Emily, o czym ty tak intensywnie myślisz, że zupełnie odpłynęłaś?
- słyszę ciche pytania, przywracające mnie z daleka moich
rozważań.
-
O wszystkim i o niczym - odpowiadam lakonicznie, nie chcąc zagłębiać
się w szczegóły.
-
A co powiesz na to, żebyśmy gdzieś wieczorem wspólnie wyszli? -
proponuje, a ja mimo że bardzo chciałabym się na to zgodzić, ze
względu na masę nauki, zwyczajnie nie mogę.
-
Z wielką chęcią, ale niestety
innym razem. Mam już na dzisiaj zaplanowaną
randkę. Trochę się spóźniłeś - dostrzegam zszokowany wzrok
Andreasa i ogarniającą go złość. Staram się powstrzymać wybuch
śmiechu, spowodowany jego reakcją.
-
Co takiego? Niby z kim? - pyta z zacięta miną. Biorąc na poważnie
moje słowa.
-
Z podręcznikiem i notatkami. Naprawdę wziąłeś moje słowa na
poważnie? - zaczynam się głośno śmiać, nie potrafiąc być
dłużej poważna.
-
Rzeczywiście,
bardzo śmieszne - nie podziela mojego entuzjazmu.
-
Spokojnie zazdrośniku. Jedyny
mężczyzna, który mnie teraz interesuje, to ty - na potwierdzenie
tych słów, całuję go w policzek. Po chwili odwracając się w
stronę okna. Sama przed sobą, będąc zawstydzona swoim
wyznaniem.
Wchodzimy
do zamieszkiwanego przez nas budynku, sprzeczając się o to, kto w
tym tygodniu miał
obowiązek
robienia zakupów. Gdy uświadamiam w końcu Andreasowi,
że to jego kolej i przez jego zapominalstwo, lodówka prawdopodobnie
świeci pustkami. Dostrzegam osobę, która skutecznie psuje mój
świetny nastrój, samą swoją obecnością.
-
Andreas, wróciłeś! - Amanda wpatruje się w niego z szerokim
uśmiechem i maślanymi oczami. Praktycznie
rzucając się mu na szyję. Zupełnie
nie zwracając przy tym uwagi
na moją osobę.
A mnie w sekundę podnosi się ciśnienie.
-
Tak, dosłownie przed chwilą - nie rozumiem, po on się jej w ogóle
tłumaczy. Przecież to zupełnie obca osoba.
-
Świetnie, że już jesteś. Więc może teraz znajdziesz już czas,
żeby wpaść do mnie? Na przykład, dziś
wieczorem?
Bardzo, ale to bardzo mi na tym zależy. Jestem już znudzona,
samotnymi wieczorami w pustym mieszkaniu - dziewczyna, pyta go
przymilnym
głosem, niby przypadkiem dotykając jego ramienia, . Dla mnie tego
jest za wiele, nie pozwolę, żeby tak jawnie i na moich oczach sobie
go podrywała. Na pewno nie po ostatnich wydarzeniach i słowach,
które między
nami padły.
-
Nie sądzę, że znajdzie na to czas. Mamy już inne plany, prawda
kochanie? Poza tym, wybacz ale nie jesteśmy zainteresowani
znajomością z tobą - odzywam się po raz pierwszy, podczas tej
rozmowy. Amanda wpatruje się w naszą dwójkę z niedowierzaniem, że
w
ogóle śmiałam jej
zasugerować,
że łączy nas coś więcej niż tylko wspólne mieszkanie.
Jej uśmiech momentalnie znika z twarzy, ustępując
miejscu grymasowi niezadowolenia. Jeszcze bardziej, szokuję ją w
momencie, gdy zwyczajnie przytulam się do Andreasa. Który jest w
równie dużym szoku, jak ona. Zapewne
z powodu,
mojego małego przedstawienia. Jak widać jeszcze nie wie, na
co
mnie stać. Kiedy ktoś próbuje odebrać mi coś, na czym mi
zależy.
Nie
czekając na odpowiedź żadnego z nich. Łapię za rękę Andreasa i
ciągnę go za sobą, w stronę drzwi od mieszkania. Zupełnie nie
przejmuję się tym, że byłam niemiła w stosunku do naszej
sąsiadki, kończąc rozmowę bez żadnego słowa, czy pożegnania.
Zresztą
ją
i tak na pewno to nie obeszło.
-
Wytłumaczysz mi, co to przed chwilą było? - gdy tylko zamykają
się za nami drzwi, słyszę zniecierpliwiony głos Andreasa.
-
Rozmowa z Amandą - odpowiadam głupio.
-
Emily, przestań. Nie powinnaś jej tak niemiło potraktować.
Przecież ona, nie zrobiła ci nic złego. Zwyczajnie chciała nas
lepiej poznać. Pewnie czuje się tutaj niepewnie.
W końcu nikogo tu jeszcze, dobrze nie zna
- nie mogę uwierzyć, że to słyszę.
-
Poprawka, to ciebie chciała lepiej poznać, o mnie jak zwykle nie
wspomniała nawet słowem. Zresztą czy Ty naprawdę nie widzisz, że
się jej podobasz i tylko dlatego, chce się do ciebie zbliżyć? -
nie wytrzymuję i podnoszę głos.
-
Przesadzasz. Wcale nie odczułem niczego takiego, masz
widocznie mylne wyobrażenie rzeczywistości.
Uważam, że zwyczajnie chce bliżej zaznajomić się z otoczeniem.
Za to ty od początku z góry jesteś do niej uprzedzona. Przez co i
ona nie darzy cię zbytnią sympatią. A to pewnie tylko dlatego,
jesteś do niej tak zniechęcona,
że to
właśnie
przez nią musiałaś się wyprowadzić, prawda? - patrzę na niego
ze złością. Jak mógł w ogóle, coś takiego zasugerować.
-
Kwestia
mieszkania,
nie ma nic do rzeczy i myślałam,
że o tym wiesz. Ale skoro,
tak bardzo jesteś zwolennikiem znajomości z nią. To co tutaj
jeszcze robisz? Idź sobie do niej i przestań mącić mi w głowie.
Nie wiem tylko, po co było to wszystko. Na pewno będzie zadowolona,
że jaśnie pan Wellinger. Uległ w końcu jej wdziękom.
W
końcu to idealna partia dla ciebie. Nie to, co ja. Na co więc
czekasz?
- nie potrafię się powstrzymać i mówię, co tylko ślina
przyniesie mi na język.
Chcę
już go wyminąć i zamknąć się w swoim pokoju, ale mi na to nie
pozwala. Przyciąga mnie do siebie i po prostu przytula. Na początku
próbuję się wyrwać, ale
nic mi z tego nie przychodzi.
Andreas
nic nie mówi, czekając
cierpliwie, aż się uspokoję.
-
I kto tu jest o kogo zazdrosny? Powiem to tylko raz i więcej nie mam
zamiaru powtarzać. Amanda zupełnie mnie nie obchodzi. Dlatego może
robić, co tylko sobie chce. Ale nic, jej to nie da. Chciałem być
wyłącznie wobec
niej miły, poza tym i tak miałem zamiar jej odmówić. Tylko,
że nie dałaś mi na to okazji. Wyłącznie
ty, mnie teraz interesujesz. Więc przestań się już złościć.
Nie psujmy już na wstępie tego, co udało nam się w końcu
osiągnąć - słyszę jego cichy głos, a cała nagromadzona we mnie
wściekłość momentalnie, gdzieś znika. Wiedząc, że ma rację.
-
Przepraszam. Może faktycznie trochę przesadziłam. Ja naprawdę,
nie chcę się z tobą kłócić. Postaram
się bardziej nad sobą panować - przyznaję się do błędu. Nasze
spojrzenia się spotykają, a ja uświadamiam sobie, że za nic w
świecie nie chcę go stracić.
-
Ja też się postaram. Obiecuję też, że nie będę się angażował
w żadna bliższą relację z nią - po tych słowach całuje mnie
czule, a ja postanawiam mu uwierzyć i zaufać.
Wychodzę
do sklepu, aby zrobić jakieś małe zakupy. Tak w ramach
zadośćuczynienia, za wywołaną wcześniej kłótnie. Chcę też do
końca ochłonąć. Niestety ponowne spotkanie Amandy, która skądś
wraca skutecznie niweczy moje plany.
-
Naprawdę myślisz, że wygrałaś? Jeśli tak, to jesteś w dużym
błędzie. Zrobię wszystko, aby on był mój - patrzy na mnie z
niechęcią.
-
Życzę powodzenia. Według moich informacji, jest tobą kompletnie
niezainteresowany - odwzajemniam
jej pełne nienawiści spojrzenie.
-
Emily, naprawdę jesteś taka naiwna i
w to wierzysz?
Chyba jesteś ślepa, że nie widzisz jakimi spojrzeniami mnie
obdarza. To tylko kwestia czasu, aż go zdobędę. Zawsze dostaję
to, czego chcę - wiem, że ona robi to tylko po, aby wyprowadzić
mnie z równowagi. Ale ziarno niepewności zostaje we mnie
zasiane.
-
To jest nas dwie. Nie myśl, że odpuszczę bez walki - wymijam ją,
nie mając zamiaru dłużej jej słuchać.
Staram
się nie przejmować jej słowami, ale doskonale zdaję sobie sprawę,
że muszę na nią uważać. Mam tylko nadzieję, że
Andreas
nie zawiedzie mojego zaufania i rzeczywiście, nie obchodzi go jej
osoba.
Trzymając
torby z zakupami, staram
się wyjąć dzwoniący telefon z kieszeni. Gdy mi się to udaje, bez
większego wahania odrzucam połączenie. Marc wciąż nie daje za
wygraną i próbuje odbudować naszą znajomość, mimo mojej
niechęci i setek tłumaczeń, że to definitywny koniec. Nie mam
zamiaru z nim dzisiaj rozmawiać, mam dość rewelacji jak na jeden
dzień. Wiem także, że muszę porozmawiać na jego temat z
Andreasem. Który zapewne nie będzie zadowolony, że wciąż sobie
nie odpuścił. Co
doprowadzi do kolejnej burzliwej wymiany zdań. Wzdycham
głośno nie
rozumiejąc,
dlaczego to wszystko
musi być takie skomplikowane. Czy nie możemy w spokoju z
Andreasem, cieszyć
się sobą i próbować zbudować czegoś stabilnego? W zamian za to,
ktoś nieustannie próbuje się wtrącać i zniweczyć nasze plany.
Wprowadzając
wyłącznie pomiędzy nas kolejne wątpliwości i nieporozumienia.
Wiedziałam że ta sąsiadka jeszcze namiesza. Mam tylko nadzieję że nie popsujesz bynajmniej szybko ich relacji.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wredna1216
Wiedziałam że wspólny wyjazd tak się skończy hahaha i bardzo dobrze, bo przecież są w sobie zakochani po uszy 😁 uwielbiam tą perke i mam nadzieję że dasz nam jeszcze chwilkę się nimi pocieszyć
OdpowiedzUsuńCo do Amandy to tak jak podejrzewałam będzie ona miała swoją rolę. Zakładam że będzie dążyła po trupach żeby zdobyć Andreasa. Trochę zdziwiło mnie że właśnie Andreas lekko ja bronił i tłumaczył Emily jakimiś bezsensownymi teoriami zachowanie Amandy. Tu nie ma co tłumaczyć! Ona po prostu chce go zdobyć, więc dobrze że Emily wkroczyła i walczyła o to co jej haha oczywiście potem skończyło się to malutką sprzeczka...
Co do Marca to on pewnie też już za chwilę wkroczy i trochę namiesza, no ale co poradzić źle postacie też są potrzebne.
Pisz więc szybciutko rozdział dla nas chyba że już masz to napisanego to wstaw szybciutko i nie trzymaj nas w niepewności ☺
N
Zacznę od tego że bardzo się cieszę że Emily nie stchorzyla i spędziła noc z Andreasem. Bardzo dobrze ze postawiła sie Amandzie i pokazala ze są z Andim razem . Z drugiej strony Amanda pewno nie odpuści i będzie zaciekle walczyć o jego zainteresowanie jak znam życie na pewno nie do końca uczciwymi metodami. Andreas jest tak słodko naiwny jak myśli że Amanda naprawdę chce się zaprzyjaźnić z nimi dwoma😉.Nie podoba mi się ze Marc nadal nie odpuszcza , ciekawe co znowu wpadnie mu do głowy. Mam przeczucie że razem z Amanda mocno tu namieszają. 😉
OdpowiedzUsuńJestem, melduję się. Na razie przeczytałam może 5-6 rozdziałów stecz, ciężko tak od razu wszystko nadrobić - wybacz.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że Emily i Andreas nareszcie zwrócili z tej wojennej ścieżki i już przestali skakać sobie do gardeł.
Amanda to bardzo zawzięta dziewczyna, czuję że mogą być z nią kłopoty. Pewnie jeszcze uda się im namieszać.
Andreas wydaje się być kompletnie nieświadomy tego, co dziewczyna planuje. Aż mi go szkoda, taki naiwny. Ale nic. Mam nadzieję, ze nie będzie zbyt miły dla Amandy i nie zatrze się granica między zwykłą uprzejmością a oszukiwaniem Emily.
Trzymam za nich kciuki i oczywiscie z niecierpliwością czekam na następny. Buziak! :)