środa, 10 stycznia 2018

Rozdział 16


Budzę się wczesnym rankiem, niemal od razu przypominając sobie wydarzenia ubiegłej nocy. Spoglądam na porozrzucane po całej podłodze pokoju, nasze ubrania. A rumieńce zawstydzenia, mimowolnie wpływają na moje policzki. Bałagan, który zrobiliśmy jest idealnym potwierdzeniem na to, że zdecydowanie większości ostatnich minionych godzin, nie przeznaczyliśmy z Andreasem na sen.



Odwracam się w jego kierunku, uśmiechając się na widok jego, spokojnej twarzy pogrążonej we śnie. W żadnym wypadku, nie żałuję tego, co się między nami wydarzyło. Wspólna noc, uświadczyła mnie wyłącznie w przekonaniu, że moje uczucia do niego zdecydowanie wykraczają poza zwykłą sympatię. 
I czas w końcu się z tym pogodzić oraz spróbować zaakceptować. Są one tym, czego brakowało mi w moim niedawno co, zakończonym związku. O którym staram się powoli zapominać. 



Składam na policzku Andreasa delikatny pocałunek i wstaję po cichu z łóżka, starając się go nie obudzić. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ten wspólny wyjazd, tak wiele zmienił w naszej dotychczasowej relacji. 



Gdy na zegarach zaczyna dochodzić dziewiąta rano, postanawiam obudzić Andreasa, zdając sobie sprawę z tego, że powinniśmy powoli zacząć się przygotowywać do powrotu. 
- Pobudka. Czas wstawać - nachylam się, szepcząc mu do ucha, składając następnie pocałunek na jego ustach. 
- Tak mógłbym być budzony codziennie - odrywa się ode mnie na chwilę, szeroko uśmiechając. 
- Nie przyzwyczajaj się za szybko. Chyba za bardzo zaczęłam cię ostatnio rozpieszczać - droczę się z nim. Będąc w wyśmienitym humorze. Od dawna już, nie czułam się bardziej szczęśliwa niż podczas dzisiejszego poranka. 
Andreas nawet nic nie odpowiada, tylko przyciąga mnie znowu do siebie i ponownie zaczyna całować. 



- Do twarzy ci w mojej koszuli - mruczy podczas składania krótkich pocałunków na mojej szyi i obojczykach. Chwilę wcześniej, zdążył już odpiąć kilka jej górnych guzików. 
Jest mi tak przyjemnie i błogo, że najchętniej zostałabym z nim tutaj, jeszcze przez długi czas. Co niestety jest niemożliwe. 
- Andi, powinniśmy się zacząć szykować do wyjazdu. Trzeba tu jeszcze trochę posprzątać. Czas wrócić do rzeczywistości - kończę tą naszą wymianę czułości i przywracam nas do porządku. 
W końcu po kilku minutach marudzenia, widzę jak wstaje z łóżka i robi to, o co go proszę




Podczas drogi powrotnej do Monachium, zastanawiam się jak teraz to wszystko będzie między nami wyglądało. Cała ta sytuacja, wydawała się łatwiejsza, gdy byliśmy z daleka od naszego prawdziwego życia. Gdy powróci szara rzeczywistość, może przestać być tak idealnie, jak w bajce. Zaczną się problemy i monotonia życia codziennego, a tego obawiam się najbardziej. Poza tym, to że nasza relacja przekroczyła granicę przyjaźni, a ja przestałam się przed tym bronić. Nie oznacza, że zostaliśmy kochającą się parą, która świata poza sobą nie widzi. Do tego jeszcze, jest zdecydowanie zbyt wcześnie, przynajmniej dla mnie. Nie mam zamiaru po raz kolejny, przez zbytni pośpiech. Doświadczyć rozczarowania i następnej porażki. 




- Emily, o czym ty tak intensywnie myślisz, że zupełnie odpłynęłaś? - słyszę ciche pytania, przywracające mnie z daleka moich rozważań.
- O wszystkim i o niczym - odpowiadam lakonicznie, nie chcąc zagłębiać się w szczegóły. 
- A co powiesz na to, żebyśmy gdzieś wieczorem wspólnie wyszli? - proponuje, a ja mimo że bardzo chciałabym się na to zgodzić, ze względu na masę nauki, zwyczajnie nie mogę. 
- Z wielką chęcią, ale niestety innym razem. Mam już na dzisiaj zaplanowaną randkę. Trochę się spóźniłeś - dostrzegam zszokowany wzrok Andreasa i ogarniającą go złość. Staram się powstrzymać wybuch śmiechu, spowodowany jego reakcją. 
- Co takiego? Niby z kim? - pyta z zacięta miną. Biorąc na poważnie moje słowa. 
- Z podręcznikiem i notatkami. Naprawdę wziąłeś moje słowa na poważnie? - zaczynam się głośno śmiać, nie potrafiąc być dłużej poważna. 
- Rzeczywiście, bardzo śmieszne - nie podziela mojego entuzjazmu.
- Spokojnie zazdrośniku. Jedyny mężczyzna, który mnie teraz interesuje, to ty - na potwierdzenie tych słów, całuję go w policzek. Po chwili odwracając się w stronę okna. Sama przed sobą, będąc zawstydzona swoim wyznaniem. 




Wchodzimy do zamieszkiwanego przez nas budynku, sprzeczając się o to, kto w tym tygodniu miał obowiązek robienia zakupów. Gdy uświadamiam w końcu Andreasowi, że to jego kolej i przez jego zapominalstwo, lodówka prawdopodobnie świeci pustkami. Dostrzegam osobę, która skutecznie psuje mój świetny nastrój, samą swoją obecnością. 




- Andreas, wróciłeś! - Amanda wpatruje się w niego z szerokim uśmiechem i maślanymi oczami. Praktycznie rzucając się mu na szyję. Zupełnie nie zwracając przy tym uwagi na moją osobę. A mnie w sekundę podnosi się ciśnienie. 
- Tak, dosłownie przed chwilą - nie rozumiem, po on się jej w ogóle tłumaczy. Przecież to zupełnie obca osoba. 
- Świetnie, że już jesteś. Więc może teraz znajdziesz już czas, żeby wpaść do mnie? Na przykład, dziś wieczorem? Bardzo, ale to bardzo mi na tym zależy. Jestem już znudzona, samotnymi wieczorami w pustym mieszkaniu - dziewczyna, pyta go przymilnym głosem, niby przypadkiem dotykając jego ramienia, . Dla mnie tego jest za wiele, nie pozwolę, żeby tak jawnie i na moich oczach sobie go podrywała. Na pewno nie po ostatnich wydarzeniach i słowach, które między nami padły. 
- Nie sądzę, że znajdzie na to czas. Mamy już inne plany, prawda kochanie? Poza tym, wybacz ale nie jesteśmy zainteresowani znajomością z tobą - odzywam się po raz pierwszy, podczas tej rozmowy. Amanda wpatruje się w naszą dwójkę z niedowierzaniem, że w ogóle śmiałam jej zasugerować, że łączy nas coś więcej niż tylko wspólne mieszkanie. Jej uśmiech momentalnie znika z twarzy, ustępując miejscu grymasowi niezadowolenia. Jeszcze bardziej, szokuję ją w momencie, gdy zwyczajnie przytulam się do Andreasa. Który jest w równie dużym szoku, jak ona. Zapewne z powodu, mojego małego przedstawienia. Jak widać jeszcze nie wie, na co mnie stać. Kiedy ktoś próbuje odebrać mi coś, na czym mi zależy. 




Nie czekając na odpowiedź żadnego z nich. Łapię za rękę Andreasa i ciągnę go za sobą, w stronę drzwi od mieszkania. Zupełnie nie przejmuję się tym, że byłam niemiła w stosunku do naszej sąsiadki, kończąc rozmowę bez żadnego słowa, czy pożegnania. Zresztą ją i tak na pewno to nie obeszło. 




- Wytłumaczysz mi, co to przed chwilą było? - gdy tylko zamykają się za nami drzwi, słyszę zniecierpliwiony głos Andreasa. 
- Rozmowa z Amandą - odpowiadam głupio. 
- Emily, przestań. Nie powinnaś jej tak niemiło potraktować. Przecież ona, nie zrobiła ci nic złego. Zwyczajnie chciała nas lepiej poznać. Pewnie czuje się tutaj niepewnie. W końcu nikogo tu jeszcze, dobrze nie zna - nie mogę uwierzyć, że to słyszę. 
- Poprawka, to ciebie chciała lepiej poznać, o mnie jak zwykle nie wspomniała nawet słowem. Zresztą czy Ty naprawdę nie widzisz, że się jej podobasz i tylko dlatego, chce się do ciebie zbliżyć? - nie wytrzymuję i podnoszę głos. 
- Przesadzasz. Wcale nie odczułem niczego takiego, masz widocznie mylne wyobrażenie rzeczywistości. Uważam, że zwyczajnie chce bliżej zaznajomić się z otoczeniem. Za to ty od początku z góry jesteś do niej uprzedzona. Przez co i ona nie darzy cię zbytnią sympatią. A to pewnie tylko dlatego, jesteś do niej tak zniechęcona, że to właśnie przez nią musiałaś się wyprowadzić, prawda? - patrzę na niego ze złością. Jak mógł w ogóle, coś takiego zasugerować. 
- Kwestia mieszkania, nie ma nic do rzeczy i myślałam, że o tym wiesz. Ale skoro, tak bardzo jesteś zwolennikiem znajomości z nią. To co tutaj jeszcze robisz? Idź sobie do niej i przestań mącić mi w głowie. Nie wiem tylko, po co było to wszystko. Na pewno będzie zadowolona, że jaśnie pan Wellinger. Uległ w końcu jej wdziękom. W końcu to idealna partia dla ciebie. Nie to, co ja. Na co więc czekasz? - nie potrafię się powstrzymać i mówię, co tylko ślina przyniesie mi na język. 



Chcę już go wyminąć i zamknąć się w swoim pokoju, ale mi na to nie pozwala. Przyciąga mnie do siebie i po prostu przytula. Na początku próbuję się wyrwać, ale nic mi z tego nie przychodzi. Andreas nic nie mówi, czekając cierpliwie, aż się uspokoję. 




- I kto tu jest o kogo zazdrosny? Powiem to tylko raz i więcej nie mam zamiaru powtarzać. Amanda zupełnie mnie nie obchodzi. Dlatego może robić, co tylko sobie chce. Ale nic, jej to nie da. Chciałem być wyłącznie wobec niej miły, poza tym i tak miałem zamiar jej odmówić. Tylko, że nie dałaś mi na to okazji. Wyłącznie ty, mnie teraz interesujesz. Więc przestań się już złościć. Nie psujmy już na wstępie tego, co udało nam się w końcu osiągnąć - słyszę jego cichy głos, a cała nagromadzona we mnie wściekłość momentalnie, gdzieś znika. Wiedząc, że ma rację. 
- Przepraszam. Może faktycznie trochę przesadziłam. Ja naprawdę, nie chcę się z tobą kłócić. Postaram się bardziej nad sobą panować - przyznaję się do błędu. Nasze spojrzenia się spotykają, a ja uświadamiam sobie, że za nic w świecie nie chcę go stracić. 
- Ja też się postaram. Obiecuję też, że nie będę się angażował w żadna bliższą relację z nią - po tych słowach całuje mnie czule, a ja postanawiam mu uwierzyć i zaufać. 




Wychodzę do sklepu, aby zrobić jakieś małe zakupy. Tak w ramach zadośćuczynienia, za wywołaną wcześniej kłótnie. Chcę też do końca ochłonąć. Niestety ponowne spotkanie Amandy, która skądś wraca skutecznie niweczy moje plany. 





- Naprawdę myślisz, że wygrałaś? Jeśli tak, to jesteś w dużym błędzie. Zrobię wszystko, aby on był mój - patrzy na mnie z niechęcią. 
- Życzę powodzenia. Według moich informacji, jest tobą kompletnie niezainteresowany - odwzajemniam jej pełne nienawiści spojrzenie. 
- Emily, naprawdę jesteś taka naiwna i w to wierzysz? Chyba jesteś ślepa, że nie widzisz jakimi spojrzeniami mnie obdarza. To tylko kwestia czasu, aż go zdobędę. Zawsze dostaję to, czego chcę - wiem, że ona robi to tylko po, aby wyprowadzić mnie z równowagi. Ale ziarno niepewności zostaje we mnie zasiane. 
- To jest nas dwie. Nie myśl, że odpuszczę bez walki - wymijam ją, nie mając zamiaru dłużej jej słuchać. 
Staram się nie przejmować jej słowami, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że muszę na nią uważać. Mam tylko nadzieję, że Andreas nie zawiedzie mojego zaufania i rzeczywiście, nie obchodzi go jej osoba. 



Trzymając torby z zakupami, staram się wyjąć dzwoniący telefon z kieszeni. Gdy mi się to udaje, bez większego wahania odrzucam połączenie. Marc wciąż nie daje za wygraną i próbuje odbudować naszą znajomość, mimo mojej niechęci i setek tłumaczeń, że to definitywny koniec. Nie mam zamiaru z nim dzisiaj rozmawiać, mam dość rewelacji jak na jeden dzień. Wiem także, że muszę porozmawiać na jego temat z Andreasem. Który zapewne nie będzie zadowolony, że wciąż sobie nie odpuścił. Co doprowadzi do kolejnej burzliwej wymiany zdań. Wzdycham głośno nie rozumiejąc, dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane. Czy nie możemy w spokoju z Andreasem, cieszyć się sobą i próbować zbudować czegoś stabilnego? W zamian za to, ktoś nieustannie próbuje się wtrącać i zniweczyć nasze plany. Wprowadzając wyłącznie pomiędzy nas kolejne wątpliwości i nieporozumienia. 

4 komentarze:

  1. Wiedziałam że ta sąsiadka jeszcze namiesza. Mam tylko nadzieję że nie popsujesz bynajmniej szybko ich relacji.
    Pozdrawiam Wredna1216

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam że wspólny wyjazd tak się skończy hahaha i bardzo dobrze, bo przecież są w sobie zakochani po uszy 😁 uwielbiam tą perke i mam nadzieję że dasz nam jeszcze chwilkę się nimi pocieszyć
    Co do Amandy to tak jak podejrzewałam będzie ona miała swoją rolę. Zakładam że będzie dążyła po trupach żeby zdobyć Andreasa. Trochę zdziwiło mnie że właśnie Andreas lekko ja bronił i tłumaczył Emily jakimiś bezsensownymi teoriami zachowanie Amandy. Tu nie ma co tłumaczyć! Ona po prostu chce go zdobyć, więc dobrze że Emily wkroczyła i walczyła o to co jej haha oczywiście potem skończyło się to malutką sprzeczka...
    Co do Marca to on pewnie też już za chwilę wkroczy i trochę namiesza, no ale co poradzić źle postacie też są potrzebne.
    Pisz więc szybciutko rozdział dla nas chyba że już masz to napisanego to wstaw szybciutko i nie trzymaj nas w niepewności ☺
    N

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacznę od tego że bardzo się cieszę że Emily nie stchorzyla i spędziła noc z Andreasem. Bardzo dobrze ze postawiła sie Amandzie i pokazala ze są z Andim razem . Z drugiej strony Amanda pewno nie odpuści i będzie zaciekle walczyć o jego zainteresowanie jak znam życie na pewno nie do końca uczciwymi metodami. Andreas jest tak słodko naiwny jak myśli że Amanda naprawdę chce się zaprzyjaźnić z nimi dwoma😉.Nie podoba mi się ze Marc nadal nie odpuszcza , ciekawe co znowu wpadnie mu do głowy. Mam przeczucie że razem z Amanda mocno tu namieszają. 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem, melduję się. Na razie przeczytałam może 5-6 rozdziałów stecz, ciężko tak od razu wszystko nadrobić - wybacz.
    Bardzo się cieszę, że Emily i Andreas nareszcie zwrócili z tej wojennej ścieżki i już przestali skakać sobie do gardeł.
    Amanda to bardzo zawzięta dziewczyna, czuję że mogą być z nią kłopoty. Pewnie jeszcze uda się im namieszać.
    Andreas wydaje się być kompletnie nieświadomy tego, co dziewczyna planuje. Aż mi go szkoda, taki naiwny. Ale nic. Mam nadzieję, ze nie będzie zbyt miły dla Amandy i nie zatrze się granica między zwykłą uprzejmością a oszukiwaniem Emily.
    Trzymam za nich kciuki i oczywiscie z niecierpliwością czekam na następny. Buziak! :)

    OdpowiedzUsuń