wtorek, 5 grudnia 2017

Rozdział 4


Ostatni tydzień minął mi w głównej mierze, na wyczekiwaniu spotkania z Marciem. Z jednej strony nie mogłam się doczekać piątkowego wieczoru, z drugiej natomiast denerwowałam się z tego powodu coraz bardziej. Bałam się, że zbyt dużo sobie po nim obiecuję i srogo się rozczaruję. Gdy okaże się, że w gruncie rzeczy nie znajdziemy wspólnego języka i tematów do rozmowy. A cały wieczór upłynie w niezręcznej ciszy, przerywanej od czasu do czasu zdawkowymi pytaniami i odpowiedziami na nie. Nigdy nie było mi łatwo, zawierać kontaktów z nowo poznanymi osobami. Byłam nieufna i zamknięta w sobie. 



Stoję przed otwartą szafą, zastanawiając się co powinnam założyć na dzisiejszy wieczór. Jesienna pogoda za oknem, nie ułatwia mi tego zadania. W końcu, decyduję się czarną sukienkę przed kolano, która będzie pasowała do moich ulubionych czarnych botków, dodających mi trochę centymetrów. Nie znosiłam swojego niskiego wzrostu. Nie raz przysparzał mi już problemów, dlatego praktycznie wszystkie moje buty, były na obcasie. Przynajmniej w ten sposób, mogłam choć trochę pozbyć się swojego kompleksu.



Włosy postanawiam rozpuścić, po ich ówczesnym wyprostowaniu. Do tego delikatny, niezbyt rzucający się w oczy makijaż i jestem gotowa. Uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze, z nadzieją że to spotkanie będzie udane.


Zamykając drzwi od mieszkania, słyszę jak te położone na przeciwko się otwierają. Nie wierzę, że mam takiego pecha i akurat teraz musiałam natknąć się na Andreasa. 
- Wybierasz się gdzieś? - pyta, jak zwykle ironicznym tonem głosuPatrząc na mnie przenikliwie.
- To chyba nie twoja sprawa - odpowiadam, odwracając się do niego. Stoimy na przeciwko siebie i mierzymy się wrogimi spojrzeniami. 
- Może i nie moja. Ale już współczuję temu, kto się z tobą umówił. Uwierz. Nawet to, że się wystroiłaś nie zmieni twojego przeciętnego wyglądu, a już zwłaszcza paskudnego charakteru - choć nie daję tego po sobie poznać, zabolały mnie jego słowa. Nawet jeśli tak o mnie myśli, mógł sobie darować. Nie wiem dlaczego, w ogóle obchodzi mnie jego opinia. 



Myślałam, że po naszym spotkaniu u pani Elinor, zmieni swoje nastawienie do mnie przynajmniej w minimalnym stopniu. Niestety po kilku dniach, względnego spokoju, postanowił zaatakować mnie ze zdwojoną siłą. Wyraźnie nic nie jest w stanie zmienić jego opinii na mój temat.
- Spójrz na siebie. Myślisz, że jesteś taki idealny i wspaniały? Skoro ja mam paskudny charakter, to twój wykracza poza skalę okropności - docinam Wellingerowi i nie dając mu dojść więcej do słowa. Schodzę w pośpiechu na dół. Andreas, potrafił mi zepsuć humor w kilka sekund. Tak bardzo go nie znosiłam, że gdybym tylko miała możliwość zmiany zamieszkania. Bez wahania bym to zrobiła, aby tylko nie musieć więcej go oglądać. Niestety w najbliższym czasie, nie było to możliwe. 



Przed budynkiem dostrzegam czekającego na mnie Marca. Mimowolnie uśmiecham się na jego widok, zapominając o incydencie, który miał miejsce przed chwilą. Słowa Andreasa, przestają mieć dla mnie znaczenie. 
- Cześć. Mam nadzieję, że nie musiałeś na mnie długo czekać - witam się z nim. 
- Witaj, Emily. Przyjechałem dosłownie przed chwilą. To dla ciebie - wręcza mi czerwoną różę. A ja jestem pod wrażeniem, jego dobrego wychowania i sposobu w jaki się do mnie odnosi. Jest zupełnym przeciwieństwem mojego zarozumiałego sąsiada z wybujałym ego.
- Dziękuję, naprawdę nie trzeba było - obdarzam go przyjaznym uśmiechem. 
- Możemy jechać? Stolik już czeka - informuje, a ja podążam za nim w stronę samochodu. 



Droga do restauracji, upływa nam na przyjaznej rozmowie. Dzięki niej dowiaduję się, że Marc pracuje w jednej z większych firm w tym mieście. Na dodatek zajmuje w niej całkiem wysokie stanowisko jak na swój wiek. Czym zaskakuje mnie jeszcze bardziej. Orientuję się, że różnica wieku między nami, nie jest wcale ogromna, ponieważ wynosi tylko cztery lata. A ja nie mam z nią najmniejszego problemu. 



W rewanżu opowiadam trochę o sobie i swoich upodobaniach. Moja skrytość w kontaktach z innymi ludźmi, przy Marcu znika zupełnie. Czuję się wyśmienicie w jego towarzystwie, jak gdybym znała go od lat




- Dawno już nie spotkałem tak świetnej dziewczyny jak ty, Emily. Było warto odważyć się na rozmowę z tobą w tamtej kawiarni - słyszę po chwili milczenia. 
- Też się cieszę, że cię poznałam Marc - mówię szczerze. Przekonana, że warto było dać mu szansę. 



Kolacja w eleganckiej restauracji i wspólnie spędzony czas, sprawia że zaczynam darzyć coraz większą sympatią mojego dzisiejszego towarzystwa. Imponują mi jego szarmanckość i dobre maniery. Zaczynam wierzyć, że ta znajomość naprawdę może przerodzić się w coś poważniejszego. A po spojrzeniach jakimi obdarza mnie Marc. Domyślam się, że nie tylko ja mam takie zdanie na ten temat. 



Po opuszczeniu restauracji, Marc namawia mnie na krótki spacer. Zgadzam się bez większego zastanowienia. Chcąc jak najdłużej przeciągnąć nasz wspólny wieczór. Od dawna nie bawiłam się tak dobrze, dlatego chcę wykorzystać ten czas, najlepiej jak tylko potrafię.



Późnym wieczorem, gdy na powrót stajemy przed budynkiem, w którym mieszkam. Czuję się zadowolona i szczęśliwa, mając za sobą wspaniały wieczór. 
- Dziękuję za miłe spotkanie. Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy - zaczynam na pożegnanie, patrząc wprost w jego oczy. Zatapiam się ciepłym spojrzeniu, jego brązowych tęczówek. 
- Musimy, już dawno tak dobrze się nie z nikim nie bawiłem - cieszą mnie jego słowa. 
- W takim razie do zobaczenia - chcę już się od niego oddalić, gdy nieoczekiwanie łapie mnie za rękę. 
- Pozwól, że cię odprowadzę - zdadzam się i wspólnie pokonujemy niekończące się schody, do mojego mieszkania. Największą wadą tego miejsca jest brak windy.



Docieramy na miejsce, a w momencie gdy odnajduję klucze w swojej torebce, wiem że nadszedł czas naszego pożegnania. 
- Do widzenia, Marc. Liczę, że niedługo się odezwiesz - z wyczekiwaniem, czekam na jego potwierdzenie. 
- Oczywiście, że się odezwę - nieoczekiwanie zmniejsza pomiędzy nami odległość. A jego twarz, zbliża się w błyskawicznym tempie do mojej. Kładzie delikatnie swoją dłoń na moim policzku, a swoje usta styka z moimi. Na początku nie mam pojęcia, co powinnam zrobić. Mając wątpliwości, czy to aby nie dzieje się za szybko. Po chwili jednak, odwzajemniam pocałunek, przyciągając go bliżej do siebie. 



- Dobranoc, Emily - słyszę, gdy odsuwamy się od siebie. 
- Dobranoc - żegnam się. Wciąż będąc oszołomiona, tą chwilą bliskości pomiędzy nami.
Otwierając ponownie drzwi do swojego mieszkania, słyszę kroki za sobą. Odwracam się z szerokim uśmiechem, będąc przekona że to Marc o czymś zapomniał. Niestety zamiast tego, natykam się na wściekłe spojrzenie Andreasa. W takim stanie go jeszcze nie widziałam. 



- Widzę, że jesteś rozczarowana. Niestety to tylko ja, a nie twój nowy obiekt westchnień. Mam do ciebie tylko jedną prośbę, następnym razem oszczędź mi takich widoków, jak ten przed chwilą - zamieram słysząc te słowa. Gdyby to nie był Wellinger, pomyślałbym że jest najzwyczajniej w świecie zazdrosny i stąd te jego uszczypliwe komentarze. Uznaję to jednak za zwykły absurd, przecież to w jego przypadku po prostu niemożliwe. Zastanawiam się za to, jakim cudem nie dostrzegłam wcześniej jego obecności. Czy on zawsze musi pojawiać się w najmniej pożądanym momencie i być świadkiem wydarzeń, które zupełnie go nie dotyczą? 
- Nikt nie kazał ci patrzeć. Widać, sam chciałbyś być na miejscu Marca, skoro aż tak ci to przeszkadzało - już w chwili wypowiadania tych słów, zaczynam ich żałować. Nie powinnam go tak prowokować, przecież on jest nieobliczalny. 
Zbliża się do mnie na niebezpieczną odległość z mordem w oczach. Ze strachem patrzę na niego, gdy łapie mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie. 


- Musiałbym chyba zwariować, żeby chcieć być na jego miejscu. Jestem za to prawie pewien, że ty oddałabyś wiele, żeby to on był mną. Przyznaj, że to o mnie śnisz po nocach, podczas gdy on praktycznie w ogóle cię nie obchodzi. Myślisz, że nie widzę jak na mnie patrzysz - szepcze do mojego ucha, a po mojej skórze przechodzą dreszcze. 
- Puść mnie - nie jestem w stanie dłużej znieść jego bliskości. Czując jak mój organizm w zupełnie niewytłumaczalny sposób na nią reaguje. Mój oddech się spłyca, a jedyne o czym jestem w stanie myśleć, to czy jego pocałunki rzeczywiście okazałyby się lepsze od tych Marca. Na szczęście, Andreas spełnia moją prośbę i w mgnieniu oka znika w swoim mieszkaniu, zanim zrobiłabym coś czego żałowałabym do końca życia



Stoję jak wmurowana, nie potrafiąc racjonalnie wytłumaczyć sobie tego, co przed chwilą miało miejsce. Zbieram się jednak w sobie i przekraczam próg mieszkania. Zatrzaskuję głośno za sobą drzwi, za wszelką cenę nie chcąc dopuścić do siebie świadomości, że słowa Wellingera mogły być prawdą. Przecież ja go nienawidzę. Nie potrafię jednak dłużej okłamywać samej siebie, że na jakiś zupełnie pokręcony sposób, coś mnie do niego przyciąga. Ale nie dam mu tej satysfakcji i zrobię wszystko, aby pozbyć się tej dziwnej fascynacji jego osobą. A znajomość z Marciem bardzo mi w tym pomoże. Pasujemy do siebie idealnie, a być może za jakiś czas zostaniemy nawet parą.

3 komentarze:

  1. Ja tu stosunkowo od niedawna,ale rozdziały nad robiłam wszystkie. Wiem, że to może dziwne, ale ja w jakiś pokręcony sposób uwielbiam ich kłótnie. Kto wie może Andreas naprawdę był zazdrosny. No nic pozostaje mi tylko czekać na dalsze rozwinięcie akcji
    Pozdrawiam Wredna1216 :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wellinger zazdrosny :)Jestem tego pewna i miałam cichą nadzieję że jednak ją pocałuje.Ale sposób w jaki odzywa się do Emily jest okropny,jestem ciekawa jak rozwinie się jej znajomość z Marciem ,jednak bardziej czekam na jej spotkania z Andreasem .Kocham je :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham te ich kłótnie i te złośliwe komentarze. Są najlepsi! Nie mogę się doczekać aż coś między nimi się zacznie (tak na poważnie)
    Andreas na bank zazdrosny o swojego konkurenta.
    Super się czytało. Dosłownie półknęłam ten rozdział.
    Życzę weny i czekam na next 😁
    N

    https://youreyeslooksad.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń