Ostatni
tydzień minął mi w głównej mierze, na wyczekiwaniu spotkania z
Marciem. Z jednej strony nie mogłam się doczekać piątkowego
wieczoru, z drugiej natomiast denerwowałam się z tego
powodu coraz bardziej. Bałam się, że zbyt dużo sobie po nim
obiecuję i srogo się rozczaruję. Gdy okaże się, że w gruncie
rzeczy nie znajdziemy wspólnego języka i tematów do rozmowy. A
cały wieczór upłynie w niezręcznej ciszy, przerywanej od czasu do
czasu zdawkowymi pytaniami i odpowiedziami na nie. Nigdy
nie było mi łatwo, zawierać kontaktów z nowo poznanymi osobami.
Byłam nieufna i zamknięta w sobie.
Stoję
przed otwartą szafą, zastanawiając się co powinnam założyć na
dzisiejszy wieczór. Jesienna pogoda za oknem, nie ułatwia mi tego
zadania. W końcu, decyduję się czarną sukienkę przed kolano,
która będzie pasowała do moich ulubionych czarnych botków, dodających mi trochę centymetrów. Nie znosiłam swojego niskiego
wzrostu. Nie raz przysparzał mi już problemów, dlatego praktycznie
wszystkie moje buty, były na obcasie. Przynajmniej w ten sposób,
mogłam choć trochę pozbyć się swojego kompleksu.
Włosy
postanawiam rozpuścić, po ich ówczesnym wyprostowaniu. Do tego
delikatny, niezbyt rzucający się w oczy makijaż i jestem
gotowa. Uśmiecham
się do swojego odbicia w lustrze, z nadzieją że to spotkanie
będzie udane.
Zamykając
drzwi od mieszkania, słyszę jak te położone na przeciwko się
otwierają. Nie wierzę, że mam takiego pecha i akurat teraz
musiałam natknąć się na Andreasa.
-
Wybierasz się gdzieś? - pyta, jak zwykle ironicznym tonem
głosu. Patrząc
na mnie przenikliwie.
-
To chyba nie twoja sprawa - odpowiadam, odwracając się do niego.
Stoimy na przeciwko siebie i mierzymy się wrogimi spojrzeniami.
-
Może i nie moja. Ale już współczuję temu, kto się z tobą
umówił. Uwierz. Nawet to, że się wystroiłaś nie zmieni twojego
przeciętnego wyglądu, a już zwłaszcza
paskudnego charakteru - choć nie daję tego po sobie poznać,
zabolały mnie jego słowa. Nawet
jeśli tak o mnie myśli, mógł sobie darować.
Nie wiem dlaczego, w ogóle obchodzi mnie jego opinia.
Myślałam,
że po naszym spotkaniu u pani Elinor, zmieni swoje nastawienie do
mnie przynajmniej w minimalnym stopniu. Niestety po kilku dniach, względnego spokoju, postanowił zaatakować mnie ze zdwojoną
siłą. Wyraźnie
nic nie jest w stanie zmienić jego opinii na mój temat.
-
Spójrz na siebie. Myślisz, że jesteś taki idealny i wspaniały?
Skoro ja mam paskudny charakter, to twój wykracza poza skalę
okropności - docinam Wellingerowi i nie dając mu dojść więcej do
słowa. Schodzę w pośpiechu na dół. Andreas, potrafił mi zepsuć
humor w kilka sekund. Tak bardzo go nie znosiłam, że gdybym tylko
miała możliwość zmiany zamieszkania. Bez wahania bym to zrobiła,
aby tylko nie musieć więcej go oglądać. Niestety w najbliższym
czasie, nie było to możliwe.
Przed
budynkiem dostrzegam czekającego na mnie Marca. Mimowolnie uśmiecham
się na jego widok, zapominając o incydencie, który miał miejsce
przed chwilą. Słowa
Andreasa, przestają mieć dla mnie znaczenie.
-
Cześć. Mam nadzieję, że nie musiałeś na mnie długo czekać -
witam się z nim.
-
Witaj, Emily. Przyjechałem dosłownie przed chwilą. To dla ciebie -
wręcza mi czerwoną różę. A ja jestem pod wrażeniem, jego
dobrego wychowania i sposobu w jaki się do mnie odnosi. Jest
zupełnym przeciwieństwem mojego zarozumiałego sąsiada z wybujałym
ego.
-
Dziękuję, naprawdę nie trzeba było - obdarzam go przyjaznym
uśmiechem.
-
Możemy jechać? Stolik już czeka - informuje, a ja podążam za nim
w stronę samochodu.
Droga
do restauracji, upływa nam na przyjaznej rozmowie. Dzięki niej
dowiaduję się, że Marc pracuje w jednej z większych firm w tym
mieście. Na dodatek zajmuje w niej całkiem wysokie stanowisko jak
na swój wiek. Czym
zaskakuje mnie jeszcze bardziej. Orientuję się, że różnica
wieku między nami, nie jest wcale ogromna, ponieważ wynosi tylko
cztery lata. A ja nie mam z nią najmniejszego problemu.
W
rewanżu opowiadam trochę o sobie i swoich upodobaniach. Moja
skrytość w kontaktach z innymi ludźmi, przy Marcu znika zupełnie.
Czuję się wyśmienicie w jego towarzystwie, jak
gdybym znała go od lat.
-
Dawno już nie spotkałem tak świetnej dziewczyny jak ty, Emily.
Było warto odważyć się na rozmowę z tobą w tamtej kawiarni -
słyszę po chwili milczenia.
-
Też się cieszę, że cię poznałam Marc - mówię szczerze.
Przekonana, że warto było dać mu szansę.
Kolacja
w eleganckiej restauracji i wspólnie spędzony czas, sprawia że
zaczynam darzyć coraz większą sympatią mojego dzisiejszego
towarzystwa. Imponują mi jego szarmanckość i dobre maniery.
Zaczynam wierzyć, że ta znajomość naprawdę może przerodzić się
w coś poważniejszego. A po spojrzeniach jakimi obdarza mnie Marc.
Domyślam się, że nie tylko ja mam takie zdanie na ten temat.
Po
opuszczeniu restauracji, Marc namawia mnie na krótki spacer. Zgadzam
się bez większego zastanowienia. Chcąc jak najdłużej przeciągnąć
nasz wspólny wieczór. Od
dawna nie bawiłam się tak dobrze, dlatego chcę wykorzystać ten
czas, najlepiej jak tylko potrafię.
Późnym
wieczorem, gdy na powrót stajemy przed budynkiem, w którym
mieszkam. Czuję się zadowolona i szczęśliwa, mając za sobą
wspaniały wieczór.
-
Dziękuję za miłe spotkanie. Mam nadzieję, że jeszcze to
powtórzymy - zaczynam na pożegnanie, patrząc wprost w jego oczy.
Zatapiam się ciepłym spojrzeniu, jego brązowych tęczówek.
-
Musimy, już dawno tak dobrze się nie z nikim nie bawiłem - cieszą
mnie jego słowa.
-
W takim razie do zobaczenia - chcę już się od niego oddalić, gdy
nieoczekiwanie łapie mnie za rękę.
-
Pozwól, że cię odprowadzę - zdadzam się i wspólnie pokonujemy
niekończące się schody, do mojego mieszkania. Największą
wadą tego miejsca jest brak windy.
Docieramy
na miejsce, a w momencie gdy odnajduję klucze w swojej torebce, wiem
że nadszedł czas naszego pożegnania.
-
Do widzenia, Marc. Liczę, że niedługo się odezwiesz - z
wyczekiwaniem, czekam na jego potwierdzenie.
-
Oczywiście, że się odezwę - nieoczekiwanie zmniejsza pomiędzy
nami odległość. A jego twarz, zbliża się w błyskawicznym tempie
do mojej. Kładzie delikatnie swoją dłoń na moim policzku, a swoje
usta styka z moimi. Na początku nie mam pojęcia, co powinnam
zrobić. Mając wątpliwości, czy to aby nie dzieje się za szybko.
Po chwili jednak, odwzajemniam pocałunek, przyciągając go bliżej
do siebie.
-
Dobranoc, Emily - słyszę, gdy odsuwamy się od siebie.
-
Dobranoc - żegnam się. Wciąż
będąc oszołomiona, tą chwilą bliskości pomiędzy
nami.
Otwierając
ponownie drzwi do swojego mieszkania, słyszę kroki za sobą.
Odwracam się z szerokim uśmiechem, będąc przekona że to Marc o
czymś zapomniał. Niestety zamiast tego, natykam się na wściekłe
spojrzenie Andreasa. W takim stanie go jeszcze nie widziałam.
-
Widzę, że jesteś rozczarowana. Niestety to tylko ja, a nie twój
nowy obiekt westchnień. Mam
do ciebie tylko jedną prośbę, następnym
razem oszczędź mi takich widoków, jak ten przed chwilą - zamieram
słysząc te słowa. Gdyby to nie był Wellinger, pomyślałbym że
jest najzwyczajniej w świecie zazdrosny i stąd te jego uszczypliwe
komentarze. Uznaję to jednak za zwykły absurd, przecież
to w jego przypadku po prostu niemożliwe.
Zastanawiam się za to, jakim cudem nie dostrzegłam wcześniej jego
obecności. Czy on zawsze musi pojawiać się w najmniej pożądanym
momencie i być świadkiem wydarzeń, które zupełnie go nie
dotyczą?
-
Nikt nie kazał ci patrzeć. Widać, sam chciałbyś być na miejscu
Marca, skoro aż tak ci to przeszkadzało - już w chwili
wypowiadania tych słów, zaczynam ich żałować. Nie powinnam go
tak prowokować, przecież on jest nieobliczalny.
Zbliża
się do mnie na niebezpieczną odległość z mordem w oczach. Ze
strachem patrzę na niego, gdy łapie mnie za nadgarstki i przyciąga
do siebie.
-
Musiałbym chyba zwariować, żeby chcieć być na jego miejscu.
Jestem za to prawie pewien, że ty oddałabyś wiele, żeby to on był
mną. Przyznaj, że to o mnie śnisz po nocach, podczas
gdy on praktycznie w ogóle cię nie obchodzi.
Myślisz, że nie widzę jak na mnie patrzysz - szepcze do mojego
ucha, a po mojej skórze przechodzą dreszcze.
-
Puść mnie - nie jestem w stanie dłużej znieść jego bliskości.
Czując jak mój organizm w zupełnie niewytłumaczalny sposób na
nią reaguje. Mój oddech się spłyca, a jedyne o czym jestem w
stanie myśleć, to czy jego pocałunki rzeczywiście okazałyby się
lepsze od tych Marca. Na szczęście, Andreas spełnia moją prośbę
i w mgnieniu oka znika w swoim mieszkaniu, zanim
zrobiłabym coś czego żałowałabym do końca życia.
Stoję
jak wmurowana, nie potrafiąc racjonalnie wytłumaczyć sobie tego,
co przed chwilą miało miejsce. Zbieram się jednak w sobie i
przekraczam próg mieszkania. Zatrzaskuję głośno za sobą drzwi,
za wszelką cenę nie chcąc dopuścić do siebie świadomości, że
słowa Wellingera mogły być prawdą. Przecież ja go nienawidzę.
Nie potrafię jednak dłużej okłamywać samej siebie, że na jakiś
zupełnie pokręcony sposób, coś mnie do niego przyciąga. Ale nie
dam mu tej satysfakcji i zrobię wszystko, aby pozbyć się tej
dziwnej fascynacji jego osobą. A znajomość z Marciem bardzo mi w
tym pomoże. Pasujemy do siebie
idealnie, a być może za jakiś czas zostaniemy nawet parą.
Ja tu stosunkowo od niedawna,ale rozdziały nad robiłam wszystkie. Wiem, że to może dziwne, ale ja w jakiś pokręcony sposób uwielbiam ich kłótnie. Kto wie może Andreas naprawdę był zazdrosny. No nic pozostaje mi tylko czekać na dalsze rozwinięcie akcji
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wredna1216 :*
Wellinger zazdrosny :)Jestem tego pewna i miałam cichą nadzieję że jednak ją pocałuje.Ale sposób w jaki odzywa się do Emily jest okropny,jestem ciekawa jak rozwinie się jej znajomość z Marciem ,jednak bardziej czekam na jej spotkania z Andreasem .Kocham je :)
OdpowiedzUsuńKocham te ich kłótnie i te złośliwe komentarze. Są najlepsi! Nie mogę się doczekać aż coś między nimi się zacznie (tak na poważnie)
OdpowiedzUsuńAndreas na bank zazdrosny o swojego konkurenta.
Super się czytało. Dosłownie półknęłam ten rozdział.
Życzę weny i czekam na next 😁
N
https://youreyeslooksad.blogspot.com/