piątek, 5 stycznia 2018

Rozdział 14



Ostatni raz, przed zamknięciem swojej niewielkiej walizki. Sprawdzam, czy wszystkie potrzebne mi rzeczy się w niej znajdują. Spoglądam w szczególności na czerwoną, elegancką suknię sięgającą swoją długością do ziemi, którą postanowiłam zakupić już jakiś czas temu, na ten wyjątkowy i jeden z najważniejszych dni Susan. 
Mimo, że nie miałam ze swoją kuzynką, jakoś specjalnie dobrego kontaktu. Przede wszystkim ze względu na to, że rzadko miałyśmy okazję się widywać i nie miałyśmy ze sobą wiele wspólnego. Szczerze cieszyłam się z jej szczęścia. I mimo, że w życiu bym się przed nikim do tego nie przyznała, zazdroszczę jej że znalazła prawdziwą miłość i szczęście u boku swojego wybranka. 


Zamykam walizkę i wychodzę z nią na korytarz, potykając się o niepotrzebne, kartonowe pudełko należące do Andreasa, którego miał pozbyć się już kilka dni temu. 



- Andreasie, czy ty w końcu, przestaniesz być takim bałaganiarzem i zrobisz porządek ze swoimi rzeczami? - pytam podniesionym głosem, aby usłyszał mnie ze swojego pokoju. Tak naprawdę nie chodziło o bałagan w mieszkaniu, do którego zdążyłam się już przyzwyczaić. Gdy moje próby i nieustannie prowadzące o to sprzeczki, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Jestem zdenerwowana, bo wciąż nie mam pojęcia, jak mam wytłumaczyć rodzicom i pozostałej części rodziny, swoje samotnego pojawienia. Przez to, że Andreas za bardzo wczuł się w swoją rolę idealnego chłopaka, nie mam pojęcia jak mam wytłumaczyć nasze wyimaginowane rozstanie. Jedną głupią i nieprzemyślaną decyzją, narobiłam sobie masę problemów.
Dlatego też swoje frustracje, mimowolnie przenoszę po raz kolejny na niewinnego Andreasa. Choć wiem, że wcale nie powinnam, bo to jedynie ja ponoszę odpowiedzialność za to zamieszanie. On tak naprawdę, chciał mi tylko pomóc.



- Postaram się zrobić porządek, jak tylko wrócimy. Inaczej nie przestanę wysłuchiwać twojego codziennego marudzenia na ten temat, które doprowadza mnie do szału. Trochę bałaganu jeszcze nikomu nie zaszkodziło - staje w drzwiach, także z walizką w ręku. Wzbudzając u mnie zaciekawienie. 
- Nie wspominałeś, że także się gdzieś wybierasz. Zdradzisz mi swój cel podróży? - jestem zwyczajnie ciekawa. 
- Jest taki sam, jak twój. Zapomniałaś już, że jestem twoim chłopakiem? Więc chyba, powinniśmy się pojawić razem na ślubie twojej kuzynki - dostrzegam jego ironiczny uśmiech, na wspomnienie o naszym udawanym związku. 
- Zwariowałeś? Doskonale wiesz, że zakończyliśmy tą farsę na spotkaniu z moimi rodzicami. W żadnym wypadku, nie będę tego dłużej ciągnąć. Dlatego też, ty zostajesz tutaj - staram się brzmieć przekonująco, czując że to najlepsze rozwiązanie. Ja po prostu nie mogę się na to zgodzić.
- Daj spokój, przecież wiem że nie chcesz jechać tam sama. Myślisz, że nie widziałem jak kilka razy, chciałaś mnie o to poprosić w ciągu ostatnich dni. Nie wiem tylko, dlaczego za każdym razem rezygnowałaś i zmieniałaś temat - nie mogę uwierzyć, że jakimś cudem odkrył moje wcześniejsze zamiary. Faktycznie rozważałam to kilkukrotnie, ale w końcu postanowiłam nie komplikować jeszcze bardziej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy
- Bo po prostu nie chciałam, po raz kolejny prosić cię o pomoc. W dodatku jeszcze w takiej sprawie, to i tak zabrnęło za daleko - tłumaczę, starając się walczyć z coraz większą pokusą, ponownego zgodzenia się na to szaleństwo. 
- Emily, przestań wszystko komplikować. Jedziemy tam razem i koniec dyskusji. Bo doskonale wiem, że tego chcesz, tylko jak zwykle musisz głupio się upierać, aby nie czuć się od kogoś zależna - Andreas nie pozwala mi, kolejny raz zaprotestować. Bez słowa bierze moją walizkę i zaczyna zbierać się do wyjścia. 



Stoję w tym samym miejscu, będąc w szoku z powodu jego niespotykanej dotąd stanowczości. Zdawało mi się, że zdążyłam go już dobrze poznać, ale w ostatnim czasie, coraz bardziej mnie zaskakiwał. 
- Czekam na ciebie na dole - słyszę, gdy wychodzi na zewnątrz, z naszymi bagażami. 
Sama także, posłusznie zakładam kurtkę, pogodzona z tym, że i tak nie przekonam go do zmiany zdania. Przy okazji przygotowuję się psychicznie, na długą podróż w niespodziewanym towarzystwie. 



Gdy mam już wychodzić, przypominam sobie o telefonie, który wciąż znajduje się na stoliku w moim pokoju. 
Zostawiam uchylone drzwi i już mam zamiar wrócić się po niego, gdy słyszę rozmowę Andreasa z Amandą. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale ciekawość bierze górę. 



- Wyjeżdżasz? Wielka szkoda, bo miałam nadzieję, że spędzimy razem wspólny wieczór. Tak w ramach lepszego poznania - przesłodzony głos Amandy, po raz kolejny mnie irytuje. W ostatnim czasie, naprawdę starałam się przekonać do niej, ale w żaden sposób mi to nie wychodziło. Nie cierpiałam tej dziewczyny. 
- Może innym razem wpadniemy do ciebie z Emily - mimowolnie uśmiecham się, słysząc odpowiedź Andreasa. 
- Z Emily? Myślałam tylko o naszej dwójce. Sądzę, że mamy ze sobą dużo wspólnego. Natomiast, co do twojej koleżanki, nie byłabym już tego taka pewna - czuję ogarniającą mnie złość. Wiedziałam, że miałam rację, co do Amandy. Ona tylko udaje przed Andreasem taką miłą i wspaniałą, bo wyraźnie ma w tym jakiś cel. 
- Porozmawiamy o tym, innym razem. Przepraszam, ale śpieszę się - kończą rozmowę, a ja nie mam pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. Cieszę się, że przynajmniej on nie wykazał nią, zbytniego zainteresowania. 



Wychodzę na świeże powietrze, podchodząc do czekającego na mnie Andreasa. 
- Gotowa? - pyta z szerokim uśmiechem. 
- Nie mam pojęcia z czego się tak cieszysz - wcale nie podzielam jego dzisiejszego entuzjazmu.
- Z tego, że będę miał okazję, poznać kompromitujące fakty z twojej przeszłości. Takie spotkanie rodzinne, jest idealną okazją do zwierzeń - śmieje się głośno. 
- Ten wyjazd na pewno, nie skończy się dobrze - odpowiadam z grymasem, wsiadając do samochodu. 



Długa droga do Berlina upływa nam, w jak na nas spokojnej atmosferze. Niewiele rozmawiamy, Andreas skupia się na prowadzeniu, a ja odpływam myślami daleko stąd. Jedynie czasami ukradkiem mu się przyglądając i zastanawiając, dlaczego to akurat jemu udało się zagościć w moim sercu. Powoli dopuszczam do siebie tą myśl, że naprawdę jestem w nim zakochana. I mimo, że potrafi zdenerwować mnie przynajmniej dziesięć razy w ciągu jednego dnia, nie potrafiłam już sobie wyobrazić, że pewnego dnia po prostu się pożegnamy i każdy pójdzie w swoją stronę. Przerażało mnie to, że zaczynałam się do niego zbyt mocno przywiązywać, wciąż nie mając pojęcia, czy moje odczucia są odwzajemniane. 



Delikatny dotyk na moim ramieniu, skutecznie wybudza mnie ze snu. Rozglądam się zamglonym wzrokiem, natrafiając na spojrzenie Andreasa. 
- Jesteśmy na miejscu - słyszę i po chwili wysiadam z samochodu, przed wyglądającym na całkiem elegancki hotelem, w którym zarezerwowano nocleg, dla gości jutrzejszej uroczystości. Spoglądam na telefon z nadzieją, jakiejś wiadomości od Tiny, ale okazuje się ona złudna. Widocznie nic nie zmieniło się, w planach mojej rodziny i pojawiają się dopiero jutro, wprost na samą uroczystość. 



Wchodzimy z Andreasem do środka, a ja zajmuję się formalnościami. Aby, jak najszybciej otrzymać wymarzony klucz od naszego pokoju. Pomimo, że przespałam większa część drogi, wciąż czuję się zmęczona. I chcę wyłącznie zapaść w ponowny sen. 
Wysiadając z windy szukam wzrokiem, odpowiedniego numeru na drzwiach, słysząc że Andreas podąża tuż za mną. 
Odnajdując właściwy numer, przekraczam próg pokoju z uśmiechem. Po chwili, zamierając na sekundę. Mogłam się domyślić, że coś pójdzie nie tak.
- Andreas, mamy właśnie pierwszy problem, przez twoją obecność tutaj. Tu jest tylko jedno łóżko - mogłam pomyśleć o tym wcześniej. A teraz znaleźliśmy się w nie komfortowym położeniu. 
- Cóż, jak widać przed nami wspólna noc. Nie cieszysz się? - patrzę na niego będąc w szoku, że nie ma z tym żadnego problemu. Dostrzegając przy okazji rozbawienie w jego oczach, czuję jak ogarnia mnie irytacja. Po chwili zaczyna się śmiać, widząc moje niezadowolenie. A ja jestem przekonana, że czekają mnie trudne godziny, które dzielą mnie do następnego poranka.

2 komentarze:

  1. Miałam cichą nadzieję że Andreas pojedzie z Emily na to wesele i nie pomyliłam się.Ciesze się że zrobił to mimo braku zaproszenia z jej strony bo jednak bardzo jej na tym zależało ☺ Pisałam już że nie podoba mi się ta sąsiadka ?😉 Byłam pewna że będzie się przy nim kręcić,mam tylko nadzieję że nic jej z tego nie wyjdzie.Jestem strasznie ciekawa jak przebiegnie wesele , czy ich kłamstwo się nie wyda A może po wspólnej nocy nie będzie już kłamstwem? 😉W końcu wspólny pokój,wspólne łóżko-nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Tak myślałam, że pojedzie z nią na wesele, ale byłam pewna, że Emily nie wytrzyma i sama go poprosi. A tu jednak wspaniałomyślny Andreas sam zaproponował jej swoje towarzystwo.
    Kłamstwo, które stworzyli wyjdzie im na dobre! Mam nadzieję, że dzięki niemu prędzej czy później skończą razem hehehe moja parka kochana
    Fajnie, że pojawiła się też sąsiadka, bo strasznie mnie ciekawi jej osoba i na pewno wprowadzi lekki bałagan między naszych bohaterów. Z tego co można wywnioskować z jej słów to ma ochotę na Andreasa...
    Andreas jak zawsze ma rozwalające teksty, czasami jak je czytam to śmieję się sama do siebie. Jest najlepszy!
    Nie mogę doczekać się następnego rozdziału z dalszym ciągiem wesela, które pewnie będzie niezapomniane dla obojga :) Zaczęło się intrygująco od wspólnego łóżka, więc na pewno nestępny rozdział będzie bombowy!
    Czekam i pozdrawiam,
    N

    OdpowiedzUsuń