Ostatni
raz, przed zamknięciem swojej niewielkiej walizki. Sprawdzam, czy
wszystkie potrzebne mi rzeczy się w niej znajdują. Spoglądam w
szczególności na czerwoną, elegancką suknię sięgającą swoją
długością do
ziemi, którą postanowiłam zakupić już jakiś czas temu, na ten
wyjątkowy i jeden
z najważniejszych
dni Susan.
Mimo,
że nie miałam ze swoją kuzynką, jakoś specjalnie dobrego
kontaktu. Przede
wszystkim ze względu na to, że rzadko
miałyśmy okazję się widywać i
nie miałyśmy ze sobą wiele wspólnego.
Szczerze
cieszyłam się
z jej szczęścia. I mimo, że w życiu bym się przed nikim do tego
nie przyznała, zazdroszczę jej że znalazła prawdziwą miłość i
szczęście u boku swojego wybranka.
Zamykam
walizkę i wychodzę z nią na korytarz, potykając się o
niepotrzebne, kartonowe pudełko należące do Andreasa, którego
miał pozbyć się już kilka dni temu.
-
Andreasie, czy ty w końcu, przestaniesz być takim bałaganiarzem
i zrobisz porządek ze swoimi rzeczami? - pytam podniesionym głosem,
aby usłyszał mnie ze swojego pokoju. Tak naprawdę nie chodziło o
bałagan w mieszkaniu, do którego zdążyłam się już
przyzwyczaić. Gdy moje próby i nieustannie
prowadzące o to sprzeczki, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Jestem zdenerwowana, bo wciąż nie mam pojęcia, jak mam wytłumaczyć
rodzicom i pozostałej części rodziny, swoje samotnego pojawienia.
Przez to, że Andreas za bardzo wczuł się w swoją rolę idealnego
chłopaka,
nie mam pojęcia jak mam wytłumaczyć nasze wyimaginowane
rozstanie. Jedną
głupią i nieprzemyślaną decyzją, narobiłam sobie masę
problemów.
Dlatego
też swoje frustracje,
mimowolnie przenoszę po raz kolejny na niewinnego Andreasa.
Choć wiem, że wcale nie powinnam, bo to jedynie ja ponoszę
odpowiedzialność za to zamieszanie. On
tak naprawdę, chciał mi tylko pomóc.
-
Postaram się zrobić
porządek,
jak tylko wrócimy. Inaczej nie przestanę wysłuchiwać twojego
codziennego marudzenia na ten temat, które
doprowadza mnie do szału. Trochę bałaganu jeszcze nikomu nie
zaszkodziło
- staje w drzwiach, także z walizką w
ręku.
Wzbudzając u mnie zaciekawienie.
-
Nie wspominałeś, że także się gdzieś wybierasz. Zdradzisz mi
swój cel podróży? - jestem zwyczajnie ciekawa.
-
Jest taki sam, jak twój. Zapomniałaś już, że jestem twoim
chłopakiem? Więc chyba, powinniśmy się pojawić razem na
ślubie twojej kuzynki
- dostrzegam jego ironiczny uśmiech, na wspomnienie o naszym
udawanym związku.
-
Zwariowałeś? Doskonale wiesz, że zakończyliśmy tą farsę na
spotkaniu z moimi rodzicami. W żadnym wypadku, nie będę tego
dłużej ciągnąć. Dlatego też, ty zostajesz tutaj - staram się
brzmieć przekonująco, czując że to najlepsze
rozwiązanie.
Ja
po prostu nie mogę się na to zgodzić.
-
Daj spokój, przecież wiem że nie chcesz jechać tam sama. Myślisz,
że nie widziałem jak kilka razy, chciałaś mnie o to poprosić w
ciągu ostatnich dni. Nie wiem tylko, dlaczego za każdym razem
rezygnowałaś i zmieniałaś temat - nie mogę uwierzyć, że jakimś
cudem odkrył moje wcześniejsze zamiary.
Faktycznie rozważałam to kilkukrotnie,
ale w końcu postanowiłam nie komplikować jeszcze bardziej
sytuacji, w
jakiej się znaleźliśmy.
-
Bo po
prostu nie
chciałam, po raz kolejny prosić cię o pomoc. W dodatku jeszcze w
takiej sprawie, to i tak zabrnęło za daleko - tłumaczę, starając
się walczyć z coraz większą pokusą, ponownego zgodzenia się na
to szaleństwo.
-
Emily, przestań wszystko komplikować. Jedziemy tam razem i koniec
dyskusji. Bo doskonale wiem, że tego chcesz, tylko jak zwykle musisz
głupio się upierać, aby nie czuć się od kogoś zależna -
Andreas nie pozwala mi, kolejny raz zaprotestować. Bez słowa bierze
moją walizkę i zaczyna zbierać się do wyjścia.
Stoję
w tym samym miejscu, będąc w szoku z powodu jego niespotykanej
dotąd stanowczości. Zdawało mi się, że zdążyłam go już
dobrze poznać, ale w ostatnim czasie, coraz bardziej mnie
zaskakiwał.
-
Czekam na ciebie na dole - słyszę, gdy wychodzi na zewnątrz, z
naszymi bagażami.
Sama
także, posłusznie zakładam
kurtkę, pogodzona
z tym, że i tak nie przekonam go do zmiany zdania.
Przy
okazji przygotowuję
się psychicznie,
na długą podróż w niespodziewanym towarzystwie.
Gdy
mam już wychodzić, przypominam sobie o telefonie, który wciąż
znajduje się na stoliku w moim pokoju.
Zostawiam
uchylone drzwi i już mam zamiar wrócić się po niego, gdy słyszę
rozmowę Andreasa z Amandą. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać,
ale ciekawość bierze górę.
-
Wyjeżdżasz? Wielka szkoda, bo miałam nadzieję, że spędzimy
razem wspólny wieczór. Tak w ramach lepszego poznania -
przesłodzony głos Amandy, po raz kolejny mnie irytuje. W ostatnim
czasie, naprawdę starałam się przekonać do niej, ale w żaden
sposób mi to nie wychodziło. Nie
cierpiałam tej dziewczyny.
-
Może innym razem wpadniemy do ciebie z Emily - mimowolnie uśmiecham
się, słysząc odpowiedź Andreasa.
-
Z Emily? Myślałam tylko o naszej dwójce. Sądzę,
że mamy ze sobą dużo wspólnego. Natomiast, co do twojej
koleżanki, nie byłabym już tego
taka
pewna - czuję ogarniającą mnie złość. Wiedziałam, że miałam
rację, co do Amandy. Ona tylko udaje przed Andreasem taką miłą i
wspaniałą, bo wyraźnie
ma w tym jakiś cel.
-
Porozmawiamy o tym, innym razem. Przepraszam, ale śpieszę
się - kończą rozmowę, a ja nie mam pojęcia, co o tym wszystkim
sądzić. Cieszę się, że przynajmniej on nie wykazał nią,
zbytniego zainteresowania.
Wychodzę
na świeże powietrze, podchodząc do czekającego na mnie
Andreasa.
-
Gotowa? - pyta z szerokim uśmiechem.
-
Nie mam pojęcia z czego się tak cieszysz - wcale nie podzielam jego
dzisiejszego entuzjazmu.
-
Z tego, że będę miał okazję, poznać kompromitujące fakty z
twojej przeszłości. Takie spotkanie rodzinne, jest idealną
okazją
do zwierzeń - śmieje się głośno.
-
Ten wyjazd na pewno, nie skończy się dobrze - odpowiadam z
grymasem, wsiadając do samochodu.
Długa
droga do Berlina upływa nam, w jak na nas spokojnej atmosferze.
Niewiele rozmawiamy, Andreas skupia się na prowadzeniu, a ja
odpływam myślami daleko stąd. Jedynie czasami ukradkiem mu się
przyglądając i zastanawiając, dlaczego to akurat jemu udało się
zagościć w moim sercu. Powoli dopuszczam do siebie tą myśl, że
naprawdę jestem w nim zakochana. I mimo, że potrafi zdenerwować
mnie przynajmniej
dziesięć razy w ciągu jednego dnia, nie potrafiłam już sobie
wyobrazić, że pewnego dnia po prostu się pożegnamy i każdy
pójdzie w swoją stronę. Przerażało mnie to, że zaczynałam się
do niego zbyt mocno przywiązywać, wciąż nie mając pojęcia, czy
moje odczucia są odwzajemniane.
Delikatny
dotyk na moim ramieniu, skutecznie wybudza mnie ze snu. Rozglądam
się zamglonym wzrokiem, natrafiając na spojrzenie Andreasa.
-
Jesteśmy na miejscu - słyszę i po chwili wysiadam z samochodu,
przed wyglądającym na całkiem elegancki hotelem, w którym
zarezerwowano nocleg, dla gości jutrzejszej uroczystości. Spoglądam
na telefon z nadzieją, jakiejś wiadomości od Tiny, ale okazuje się
ona
złudna.
Widocznie nic nie zmieniło się, w planach mojej rodziny i pojawiają
się dopiero jutro, wprost na samą uroczystość.
Wchodzimy
z Andreasem do środka, a ja zajmuję się formalnościami. Aby, jak
najszybciej
otrzymać wymarzony klucz od naszego
pokoju.
Pomimo, że przespałam większa
część drogi, wciąż czuję się zmęczona. I chcę wyłącznie
zapaść w ponowny sen.
Wysiadając
z windy szukam wzrokiem, odpowiedniego numeru na drzwiach, słysząc
że Andreas podąża tuż za mną.
Odnajdując
właściwy numer, przekraczam próg pokoju z
uśmiechem. Po chwili, zamierając
na sekundę. Mogłam
się domyślić, że coś pójdzie nie tak.
-
Andreas, mamy właśnie pierwszy problem,
przez twoją obecność tutaj.
Tu jest tylko jedno łóżko - mogłam pomyśleć o tym wcześniej. A
teraz znaleźliśmy się w nie komfortowym położeniu.
-
Cóż, jak widać przed nami wspólna noc. Nie cieszysz się? -
patrzę na niego będąc w szoku, że
nie ma z tym żadnego problemu.
Dostrzegając
przy okazji rozbawienie w jego oczach, czuję
jak ogarnia mnie irytacja.
Po chwili zaczyna się śmiać, widząc
moje niezadowolenie.
A ja jestem przekonana, że czekają mnie trudne godziny, które
dzielą mnie do następnego
poranka.
Miałam cichą nadzieję że Andreas pojedzie z Emily na to wesele i nie pomyliłam się.Ciesze się że zrobił to mimo braku zaproszenia z jej strony bo jednak bardzo jej na tym zależało ☺ Pisałam już że nie podoba mi się ta sąsiadka ?😉 Byłam pewna że będzie się przy nim kręcić,mam tylko nadzieję że nic jej z tego nie wyjdzie.Jestem strasznie ciekawa jak przebiegnie wesele , czy ich kłamstwo się nie wyda A może po wspólnej nocy nie będzie już kłamstwem? 😉W końcu wspólny pokój,wspólne łóżko-nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ☺
OdpowiedzUsuńSuper! Tak myślałam, że pojedzie z nią na wesele, ale byłam pewna, że Emily nie wytrzyma i sama go poprosi. A tu jednak wspaniałomyślny Andreas sam zaproponował jej swoje towarzystwo.
OdpowiedzUsuńKłamstwo, które stworzyli wyjdzie im na dobre! Mam nadzieję, że dzięki niemu prędzej czy później skończą razem hehehe moja parka kochana
Fajnie, że pojawiła się też sąsiadka, bo strasznie mnie ciekawi jej osoba i na pewno wprowadzi lekki bałagan między naszych bohaterów. Z tego co można wywnioskować z jej słów to ma ochotę na Andreasa...
Andreas jak zawsze ma rozwalające teksty, czasami jak je czytam to śmieję się sama do siebie. Jest najlepszy!
Nie mogę doczekać się następnego rozdziału z dalszym ciągiem wesela, które pewnie będzie niezapomniane dla obojga :) Zaczęło się intrygująco od wspólnego łóżka, więc na pewno nestępny rozdział będzie bombowy!
Czekam i pozdrawiam,
N