Każdy
następny dzień, po moim rozstaniu z Andreasem, wygląda dokładnie
tak samo. Mieszkanie pani Elinor, opuszczam tylko po to, aby pojawić
się na zajęciach. A tuż po nich, wracam w pośpiechu, żeby jak
najszybciej zamknąć się w swoich tymczasowych czterech ścianach,
starając się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Niestety
nie idzie mi to najlepiej, czasami mam ochotę rzucić całe swoje
dotychczasowe życie w tym mieście i wrócić do domu.
Zastanawiam
się coraz częściej,
po co ja
w
ogóle każdego dnia fatyguję
się na te zajęcia, skoro i tak nie potrafię się na niczym skupić
i nie rozumiem nic z tego, co jest nam przekazywane. Rozczarowując
tym samym wszystkich dookoła.
Odnoszę
porażkę za porażką na każdej płaszczyźnie swojego życia. Nie
mam pojęcia, co złego
zrobiłam, że los postawił się na mnie, aż tak uwziąć.
Straciłam chęci do czegokolwiek, wszystko co do tej było dla mnie
ważne, przestało mieć dla mnie teraz jakiekolwiek
znaczenie.
- Emily, może masz ochotę się przejść?
Muszę zrobić zakupy, dlatego
za
chwilę wychodzę. Byłoby mi bardzo miło, gdybyś mi towarzyszyła
- wiem, że to kolejna próba ze strony pani Elinor, na poprawę
mojego nastroju.
- Proszę mi wybaczyć. Ale nie najlepiej się
czuję. Może przy innej okazji - odmawiam grzecznie, nie mając siły
wychodzić gdziekolwiek.
- Emily, martwię się o ciebie. Z każdym
dniem zamiast być lepiej, twoje samopoczucie tylko się pogarsza. To
nie skończy się dobrze - wiem, że pani Elinor ma rację, ale nic
nie potrafię na to poradzić. Naprawdę
chciałabym żyć, jak dawniej. Szkoda, że łatwiej powiedzieć niż zrobić.
-
Ja naprawdę staram się, zapomnieć o tym co było. I pogodzić się
z tym, że nie mam szczęścia do związków. W
końcu każdy
kolejny, kończy się jeszcze większą katastrofą. Tylko, że
nic mi z tego nie wychodzi. Wciąż go kocham, przy czym równocześnie
nienawidząc. W jednej chwili, chciałabym pobiec do niego i po
prostu się przytulić, zapominając o wszystkim i spróbować zacząć
od nowa. A w drugiej, jedyne czego pragnę to raz na zawsze o nim
zapomnieć. Co jest ze mną nie tak? - pytam bezradnie. Czując kilka
łez, spływających mi po policzkach.
-
Absolutnie nic. Taka właśnie jest miłość. Kiedyś, bardzo dawno
temu, byłam w podobnej sytuacji do ciebie - spoglądam zaskoczona na
nią.
- Myślałam, że była pani szczęśliwa ze swoim mężem.
W końcu przeżyliście ze sobą prawie
całe
życie - nie spodziewałam się, że mieli w przeszłości takie
kryzysy.
- Bo to nie o niego chodzi. Widzisz, za nim poznałam
swojego zmarłego męża. Byłam zaręczona i na zabój zakochana, w
kimś zupełnie innym. Byłam pewna, że to ten jedyny. Tylko, że na
kilka dni przed naszym ślubem, nakryłam go na zdradzie z moją
najlepszą przyjaciółką. To był ogromny cios. Oczywiście
rozstałam się z nim i cierpiałam, tak samo jak ty teraz. Nigdy nie
dałam mu drugiej szansy, mimo że próbował mnie odzyskać przez
ponad, trzy następne lata. W końcu któregoś
dnia zrozumiał, że stracił mnie na zawsze i wyjechał. Nie
spotkałam go, nigdy więcej. Potem wyszłam za mąż. Nie przeczę,
że kochałam swojego męża i byłam z nim szczęśliwa, tylko że
nigdy już, nie czułam się jak przedtem. Jakby zawsze czegoś mi
brakowało - usłyszała historia, niespodziewanie wzbudza u mnie
smutek i współczucie.
- Żałuje pani, że nie dała mu tej
szansy? Prawda? - chcę się upewnić w swoich przypuszczeniach.
-
Czasami, chyba tak. Ale czasu, nie da się cofnąć Nie
zastanawiam się nad tym, zbyt często.
Za to ty, masz wybór. Jesteś absolutnie pewna, że to definitywny
koniec i nie da się niczego między wami naprawić? Jesteś w stanie
o nim zapomnieć i ułożyć sobie w przyszłości
życie z kimś innym? Wiem, że Andreas zranił cię dogłębnie. Ale
jestem pewna, że ponosi za to teraz zasłużoną karę. Jest w
jeszcze gorszym stanie niż ty. W końcu widuję go niemal
codziennie, kiedy odsyłam go stąd z niczym - każdego dnia, kiedy
tylko aktualnie znajduje się mieście, odkąd tylko dowiedział się,
że zatrzymałam się właśnie tutaj. Przychodzi z prośbą o chwilę
rozmowy ze mną. Za każdym razem, odmawiam i proszę panią Elinor o
przekazanie mu tego. Mimo to, on wciąż się nie poddaje i wciąż
próbuje, licząc że kiedyś zmienię swoje
zdanie.
- Nawet gdybym chciała, dać mu jeszcze jedną szansę.
Nie potrafię. Nie umiem zapomnieć o tym, co mi zrobił, ani tym
bardziej
mu tego wybaczyć. Nie zaufam mu więcej. Gdybyśmy do siebie
wrócili, każdego dnia zastanawiałabym się, czy przypadkiem znów
tego nie zrobił. Nie
bylibyśmy ze sobą szczęśliwi.
To po prostu, nie ma sensu - podczas tej rozmowy, w końcu dochodzi
do mnie ta świadomość. Muszę pójść na przód i zapomnieć o
tym, co było. Oraz pogodzić się z tym, że nigdy już nie będziemy
razem. To po prostu, zamknięty rozdział.
- To twoja decyzja.
Mam tylko nadzieję, że słuszna - pani Elinor, posyła w moją
stronę niepewny uśmiech.
- Też mam taką nadzieję. Zmieniłam
zdanie, z chęcią wybiorę się
z panią na te zakupy - czas zacząć skupiać się na
teraźniejszości, a nie na tym co było.
Spacer i
zakupy, dobrze na mnie wpływają. Dzięki nim, choć na chwilę
koncentruję
się na czymś innym niż to, czego ostatnio doświadczyłam. Miło
było popatrzeć, że ponad tym wszystkim, jest jeszcze normalne
życie. Na którym powinnam się teraz, przede wszystkim
skupić.
Niestety, ta namiastka spokoju i poczucia, że
mogę wszystko sobie jeszcze
poukładać i kiedyś poczuć się szczęśliwą. Niszczy widok
Andreasa, na którego wpadamy przypadkiem, podczas drogi powrotnej.
Mijamy się z nim, tuż przed wejściem. Patrzy na mnie, pustym
spojrzeniem. Pozbawionym tej radości i błysku, który zawsze w nim
dostrzegałam. Od
razu widać, że cierpi i nie jest mu łatwo, podobnie jak mnie.
-
Emily, możemy porozmawiać? Bardzo cię proszę - pyta niepewnie,
pozbawiony większej nadziei, że spełnię jego prośbę.
-
Dobrze - postanawiam się zgodzić, licząc na to, że da mi potem w
końcu święty spokój. Swoją nieustępliwością, niczego mi nie
ułatwiał.
- To o czym chcesz rozmawiać? Chyba
wszystko sobie ostatnio wyjaśniliśmy - zaczynam, gdy zostajemy
sami. Wcale na niego nie patrząc, bojąc się że jeszcze zrobię
coś głupiego. Czego będę potem
długo żałować.
- Chciałem dowiedzieć się, jak się
czujesz. Nie wyglądasz najlepiej - Andreas jest świetnie
zorientowany.
- Nie powinno cię to obchodzić. To już, nie
jest twoja sprawa. Martw się o samopoczucie Amandy, albo jakiejś
innej, która z wielką chęcią
zajmie moje miejsce. Takich
na pewno
ci nie brakuje. A o mnie, raz na zawsze zapomnij
- choć bardzo się staram, nie potrafię z nim normalnie rozmawiać.
Czuję zbyt wielkie rozgoryczenie.
- Mylisz się. Wszystko, co
dotyczy ciebie jest dla mnie ważne. Nikt inny mnie nie obchodzi.
Powiedz, co ja mam zrobić, żebyś przynajmniej spróbowała mi
wybaczyć? Zrobię, co tylko zechcesz. Mogę nawet
zacząć błagać
na kolanach, jeśli tego właśnie chcesz - po raz pierwszy od
początku naszej rozmowy, spoglądam na niego. Obawiając się, że
za chwilę, naprawdę odstawi tutaj przedstawienie. Doskonale
wiedziałam, że jest do tego zdolny.
- Nic nie możesz zrobić.
Zrozum, że ja już do ciebie nie wrócę. Zbyt wiele się wydarzyło,
to naprawdę
koniec - wypowiedzenie tych słów przychodzi mi z ogromnym trudem,
ale wiem że to jedyne dobre rozwiązanie tej sytuacji. Dla nas nie
ma już przyszłości.
-
Mów, co chcesz. Ja i tak nie odpuszczę. Będę tak długo walczył,
aż pewnego dnia mi wybaczysz i będziesz gotowa ponownie zaufać -
jego determinacja jest dla mnie zaskakująca. Nie spodziewałam się,
że mimo mojej jawnej niechęci, wciąż będzie próbował mnie
odzyskać.
- Andreas, tracisz tylko czas. Taki dzień nie
nadejdzie. Pogódź się z tym. Skup się lepiej na swojej karierze i
ułożeniu swojego życia od nowa - staram się mu to, po raz kolejny
uświadomić.
- Nie ma mowy. Choćbym miał czekać na
ciebie
przez całe życie, zrobię to. Bez ciebie, nic nie ma już sensu,
ani znaczenia. Nigdy nie pokocham już nikogo, tak jak ciebie. I
wiem, że mimo tego, co zrobiłem. Gdzieś pod całym tym żalem i
rozgoryczeniem, ty również wciąż mnie kochasz. Inaczej nie
byłabyś teraz w takim stanie. Dlatego ciągle mam nadzieję - nie
mogę znieść tego, że trafił w sedno i z łatwością mnie
rozszyfrował.
- Rób sobie, co chcesz. I tak nic, tym nie
osiągniesz - kończę tą rozmowę i odchodzę od niego. Nie będąc
w stanie dłużej z nim rozmawiać.
- Nie odchodź,
proszę cię. Brakuje mi ciebie i nie radzę sobie już z tęsknotą
za tobą - zatrzymuje mnie, łapiąc za rękę.
- Trzeba było
myśleć o tym wcześniej - nie czekając na jego odpowiedź, w
pośpiechu oddalam się od niego. Wracając do mieszkania pani
Elinor.
Każda taka rozmowa, kosztowała mnie bardzo
wiele. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej się stąd
wyprowadzić. Musiałam przestać widywać Andreasa i wciąż na
niego wpadać. Chciałam odciąć się od wszystkiego, co z nim
związane i
przypomina
mi o naszych wspólnych chwilach. Dopóki on będzie w pobliżu, nie
uda mi się zapomnieć. A przede wszystkim obawiałam
się, że będąc wciąż, tak blisko niego. Rzeczywiście, któregoś
dnia moja miłość do niego, mogłaby wziąć górę nad rozsądkiem
i dałabym się mu przekonać. Od samego początku miałam słabość
do ulegania mu. Tym razem jednak, poprzysięgam sobie, że ze
wszystkich sił będę walczyć, aby do tego nie dopuścić. Nawet
jeśli, unieszczęśliwię
się tym na zawsze. Żal i poczucie skrzywdzenia są silniejsze ode
mnie. I
to one dyktują warunki w naszej relacji.
Kilka
dni później, kiedy
podczas jednej z przerw pomiędzy swoimi zajęciami, spoglądam na
tablicę ogłoszeń. Czuję, że to jakiś znak od losu. Bardzo
uważnie, czytam informację przypiętą do tablicy i staram się
zapamiętać, wszystkie informacje ze szczegółami, wiedząc że są
moją przepustką do zostawienia obecnego życia za sobą. Po raz
pierwszy, od wielu dni już dni, delikatny uśmiech wpływa na moje
usta. Mam nadzieję, że znalazłam w końcu początek drogi,
prowadzącej mnie do ułożenia sobie wszystkiego.
Niespodziewanie
moją tymczasową radość, przerywa dzwoniący telefon. Szukam go w
swojej torebce i dostrzegając imię Marca, kierowana dziwną siłą.
Postanawiam odebrać.
-
Cześć, Emily. Cieszę się, że cię słyszę – zaczyna na
powitanie.
-
Mi też miło cię słyszeć – odpowiadam szczerze. W końcu na
samym początku naszej znajomości, całkiem dobrze nam się
rozmawiało i jeśli on faktycznie się zmienił. Moglibyśmy od nowa
spróbować, zostać znajomymi.
-
Chciałbym się z tobą spotkać. Co ty na to? - słyszę jego
propozycję.
Nad
którą, zbyt długo się nie zastanawiam.
- Zgoda, przy okazji opowiem ci o moich najbliższych planach –
umawiamy się na jutro.
Ale masz szybkie tempo hahaha nowy rozdział zaraz po poprzednim, wow.
OdpowiedzUsuńZaczynam komentowanie. Dzisiaj napiszę tutaj wszystkie myśli, które przeszły mi przez głowę podczas lektury tego rozdziału.
Pani Elinor jest pierwsza. Fajna, samotna babuszka. Jestem w szoku, że miała takie bujne życie za młodych lat. Fajnie, że się podzieliła doświadczeniem z Emily, ale...Musi być ale, ale się z nią nie zgadzam. Z tymi drugimi szansami, bo potem się żałuje. Nie zgadzam się i koniec.
Zdrada to zdrada. Dla mnie niewybaczalna i mam nadzieję, że tak samo dla Emily. Na razie dziewczyna myślała bardzo podobnie do mnie. Może go jeszcze kochać, ale jak zdradził to zrobi to drugi raz! Po co żyć w wiecznym strachu? Zaufania tak łatwo nie da się odbudować heloł. Głusuję za pomysłem zostawienia Andreasa i znalezienie Emily lepszego hahaha
Tylko byle by tą lepszą wersją nie był Marc. Ok, może on nigdy nie zdradzał, ale zawsze był podejrzany. Nadal mu nie ufam i ciągle myślę, że ta Amanda to jego pomysł. Dziwi mnie też, że Emily zgodziła się na spotkanie z chłopakiem. Już nie są razem to po co jakieś spotkania?
Na koniec Emily, która cierpi przez zdradę. To zrozumiałe. Załamka sto pro i każdy by tak się zachowywał. Niech się nie poddaje i niech nie ulega Andreasowi i jego żałosnym obietnicom. Niech też nie wraca do Marca podejrzanego typa. Życzę jej nowego przystojniaka!
Na koniec chciałam wspomnieć o Amandzie, która dzisiaj pojawiła sie tylko w słowach bohaterów. Czy to oznacza, że będzie jej już coraz mniej?
Fajny rozdział. Bardzo podobały mi się opisy uczuć Emily. Były takie prawdziwe.
Życzę weny i żeby next pojawił się tak samo szybko jak ten rozdział :D
Pozdrawiam,
N
Rzeczywiście Amandy będzie, coraz mniej. W końcu odegrała już tutaj swoją rolę.😉 A z racji, że sama nie pałam do niej sympatią, postanowiłam sobie oszczędzić dalszych spotkań z nią. 😄
UsuńEmily jest bardzo uparta i na pewno Andreas, tak łatwo jej nie przekona. O ile, w ogóle kiedykolwiek mu się uda.
Nie wiem od czego zacząć ;) Cieszę się że Emily znalazła schronienie u pani Elinor, dobrze że nie jest sama ale, no właśnie zawsze jest to ale ;) Jeśli naprawdę nie chce wracać do Andreasa , to nie jest dobry pomysł, nigdy o nim nie zapomni w tym miejscu.Wszystko będzie jej o nim przypominać. Emily czuje się podle, jest zraniona, skrzywdzona i nie dopuszcza do siebie myśli o powrocie do niego.Ale go kocha, bardzo. I mam wrażenie że on też.Wiem zdrada to zdrada, Andreas zachował się podle, jak kompletny dupek.Nigdy nie powinien był zdradzić Emily, jeszcze kilkukrotnie.No nic go nie tłumaczy.Choćbym chciała jakkolwiek go wytłumaczyć, no nie potrafię. Cierpią oboje przez jego głupotę.Bo przecież się kochają i nie widzą świata poza sobą.Nie mam pojęcia czy Emily ma mu wybaczyć.To na pewno nie jest dla nie łatwe.Ale miłość nie jest łatwa, ani prosta ;) Mimo wszystko gdzieś w duchu ciągle im kibicuje.I błagam tylko nie Marc ;) No i jak zwykle tajemnicza końcówka ;) Co za plany ma Emily? Co wyczytała na tej tablicy?Mam nadzieję że nie będziesz nas trzymać długo w niepewności ;)
OdpowiedzUsuńOdpowiedź na to, jakie Emily ma plany poznamy w następnym rozdziale. Uprzedzę tylko, że informacje z tablicy, będą miały bardzo istotne znaczenie dla rozwoju dalszych wydarzeń.
UsuńTak naprawdę sama nie wiem, co ostatecznie zrobię z Emily i Andreasem. Mam w głowie kilka scenariuszy. Ale mogę uspokoić Cię już teraz. Żaden z nich nie zakłada powrotu do Marca. 😉