Po
skończonych zajęciach, które okazały się dla mnie bardzo
udane. Gdyż po raz pierwszy, usłyszałam pochwalę od najbardziej
wymagającego profesora. A wiele
to dla mnie znaczyło, ponieważ
dzięki temu czułam, że zmierzam we właściwym kierunku i staję
się coraz lepsza.
Wychodzę na zewnątrz z uśmiechem na
ustach, nie przeszkadza mi nawet mroźne powietrze, które szczypie
mnie w policzki i
zmienia ich kolor na purpurowy.
Nie
znosiłam zimy, a w szczególności niskich temperatur, byłam
zdecydowanie ciepłolubna.
Nie
mogę się już doczekać powrotu do domu i spędzenia wieczoru z
Andreasem. Ostatnio nie mieliśmy dla siebie, zbyt wiele czasu.
Praktycznie się
mijaliśmy, co niezbyt mi się podobało. Nie chciałam, aby nasze
ambicje i chęć osiągnięcia sukcesu, doprowadziły do tego, że
się od siebie oddalimy. W końcu wciąż, byliśmy na początkowym
etapie naszego związku, co wymagało od nas dużego zaangażowania.
Tylko w ten sposób,
ta relacja będzie miała szansę powodzenia na
dłuższą metę.
Z
rozmyślania nad swoim teraźniejszym
życiem, wyrywa mnie głośny
odgłos wołania mojego imienia. Odwracam się niepewnie i dostrzegam
stojącego ze mną Marca. Momentalnie tracę swój dobry humor,
przygotowując się na niezbyt miłą rozmowę.
- Marc, co ty
tutaj robisz? - pytam, nie siląc się na żadne
większe
powitanie.
- Czekam na ciebie. Chciałem się z tobą zobaczyć,
a od jakiegoś już czasu nie odbierasz ode mnie telefonów. Dlaczego
mnie unikasz? - wygląda na zrezygnowanego i zmęczonego. Zupełnie
nie przypomina, dawnego siebie. Nastawionego w sposób negatywny
do wszystkiego,
co tylko powiem.
Wydaje się pogodzony z tym, co się wydarzyło i obojętny na
wszystko dookoła.
-
Nie powinniśmy utrzymywać ze sobą kontaktu. Tak będzie, po prostu
lepiej. Wiesz, jak ostatnio kończyły się wszystkie nasze próby
spokojnej dyskusji - tłumaczę spokojnie. Nie chcąc go po raz
kolejny, czymś sprowokować. Mając w pamięci wszystkie
nasze
rozmowy, odbyte po rozstaniu.
- Ostatnio zrozumiałem, jak wiele
błędów popełniłem. Dlatego chciałem cię, jeszcze raz
przeprosić. Wiem, że to wyłącznie ja ponoszę winę za nasze
rozstanie. Kompletnie się zatraciłem w swojej pracy, nie licząc
się z niczym innym. Przez
to, straciłem cię na zawsze. Dostałem nauczkę
- jestem zaskoczona, że miał odwagę spojrzeć w końcu prawdziwe w
oczy.
- Było minęło. Widocznie tak musiało być. Najlepiej
po prostu zapomnijmy
o tym, co nas łączyło. Naprawdę
życzę ci szczęścia. Mam nadzieję, że kiedyś je odnajdziesz -
mówię szczerze, uśmiechając się delikatnie w jego stronę.
-
Dziękuję, postaram się. Ograniczyłem nawet swoją pracę i
wykorzystuje zaległy urlop. To chyba dobry początek? - kiwam głową,
zgadzając się z nim.
- Muszę już iść. Jeszcze raz,
powodzenia - żegnam się z nim. Nie wiedząc, co jeszcze mogłabym
powiedzieć. Mimo
jego szczerych przeprosin, wciąż w pamięci mam nie najlepsze
wspomnienia, związane z jego osobą.
-
Poczekaj - zatrzymuje mnie – Także chciałbym
życzyć
ci szczęścia. Mam nadzieję, że ułoży wam się z Andreasem.
Mówię szczerze. Nie musisz się obawiać, nie mam zamiaru mieszać
się między was. W sumie mogłem domyślić się tego wcześniej, że
to tak się skończy. Od
początku panowało
pomiędzy
wami, dziwne napięcie - zaskakują mnie jego słowa.
- Skąd
wiesz o tym, że jesteśmy razem? - zastanawiam się. W końcu nie
wiele osób, dysponuje tą wiedzą.
- Ostatnio rozmawiałem z
Amandą? Chyba tak miała na imię, ale nie jestem pewien. Chciałem
się dowiedzieć od niej, gdzie teraz mieszkasz. To ona mi o tym
powiedziała. Nie chcę jej oceniać, ale odniosłem wrażenie, że
nie należy do najmilszych osób i chyba cię nie lubi. Uważaj na
nią - na dźwięk
imienia dziewczyny,
czuję jak cała się spinam. Nie znosiłam jej.
Dodatkowo ostrzeżenia Marca, nie nastawiają mnie optymistycznie.
Dlaczego
Andreas nie potrafi dostrzec tego, co wszyscy inni.
-
Będę pamiętać. Trzymaj się - tym razem mnie już nie zatrzymuje
i odchodzi w przeciwną stronę.
A ja cieszę się, że
nareszcie poszedł po rozum do głowy i zrozumiał swoje błędy.
Dzięki temu, być może w przyszłości znajdzie kogoś, z kim ułoży
sobie życie.
Wracam do mieszkania, mając
nadzieję że zastanę w nim Andreasa. Rozglądam się po
poszczególnych
pomieszczeniach szukając go, ale wszystko wskazuje na to, że
jeszcze nie wrócił. Jestem tym zdziwiona,
ponieważ rano zapewniał, że na pewno wróci przede
mną.
Postanawiam do niego zadzwonić, chcąc się czegoś
dowiedzieć. Ale na moje nieszczęście, nie odbiera. Nic z tego nie
rozumiem, ale postanawiam nie panikować i zająć się
przygotowywaniem obiadu.
Gdy wszystko jest prawie
gotowe. Słyszę, że Andreas nareszcie postanowił się zjawić. Bez
zbędnej zwłoki, udaję się do korytarza, aby się z nim
przywitać.
- W końcu jesteś. Zaczynałam się powoli o ciebie
martwić - uśmiecham się do niego i składam delikatny pocałunek
na jego ustach.
- Przepraszam, ale wypadło mi coś
niespodziewanego - zaczyna niepewnie. Obawiając się zapewne mojej
reakcji.
- Spokojnie, rozumiem. Na
pewno
to było coś ważnego. Chodź, zrobiłam obiad. Opowiesz mi, jak
minął ci dzień i co też cię zatrzymało - ciągnę go w stronę
kuchni. Mimo, że wszystko na pozór wydaje się w porządku. Nie
mogę się pozbyć wrażenia, że Andreas chciałby mi coś
powiedzieć tylko nie wie, jak ma to zrobić. Dodatkowo wyraźnie
unika odpowiedzi, co sprawiło że wrócił później niż
planował.
-
Andreas,
na pewno wszystko w porządku? Jesteś dziwnie milczący i odpływasz
daleko myślami - pytam, dostrzegając jego dziwne zachowanie, gdy
kończymy obiad. Najczęściej
zasypywał mnie niekończącymi się monologami, natomiast dzisiaj
odpowiada na moje pytania, jedynie monosylabami.
-
Nic mi nie jest. Jestem tylko trochę zmęczony. Nie obrazisz się,
jak pójdę się położyć? - patrzy na mnie z niemą prośbą w
oczach.
-
Oczywiście, że nie - po mojej odpowiedzi, wstaje bez słowa,
całując mnie w policzek i zamyka się u siebie. A ja nie mogę
oprzeć się wrażeniu, że przyczyną jego dziwnego zachowania, na
pewno nie jest zmęczenie. Postanawiam jednak poczekać, aż sam
powie mi, o co chodzi. I
nie snuć jakiś negatywnych scenariuszy.
Zabieram
się za zmywanie naczyń, gdy wykonywaną czynność przerywa mi
dzwoniący telefon. Odszukuję go i natychmiast odbieram.
-
Cześć, Tina. Co słychać? - cieszę się, że mogę z nią
porozmawiać.
- Wszystko po staremu, a u ciebie? Jak ci się
układa z Andreasem? - moja siostra, jak zwykle od razu przechodzi do
sedna sprawy.
- W porządku. Czuję się przy nim, naprawdę
szczęśliwa - zdradzam jej swoje prawdziwe
odczucia.
- Cieszę się. Od początku ci przecież mówiłam,
że powinnaś dać mu szansę.
- Tak, tak. W końcu ty zawsze,
wiesz wszystko lepiej. Dzwonisz po coś konkretnego? - chcę się
dowiedzieć.
- Emily, chciałbym cię poprosić, abyś
przyjechała na weekend. Tyle już cię tutaj nie było. Chętnie
spędziłabym z tobą trochę czasu. Zgódź się - prosi Tina, a ja
zastanawiam się nad tym, co jej odpowiedzieć. W końcu wiem,
że
ona ma rację i od swojej wyprowadzki, ani razu nie pojawiłam się w
rodzinnym domu.
- Zgoda. Niech będzie. Widzimy się w piątek
wieczorem - przez następne minuty, słyszę tylko jej okrzyki
radości. Przez co, sama zaczynam się cieszyć na ten niezaplanowany
wcześniej wyjazd.
Wieczorem postanawiam
sprawdzić, jak czuje się Andreas. Dlatego wchodzę do jego pokoju,
po chwili dostrzegając, że śpi w najlepsze. Podchodzę cicho do
łóżka i przykrywam go leżącym nieopodal
kocem. Nie mogę przestać się uśmiechać, patrząc na niego.
Każdego dnia, kochałam go coraz bardziej. Powoli nie wyobrażałam
sobie, swojego życia bez niego. Wciąż jednak, żadne
z nas nie odważyło się wypowiedzieć, tych dwóch najważniejszych
słów w swoim kierunku. Liczyłam na to, że to tylko kwestia czasu
i w końcu się tego doczekam.
Przez następne
dni, dzielące mnie od wyjazdu do domu. Między mną, a Andreasem
panuje dziwna atmosfera. Mimo, że starał się udawać, że wszystko
jest w jak najlepszym porządku. Czułam, że wyraźnie ma jakiś
problem, który nie daje mu spokoju. I strasznie się z tym męczy.
Jednak, gdy tylko starałam się poruszyć ten temat, od razu za
wszelką cenę próbował go zmienić.
Nie
miałam pojęcia, czym się aż tak zadręcza. Nie chciałam go
jednak naciskać, aby nie wywołać po raz kolejny niepotrzebnej
sprzeczki. Liczyłam, że w którymś momencie zbierze się na odwagę
i rozpocznie ze mną rozmowę, wyjaśniającą jego zachowanie.
W
piątkowe przedpołudnie, tuż przed moim wyjazdem. Zaczynam nabierać
coraz większych obaw, czy aby dobrze robię zostawiając go teraz
samego.
- Może jednak zostanę. W końcu w przyszły weekend,
wyjeżdżasz na pierwsze zawody, po tak długim czasie. Mogłabym
wtedy odwiedzić rodzinę - wpatruję się w niego uważnie, szukając
jakiejś aprobaty dla swojego pomysłu.
- Daj spokój, przecież
już obiecałaś Tinie. Jakoś sobie poradzę bez ciebie te parę
dni. Choć już teraz tęsknię - przytula mnie do siebie.
- Też
będę za tobą tęsknić. Mam tylko nadzieję, że nie zanudzisz się
tutaj sam - nie spodziewałam się, że tak trudno będzie mi się z
nim pożegnać.
- Coś wymyślę – odpowiada.
-
Obyś tylko nie wpadł na pomysł, spędzenia czasu w towarzystwie
Amandy. Uważaj bo i tak bym się o tym dowiedziała- żartuję, ale
Andreas cały się spina, słysząc moje słowa. Nie rozumiem tylko,
dlaczego. Równocześnie przypominam sobie, że nasza kochana
sąsiadka, przestała ostatnio zabiegać o jego towarzystwo. Może w
końcu sobie odpuściła i zrozumiała, że niczego nie osiągnie.
Skoro Andreas, wciąż pozostał bierny na jej wręcz nachalne
zainteresowanie. Byłam
z tego zadowolona i cieszyłam się, że spełnił swoją obietnicę,
co do ograniczenia kontaktu z nią.
-
Na pewno nie mam takiego zamiaru. Nie musisz się obawiać. Idź już,
bo się spóźnisz - nie chciałam, aby mnie odprowadzał. Wiedząc,
że jeszcze trudniej byłoby mi się z rozstać. Choć to tylko
niecałe trzy dni. A
w niedalekiej przyszłości, taka rozłąka czekała nas na porządku
dziennym.
-
Wracam w poniedziałek rano. Zadzwonię, gdy będę na miejscu. Do
zobaczenia - całuję go na pożegnanie i wychodzę z mieszkania. Jak
na złość natykając się na Amandę.
- Wyjeżdżasz?
Mam nadzieję, że na zawsze - zaszczyca mnie na wstępie, wrednym
komentarzem. Wcale
nie ukrywając swojego negatywnego nastawienia do mojej osoby.
-
Muszę cię niestety rozczarować, ale nigdzie się stąd nie ruszam
przez najbliższy
czas. Do widzenia, Amando. Udanego weekendu - mówię ironicznie.
Schodząc po schodach.
- Na pewno taki będzie. Tak samo, jak
kilka ostatnich dni. W końcu udało mi się zdobyć kogoś, kto
potrafi mi uprzyjemnić czas. I jest w tym całkiem dobry - nie
zwracam zbytniej uwagi na jej ostatnie słowa. Zakładając, że jak
zwykle nie mają one większego sensu. I są tylko stekiem
kompletnych bzdur.
Nie wytrzymam napisałam taki długi komentarz i wystąpił błąd i się nie dodał 😭😭😭 postaram się więc go powtórzyć
OdpowiedzUsuńCieszę się że dodałas nowy rozdział!
Zaczynam od Marca. Nie wierzę w jego przemianę! Sam fakt że prześladuje Emily mnie wnerwia, a teraz jeszcze poznał Amande....Dziwnym trafem jeszcze ostrzegł Emily przed nią...
Co do Amandy pojawiającej się pod koniec. Bardzo cieszyła się z wyjazdu Emily czyli coś planuje. Mam też koncepcje co do osoby która ja uszczęśliwia:
1. Andreas chociaz wolałabym żeby to nie była prawda, ale wiadomo mógł się chłopak zapomnieć, argumentem za nim jest to że spiął się jak Emily żartowala o Amandzie
2. Marc który jest bardziej prawdopodobny, bo już wie znają i mogli by zaplanować coś przeciwko Emily bo Marc chciał się przecież zemścić. Poza tym pasują do siebie idealnie hahaha
Szkoda mi Emily która czekała na Andreasa, a on się spóźnił i nie chciał rozmawiać i poszedł spac. W dodatku coś ukrywa. Oby wyjazd nie wpłynął źle na ich relacje. Niech Bóg pilnuje żeby Andreas nie zrobił nic głupiego podczas nieobecności Emily.
Pisze komentarz z telefony więc przepraszam za błędy bo mogą być bo t9 😂 super rozdział taki tajemniczy. Czekam na ciąg dalszy kiedy wyjaśni się co skrywa chłopak.
N
Biedny Marc, jak tu robię wszystko, żeby ktoś obdarzył go chociaż odrobinką sympatii. Ale biedak się chyba tego nie doczeka. 😁😁😁 Wkrótce już przekonamy się, czy rzeczywiście jego intencje były szczere i przeszedł wewnętrzną przemianę.
UsuńNa pewno jedna z Twoich koncepcji jest bardzo bliska prawdy, nie powiem tylko która. 😉
No to ja niestety zgodzę się z Natolą ;)Ja też nie wierzę w jego przemianę, no po prostu nie pasuje mi i tyle ;)
OdpowiedzUsuńSpóźnienie Andreasa, no cóż mam wrażenie że stoi za tym Amanda, choć bardzo chciałabym się mylić.Jego późniejsze zachowanie jednak jak najbardziej mi do tego pasuje.
Oj wydaje mi się że wyjazd Emily to nie najlepszy pomysł, obawiam się tego że będzie przez to bardzo cierpiała, bo nasz naiwny Andreas coś nawywija( o ile już tego nie zrobił). No ale przecież nie może być przy nim na okrągło i pilnowac go przed Amandą ;)
Końcówka rozdziału i spotkanie z Amandą, daje sporo do myślenia,jestem strasznie ciekawa kim jest ta tajemnicza osoba o której mówi Amanda.Niestety przeczucie mówi mi że to nasz Andi, obym się jednak myliła.Mam nadzieję że szybko dodasz kolejny rozdział bo strasznie się nieciepliwię co dalej :)
Hmmmm... muszę się głęboko zastanowić nad tym, co chcę napisać. Bo dużo tego.
OdpowiedzUsuńZachowanie Marca jest... no cóż. Z jednej strony chciałabym napisać, że wierzę że zmądrzał i nareszcie zmienił swoje postępowanie. Ale z drugiej... jakaś wątpliwość zawsze pozostaje. Ma u mnie plusa za to, że przestrzegł ją przed Amandą.
Andreas zachowuje się dziwnie. Jest moim ulubieńcem ponad wszystko, ma moją dozgonną sympatię, ale - jest tylko facetem. A oni jak wiadomo lubią czasem zboczyć z prostej drogi i nieco namieszać. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie narobił głupot i nie wywija nic na boku z tą paskudą.
Wyjazd Emily to zdecydowanie zły pomysł... tak mi się wydaje. Coś się stanie w ten weekend i to pewnie nic dobrego.
Pozdrawiam bardzo serdecznie, życzę dużo dużo weny i przyjemności płynącej z pisania tego interesującego opowiadania. Buziak!
Zapraszam do siebie na nowości.