wtorek, 16 stycznia 2018

Rozdział 18


Po skończonych zajęciach, które okazały się dla mnie bardzo udane. Gdyż po raz pierwszy, usłyszałam pochwalę od najbardziej wymagającego profesora. A wiele to dla mnie znaczyło, ponieważ dzięki temu czułam, że zmierzam we właściwym kierunku i staję się coraz lepsza.
Wychodzę na zewnątrz z uśmiechem na ustach, nie przeszkadza mi nawet mroźne powietrze, które szczypie mnie w policzki i zmienia ich kolor na purpurowy. Nie znosiłam zimy, a w szczególności niskich temperatur, byłam zdecydowanie ciepłolubna.






Nie mogę się już doczekać powrotu do domu i spędzenia wieczoru z Andreasem. Ostatnio nie mieliśmy dla siebie, zbyt wiele czasu. Praktycznie się mijaliśmy, co niezbyt mi się podobało. Nie chciałam, aby nasze ambicje i chęć osiągnięcia sukcesu, doprowadziły do tego, że się od siebie oddalimy. W końcu wciąż, byliśmy na początkowym etapie naszego związku, co wymagało od nas dużego zaangażowania. Tylko w ten sposób, ta relacja będzie miała szansę powodzenia na dłuższą metę. 



Z rozmyślania nad swoim teraźniejszym życiem, wyrywa mnie głośny odgłos wołania mojego imienia. Odwracam się niepewnie i dostrzegam stojącego ze mną Marca. Momentalnie tracę swój dobry humor, przygotowując się na niezbyt miłą rozmowę. 
- Marc, co ty tutaj robisz? - pytam, nie siląc się na żadne większe powitanie.
- Czekam na ciebie. Chciałem się z tobą zobaczyć, a od jakiegoś już czasu nie odbierasz ode mnie telefonów. Dlaczego mnie unikasz? - wygląda na zrezygnowanego i zmęczonego. Zupełnie nie przypomina, dawnego siebie. Nastawionego w sposób negatywny do wszystkiego, co tylko powiem. Wydaje się pogodzony z tym, co się wydarzyło i obojętny na wszystko dookoła. 
- Nie powinniśmy utrzymywać ze sobą kontaktu. Tak będzie, po prostu lepiej. Wiesz, jak ostatnio kończyły się wszystkie nasze próby spokojnej dyskusji - tłumaczę spokojnie. Nie chcąc go po raz kolejny, czymś sprowokować. Mając w pamięci wszystkie nasze rozmowy, odbyte po rozstaniu.
- Ostatnio zrozumiałem, jak wiele błędów popełniłem. Dlatego chciałem cię, jeszcze raz przeprosić. Wiem, że to wyłącznie ja ponoszę winę za nasze rozstanie. Kompletnie się zatraciłem w swojej pracy, nie licząc się z niczym innym. Przez to, straciłem cię na zawsze. Dostałem nauczkę - jestem zaskoczona, że miał odwagę spojrzeć w końcu prawdziwe w oczy.
- Było minęło. Widocznie tak musiało być. Najlepiej po prostu zapomnijmy o tym, co nas łączyło. Naprawdę życzę ci szczęścia. Mam nadzieję, że kiedyś je odnajdziesz - mówię szczerze, uśmiechając się delikatnie w jego stronę.
- Dziękuję, postaram się. Ograniczyłem nawet swoją pracę i wykorzystuje zaległy urlop. To chyba dobry początek? - kiwam głową, zgadzając się z nim. 
- Muszę już iść. Jeszcze raz, powodzenia - żegnam się z nim. Nie wiedząc, co jeszcze mogłabym powiedzieć. Mimo jego szczerych przeprosin, wciąż w pamięci mam nie najlepsze wspomnienia, związane z jego osobą.




- Poczekaj - zatrzymuje mnie – Także chciałbym życz ci szczęścia. Mam nadzieję, że ułoży wam się z Andreasem. Mówię szczerze. Nie musisz się obawiać, nie mam zamiaru mieszać się między was. W sumie mogłem domyślić się tego wcześniej, że to tak się skończy. Od początku panowało pomiędzy wami, dziwne napięcie - zaskakują mnie jego słowa.
- Skąd wiesz o tym, że jesteśmy razem? - zastanawiam się. W końcu nie wiele osób, dysponuje tą wiedzą.
- Ostatnio rozmawiałem z Amandą? Chyba tak miała na imię, ale nie jestem pewien. Chciałem się dowiedzieć od niej, gdzie teraz mieszkasz. To ona mi o tym powiedziała. Nie chcę jej oceniać, ale odniosłem wrażenie, że nie należy do najmilszych osób i chyba cię nie lubi. Uważaj na nią - na dźwięk imienia dziewczyny, czuję jak cała się spinam. Nie znosiłam jej. Dodatkowo ostrzeżenia Marca, nie nastawiają mnie optymistycznie. Dlaczego Andreas nie potrafi dostrzec tego, co wszyscy inni. 
- Będę pamiętać. Trzymaj się - tym razem mnie już nie zatrzymuje i odchodzi w przeciwną stronę.
A ja cieszę się, że nareszcie poszedł po rozum do głowy i zrozumiał swoje błędy. Dzięki temu, być może w przyszłości znajdzie kogoś, z kim ułoży sobie życie.




Wracam do mieszkania, mając nadzieję że zastanę w nim Andreasa. Rozglądam się po poszczególnych pomieszczeniach szukając go, ale wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie wrócił. Jestem tym zdziwiona, ponieważ rano zapewniał, że na pewno wróci przede mną.
Postanawiam do niego zadzwonić, chcąc się czegoś dowiedzieć. Ale na moje nieszczęście, nie odbiera. Nic z tego nie rozumiem, ale postanawiam nie panikować i zająć się przygotowywaniem obiadu.



Gdy wszystko jest prawie gotowe. Słyszę, że Andreas nareszcie postanowił się zjawić. Bez zbędnej zwłoki, udaję się do korytarza, aby się z nim przywitać.
- W końcu jesteś. Zaczynałam się powoli o ciebie martwić - uśmiecham się do niego i składam delikatny pocałunek na jego ustach.
- Przepraszam, ale wypadło mi coś niespodziewanego - zaczyna niepewnie. Obawiając się zapewne mojej reakcji.
- Spokojnie, rozumiem. Na pewno to było coś ważnego. Chodź, zrobiłam obiad. Opowiesz mi, jak minął ci dzień i co też cię zatrzymało - ciągnę go w stronę kuchni. Mimo, że wszystko na pozór wydaje się w porządku. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że Andreas chciałby mi coś powiedzieć tylko nie wie, jak ma to zrobić. Dodatkowo wyraźnie unika odpowiedzi, co sprawiło że wrócił później niż planował. 



- Andreas, na pewno wszystko w porządku? Jesteś dziwnie milczący i odpływasz daleko myślami - pytam, dostrzegając jego dziwne zachowanie, gdy kończymy obiad. Najczęściej zasypywał mnie niekończącymi się monologami, natomiast dzisiaj odpowiada na moje pytania, jedynie monosylabami. 
- Nic mi nie jest. Jestem tylko trochę zmęczony. Nie obrazisz się, jak pójdę się położyć? - patrzy na mnie z niemą prośbą w oczach.
- Oczywiście, że nie - po mojej odpowiedzi, wstaje bez słowa, całując mnie w policzek i zamyka się u siebie. A ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przyczyną jego dziwnego zachowania, na pewno nie jest zmęczenie. Postanawiam jednak poczekać, aż sam powie mi, o co chodzi. I nie snuć jakiś negatywnych scenariuszy. 



Zabieram się za zmywanie naczyń, gdy wykonywaną czynność przerywa mi dzwoniący telefon. Odszukuję go i natychmiast odbieram.
- Cześć, Tina. Co słychać? - cieszę się, że mogę z nią porozmawiać.
- Wszystko po staremu, a u ciebie? Jak ci się układa z Andreasem? - moja siostra, jak zwykle od razu przechodzi do sedna sprawy.
- W porządku. Czuję się przy nim, naprawdę szczęśliwa - zdradzam jej swoje prawdziwe odczucia.
- Cieszę się. Od początku ci przecież mówiłam, że powinnaś dać mu szansę.
- Tak, tak. W końcu ty zawsze, wiesz wszystko lepiej. Dzwonisz po coś konkretnego? - chcę się dowiedzieć.
- Emily, chciałbym cię poprosić, abyś przyjechała na weekend. Tyle już cię tutaj nie było. Chętnie spędziłabym z tobą trochę czasu. Zgódź się - prosi Tina, a ja zastanawiam się nad tym, co jej odpowiedzieć. W końcu wiem, że ona ma rację i od swojej wyprowadzki, ani razu nie pojawiłam się w rodzinnym domu.
- Zgoda. Niech będzie. Widzimy się w piątek wieczorem - przez następne minuty, słyszę tylko jej okrzyki radości. Przez co, sama zaczynam się cieszyć na ten niezaplanowany wcześniej wyjazd.



Wieczorem postanawiam sprawdzić, jak czuje się Andreas. Dlatego wchodzę do jego pokoju, po chwili dostrzegając, że śpi w najlepsze. Podchodzę cicho do łóżka i przykrywam go leżącym nieopodal kocem. Nie mogę przestać się uśmiechać, patrząc na niego. Każdego dnia, kochałam go coraz bardziej. Powoli nie wyobrażałam sobie, swojego życia bez niego. Wciąż jednak, żadne z nas nie odważyło się wypowiedzieć, tych dwóch najważniejszych słów w swoim kierunku. Liczyłam na to, że to tylko kwestia czasu i w końcu się tego doczekam.



Przez następne dni, dzielące mnie od wyjazdu do domu. Między mną, a Andreasem panuje dziwna atmosfera. Mimo, że starał się udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Czułam, że wyraźnie ma jakiś problem, który nie daje mu spokoju. I strasznie się z tym męczy. Jednak, gdy tylko starałam się poruszyć ten temat, od razu za wszelką cenę próbował go zmienić.
Nie miałam pojęcia, czym się aż tak zadręcza. Nie chciałam go jednak naciskać, aby nie wywołać po raz kolejny niepotrzebnej sprzeczki. Liczyłam, że w którymś momencie zbierze się na odwagę i rozpocznie ze mną rozmowę, wyjaśniającą jego zachowanie.




W piątkowe przedpołudnie, tuż przed moim wyjazdem. Zaczynam nabierać coraz większych obaw, czy aby dobrze robię zostawiając go teraz samego.
- Może jednak zostanę. W końcu w przyszły weekend, wyjeżdżasz na pierwsze zawody, po tak długim czasie. Mogłabym wtedy odwiedzić rodzinę - wpatruję się w niego uważnie, szukając jakiejś aprobaty dla swojego pomysłu.
- Daj spokój, przecież już obiecałaś Tinie. Jakoś sobie poradzę bez ciebie te parę dni. Choć już teraz tęsknię - przytula mnie do siebie.
- Też będę za tobą tęsknić. Mam tylko nadzieję, że nie zanudzisz się tutaj sam - nie spodziewałam się, że tak trudno będzie mi się z nim pożegnać.
- Coś wymyślę – odpowiada.
- Obyś tylko nie wpadł na pomysł, spędzenia czasu w towarzystwie Amandy. Uważaj bo i tak bym się o tym dowiedziała- żartuję, ale Andreas cały się spina, słysząc moje słowa. Nie rozumiem tylko, dlaczego. Równocześnie przypominam sobie, że nasza kochana sąsiadka, przestała ostatnio zabiegać o jego towarzystwo. Może w końcu sobie odpuściła i zrozumiała, że niczego nie osiągnie. Skoro Andreas, wciąż pozostał bierny na jej wręcz nachalne zainteresowanie. Byłam z tego zadowolona i cieszyłam się, że spełnił swoją obietnicę, co do ograniczenia kontaktu z nią. 
- Na pewno nie mam takiego zamiaru. Nie musisz się obawiać. Idź już, bo się spóźnisz - nie chciałam, aby mnie odprowadzał. Wiedząc, że jeszcze trudniej byłoby mi się z rozstać. Choć to tylko niecałe trzy dni. A w niedalekiej przyszłości, taka rozłąka czekała nas na porządku dziennym. 
- Wracam w poniedziałek rano. Zadzwonię, gdy będę na miejscu. Do zobaczenia - całuję go na pożegnanie i wychodzę z mieszkania. Jak na złość natykając się na Amandę.



- Wyjeżdżasz? Mam nadzieję, że na zawsze - zaszczyca mnie na wstępie, wrednym komentarzem. Wcale nie ukrywając swojego negatywnego nastawienia do mojej osoby.
- Muszę cię niestety rozczarować, ale nigdzie się stąd nie ruszam przez najbliższy czas. Do widzenia, Amando. Udanego weekendu - mówię ironicznie. Schodząc po schodach.
- Na pewno taki będzie. Tak samo, jak kilka ostatnich dni. W końcu udało mi się zdobyć kogoś, kto potrafi mi uprzyjemnić czas. I jest w tym całkiem dobry - nie zwracam zbytniej uwagi na jej ostatnie słowa. Zakładając, że jak zwykle nie mają one większego sensu. I są tylko stekiem kompletnych bzdur. 

4 komentarze:

  1. Nie wytrzymam napisałam taki długi komentarz i wystąpił błąd i się nie dodał 😭😭😭 postaram się więc go powtórzyć
    Cieszę się że dodałas nowy rozdział!
    Zaczynam od Marca. Nie wierzę w jego przemianę! Sam fakt że prześladuje Emily mnie wnerwia, a teraz jeszcze poznał Amande....Dziwnym trafem jeszcze ostrzegł Emily przed nią...
    Co do Amandy pojawiającej się pod koniec. Bardzo cieszyła się z wyjazdu Emily czyli coś planuje. Mam też koncepcje co do osoby która ja uszczęśliwia:
    1. Andreas chociaz wolałabym żeby to nie była prawda, ale wiadomo mógł się chłopak zapomnieć, argumentem za nim jest to że spiął się jak Emily żartowala o Amandzie
    2. Marc który jest bardziej prawdopodobny, bo już wie znają i mogli by zaplanować coś przeciwko Emily bo Marc chciał się przecież zemścić. Poza tym pasują do siebie idealnie hahaha
    Szkoda mi Emily która czekała na Andreasa, a on się spóźnił i nie chciał rozmawiać i poszedł spac. W dodatku coś ukrywa. Oby wyjazd nie wpłynął źle na ich relacje. Niech Bóg pilnuje żeby Andreas nie zrobił nic głupiego podczas nieobecności Emily.
    Pisze komentarz z telefony więc przepraszam za błędy bo mogą być bo t9 😂 super rozdział taki tajemniczy. Czekam na ciąg dalszy kiedy wyjaśni się co skrywa chłopak.
    N

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny Marc, jak tu robię wszystko, żeby ktoś obdarzył go chociaż odrobinką sympatii. Ale biedak się chyba tego nie doczeka. 😁😁😁 Wkrótce już przekonamy się, czy rzeczywiście jego intencje były szczere i przeszedł wewnętrzną przemianę.
      Na pewno jedna z Twoich koncepcji jest bardzo bliska prawdy, nie powiem tylko która. 😉

      Usuń
  2. No to ja niestety zgodzę się z Natolą ;)Ja też nie wierzę w jego przemianę, no po prostu nie pasuje mi i tyle ;)
    Spóźnienie Andreasa, no cóż mam wrażenie że stoi za tym Amanda, choć bardzo chciałabym się mylić.Jego późniejsze zachowanie jednak jak najbardziej mi do tego pasuje.
    Oj wydaje mi się że wyjazd Emily to nie najlepszy pomysł, obawiam się tego że będzie przez to bardzo cierpiała, bo nasz naiwny Andreas coś nawywija( o ile już tego nie zrobił). No ale przecież nie może być przy nim na okrągło i pilnowac go przed Amandą ;)
    Końcówka rozdziału i spotkanie z Amandą, daje sporo do myślenia,jestem strasznie ciekawa kim jest ta tajemnicza osoba o której mówi Amanda.Niestety przeczucie mówi mi że to nasz Andi, obym się jednak myliła.Mam nadzieję że szybko dodasz kolejny rozdział bo strasznie się nieciepliwię co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmmm... muszę się głęboko zastanowić nad tym, co chcę napisać. Bo dużo tego.
    Zachowanie Marca jest... no cóż. Z jednej strony chciałabym napisać, że wierzę że zmądrzał i nareszcie zmienił swoje postępowanie. Ale z drugiej... jakaś wątpliwość zawsze pozostaje. Ma u mnie plusa za to, że przestrzegł ją przed Amandą.
    Andreas zachowuje się dziwnie. Jest moim ulubieńcem ponad wszystko, ma moją dozgonną sympatię, ale - jest tylko facetem. A oni jak wiadomo lubią czasem zboczyć z prostej drogi i nieco namieszać. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie narobił głupot i nie wywija nic na boku z tą paskudą.
    Wyjazd Emily to zdecydowanie zły pomysł... tak mi się wydaje. Coś się stanie w ten weekend i to pewnie nic dobrego.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie, życzę dużo dużo weny i przyjemności płynącej z pisania tego interesującego opowiadania. Buziak!
    Zapraszam do siebie na nowości.

    OdpowiedzUsuń